Krzysztof Drozdowski - Wampir z Osielska - recenzja
Będąc na miejscu Hrabiego
Draculi, uchyliłabym wieko swojej wygodnej trumny, następnie wychynęła z
grobowca i zawołała rozpaczliwie w głąb ludzkiego uniwersum: „A cóż zrobiło Wam
moje szlachetne plemię, że jego imieniem nazwaliście najgorszych spośród Was,
najbardziej odrażających zboczeńców, skrzyżowanych z sadystycznymi
wykolejeńcami, czerpiącymi uciechę z dręczenia i makabrycznego mordowania
swoich bliźnich, którzy niczym im nie zawinili? Czyż któryś z nas chłeptał krew
dla samej przyjemności, a nie z potrzeby przetrwania?” Może taka manifestacja
szczerego oburzenia skłoniłaby tych wszystkich, którzy na określenie seryjnych
zabójców używają terminu „wampiry” do zaprzestania tej oburzającej praktyki... 😉 Oczywiście etymologia nazwy jest
stosunkowo łatwa do wyjaśnienia. Jest stosowana do tych spośród zbrodniarzy,
którzy nie tylko dopuszczają się gwałtownego usuwania ludzi z tego świata, ale
dodatkowo pastwią się nad ich ciałami, zarówno za życia, jak i po śmierci.
Czyli do postaci nawet wśród zatwardziałych przestępców na swój sposób
„wyjątkowych”. Najważniejszą role odgrywa tu kojarząca się z „nieumarłymi”
symbolika krwiożerczości i kanibalizmu, często o seksualnym podtekście. Ci
bowiem według wierzeń piją krew ofiar, a czasem także pożerają ich zewnętrzną
powłokę. Bardzo często tak właśnie postępują niektórzy seryjni mordercy.
Wystarczy przywołać przykład tych, którzy działali na terenie Stanów
Zjednoczonych, jakie są ich istną Mekką. Największą „gwiazdą” jest niewątpliwie
Gary Leon Ridgway, który w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych
ubiegłego wieku w Seattle i jego okolicach zamordował 71 kobiet (do tylu się
przyznał), choć według policji było ich przynajmniej dwa razy więcej.
Dopuszczał się także drastycznych czynów wobec ich ciał, nie wyłączając
nekrofilii…
„Seryjni zabójcy seksualni odzwierciedlają szczególnie przerażający rodzaj przestępców, których motywację stanowią głównie perwersyjne potrzeby cielesne.”
O dziwo „sławą” przewyższa go Ted Bundy - zabójca „jedynie” trzydziestu niewiast w okresie 1974-1978. Jeffrey Lionel Dahmer, znany jako „kanibal z Milwaukee” zabił, poćwiartował i częściowo skonsumował siedemnastu mężczyzn w latach 1978-1991. Z kolei John Wayne Gacy miał na sumieniu pomiędzy trzydzieści a pięćdziesiąt ofiar. Również Rosja ma swojego człowieczego „wampira”. Andriej Romanowicz Czikatiło „Rzeźnik z Rostowa”, został oskarżony o pięćdziesiąt trzy zabójstwa głównie kobiet i dzieci na terenie ZSRR w latach 1978-1990. Część z nich po prostu zjadł.. Z kolei na Dolnym Śląsku działał Niemiec Karl Denke, który na początku XX wieku miał zamordować przynajmniej czterdziestu mężczyzn. Co budzi szczególną grozę, z ich skóry wyrabiał paski i kapcie a z włosów plótł sznurówki oraz rzemienie. Ciała ofiar ćwiartował, peklował i zjadał, a nawet sprzedawał we wrocławskiej hali targowej jako wyjątkowo smakowitą wieprzowinę i cielęcinę. Polska również nie jest wolna od tego rodzaju indywiduów. Najsłynniejszymi byli: Zdzisław Marchwicki ("Wampir z Zagłębia") skazany na karę śmierci za zabójstwa 14 kobiet i ich usiłowania wobec kolejnych 7 w latach 1964-1970 i Edmund Kolanowski, mający „na liczniku” wprawdzie jedynie 3 zabójstwa kobiet, w tym 11-letniej dziewczynki, ale za to całe mnóstwo czynów profanacji zwłok poprzez ich okaleczanie. Polegało na wycinaniu piersi i narządów płciowych, przy czym te ostatnie przyszywał do manekina, używanego do celów seksualnych. Na terenie Pomorza w latach 1975-1983 grasował Paweł Tuchlin „Skorpion”, skazany na karę śmierci i powieszony za zabójstwo 9 kobiet oraz usiłowanie dalszych 11 morderstw. Tego rodzaju zwyrodnialców było dużo więcej, część z nich utonęła w mrokach „niepamięci” społecznej. Historię jednego z nich, żyjącego w dodatku na terenach bliskich memu bydgoskiemu miejscu teraźniejszej egzystencji, wydobył na światło dzienne Krzysztof Drozdowski, tworząc swoisty „portret potwora”. Czy udanie?
