Mariolina Venezia - Tajemnica Serra Venerdi - recenzja

by - 01:24:00

Gdy zostałaś wyznaczona do prowadzenia śledztwa w sprawie zabójstwa Stelli Pisicchio, nie przypuszczałaś, że będzie jednym z najtrudniejszych w Twojej bogatej karierze wiceprokuratora w niewielkim włoskim mieście - Materze. Z początku jej zejście ze świata sprawiało wrażenie zupełnie banalnego nieszczęścia, do którego doszło w trakcie gry dla dorosłych. Im bardziej jednak je analizujesz, tym silniej staje się zagadkowe. Denatkę znaleziono leżącą na brzuchu w łóżku w zmysłowej, koronkowej bieliźnie, zaś na jej nadgarstkach widniały liczne siniaki. Szybko ustalono, że została uduszona w środku dnia. O ile autopsja ciała nasuwa oczywiste wnioski, to już okoliczności zdarzenia zaczynają budzić wątpliwości. Nie stwierdzono żadnych śladów włamania, drzwi były zamknięte od wewnątrz na zamek z blokadą a mieszkanie znajduje na ostatnim piętrze kamienicy. Jak więc złoczyńca opuścił miejsce zbrodni? Nie mógł po prostu zejść schodami, gdyż przy wyjściu mieści się zakład krawiecki, którego właścicielka ma je cały czas na oku a w dniu morderstwa nikogo nie spostrzegła. Zresztą w owianej nienajlepszą sławą dzielnicy Serra Venerdi każdy zna każdego, więc obcy zostałby natychmiast zidentyfikowany. Została wybudowana dla rodzin przesiedlanych z rozpadających się budynków w najstarszej części miasta i z powodu ich nonszalancji w traktowaniu nowych mieszkań zyskała miano Osady Apaczów. Podobno nowi lokatorzy, nie wiedząc do czego służą wanny, hodowali w nich pietruszkę, choć nie bardzo w to wierzysz - do czego bowiem byłaby im potrzebna aż taka ilość tej rośliny? Początkowo sądzisz, że Stella zajmowała znacznie bardziej wyrafinowanymi czynnościami, na co wskazywał jej wyzywający strój, a także fakt licznych połączeń telefonicznych z zastrzeżonymi numerami, prowadzenie „obleganego” profilu w aplikacji randkowej oraz gruby zwitek banknotów w szufladzie szafki nocnej o wartości dwóch tysięcy Euro.

„Jest tylko jedna rzecz gorsza od faceta, który koniecznie chce Cię przelecieć. (…) Facet, który nie chce Cię przelecieć. Świat jest teraz pełen dziwaków (…).”

Twoje podejrzenia potwierdza fakt, że od czasu niedawnej śmierci rodziców denatka zaczęła szastać pieniędzmi i prowokacyjnie się ubierać, tak jakby zyskała w końcu śmiałość do zachowań, na które pod ich czujnym okiem nie mogła sobie pozwolić. Z tego powodu podchodzisz do śledztwa nieco lekceważąco, aż nagle wychodzą na jaw dwie okoliczności, które wywracają je do góry nogami i kierują na zupełnie nowe tory. Przede wszystkim, lekarz sądowy stwierdza ponad wszelką wątpliwość, że zamordowana nigdy nie zaznała mężczyzny, co całkowicie rujnuje tezę, że parała się nietypowymi usługami. Poza tym policjanci znajdują w wynajmowanej przez nią komórce pudło ze szklanymi, XIX-wiecznymi negatywami, na których z odrażającą szczegółowością przedstawiono masakrę cywili, dokonaną podczas wojny o zjednoczenie Włoch w drugiej połowie tego stulecia. To materiały tak rzadkie i okrutne, iż budzą podejrzenia, że kobieta padłą ofiarą zabójstwa właśnie z ich powodu. Nie jest przypadkiem, że zostały skrzętnie ukryte poza mieszkaniem, pod stertą zupełnie bezwartościowych gratów. Dochodzisz do wniosku, że kryją w sobie jakąś potworną tajemnicę. Być może któryś z przodków uwiecznionych na kliszach morderców chciał dostać je w swoje ręce, aby na jego ród nie padł cień hańby albo też był przez Stellę szantażowany i postanowił usunąć z tego świata prześladowcę. Twoją dotychczasową koncepcję obalają też wywiady środowiskowe. Według nich kobieta była postrzegana jako cicha i skrajnie nieśmiała, zupełnie niepotrafiąca postępować z płcią przeciwną. Ponieważ skończyła czterdzieści lat, była uważana za starą pannę, nigdy nawet nie posiadała chłopaka. Jak to zwykle bywa, zmiany w sposobie bycia zostały przez obserwatorów zdecydowanie wyolbrzymione. Tak naprawdę sprowadzały się do nakładania makijażu, w tym szminki i zakładania zwiewnych sukienek. A także chodzenia do kosmetyczki i powiększenia ust. Wyjaśnia się też kwestia rzekomej zamożności. Krótko prze śmiercią Pisicchio wzięła pokaźną pożyczkę w banku, odziedziczyła również niewielki majątek po zmarłych rodzicach. Cały czas jednak niejasne pozostają motywy i okoliczności zabójstwa. Przychodzi Ci na myśl, że morderca mógł wydostać się przez świetlik na spadzisty dach, choć bawienie się akrobatę na takiej wysokości byłoby nader ryzykowne. Wzywasz więc Calogiuriego, swojego podwładnego i wydajesz mu polecenie, aby pobrał ewentualne odciski podeszew butów sprawcy. Gdy na niego patrzysz, napływają do Ciebie wspomnienia i uczucie pożądania, z którym ledwo dajesz sobie radę.

