Paweł M. Arent - Medalion - recenzja

by - 01:29:00

„Medalion” to DEBIUT, jaki można by określić mianem finezyjnie-fantazyjnego. Przede wszystkim dlatego, iż Paweł M. Arent zdecydował się na cokolwiek ryzykowny wybór gatunku czy raczej podgatunku literackiego, czyli high fantasy. Najczęściej z założenia: akcja osadzona we w pełni alternatywnym, fikcyjnym świecie, jaki rządzi się własnymi prawami magii czy fizyki, złożona mitologia, wręcz epicki rozmach czy obecność nieludzkich ras - to najważniejsze z wyznaczników, pozwolę sobie zarysować, choć specjaliści w tej materii z pewnością dodaliby o wiele więcej cech charakterystycznych. Nie na tym jednak koniec - ponieważ początkowo fabuła przystaje do low fantasy (okoliczności zbliżone do rzeczywistych). Nieźle! Moim zdaniem pierwsza propozycja Pisarza nie jest jednak li książką traktującą o żywiołach i uwikłanych w przepowiednie wybrańcach. To bowiem także narracja o postaciach, które zostały wrzucone w rzeczywistość, jaka okazuje się ich przerastać, na skutek czego pożądana przez wielu magia nie lśni nęcącym blaskiem niczym piękna błyskotka, a raczej ciąży zupełnie jak stary, rodowy grzech. Autor zdecydował się zaś na wykreowanie rzeczywistości, jakiej kształt przypomina mi sen śniony w malignie: pełen jakoby pradawnych nazw i niepokojących symboli, nasączony proroctwami, co to są zapisane językiem przywodzącym na myśl treści rytuałów. Choć sama historia na początku wymaga od odbiorcy dużej dozy skupienia (niniejszym pozdrawiam własne siedem osobowości, i skrajne ADHD imieniem NM - narwany multitasking), jeśli pozwoli się przenieść do innej krainy, szybko poczuje się wciągnięty… - tak to sobie wyobrażam - w pusty wagon, pędzący wprost do lasu wonnego od deszczu, w którym nasłuchuje się kroków kogoś lub czegoś, czego wcale nie powinno w nim być. Ta książka pachnie dla mnie bowiem burzą - i to nie taką metaforyczną. Może słowa stron skropione są starym borem i smakują rdzą kolejowych torów. Albo są ciężkie niczym wiszące nad bohaterami niebo, które próbuje zapowiedzieć katastrofę… Ciszę przed wybuchem, utkaną z niezaprzeczalnego przeczucia.

„Wszystko, co go otaczało, stanowiło bezmiar kosmosu, pustki i samotności. Nie odczuwał jednak zimna. Spojrzał przed siebie i zobaczył sunącą w jego kierunku wysoką postać, ubraną w srebrne szaty i dzierżącą laskę.”

Gdy w dniu dwudziestych trzecich urodzin otrzymałaś od babci starodawny medalion, nie miałaś pojęcia, jak wielkim ciężarem zostałaś obciążona. Staruszka powiedziała tylko, że to największy dar, jaki może dostać człowiek - jednak zanim zdołała udzielić dalszych wyjaśnień, zapadła w śpiączkę i wkrótce zmarła. Od chwili, gdy przedmiot zawisł na Twojej szyi, wokół zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Kiedy zmieniał się Twój nastrój i popadałaś w rozdrażnienie lub gniew, znajdujące się w pobliżu przedmioty ulegały stopieniu lub ogarniały je płomienie. (PIROMANIAK WE MNIE LUBI TO!) Szybko zrozumiałaś, że zjawiska te ściśle łączą się z artefaktem. Z biegiem czasu nauczyłaś się nieco nad tym panować i całą siłą woli powstrzymywać przed wpadaniem w irytację, choć nie zawsze jest to możliwe. Co gorsza, biżuteria stała się przyczyną Twoich niepowodzeń w szukaniu pracy. Przed rozmową kwalifikacyjną zawsze nader się stresujesz, co przekłada się na imponujące fajerwerki w siedzibach potencjalnych szefów, jacy w takiej sytuacji szybko tracą zainteresowanie Twoją ofertą... czemu trudno się zresztą dziwić. 😉. W efekcie, pomimo ukończenia studiów lingwistycznych ze znakomitą lokatą i wielu propozycji zatrudnienia, do dzisiaj pozostajesz osobą bezrobotną. Właśnie wracasz z kolejnego spotkania - wyznaczonego przez firmę telekomunikacyjną z drugiego końca Polski. Jak zwykle nic z tego nie wyszło, gdyż w chwili prezentowania przez Ciebie umiejętności… woda we wszystkich dystrybutorach i automatach do kawy zagotowała się błyskawicznie, rozprysnęła, gdzie tylko mogła i finalnie poparzyła wszystkich członków zarządu. Ups. Oczywiście posiedzenie zostało natychmiast przerwane i grzecznie, acz stanowczo, podziękowano Ci za fatygę. Siedzisz więc w pociągu i bijesz się z niewesołymi myślami, obracając w palcach medalion, który przecież miał być przyczyną radości, a stał się swego rodzaju przekleństwem.

