Bożena Bisewska - To, co nie pamięta - recenzja
Pamięć gubi drogowskazy.
Skrywa za opadającą z każdym przeszłym dniem mgłą zapomnienia wszystko, co wcześniej
wydawało się istotne. Chowa w najgłębsze zakamarki wydarzenia, które stworzyły
Twoją osobę, jeśli były jakkolwiek traumatyczne. Usuwa w cień to, czego
potrzebujesz mniej niż dawniej. I tylko niekiedy, w rzadkich przebłyskach
świadomości, łapiesz się na tym, iż być może istniało coś więcej, co wcale nie
miało się w zapomnieniu znaleźć. Jak jednak odtworzyć to, co zostało w znacznej
części skasowane? Czy naprawdę istniało - a może to tylko jedna z mrzonek,
które raz wtóry sprawiły, że bezksiężycowa, najciemniejsza noc okazała się
bezsenna? Poduszka nie jest dłużej zimna z jednej ni z drugiej strony a koc
wydaje się ważyć tonę, przez co ciężej Ci oddychać. Jeszcze kilka niespokojnych
myśli temu byłaś pewna, że istnieje rzecz, jaką musisz sobie przypomnieć.
Teraz, zaraz, natychmiast, nim skrawki minionego znowu ulecą w niebyt, w którym
znalazły się z jeszcze nieznanej Ci przyczyny. Jutro będzie nowy dzień a Ty jak
zawsze udasz się do ukochanej kwiaciarni zająć tworzeniem strojnych bukietów i
urzekających urodą wieńców. Przycinając łodygi i usuwając kolce róż może tym
razem dojdziesz do wniosku, że ich zapach nie jest naprawdę piękny, bo tak
słodki, iż aż duszący. W powietrzu uniesie się coś jeszcze - woń zagrożenia, strachu
i wyczuwalnie zbliżającego się powrotu… przeszłości. Czegoś, co nie pamięta. A
może Ciebie, która zdecydowała się pamięć zatracić, gdyż tak było łatwiej,
wygodniej; albo pamiętanie oznaczałoby śmierć. Czy jednak lepiej miast żyć
wegetować, kiedy cała ta otoczka dookoła jest tylko li pustą wydmuszką,
wykreowaną dla bezpieczeństwa miałkiego istnienia? Spomiędzy uroczystych
kwiatów, bo dziś znienawidzone przez Ciebie, komercyjne i tandetne Walentynki,
wypada biała kartka. List przeznaczony nie dla Twoich oczu, jak sądzisz lub próbujesz
się łudzić i okłamywać. Było ich więcej. A każda wiadomość sprawiała, że nie
przypomniało Ci się nic, lecz trwało ciężej i straszniej. „Ona wie więcej niż
pamięta” - czernieje tym razem tusz. Kto jest nadawcą?
„To była zapowiedź. Zapowiedź, że ktoś nie zamierza odejść. Że ktoś chce, by widziała, czuła i pamiętała. Że dopiero otworzyła drzwi do historii, o której nie wiedziała, że jest jej częścią. A wszystko w niej szeptało: to dopiero początek.”
