Sebastian Orszulik - Tam i z powrotem + trzy metry - recenzja
„Tam i z powrotem + trzy
metry” to książka, która stanowi pewien ewenement - bowiem po tym, jak pochłonęłam
ją w jeden wieczór, zdecydowałam się przyjąć propozycję, jaką złożył mi
Sebastian Orszulik. Niniejszym obwieszczam, iż objęłam tę wyjątkową,
zwichrowaną i pełną zawirowań historię PATRONATEM MEDIALNYM. Wstępnie zgodziłam
się wziąć pod swoje mroczne, medialne skrzydła całą trylogię - choć część druga
i trzecia dopiero powstają, zatem przed ostatecznym werdyktem naturalnie
zapoznam się z tekstami, nim będę mogła ostatecznie to potwierdzić. 🔥 Dlaczego uznałam, iż pierwsza powieść
Autora współgra ze mną na więcej niż wymagane sto procent? Ta cienista narracja
zaskoczyła mnie dziesiątki razy. Początkowe rozdziały zapowiadały spokojną
historię, z jakiej mógłby się wyłonić przedstawiany z perspektywy dwóch
bohaterów, rodzący się dopiero romans. Co ciekawe, zarówno Sebastian, jak i
Anna opowiadali czytelnikowi o tych samych wydarzeniach, po części powtarzając
gawędę, za czym to w literaturze nie przepadam. Już kilkanaście przewróconych stron
później zrozumiałam jednak sens tego zabiegu, a kiełkująca opowieść o miłości zaczęła
ewoluować w wiele innych kierunków - przy czym każdy z nich okazywał się bardziej
dynamiczny. Wątki kryminalne skręcały w stronę najlepszych opowieści sensacji
oraz akcji, powodując szybsze bicie serca i rosnące wykładniczo zainteresowanie
lekturą. Na domiar dobrego chwilę później dołączyła do tego jeszcze mocniejsza
warstwa, jakiej tekst określiłabym mianem: dark thriller. Jakąż pyszną ilością zagrożeń,
suspensów, niepewności i żywiołowości Orszulik nasączył swój tekst! Jestem pod
wrażeniem doskonale stopniowanego napięcia - kolejne rozdziały tej niewtórnej
treści mrocznieją coraz silniej. Przez co nie tyle zabierają odbiorcę w pełną
niebezpieczeństw rzeczywistość, ile właściwie porywają go na najbardziej
szaloną karuzelę zdarzeń, jaką tylko można… nie: jakiej nawet nie sposób sobie
wyobrazić przed lekturą. Kapitalne ujęcie motywu: podpaliłbym dla niej cały
świat i zstąpił do piekieł…
„To już nie było tylko przezwisko. To była moja nowa maska. Bo człowiek, który tu zszedł - ten z nadziejami, z miłością, z wiarą w przyszłość - został tam, na arenie. Zakopany pod ciałami pokonanych. Został tylko wojownik.”
