WP Rdzanek - Akord - recenzja
W końcu nadszedł tak niecierpliwie wyczekiwany przez Ciebie długi weekend. Jutro wypada 11 listopada, więc będziesz mógł trochę się rozluźnić i zająć od dawna zaniedbywanymi osobistymi pasjami. Dziś, jak to często robisz w niedzielę, siedzisz w ulubionej knajpce na lunchu. Gdy więc rozlega się dzwonek telefonu odbierasz go z dużą niechęcią. Ku swojej irytacji dostajesz rozkaz, aby w trybie pilnym stawić się w Hotelu Sheraton, w którym odkryto zwłoki niemieckiego obywatela. Nie rozumiesz, jaki udział w prowadzeniu śledztwa związanego z prozaicznym morderstwem może mieć służba odpowiadająca za ochronę państwa, czyli Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jednak nawet Twój kapitański stopień nie daje prawa do dyskutowania z decyzjami przełożonych, więc niechętnie wstajesz od stolika i wychodzisz na ulicę. Pogoda jest pod psem, leje deszcz, zatem mocniej wciskasz na głowę swój staromodny, „gangsterski” kapelusz. Nie cierpisz używać parasoli, toteż z jego ronda cieknie na Twoje wierzchnie okrycie powiększająca się systematycznie strużka wody. Gdy docierasz na miejsce, z daleka dostrzegasz stojącą przed budynkiem komisarz Ewę Dzik, która na Twój widok pośpiesznie gasi cienkiego papierosa. Razem wsiadacie do windy i wjeżdżacie na szóste piętro. Na korytarzu mijacie policjanta w cywilu i techników obładowanych różnorakim sprzętem. W końcu wchodzicie do apartamentu wynajmowanego przez Georga Telmana. Na środku stoi krzesło z przywiązanym do niego ciałem. Jego stan wskazuje, że do zabójstwa doszło kilka godzin temu. Mężczyzna miał około pięćdziesięciu lat, a na jego twarzy zakrzepła krew spływająca z oczu, uszu i nosa...
„Ponownie weszła do darknetu i zostawiła umówiony znak wykonanego zadania. Teraz musiała czekać. Wkrótce będzie wiedziała, czy Dzień Wolności nadszedł, czy też czeka ich kolejna bitwa.”
Na podłodze walają się fotokopie dokumentów, spośród których w oczy rzucają się odręcznie sporządzone: list datowany na 1745 rok, pisany XVIII-wieczną germańszczyzną oraz zapis nutowy, będący fragmentem utworu muzyki poważnej. Twoją uwagę przyciągają również wyraźne odciśnięte ślady słuchawek na skórze ofiary, wskazujące wyraźnie, że miała je założone w chwili śmierci. Policjantka informuje Cię, że denat prowadził w Hamburgu mały antykwariat, a w poszukiwaniu artefaktów jeździł po całym świecie, w tym Polsce. Od razu decydujesz się zarekwirować znalezione materiały. Twój nieomylny instynkt wyraźnie wskazuje, że śmierć Niemca ma z nimi ścisły związek. Wychodząc z hotelu, zabierasz od techników laptop, tablet i komórkę denata, a także słuchawki w białym etui. Jako spec od cyberbezpieczeństwa będziesz musiał przejrzeć zawartość elektroniki i masz nadzieję, że znajdziesz w niej jakikolwiek ślad, który wyjaśni, z jakiego powodu doszło do zabójstwa. I wcale się nie mylisz. W poczcie tkwią maile sprzed dwóch tygodni - zawierają skany zarówno zapisu nutowego, jak i epistoły. Wiadomość wysłana dwa dni temu wyznaczała spotkanie w Sheratonie w dniu dokonanego morderstwa. Definitywnie została sformułowana przez hakera - adres e-mail stanowi ciąg liter i cyfr, charakterystyczny dla tego środowiska. W tekście pada nazwisko wybitnego kompozytora Georga Philippa Telemanna. Zastanawiasz się, po co komuś takiemu XVIII-wieczny utwór muzyczny. Aby to odkryć, konieczne jest wyjaśnienie, o jaki dokładnie chodzi. Ponieważ się na tym nie znasz, musisz skorzystać z pomocy fachowca. Przychodzi Ci na myśl tylko jeden - utalentowana wirtuozka Violi da gamba Olga Weiss, obecna partnerka mecenasa nazwiskiem Tomasz Szczerzec. Wiesz, że możesz na tę parę liczyć, w końcu wraz z nią całkiem niedawno udaremniłeś dużą akcję wywiadu północnokoreańskiego na terenie Polski. Podczas niej o mało życie postradali nie tylko oni, ale także Karol Koppel - niespełna trzydziestoletni siostrzeniec prawnika, genialny programista i tajny współpracownik CIA, który był celem agenta komunistycznego wywiadu. Ten ostatni, pomimo szeroko zakrojonych poszukiwań, zdołał się wymknąć i wciąż zagraża