Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
Życiowa - i może z tego
powodu tak przepiękna. Albo dlatego, że złożona z wartości oraz udowadniająca,
iż w każdym drzemie dobro. Nawet, jeżeli głęboko skryte i uśpione, jeśli się
postarać - wciąż można je odnaleźć. Kiedy pisałam rekomendację na skrzydełko
okładki pierwszej książki, którą z pełnych powabu zdań wykreowała Jaga Tuliszka,
Autorka władająca niezwykłą lekkością pióra, nie spodziewałam się, iż później
wielokrotnie będę wracała do jej opowieści. Jest w niej jednak coś na tyle
magicznego, iż nawet wiele dni po lekturze odbiorca chce ponownie przeżyć ten
czy inny fragment, zanurzywszy się w zwykłej-niezwykłej prozie debiutującej
Pisarki. Pozornie można by ją określić literaturą obyczajową, lecz czytelnik w
postaci kochanka niewtórnej jakości przyporządkuje ją z wielu względów do tej
pięknej. Wydarzenia fabularne mogłyby zaś stać się udziałem każdego, przez co
jestem zdania, iż to jedna z tych treści, które przypadną do gustu niemalże wszystkim.
W mojej ocenie „Jak nie teraz, to kiedy?” to podróż przez życie - rodziny
głównej bohaterki i znanych przez nią, nader barwnych kobiet - ale też ta, jakiej
i Ty mogłeś kiedyś doświadczyć. Narracja o radzeniu sobie ze stratą, traumą
oraz wyrzutami sumienia, które to często zatruwają rzeczywistość - także wówczas,
gdy daleko im do słusznych. O walce z prywatnymi demonami, spośród których
najgorsze bywają niezapowiedziane ataki paniki, dławiące jaźń i teraźniejszość.
I jeszcze o byciu tym odtrącanym, w mniemaniu krzywdzącego rodzica, gorszym
dzieckiem, jakie stara się pozbyć owej roli przez całe dorosłe trwanie. Choć
nie są to radosne motywy, „pierwszy raz” Tuliszki uśmiecha, jako że nad
wszystkie wymienione wysuwają się jeszcze inne, z których płynące wnioski radują
i stają się swoistym światłem nadziei w obecnej, tak często pozbawionej go
codzienności. Tekst za energiczną okładką udowadnia bowiem, iż relacje i familia
wciąż pozostają najwyższą wartością, miłość względem dzieci jest
niepowtarzalna, wiara w Boga przynosi ukojenie, małżeństwo jest opoką… a szlachetność
nadal tkwi w ludziach. Czarujący wzór.
„Każda z nich była inna, każda niosła swój wyjątkowy bagaż doświadczeń. Powoli je przed sobą otwierały. Bez względu na to, co się tam kryło, po chwili stawało się wspólną własnością. Może nie na zawsze, może wyposażone tylko na moment, ale cenne (…).”