Jeszcze do niedawna żaden z Twoich dni szczególnie nie odróżniał się od poprzednich ni przyszłych. Wstawałeś wcześnie i udawałeś się na budowę nowego skrzydła szpitala, którą zawiadywałeś z umiarkowaną przyjemnością. Właściwie całkiem lubisz nadzorować powstawanie tego czy innego miejsca, jakie już niedługo będzie cieszyło wiele osób - a czyniący magię robotnicy cenią Cię jako szefa. Teraz masz jednak zupełnie inny powód, aby jak najszybciej znaleźć się w pracy. Ona. Jako zmyślny, nader uważny obserwator, sądzisz, iż wiesz już na jej temat całkiem sporo. Choć często pędzi na oddział jakoby na złamanie karku, zawsze elegancko podkreśla swoją kobiecość strojem. W jej zamyślonych oczach tkwi coś, co chciałbyś poznać bliżej. Ustaliłeś, jaką kawę pija i że jej fach jest czymś, co można tylko podziwiać - jako pielęgniarka oddziału neonatologii trwa przy tych, którzy mogliby nie przeżyć bez jej pomocy, bezbronnych noworodkach, często za wcześnie goszczących na tym świecie. Na razie tylko przyglądasz się temu, jak spieszy do obowiązków, lecz pewnego dnia w końcu dzieje się to, co nieuniknione - zaczepiasz ją, zadawszy na głos pierwsze pytanie, które do tej pory migotało tylko w Twoich myślach. Tym samym, choć przecież nijak nie mogłeś się tego spodziewać, rozpoczynasz całą kawalkadę zdarzeń, jakich następstwami będą przemienienie Twojego życia w zwichrowany rollercoaster wrażeń, start najbardziej ważkiej historii miłosnej, której doświadczysz oraz… zyskanie zaproszenia do odmętów samych piekieł, do jakich zstąpisz z własnej inicjatywy, próbując oczyścić imię ukochanej i zapewnić Wam tak potrzebny spokój. Sam nie masz pojęcia, czy powrócisz stamtąd żywy, ale wiesz jedno - nie poddasz się, nim nie spróbujesz absolutnie wszystkiego, jako że po raz pierwszy czujesz, iż dla tej kobiety oraz trójki jej dzieci z dobiegającego końca małżeństwa warto dosłownie poruszyć niebo i ziemię. Kto by uwierzył, że zaczątkiem krucjaty okażą się zwłoki znalezione na nadzorowanej przez Ciebie budowie? Niezbadane są szlaki diabelskie…
„Nie tworzę broni - ja
jestem bronią. Nie zostawiłam niczego do kochania. Tylko ciało. Tylko stal.
Tylko prawdę. To była moja ofiara. Moje katharsis. Moje niebo. I może… jego
też.”
Kątem oka dostrzegłaś już dawno temu, jak wnikliwie Ci się przygląda, choć nie miałaś kiedy w swoim szalonym życiu, charakteryzującym się wiecznym niedoczasem, roztrząsać powodów jego zainteresowania. Zauważasz przeciągłe spojrzenia mężczyzny za każdym razem, gdy zmierzasz na oddział pełen wymagających opieki nowo narodzonych. Pochlebia Ci to, jako że z mężem już od dawna żyjesz oddzielnie. Podjął decyzję o pozostaniu na Islandii na stałe, pozostawiwszy Cię w Polsce z trójką dzieci, spośród których każde jest na własny sposób wyjątkowe. I choć czasem jeszcze konwersujesz ze ślubnym telefonicznie, czynisz to bardziej z obowiązku niż prawdziwego zainteresowania. Ciężko Ci nawet ustalić konkretny moment, w jakim ta bolesna degrengolada się rozpoczęła. Kiedy Sebastian odzywa się do Ciebie po raz pierwszy, jakoś podskórnie czujesz, iż ta znajomość z każdą kolejną rozmową będzie znaczyła coraz więcej. I w istocie tak właśnie się dzieje. Wprost nie możesz uwierzyć w to, że nawet Twoje pociechy od pierwszego spotkania nawiązują z nim doskonały kontakt i akceptują jego obecność w poszatkowanym i niekompletnym bez ojca życiu. A to już niedługo wywróci się do góry nogami… Znajdziesz się w eskalującym z każdą kolejną chwilą niebezpieczeństwie, za jakiego zaistnienie okaże się być odpowiedzialny Twój niedoszły były małżonek, który to na Islandii wcale nie toczył takiej egzystencji, o jakiej wszystkim opowiadał. Jak to możliwe, że nigdy nie dostrzegłaś, w jak wielkim stopniu szalony i niebezpieczny jest jego umysł, skoro uwikłał się w coś… tak mrocznego? Na szczęście przypadkowe spotkanie w okolicy przyszpitalnej budowy sprawiło, że znalazł się przy Tobie ktoś, kto ochroniłby Cię przed wszelkim zagrożeniem. Aby znaleźć dowody na własną i Twoją niewinność w sprawie zagadkowego morderstwa, w jakiej sam środek zostałaś wrzucona, ten wierny, oddany i honorowy mężczyzna jest w stanie wkroczyć w najciemniejszy odcień czerni - i podjąć walkę z każdym, kto stanie mu na drodze. Oto Twój Orfeusz, naznaczony najstraszniejszym - Ty jego współczesną, czekającą z miłością na ustach Eurydyką.
