Kyra Parsi - Jak rozkochać gbura - recenzja

by - 00:47:00

Choć ciężko w to uwierzyć, w całym majestacie mroczności… wciąż przepadam za komediami romantycznymi - i poszukuję tych, które są w stanie mnie rozbawić, o co doprawdy niełatwo. Wybredna i zakochana we wszystkim, co złe, okrutne, smutne i depresyjne, dla odmiany lubię niekiedy odnaleźć uśmiech w nietuzinkowych historiach, jakie mimowolnie podnoszą kąciki ust ku górze. Z pomocą w tym nieprostym zadaniu po raz wtóry przybyło do mnie Wydawnictwo Ale - swoisty ewenement, jako że nie ukazała się w nim jeszcze ani jedna książka, która nie przypadłaby mi do gustu! Kyra Parsi i jej najnowsza propozycja literacka zatytułowana ujmująco „Jak rozkochać gbura” to - nie przesadzając - kapitalna opowieść. Nasączona ogromną dozą dobrego humoru, złożona z wielu pomyłek o nieprzewidywalnych skutkach, lecz przede wszystkim o nader wartościowym tle. Przedstawieni czytelnikowi przez Autorkę bohaterowie są wielowymiarowi, przez co pozostają na wskroś prawdziwi. Zamiast papierowych sylwetek czy pustych osobowości - osoby o ujmującej przeszłości, naznaczone tragediami czy uparcie dążące do wyznaczonych celów. Nie sposób nie kibicować w trakcie lektury niemalże wszystkim, co należy uznać za rzadkie zjawisko wśród podobnych publikacji. Kanadyjska Pisarka to dla mnie duże odkrycie, jako że z pozornie lekkich narracji tworzy wielowymiarowe historie, w jakich relacje międzyludzkie czy kreacje rodzinne wciąż pozostają jednym z najważniejszych elementów. Okrywa to woalem uroku ale i smutku - wszak kiedyś było to na porządku dziennym, a w dzisiejszych czasach pustki i pustoty należy za to pochwalić. Druga część serii „Grzeszni miliarderzy” (jakiej wszystkie tomy można czytać oddzielnie) okazała się nawet lepsza niż pierwsza, przynajmniej w mojej ocenie. Zabiorę Cię zatem do świata pewnego bardzo nieznośnego bogacza, który nie wierzy w przeznaczenie, kobiety, jaka kocha miłość i zawodowo zajmuje się kojarzeniem ludzi w pary, wróżki, cudownej służby oraz definitywnie kapryśnego i jeszcze bardziej puszystego kota, jakiemu pewnego dnia zamarzy się mieszkać w pałacu.

„I w gruncie rzeczy tylko o tym marzyłam. Od wczesnego dzieciństwa. O czystym, oślepiającym szczęściu, jakie niesie ze sobą znalezienie drugiej połówki. (…) Cholernie kocham miłość (…).”

Matchmaker - nie mogłabyś sobie wyobrazić lepszej profesji niż ta, w jakiej czujesz się coraz lepsza. Zatrudniona w prestiżowej agencji Charmed w Toronto, zajmujesz się znajdywaniem najodpowiedniejszych kandydatek do romantycznej relacji dla wszystkich majętnych klientów, którzy się do niej zgłoszą. Mogłoby się to wydawać średnio intrygujące, gdyby nie fakt, że w głębi duszy okropny z Ciebie romantyk. Uwielbiasz odnosić sukcesy, kiedy okazuje się, iż ten czy inny zleceniodawca, zbyt zagoniony w bogatej codzienności by zrobić to samodzielnie, na bazie wywiadów, spotkań czy specjalnych treningów, zostaje przez Ciebie skojarzony z kimś, kto idealnie do niego przystaje i zaczyna udanie dzielić z nim życie. Wygląda jednak na to, iż Twoja dobra i zawsze szczęśliwie kończąca się passa przeminęła. Wszystko za sprawą potwora w diabelnie przystojnej ludzkiej skórze, którego błękitne spojrzenie kryje w sobie sople lodu - mężczyzny nazwiskiem Jackson Sinclair, jaki zdążył odrzucić dokładnie 67 idealnie dobranych dla niego potencjalnych partnerek. Nad perfekcyjnym skojarzeniem dla owego miliardera pracujesz wespół z przydzielonym Ci firmowym duetem już od siedmiu miesięcy i wszystko zaczyna wskazywać na to, że mimo poświęcenia zadaniu niezliczonych nadgodzin, kroi się pierwsze fiasko. Do jakiego nie możesz dopuścić, jako że będzie to oznaczało mnóstwo plotek w branży - ciotka potentata, która go do Was zgłosiła, jest wysoce cenioną personą a Charmed zawsze odnosi sukcesy. Twoja szefowa ani myśli słyszeć o tym, że gburowaty jegomość nawet się do Was nie pofatygował a każdy kwestionariusz wypełnia chmara jego asystentów, co może się przekładać na to, iż posiadacie niewystarczające dane, by umówić go na adekwatnie skrojoną randkę. W desperacji, po kolejnej nieudanej, wpadasz ze swoją drużyną na iście diabelski plan - przebierzesz się za jedną z kandydatek i spróbujesz ustalić, dlaczego po każdym spotkaniu wybrane partnerki dzwonią do Was z żalem i skargami. Zaopatrzona w kamerę i odpowiedni strój nie przewidujesz tylko, że… wpadniesz do basenu i zostaniesz zdemaskowana. Ups.