interesom polskiego państwa, a także samemu młodzieńcowi, gdyż przebywa w nieznanym miejscu. Gdy dzwonisz do adwokata, ten natychmiast wyraża zgodę, byś za piętnaście minut pojawił się w jego mieszkaniu. Olga wita Cię wylewnie i natychmiast przystępuje do studiowania listu. Tłumaczy, że skierowany jest do córki nieżyjącego już magnata von Promnitza, dla którego Telemann przed jego śmiercią skomponował kantatę o uzdrawiającej mocy - taką wyłącznie dla odbiorcy, lecz groźną dla innych ludzi. Prosi więc, aby umieścić jej zapis w ołowianej tubie i zamurować we wznoszącej się nad grobowcem ojca wieży zamku w Żorach, aby nigdy nie wpadła w niepowołane ręce - może narobić wiele szkody słuchaczom przy jej odtwarzaniu.
„Jej słowa wypełniły salę. Nagle z galerii rozległ się przeraźliwy krzyk. (…) Ci, którzy wciąż słuchali tłumaczy, zaczęli osuwać się z foteli. Gwałtownie, spazmatycznie w ostatnim rozpaczliwym geście próbowali zerwać słuchawki (…). Z oczu, nosów i uszu obficie płynęła krew, plamiąc dokumenty i drogie garnitury.”
Natychmiast szukasz w Internecie jakiejkolwiek wiadomości, która mogłaby potwierdzić słowa wirtuozki i ze zdumieniem odkrywasz, że sama wieża zamkowa spłonęła doszczętnie 13 października tego roku. Dochodzisz do oczywistego wniosku, że antykwariusz wszedł w posiadanie artefaktu najpóźniej tej właśnie daty. Przychodzi Ci też na myśl, że uczynił to nielegalnie, nie zgłaszając władzom znaleziska, a co więcej, wzniecając pożar, zatarł ślady swoich działań. Jeszcze większa konfuzja ogarnia Cię, gdy kobieta przystępuje do wykonania kantaty. Muzyka ma w sobie tak potężną siłę, że dosłownie czujesz, ciarki biegnące po plecach a Twoje ciało i umysł wpadają w całkowite rozedrganie, pomieszane z niewytłumaczalnym uniesieniem. Nawet Olga potwierdza, że nigdy nie słyszała utworu o podobnym pięknie i niezwykłych właściwościach, ściśle odwzorowującego pitagorejską koncepcję kosmicznej harmonii, zespalającej matematykę z muzyką. Wskazuje także, że brakuje przynajmniej jednej strony zapisu nutowego, a Ty już wiesz, że został zabrany przez mordercę. Widocznie musi mieć wielką wartość, skoro w celu jej zdobycia uśmiercono człowieka. Zanim udaje Ci się poukładać myśli, rozlega się dźwięk Twojego telefonu. Gdy odbierasz, komisarz Dzik informuje, że w warszawskim metrze znaleziono dwa trupy młodych ludzi ze słuchawkami na uszach i cieknącą z oczu, uszu i nosa krwią. Wkrótce potem nadchodzi wiadomość o katastrofach pięciu samolotów towarowych, które niedługo po starcie runęły na terytorium Niemiec i Francji, ulegając awarii elektronicznych systemów pokładowych. Tajemnicze katastrofy szybko znajdują wyjaśnienie. W światowych mediach ukazuje się bowiem odezwa ruchu Dzień Wolności, który pod groźbą kolejnych zamachów terrorystycznych żąda niezwłocznego zaprzestania wszelkich prac nad sztuczną inteligencją, jakiej dalszy rozwój zagraża istnieniu ludzkości oraz zwołania Zgromadzenia Ogólnego ONZ w celu przyjęcia odpowiedniej uchwały w tej sprawie. Jednocześnie jej autorzy wskazują, że są w posiadaniu potężnej broni akustycznej, zdolnej uśmiercić każdego człowieka z dowolnej odległości i nie zawahają się jej użyć, aby wywołać na świecie całkowity chaos, jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione. Przychodzi Ci na myśl całkowicie absurdalna myśl, że może to być zaginiona część kantaty Telemanna, skoro to, co usłyszałeś, tak potężnie podziałało na Twoje ciało. Szybko jednak przywołujesz się do porządku, w końcu oficer ABW powinien kierować się rozsądkiem, a nie tak nieprawdopodobnymi teoriami spiskowymi. Tymczasem międzynarodowe śledztwo, którego zostaniesz uczestnikiem, udowodni, że nawet najbardziej zdumiewające rzeczy mogą oblec się w ciało na oczach zdumionego i zastygłego w przerażeniu świata…
„Ta cząstka drapała i pukała cicho w mur, którym Viper się otoczyła. W chwilach ciszy jej głos stawał się nie do zniesienia. To przez niego nie potrafiła spojrzeć w lustro. Bała się, ze zobaczy w nim coś straszniejszego od krwi. Mgliste wyobrażenie czyhającego na nią potwora.”