Obok właśnie oporządzanych kwiatów stoi kubek z zimną już kawą, na jakim napis jasno obwieszcza światu, co sądzisz o dniu świętego Walentego. Zachodnia moda i wymysł dla wszystkich tych niewartościowców o nieszczerym sercu, co to raz na całe trzysta sześćdziesiąt pięć lub sześć dni przypomną sobie o fakcie, że warto by docenić zdobną rośliną swoją drugą połówkę. Parskasz pod nosem, choć przecież właśnie tego rodzaju wydarzenia przynoszą Twojej małej i przytulnej kwiaciarni całkiem duże dochody. Przewiązujesz bukiet tasiemką, zawijasz ją elegancko, dbając o to, by powstała spirala odpowiednio odbijała światło i nagle zamierasz. Przyszedł. Zanim skierujesz na niego spojrzenie, zahaczasz jeszcze wzrokiem o sporządzoną przez siebie listę z pomysłami na Walentynki dla przychodzących, bo może akurat okaże się, iż ktoś jest tak samo cyniczny i zgnuśniały jak Ty. „Bukiet antyromantyczny: czarne róże, osty, gałązka eukaliptusa - miłość boli. Promocja: nie kupuj róż, kup czekoladę tylko dla siebie.” Oczy Dominika zauważają ów manifest, nim w końcu spoczną na Tobie - definitywnie wyrażają pewien stopień uroczej kpiarskości. Znika z jego twarzy, gdy tylko każe Ci przynieść księgi rachunkowe i ze słyszalnym przestrachem w głosie pyta, czy kolejne wiadomości w dalszym ciągu wypadają z bukietów w, wydawać by się mogło, losowych chwilach. Jesteś do niego nastawiona wrogo, przynajmniej początkowo - bo doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że wizyta stróża prawa w Twoim sklepie poskutkuje jednym: już za chwilę wszystkie miejscowe plotkary z Brzezin, jakie żyją jedynie codziennością innych, rozpuszczą na ten temat wydumane i ogromniejące po każdym przekazaniu z ust do ucha plotki. Finalnie eskalują do niewyobrażalnych rozmiarów - wiesz, że się nie pomylisz, co chwilę później udowadnia „przypadkowo” mijająca witrynę sąsiadka, która oczywiście zagląda do środka przybytku. Dostawszy, czego chciała, opuszcza pomieszczenie z rozradowaną miną, zaś Ty jesteś zmuszona przejść do konkretów i pokazać policjantowi ostatnią anonimową wiadomość, jaką znalazłaś. Może Ci się tylko wydaje, ale mężczyzna zaczyna na Ciebie spoglądać nie jak detektyw na ofiarę stalkingu…
„Czy ja właśnie zostałam
wciągnięta w coś, co ma sens tylko wtedy, kiedy przestaniesz spać i zaczniesz
rysować mapy na ścianach?”
Starasz się jak najszybciej pozbyć Dominika z kwiaciarni, bo jego widoczne zaniepokojenie zaczyna Ci się udzielać. Śledczy zajmuje się obecnie zaginięciem blondwłosej i ciemnookiej kobiety imieniem Lena, o którą wręcz natarczywie Cię wypytuje. Po raz kolejny oznajmiasz mu, że nikogo takiego nigdy nie znałaś ani nie widziałaś, w co on sam zdecydowanie nie wierzy. Nie masz pojęcia, o co tak naprawdę chodzi a anonimowe wiadomości, jakie dostajesz, uznajesz za żart dzieci z okolicy lub… No właśnie. Nic poza tym trywialnym wyjaśnieniem nie przychodzi Ci do głowy. W końcu udaje Ci się odprawić mężczyznę po przyjęciu jego numeru telefonu i solennej obietnicy, że z niego skorzystasz, gdy tylko zauważysz cokolwiek podejrzanego. Okazja przydarza się niestety kilka chwil później, gdy zamykasz lokal a na zewnętrznym parapecie jego okna znajdujesz kolejną kopertę i pojedynczy, niebieski hiacynt. To przecież nawet nie jest na nie pora roku… Kiedy spoglądasz na śnieg w dole, zamierasz, dostrzegłszy wyraźnie odbity, świeży ślad męskiego buta. Masz wrażenie, iż coś się za Tobą czai, lecz na szczęście Dominik szybko do Ciebie przybywa i mimo Twoich protestów postanawia odprowadzić Cię aż pod drzwi mieszkania. To jednak tylko początek czegoś większego, zaczynasz coraz wyraźniej to rozumieć. Ktoś chce, abyś wróciła w odmęty własnej przeszłości i na przekór wszystkiemu, ze sobą na czele, odsłoniła to, co skrzętnie ukryte. Nie pamiętasz tego czy nie chcesz sobie niczego przypomnieć? Jak wskażą coraz bardziej zatrważające okoliczności, niedługo będziesz zmuszona zmierzyć się ze swoimi największymi strachami i stanąć w szranki z każdą rzeczą okrytą woalem niedopowiedzeń i przeinaczeń. Siwowłosy mężczyzna w długim prochowcu, zrozpaczona matka dziewięcioletniej dziewczynki oraz sam Dominik, który z niewiadomego powodu zdecydował się towarzyszyć Ci w tej najtrudniejszej podróży, która przecież niespodziewanie mogłaby się przedłużyć - co wszystkie te osoby tak usilnie pragną Ci przekazać tajemniczo trwożnym zachowaniem? Czym jest to, co nie pamięta?