Kim był tytułowy (anty)bohater?
Zabójca dwóch kobiet mieszkający w podbydgoskim Osielsku, co definitywnie rzuca
się w oczy, był najzwyklejszym, szarym człowiekiem o całkiem miłej aparycji. Znamienne
- dobry mąż oraz ojciec dla dzieci, które często obdarowywał cukierkami i
jakich wynikami w nauce zawsze się interesował. Nieprzemocowy i wręcz potulny.
Nieco niezgrabny, wyglądający na „wioskowego prostaczka”, nie budził grozy, a
jedynie politowanie - zwłaszcza wśród kobiet. Te niezbyt chciały utrzymywać z
nim kontakty, czemu nie pomagała jego „wrodzona do nich nieśmiałość”. Nabierał
jej po wypiciu alkoholu, ale nie objawiała się ona w sposób charakterystyczny
dla większości mężczyzn. Co u innych powoduje zwiększenie „elokwencji” i
tanecznych umiejętności, przy często radykalnym obniżeniu się innych potencji,
u niego stawało się umysłową trucizną…
„Rachubiński był
powszechnie znany, również wśród milicjantów, jako spokojny i zwyczajny
człowiek.”
Po skonsumowaniu napojów wyskokowych pragnął nie tylko seksu, ale także próbował ziszczać swoje tajemne marzenie o okaleczaniu niewiast w jego trakcie. Snuł wizje odcinania piersi czy rozpruwania brzucha, choć do czasu nigdy nie na to nie odważył. Zanim dopuścił się najgorszych czynów, kilkakrotnie próbował zrobić krzywdę przygodnie spotkanym kobietom. W połowie listopada 1959 roku zaatakował Teresę Jagodzińską, którą szarpał, bił i próbował zmusić do obcowania cielesnego. Na szczęście przestraszył się jadącego motocykla i uciekł. Aresztowano go wprawdzie, ale szybko wypuszczono, gdyż miał nienaganną opinię. O czyn oskarżono i skazano całkowicie niewinnego w tym wypadku, miejscowego gwałciciela - przesiedział półtora roku w więzieniu, choć miał wiarygodne alibi. Inna jego ofiara, nieznana do dzisiaj, cudem uniknęła śmierci. Według złożonych zeznań, zaatakował ją na ulicy i dźgnął scyzorykiem w pośladek, jednak na swoje szczęście, skręciła w bramę i zatrzasnęła odrzwia, uchodząc prześladowcy. Po raz pierwszy zabił 11czerwca 1965 roku. Zbrodni dopuścił się na 25- letniej bydgoskiej prostytutce Zofii Ługowskiej, z którą zawędrował do lasku, odbył stosunek, za jaki sumiennie zapłacił, po czym udusił i rozebrał do naga. Następnie zaczął kroić ciało scyzorykiem: najpierw wykonał wręcz fachowe cięcie szyi aż do kręgosłupa, a następnie powłok brzusznych do spojenia łonowego. Po wszystkim spokojnie udał się do domu, wtapiając w szarą codzienność. 12 marca 1966 roku wyprawił na tamten świat dokładnie w ten sam sposób inną panią lekkich obyczajów - Danutę Kuklińską. Tym razem milicja bardziej przyłożyła się do śledztwa, więc zwyrodnialca ujęto. Szybko przyznał się do winy, składając obszerne zeznania. Podkreślał w nich, że akty morderstw i krojenia ciał dawały mu upojną satysfakcję seksualną. W wolnych chwilach pomiędzy przesłuchaniami i badaniami psychiatrycznymi pisał rzewne listy do żony i dzieci. W 1968 roku Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy skazał go na karę śmierci, którą podtrzymał Sąd Najwyższy. Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski, więc 30 czerwca 1969 roku wykonaną ją przez powieszenie, uwalniając świat od bestii, jaka niewątpliwie, gdyby okoliczności na to pozwoliły, miałaby „na koncie” znacznie więcej bezbronnych ofiar...