Kąt ciasny ale własny - Twój salon fryzjerski to miejsce magicznych spotkań. Choć osiedlowy, jakością usług ani obsługą w niczym nie przypomina tych, które zatrzymały się w minionym stuleciu. Każdy z Twoich klientów jest zaopiekowany a Ty podczas wszystkich następnych wizyt tej czy innej osoby z zaangażowaniem uczestniczysz w małych wycinkach życia, jakimi inni decydują się z Tobą podzielić. Jesteś uważnym słuchaczem a do tego człowiekiem, jakich próżno szukać w dzisiejszym świecie. Pełna ciepła, miłości, empatii i wiary w to, iż w ludziach musi tkwić pierwiastek dobra - okazujesz się być doskonałym powiernikiem. I czasem, tylko czasem pozwalasz sobie na chwilę zmęczonego zwątpienia, kiedy zamykasz lokal po całym dniu pracy na nogach i doradzaniu w dramatach postronnych. Bywa bowiem, że ledwo udaje Ci się zdążyć odebrać zbliżonych wiekiem synów z przedszkola, zakupy nie zrobią się przecież same a niewielka kawalerka, którą zajmujecie od lat, odmawia tego, by samoistnie się posprzątać czy wyczarować gotowe posiłki. Jeszcze do niedawna ledwo wiązaliście koniec z końcem, choć przecież klientki Cię uwielbiają a i Twój mąż nie narzeka na ilość zleceń. Michał zajmuje się akustyką oraz nagłośnieniem, co niestety jednak skutkuje tym, iż często nie ma go w domu. Wyjazdy nocne, weekendowe, czasem festiwale - ów całokształt sprawia, że jest w mieszkaniu raczej duchem niż nawet częstym gościem. Tęsknisz do niego nieustannie, wszak właściwie mijacie się w progu. Bywają gorsze chwile - a Ty niekiedy czujesz się jak samotna matka, ale mimo tego kochasz go nad życie i nie mogłabyś sobie wyobrazić lepszego zaślubionego ani ojca dla Piotra i Leona. Tylko żeby jeszcze ten wartościowy mężczyzna miał okazję więcej być, częściej trwać, nigdy nie zniknąć… Przytłoczona pracą, jakiej nikt z Tobą nie dzieli, nie smucisz się jednak, nie topisz w narzekaniach i nigdy nie poddajesz. Swoje już przetrwaliście i wierzysz głęboko, iż pewnego dnia Twoja piękna rodzina zyska zasłużony spokój.
„Każdy ma swoje historie i
swój ból. Prawdziwe rany. To do nas należy decyzja, czy powiemy sobie: może
jest takie dobro, którego ja nie widzę? Wtedy ocalę siebie, swoje serce (…)."
Niewiele chwil pozostaje Ci na rozmyślania, ale zdarza Ci się pocieszać, że przecież Twoje małe tragedie są niczym w obliczu innych. Odwiedza Cię chociażby pewna Anielica - wiekowa Pani Maria, której stukanie laską i pełne słyszalnego uśmiechu „Mira!”, jakim wita Cię już od progu, zawsze wprawiają Cię w dobry nastrój. Ta kobieta o niezwykłym, wielkim sercu jest żywym przykładem na to, iż dane dobro, pomnożone, niekiedy jednak powraca. Doświadczona przez niepowetowaną stratę w młodości, oddała życie pomocy mężczyznom w ośrodku dla trudnej młodzieży. Jak pokazuje teraźniejszość, trudno zliczyć wdzięczne jej osoby, jakie dziś są jej najwierniejszymi towarzyszami. Życia niełatwego, jako że Mąż od kilkudziesięciu lat znęca się nad nią psychicznie, mimo własnej ułomności. Co wprawia każdorazowo wprawia Cię w zdumienie, kobieta opiekuje się nim bez słowa skargi, dotrzymując przysięgi złożonej przez Bogiem… Marzysz o innym, pełnym uczuć życiu dla tego Anioła w ludzkiej skórze, choć ten z pogodą ducha wypełnia los, co można li podziwiać. Cieszysz się jednak, iż ktoś tak skrajnie dobry został Twoją klientką i przyjaciółką, dzięki czemu masz motywację, by zwalczyć strachy własnej przeszłości. A ta nie była kolorowa… Choć Arturro, poprzedni szef salonu, poznał się na Twoim fryzjerskim talencie i pokazał magię zawodu kolorysty, nadal zdarza się, że dopadają Cię odbierające oddech ataki paniki. Trudno się temu dziwić, iż to najgorsze kiedyś wciąż do Ciebie wraca, skoro teściowa do dzisiaj obwinia Cię za niezawinione i odmawia jakichkolwiek spotkań. To trudna sytuacja, bo przecież nie zabronisz kontaktów dzieci z babcią czy mężowi z matką. Chciałabyś jednak, by Wasza familia, i tak przecież niepełna, pewnego dnia na powrót się zjednoczyła. I wciąż tęsknisz za teściem o szczerozłotym sercu. Na szczęście masz jeszcze zawsze pomocną przyjaciółkę Kasie oraz - od niedawna - karmisz się energią nowej znajomej imieniem Klara - żywiołowi w ludzkiej skórze. Jak to wszystko posklejać… Masz świadomość, iż żaden czas nie jest dany na wieczność, nawet najbardziej ważne z relacji oraz znajomości przeminą a oczyszczające emocje na powrót zabarwią się szarością, jeśli nie zadba się o to, by niekiedy zaśnieżyć obraz czułością i wartościami. Jeśli nie teraz, to nigdy. Jak nie teraz, to kiedy? Chwila już trwa - ucieka.