„Nastał ranek. Wszystkie pomieszczenia w zamku jaśniały bielą pod wpływem słońca, które zaglądało w okna Pałacu. Kolory rzeźb i obrazów ożywały pod wpływem świetlnych promieni, a te rozchodziły się jednostajnie między wszystkimi komnatami.”

Nikt by nie podejrzewał, jaką moc ten przedmiot w sobie kryje. Jest piękny - ma kształt srebrnego, regularnego trójkąta, na którym tańczą czerwone refleksy. Zawieszony na łańcuszku, spoczywa niewinnie na Twojej piersi, choć już niejednokrotnie miałaś ogromną ochotę zdjąć go i zamknąć w jakiejś przepastnej szufladzie. Ale przecież nie możesz się w ten sposób pozbyć podarunku od babci, przekazanego na łożu śmierci, więc nadal Ci towarzyszy, nieodmiennie ściągając masę kłopotów. Z posępnych rozważań wyrywa Cię nowy pasażer, jaki wchodzi do przedziału i siada naprzeciw Ciebie.  Nie możesz dostrzec jego oczu, gdyż założył ciemne okulary, jednak podświadomie czujesz jego wzrok. Zmieszana, wybywasz na korytarz, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza przy otwartym oknie. Gdy wracasz, nieznajomego już nie ma - wraz z nim zniknęła też Twoja kurtka. Przez chwilę złościsz się na swoją niefrasobliwość, po czym postanawiasz zgłosić kradzież kierownikowi pojazdu. Nagle na Twojej drodze staje mężczyzna z przedziału, teraz z odkrytym obliczem, wzbudzającym przerażenie. Jest poorane bliznami i naznaczone tatuażami ciemnych symboli. Ale najgorsze są źrenice - z czarnymi białkami i takimiż tęczówkami, zdają się przewiercać Cię na wylot. Stajesz jak posąg. Gdy wyciąga w Twoim kierunku ramię, w panice korzystasz ze swojej mocy, więc rękaw jego płaszcza zajmuje się płomieniem. Zaskoczony prześladowca odskakuje w tył a obcy kobiecy głos w Twojej głowie nakazuje Ci niezwłoczną ucieczkę. Zgadzasz się z nim, ale facet nie zamierza odpuścić i pędzi za  Tobą. Pozostaje Ci jedno - odwracasz się i wysyłasz w jego kierunku kulę ognia. Po chwili od napastnika oddziela Cię ściana płomieni a pociąg zaczyna hamować wśród przeraźliwych dźwięków alarmu przeciwpożarowego. Biegniesz dalej i wpadasz na pędzącego w przeciwną stronę chłopaka. Gdy pomaga Ci się podnieść, zauważasz na jego piersi naszyjnik taki jak Twój. Po chwili oprawca Was zauważa, jednak trafiony kolejnym pociskiem - znika. Za nim materializują się jednak trzy identyczne postaci. Zrezygnowana, bez miejsca do dalszej eskapady, patrzysz tylko, jak przybyli się zbliżają i wyciągają ramiona w Waszym kierunku. I właśnie w tym momencie niedawno spotkany chłopak zrywa się na nogi i… staje się coś, czego zupełnie się nie spodziewałaś. Gdy wyprostowany wyciąga przed siebie dłonie, cała woda pochodząca ze zraszaczy i zalegająca na podłodze skupia się wokół jego sylwetki, tworząc coś w rodzaju tarczy, zaś po ścianach zaczynają się rozchodzić kryształki lodu. Niewiele się namyślając, kreujesz dodatkowo ścianę ognia i pod taką osłoną oddzielającą Was od napastników wydostajecie się z wagonu przez szybę, którą rozbijasz gaśnicą. Zmierzacie w stronę lasu i wkrótce zapadacie się w jego zbawczą gęstwinę, gubiąc prześladowców.  Dopiero wtedy macie okazję poznać się bliżej. Jak się okazuje, chłopak o imieniu Piotr jest jednym z czterech Powierników, którym medaliony dają ściśle określoną moc panowania nad wybranym żywiołem. Twój - nad Ogniem, jego - nad Wodą, zaś pozostałe dwa - nad Powietrzem oraz Ziemią.  Dotychczasowi właściciele przekazują Medaliony starannie wybranym następcom na krótko przed własną śmiercią. Co ciekawe, ta następuje po kilkuset latach żywota, gdyż talizmany chronią przed chorobami i procesami starzenia, lecz tylko do pewnego momentu. Piotr otrzymał swój od ojca - posiada go zaledwie od pół roku. Informuje Cię też, że byty, które zaatakowały Was w pociągu, to Nerruny - niewolnicy kierowani przez Nieśmiertelnych, którzy biegle władają Magią i chcą zdobyć wszystkie z Medalionów, by zapanować nad żywiołami ziemskimi. Interesującą konwersację przerywają Wam dobiegające z pobliskiej polany odgłosy zaciętej walki. Zrywacie się na nogi i biegniecie w ich kierunku, włączając w ciężkie starcie z Nerrunami, które osaczyły nieznanych Wam chłopaka i dziewczynę. Wspólnymi siłami odpieracie wrogów a uratowani zdradzają Wam, że stanowią drugą parę Powierników: ona - Powietrza, zaś on - Ziemi. Ustaliwszy, iż będziecie trzymać się razem, podejmujecie wędrówkę do Międzywymiaru - świata powstałemu dzięki Magii, jaki istnieje poza ludzkim uniwersum. Odnajdziesz tam ślady prawdziwego pochodzenia i podejmiesz się wojny o ocalenie wszystkiego, co kochasz. Jakie są wyroki Twojego przeznaczenia?