„Korespondencję kreśloną
przez Rachubińskiego cechuje wyraźna doza odrealnienia. (…) jakby nie w pełni
zdawał sobie sprawę z przyszłości, która go czekała. Jakby mechanizmy wyparcia
nie pozwalały mu realnie zmierzyć się z konsekwencjami własnych czynów.”
„Wampir z Osielska” Krzysztofa Drozdowskiego to reportażowo-literacka próba sportretowania sadystycznego mordercy kobiet z miejscowości pod Bydgoszczą. Autor nie tylko przypomniał jego sylwetkę, która w zasadzie została zapomniana, ale także ze szczegółami zrelacjonował przebieg życia, a także odrażających czynów, jakich się dopuścił. Wykonał przy tym iście benedyktyńską pracę, przede wszystkim archiwalną, aby ustalić wszystkie konieczne okoliczności, składające się na obraz jego sprawy i osobowości. Książka pełna jest przytaczanych dosłownie protokołów milicyjnych, sądowych i psychiatrycznych, dając czytelnikowi możliwość samodzielnej oceny postaci zbrodniarza. Wyłania się nich sylwetka człowieka, który na pierwszy rzut oka „muchy by nie skrzywdził”. Spokojnego, oddanego męża i ojca, sumiennego pracownika i nader chętnego kompana do wódki. Nie sposób nie zadać sobie pytania, w jaki sposób ktoś tak miałki i szary, niezdradzający niepokojących skłonności, mógł zostać tak bezwzględnym oprawcą kobiet. Drozdowski wprawdzie nie dokonuje jednoznacznej oceny tego człowieka, pozostawiając to zadanie odbiorcy i ograniczając się do niemal suchego relacjonowania jego przypadku, lecz zarazem, co cenne, nie próbuje tworzyć na jego usprawiedliwienie modnych i chwytających za serce teorii o trudnym dzieciństwie i krzywdach zadawanych przez otoczenie - to wielki plus. Z przedstawionych materiałów wyłania się figura seksualnego zwyrodnialca, którego do ohydnych zabójstw pchały chore namiętności, jakich nawet nie próbował zdusić. Zabijał, bo lubił to robić w imię zaspokajania popędów i gdyby go nie złapano i uśmiercono - robiłby to dalej. Jednak propozycja literacka Autora to także obrazowy akt oskarżenia wobec indolencji ówczesnych organów ścigania. Śledztwo prowadzone przez Milicję Obywatelskiej obfitowało w rażące błędy i karygodne zaniedbania. Bezpodstawne aresztowania niewinnych ludzi, niedbalstwo w zbieraniu dowodów, lekceważenie zagrożenia i wcześniejszych skarg składanych wobec Rachubińskiego na jego zachowanie - wszystko to umożliwiło bezkarne popełnianie przez niego przestępstw, a w ostatecznym akcie zwyrodnialstwa także zabójstw. Dopiero nacisk opinii publicznej oraz mnogość świadków doprowadziła do podjęcia oczywistych, wydawałoby się, czynności, których skutkiem było jego skazanie i na szczęście usunięcie z tego świata. Gorzko można zrekapitulować, że komunistyczny, amoralny System miał na tyle poczucia sprawiedliwości, by dokonać tego, co dzisiaj już niestety niemożliwe... Myślę, iż nieco zbyt dokumentalny w mojej ocenie i odrobinę za mało opatrzony warstwą literacką „Wampir…” przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom opowieści true crime. Ta mroczna, zawierająca wiele drastycznych zdjęć lektura, to jednak również przestroga, jaką zawsze warto mieć na uwadze gdzieś z boku wszystkich myśli. Jeśli bowiem nie wiadomo, skąd może nadejść zagrożenie, należy się spodziewać, iż może pojawić się absolutnie wszędzie… 7/10 - cieniście ciekawy reportaż.

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)