„O tym, czy można naprawdę
znać kogoś, kogo nigdy się nie dotknęło. Czy słowa wystarczą, by zbliżyć dwa
światy, które istnieją tylko w przestrzeni między literami - w tych krótkich
chwilach, gdy ekran świeci w ciemności.”
Czego przykładem jest
powyższy cytat, Sebastian Orszulik potrafi nie tylko stworzyć nieodkładalną historię,
ale ma również rzadki dziś niestety dar - pięknie pisze o miłości i
prawdziwych, jedynych wartych uwagi uczuciach. W „Tam i z powrotem + trzy metry”
oprócz niebezpiecznych scen, odbierających czytelnikowi oddech z uwagi na przeżywane
emocje, wielokrotnie pojawiają się wręcz przystające do romantyzmu opisy
uczucia między Sebastianem a Anną - to się ceni! Ileż powabu zyskałby na powrót
świat powieści, gdyby mężczyźni wciąż tak składali słowa w zdania,
przedstawiając ukochane! Debiutancka książka Pisarza jest jednak wyjątkowa z
większej ilości powodów. Z narracji o relacji dwóch zagubionych osób przechodzi
bowiem niezauważalnie w mroczniejące z każdą przewróconą stroną skrzyżowanie
dark thrillera z wyszukaną opowieścią akcji, w której jedna sensacja niemalże
natychmiast transferuje w kolejną. Czysta adrenalina! W treści nie brakuje
także innych zaskoczeń, jak chociażby kunsztownego wplecenia we współczesną, na
wpół wykreowaną finezyjno-fantazyjnie, na wpół realistyczną fabułę wątku testów
odwagi ku czci nordyckich bogów, zaczerpniętego z islandzkich wierzeń. Jak
mniemam, każda czytelniczka z rozrzewnieniem przyzna, iż cudownie byłoby
obserwować, jak jej wybranek podejmuje taką walkę - w jakiej nagrodą są nie
tylko prawda o przeszłości i przyszła wolność, ale i jej ręka oraz serce. Urok
minionych dekad ożywiony… Kreacji bohaterów oraz warstwie językowej nie mam
niczego do zarzucenia - podobnie jak i fabuła, ewoluują z poetycko literackiej
w przystającą do coraz bardziej dynamicznych wydarzeń. Urzeka również nader
pomysłowa prezentacja islandzkiego „piekła” pod ziemią - do jakiego dostęp
można uzyskać tylko podstępnym wkroczeniem w ciemność. Nie mogę się doczekać,
kiedy sama będę miała okazję wniknąć w nią ponownie dzięki drugiemu tomowi tej
pełnej przygód spod czarnej gwiazdy historii. Tę opatruję notą 10/10 - z uśmiechem
za wręcz wzruszający epilog Autora („Dziękuję też mojemu nieżyjącemu już tacie
za to, że ukształtował we mnie szacunek do żony, miłość do kobiety i dzieci. Za
to, że nauczył mnie, jak być odpowiedzialnym za swoje decyzje.”). Cieszę się,
iż post factum miałam okazję przyjąć tę książkę pod swoje medialne skrzydła i
mam nadzieję, iż kolejne dwa tomy także staną się moimi patronatami.
„W moim umyśle zaczęły się
formować plany. Plany, które nie miały końca. Które miały doprowadzić do
katastrofy. I wtedy znowu ją poczułem - tę mroczną radość, która czyni mnie kompletnym
tylko wtedy, gdy się dopełnia.”
.jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)