Powieść pod tytułem „Akord”, którą napisał W.P. Rdzanek to porywający i inteligentnie skonstruowany cyberthriller i jednocześnie druga część oryginalnej trylogii AI-Gent. Przedstawia międzynarodowe zmagania z radykalnym ruchem „Dzień Wolności”, który dopuszcza się zamachów terrorystycznych, żądając za ich zaprzestanie wstrzymania prac nad sztuczną inteligencją. W jego optyce bowiem stanowi ona zagrożenie dla ludzkości. Aby powstrzymać jej rozwój, jest w stanie użyć posiadanej tajemniczej broni akustycznej, jaka może spowodować śmierć każdego człowieka, niezależnie od tego, jakie stanowisko piastuje. Czytelnicy pierwszego tomu cyklu odnajdą w lekturze starych znajomych: wirtuozkę Olgę Wiess, mecenasa Tomasz Szczerzec, komisarz Ewę Dzik, kapitana ABW Zygmunta Friszera, programistę Karola Koppela oraz agenta północnokoreańskiego wywiadu o zmiennej tożsamości. Wręcz szaleńczo pędząca akcja przeskakuje co rusz z Warszawy do Liège w Belgii, Paryża, Lyonu i Strasburga we Francji, Nowego Jorku, Fort Meade w USA a nawet Alaski, na której rozegra się jej „najgorętsza” część - rodem z najlepszych filmów akcji. Pisarz umiejętnie buduje napięcie, rozpoczynając książkę mocnym Prologiem, by później w każdym rozdziale wprawiać umysł odbiorcy w małe „trzęsienia ziemi”, których intensywność rośnie z każdą przewróconą stroną - według wzoru przedstawionego w swoim czasie przez Alfreda Hitchcocka. Elementy tej ekspresyjnej i skomplikowanej mozaiki układają się w finale w efektowną i wielopiętrową konstrukcję, jaka budzi podziw zarówno formą, jak i treścią. Od pierwszej chwili lektury czytający z rosnącą ciekawością śledzi losy całej plejady bohaterów, których sylwetki zarysowane są z dużą zręcznością, co szczególnie odnosi się do Friszera oraz wyrastającego na „gwiazdę” trylogii komunistycznego agenta Quan Vo, jakiego osobowość i losy okazują się być zacznie bardziej złożone, niż mogłoby się to na pierwszy rzut oka wydawać. Na uznanie zasługuje kapitalny pomysł, by do narracji wprowadzić niewtórny wątek śmiercionośnej kantaty Telmanna oraz tematyki sztucznej inteligencji, zagrażającej nie tylko ludziom, ale nawet samej sobie. Zmyślne to i prawie niespotykane w rodzimej literaturze. Warstwę językową propozycji literackiej określiłabym mianem eleganckiej, co także jest rzadkie w techno-thrillerach szpiegowskich. 9/10 - dla drugiego tomu serii, który okazał się lepszy niż pierwszy oraz światłej rozrywki, jaka nie pozwala na oderwanie się od lektury.
„Świat, jaki znacie, chyli się ku
upadkowi. W zaciszu serwerowni, w laboratoriach, korporacji i rządów
powołujecie do życia siłę, której nie będziecie w stanie kontrolować. Budujecie
waszego następcę i kata: generatywną sztuczną inteligencję. (…) Cyfrowego lewiatana, który gdy tylko
zyska świadomość, uzna ludzkość za błąd w systemie. Wirusa, którego należy
usunąć.”

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)