„Kto by pomyślał, że jej życie nabierze takiego tempa (…) Wszystko, co słyszała o Magii, okazało się prawdą. Chociaż wmawiali jej, że to nie ma sensu, że Magia nie istnieje - stało się faktem i jej codziennością.”

Och na Magię - ileż tu się działo… należałoby podsumować „Medalion”, którego złożony świat wykreował Paweł M. Arent. Sądzę, iż największą siłą tej historii jest jej klimat, jako że Autor zmyślnie zbudował rzeczywistość, która wydaje się być znacznie starsza od wszystkiego, co znane. Przepowiednie zapisane językiem Nieśmiertelnych, co mi się podobało, czytane na głos, nie wybrzmiewają jak dekoracyjny element fabularny, a raczej coś, czego nie należy czytać młodszym po zapadnięciu zmroku. 😉 Szorstkie, dziwne, momentami niezrozumiałe - noszą ciężar autentycznego mitu. Co zaś okazuje się intelektualnym wyzwaniem, treść nie tłumaczy wszystkiego na samym początku. Fakty odsłaniają się warstwami wraz z kolejnymi wydarzeniami, stającymi się udziałem bohaterów, dzięki czemu czytelnik ma wrażenie, jakby zanurzał się coraz głębiej w toń i dopiero na samym dnie odkrył, iż coś oddycha tam od bardzo dawna. Bohaterom daleko zaś do papierowych, przy czym szczególnie urzeka Izabela, której relacja z ogniem przywodzi na myśl raczej walkę z własnymi lękami miast magicznej przygody. Wrażenie robi także cały świat przedstawiony - Powiernicy, Herre, Nerruny, Nieśmiertelni, dawne wojny, Rada, przepowiednie i ciągłe poczucie istnienia czegoś „ponad” tworzą konstrukcję przypominającą stare wielopiętrowe pałace Petersburga: im dalej idziesz, tym więcej ukrytych drzwi znajdujesz. Widać, że Pisarz wymyślił rozbudowaną mitologię uniwersum i momentami celowo pozwala czytelnikowi się w niej zgubić. Równocześnie za minus poczytuję fakt, iż chwilami ilość nazw własnych, informacji i pojęć potrafi przytłoczyć, szczególnie na początku. Niektóre dialogi mogłyby być bardziej naturalne, a tempo bywa nierówne - raz historia płynie spokojnie, niemal melancholijnie, by za moment rzucić odbiorcę w środek chaosu. Niemniej to oryginalna opowieść o dziedziczeniu - tak Medalionów, jak i konsekwencji cudzych decyzji, którą opatruję notą 7/10 i polecam fanom złożonego fantasy. PS Dodatkowy plus za fakt, iż Arent nie uczynił z Medalionu pięknego artefaktu spełniającego życzenia. Ta Magia jest kapryśna i niebezpieczna a niesiona przez nią pomoc… pozostawia po sobie ślady spalenizny.

„Jedno jest pewne. Serce nie wie, jak panować nad Magią. Albo specjalnie tego jeszcze nie robi. Jest bardzo… pokojowe w stosunku do tych, którzy chcą je ochraniać. Co będzie dalej, czas pokaże. (…) Kolejna podróż właśnie się rozpoczęła.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)