„(…) to najbardziej
niezwykła osoba, jaką poznała. Niby już staruszka, ale o wszystkim pamiętała,
była wyrozumiała i cierpliwa. Nie miała w sobie ani odrobiny egoizmu. I ta
siła, z jaką szła przez życie - zadziwiająca i inspirująca.”
Z dużą dozą pewności stwierdzam,
iż „Jak nie teraz, to kiedy?” to jeden z najcieplejszych, najsilniej
wartościowych i przy tym najlepiej napisanych debiutów, jakie miałam okazję
przeczytać w ostatnich latach (!). Od urzekającej lekkością, poetyckiej warstwy
językowej, przez złożonych z wielkich traum i równie ogromnych radości, cennych
sercami bohaterów, aż po fabułę, jaka w żadnym razie nie jest przesłodzona, a zabiera
odbiorcę w rzeczywistość uśmiechów, wzruszeń i poruszeń - to powieść, której
nie brakuje absolutnie niczego. Jaga Tuliszka zdecydowała się także wykorzystać
wiele motywów codzienności, której - jak się okazuje - wcale nie trzeba ubarwiać,
by okazała się porywająca. Żałoba po tragicznym wydarzeniu, odbudowa życia oraz
pewności siebie, walka o lepsze jutro dla swojej rodziny, próba pojednania z
bliskimi, poszukiwanie wiary i zmieniających spojrzenie na świat relacji,
nieskończona miłość rodzicielska, blaski i cienie małżeństwa, wreszcie - otwarcie
na innych, postronnych, mających własne opowieści czy niespodziewana przyjaźń z
doświadczoną przez tak wiele aspektów życia panią Marią, jawiącą się niczym
ktoś o białych, pierzastych skrzydłach, co to na chwilę zstąpił z niebios…
Wszystko to urzeka, a nie jest to komplet złożonych tematów, z jakich Pisarka splotła
piękną narrację. Co intrygujące, główna bohaterka, Mira wykonuje tę samą
profesję co Autorka - o czym byłam przekonana od pierwszych stron lektury, jako
że pełen feerii barw świat salonu fryzjerskiego, miejsca magicznych rozmów i
spotkań, został odmalowany z nęcącym pietyzmem. Opatruję to dodatkowym plusem
jako samozwańczy kolorysta po kursach, co to każdy kolor musiał mieć na własnej
głowie a w pielęgnacji lubuje się do dziś! Mira to postać taka jak wszyscy, jak
Ty, jak lubiąca zimno i jesień ja. A także taka, która chce udowodnić, że mimo
trudności można być wzorem. Sympatii do ludzi, miłości do męża, wyrozumiałości
dla dzieci. Bo może tylko dążący do krystaliczności spotykają w życiu własne
Marie - Anioły, które są im dane na wieczność? Warto sprawdzić. 10/10
„To nie pochodzenie
sprawiło, że jestem silna. To trudności, a nawet nie, bo trudności omal mnie
nie zniszczyły. Silna jestem dzięki podjętej walce. (…) Nie zawsze byłam taka
jak teraz. To, co widzisz, to efekt długiej pracy. (…) ostatecznie to ja musiałam
zrobić pierwszy krok.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)