„To był ten głos. Ten, którego
bała się najbardziej. Ten, którego nie pamiętała… i pamiętała aż za dobrze.”
Wraz z książką „To, co nie
pamięta” ja także dostałam list. Napisany odręcznie, w opieczętowanej kopercie,
zawierający złociejące pióro - a Diabeł tylko wie, jak tęskni mi się do
epistolografii w praktyce. Bożena Bisewska zdecydowała się spersonalizować przesyłkę,
powodując u mnie wręcz rzewny uśmiech... Chwilę później jej propozycja
literacka zabrała mnie w iście zwichrowaną podróż po odmętach niepamięci pewnej
kwiaciarki. Początkowo byłam przekonana, iż mam do czynienia z thrillerem
wzbogaconym o wątek romantyczny, lecz Pisarka w drugiej części powieści dodała do
finezyjnej puli… elementy sci-fi. Tego rodzaju zaskoczenia definitywnie się nie
spodziewałam. I choć mam pewne zastrzeżenia co do warstwy literackiej w postaci
literówek, pomyłki w imieniu bohatera na jednej z ostatnich stron czy nie
zawsze poprawnej językowo składni i fleksji, muszę przyznać, że ta narracyjna wyprawa
jest na wskroś unikatowa. Niektóre nici fabularne nie zostały przekonująco
związane czy wątki właściwie domknięte a część wyjaśnień uważam za mało
realistyczne, jednak wciąż - zanurzenie się w treści Autorki okazało się
nietuzinkowym przeżyciem. Samo połączenie gatunkowe zasługuje na wyróżnienie,
jako że nie należy do często spotykanych. Tajemniczy, nader niejasny, bez
wątpienia szalony charakter tekstu, w jakim nie zawsze króluje spójność,
przystaje zresztą moim zdaniem do samej tematyki. Czymże bowiem jest podróż po
zapomnieniu, jeżeli nie chaotyczną próbą poskładania z rozbitych i
śniedziejących skrawków wspomnień większej układanki? Jak wiele spośród tych
kawałków zostało potraconych na przestrzeni lat? Czy naprawdę warto pomimo
wszystkiego, malowania ponownie duszy na szaro, próbować złożyć przeszłość w
całej pełni? To, co nie pamięta może przecież okazać się fragmentem tej, która
pamiętać bynajmniej nie chciała, aby żyć bezkresem. Czy tenże jednak będzie
kompletny, gdy tworzące go elementy zmętnieją zbyt silnie? Z plusem za niewtórne
ujęcie zatracenia w zapominaniu pamiętanego - 6/10. PS Mająca znaczenie dla
opowieści 17 widniejąca na okładce - moc mrocznych mocy, wszak moja ulubiona
liczba.
„Pamięć to śmieszna rzecz.
Jak stara szafa - znika, skrzypi, ale jak się dobrze zajrzy, znajdzie się w
niej coś, o czym człowiek nie miał pojęcia. (…) Jeszcze rok temu była cieniem
własnej pamięci. Teraz była kimś, kto umiał patrzeć w przeszłość bez drżenia.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)