„Głęboko wierzę, że dla każdego istnieje ktoś wyjątkowy. I tak, być może stoi za tym jakaś siła wyższa, która pomaga duszom się odnaleźć. (…) Wiem tylko, że romantyczna miłość, głębokie więzi i szczęśliwe zakończenia są prawdziwe.”

Wyłowiona z wody i doszczętnie zrujnowana, jako że ubranie, które wynajęłaś, kosztowało krocie - musisz się szybko ewakuować z apartamentu definitywnie wściekłego Jacksona, który po dokumentach z Twojej torebki ustalił, że jesteś pracownikiem Charmed, a nie kolejną z jego nieudanych i celowo sabotowanych randek. Następnego dnia, wysłuchawszy już około godzinnej nagany od szefowej, jesteś zmuszona stawić się na spotkaniu z nim i jego ciotką. Na skutek szalonego zbiegu okoliczności, a może wyrachowania starszej pani, zostajesz przydzielona Sinclairowi do tego, by przez kolejny miesiąc… być jego cieniem. Kobieta decyduje się bowiem na wdrożenie tak zwanego pakietu immersyjnego - ostatniej deski ratunku, dzięki jakiej Wasi pracownicy stają się tymczasowo trenerami randkowymi i życiowymi klientów, zbierając o nich jak najbardziej szczegółowe dane, które pozwolą na dobór partnera, gdy wszystko inne zawiedzie. I tak oto, dzierżąc drapieżnego Puszka pod pachą, zjawiasz się w wilii Jacksona, gotowa zmienić jego życie w piekło za wszystkie inwektywy, jakimi zdążył Cię już obrzucić podczas nielicznych spotkań. Jeśli masz stać się jego ochroniarzem w tej niełatwej misji, zamierzasz zrobić wszystko, by zatruć mu możliwie bardzo to pozornie idealne życie. Co ciekawe, już pierwszego dnia ustalasz, że jak na światowej klasy dupka, posiada zastanawiająco oddaną służbę, spośród jakiej najcudowniejsze okazują się dwie zwichrowane staruszki - siostry bliźniaczki, które od lat są jego gosposiami. Jak to możliwe, że ktoś tak wredny był w stanie wzbudzić w kimś tyle pozytywnych uczuć? Być może przebłyski tego, że za prezentowaną wszystkim postronnym maską kryje się ktoś zupełnie inny, definitywnie niesprawiedliwie oceniony, dostrzeżesz po raz pierwszy wówczas, gdy mężczyzna złoży Ci propozycję nie do odrzucenia i zaprosi na pierwszą prawdziwą randkę - próbując udowodnić, że doskonale sobie na nich radzi, zatem Twoje opłacone przez ciotkę (i wywróżone w tarocie) usługi są zbędne. Tylko co stanie się, gdy już ustalisz, jak rozkochać gbura?

„Wszechświat próbuje Ci dać dokładnie to, o co prosiłaś, ale Ty to odrzucasz, ponieważ na pierwszy rzut oka nie jest to coś, czego się spodziewałaś.”

W mojej ocenie komedia romantyczna, oprócz oryginalnie i wielowymiarowo wykreowanego wątku miłosnego, musi także składać się z bawiących pomyłek oraz elementów dobrej powieści obyczajowej i tragedii rodzinnej. Wszystkie te cechy spełnia w zupełności najnowsza powieść, jaką napisała Kyra Parsi, czyli „Jak rozkochać gbura”. Początkowo nieco statyczna i zawierająca niewiele scen komicznych oraz tak cenionych przekomarzanek między głównymi postaciami, szybko ewoluuje w opowieść, od jakiej nie można się oderwać. Zaskakujące wydarzenia oraz dołączające do fabuły sylwetki poboczne sprawiają zaś, iż z każdą kolejną przewróconą stroną czytelnik jest coraz bardziej rozbawiony, by… finalnie całkowicie się zauroczyć i uśmiechnąć od ucha do ucha, a także wielokrotnie szczerze roześmiać. Za iście kabaretowe uznaję sceny z tyleż puszyście ponętnym co drapieżnym kotem, wierną służbą Sinlclaira z dwiema knującymi staruszkami na czele czy… samym Jacksonem, którego w sprzyjających warunkach można wręcz uznać za ulubioną pluszową maskotkę. Drogie Panie, jeśli jeszcze nie czytałyście najnowszej historii kanadyjskiej Autorki, gwarantuję Wam, iż po lekturze Wasza kolekcja wirtualnych mężów definitywnie się powiększy. 😉 Sądzę również, iż postać absolutnie niezłomnie nieprzekupnej Jamie, cechującej się dużą klasą przy wprost nieproporcjonalnej dozie skrywanego romantyzmu, także skradnie serca. „Jak…” to taka opowieść, którą czyta się z nieustającą przyjemnością. Swoisty promień słońca, jaki dobrze jest dostrzec trudnego wieczoru lub po prostu zawsze wtedy, gdy szuka się pozytywnej lektury. Od wymagającej przecież mnie, ta przesympatyczna i przezabawna książka otrzymuje 9/10 punktów - z ogromną polecajką. Nawet niewzruszone kamienie, owiane cienistością zła lubią się niekiedy rozjaśnić i… po prostu świetnie bawić.

„I w tym tkwiła prawdziwa siła - nie pozwolić przeciwnikowi, by poznał Twoje prawdziwe uczucia. Sprawić, by myślał, że cokolwiek zrobi czy powie, nie ma na Ciebie żadnego wpływu. Zwłaszcza wtedy, gdy Twój przeciwnik nie jest przyzwyczajony, że ludzie są wobec niego obojętni.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)