„Pamięć bywa przekleństwem. Przywołuje wstydliwe momenty, podrzuca nieistotne szczegóły (…) przypomina zdarzenie lub twarz, które chciałoby się wymazać. Skazuje na zapomnienie tych, którzy na to nie zasługują (…) najchętniej skazałaby pamięć na maksymalny wymiar kary.”

Jeszcze niedawno byliście o krok od płomiennego romansu. Wszystko jednak pozostało w kręgu niedopowiedzeń, ukradkowych dotyków i spojrzeń. A skończyło się, gdy zażądałaś, aby zbliżył się do podejrzanej o dokonanie morderstwa. Głupiec szybko zakochał się w niej bez pamięci. Musiałaś zażądać, aby oddał ją w ręce sprawiedliwości i od tego czasu unika jak ognia spotkań z Tobą, oczywiście poza tymi służbowymi. Ilekroć się spotykacie, Twoje nogi stają się jak z waty i ledwo możesz wydobyć z siebie głos. Nie pomaga Ci świadomość, że mąż i osiemnastoletnia córka czekają w domu, aż do niego wrócisz. Z jednej strony zdajesz sobie sprawę, że Pietro jest najlepszym z mężów, czułym i cierpliwym, ale z drugiej mdłym i nudnym. Nie wywołuje w Tobie nawet cząstki tych emocji, jakie wzbudza przystojny kolega z pracy, który na domiar złego wyraźnie romansuje z agentką Matarazzo - wyfiokowaną lalą, przypominającą żywą lalkę Barbie. Wścieka Cię to i frustruje, ale nie możesz mu zabronić tego rodzaju postępowania, choć gdyby to od Ciebie zależało, skazałabyś tę parę na tortury i spalenie na stosie. 😉 Z kolei Twoja córka to rozwydrzona nastolatka, z którą straciłaś bliższy kontakt już dawno temu. Wiecznie nadąsana i roszczeniowa, budzi w Tobie więcej niechęci niż miłości. Twoje życie osobiste to droga przez mękę, jednak nic nie możesz na to poradzić. Pod tym względem zdajesz się na wyroki losu - wszak być może zaprowadzą Cię na drogę, która przyniesie rozwiązanie. Wertując po raz kolejny akta sprawy, zdajesz sobie sprawę,  że przecież doskonale znałaś ofiarę. Gdy uczęszczałaś do liceum, była Twoją najbliższą przyjaciółką. Byłyście na tyle zżyte, że krążyły plotki, iż łączą Was intymne relacje, co w tamtych czasach miało to posmak sporego skandalu. Stanowiłyście swoje zupełne przeciwieństwo. Ty - ekstrawertyczna kujonka i ona - szara, nieśmiała myszka ledwo zdająca do następnej klasy. Całą tę znajomość w jakiś dziwny sposób usunęłaś z głowy, zupełnie zacierając w niej dawne obrazy. Te już niedługo wrócą niepowstrzymaną falą, która krok po kroku zacznie usuwać osad niepamięci z tajemnic, jakie kryje Wasza wspólna przeszłość i wpłynie na wynik śledztwa, odsłaniając sekrety sięgające XIX stulecia…

„Ta tak zwana miłość, która wydawała się wymarzonym celem, byłą utrapieniem, hańbą, wirusem, który mógł popchnąć nawet do zabójstwa, którą należało wytępić na równi z ospą i febrą.

„Tajemnica Serra Venerdi” to ciekawie skonstruowana i stosownie do narodowości Autorki, ekspresyjnie włoska powieść kryminalna i równocześnie kolejna odsłona cyklu „Śledztwa Immy Tataranni”. Tym razem główna bohaterka, wiceprokurator w miasteczku Matera, prowadzi skomplikowane śledztwo w sprawie zabójstwa kobiety - dokonanego, jak wszystko wskazuje, na tle seksualnym. Choć była to moja pierwsza przygoda z twórczością Pisarki, uważam, iż ta całkiem umiejętnie gubi tropy - głównie za sprawą wprowadzania do fabuły co rusz nowych podejrzanych. Sama tajemnica morderstwa zostaje odkryta dopiero na kilku ostatnich stronach książki - a jej rozwiązanie jest definitywnie zaskakujące, choć modus operandi złoczyńcy uważam za mało realistyczny. Więcej przywar nie stwierdzono. Za interesujący uważam wątek sympatii pani śledczej z ulicznym urwisem Stacchiuccio, który przypomina ze sposobu bycia niezapomnianego Gavroche’a z „Nędzników” Wiktora Hugo. Jego los jest zresztą równie tragiczny, co chwyta czytelnika za serce. Warstwa kryminalna książki została udanie wzbogacona o tę obyczajową, związaną właśnie z rozterkami miłosnymi naczelnej postaci żeńskiej. Całkiem przypadł mi do gustu jej zarys - z jednej strony to kobieta silna i energiczna, z drugiej wrażliwa i bezradna wobec życiowych wyzwań oraz tajemnic burzliwej młodości. Autorka zdecydowała się jej właśnie oddać całą narrację, dzięki czemu ta pozostaje dynamiczna i aż do ostatniej strony lektury wciąga czytelnika w swój świat - Italii w zupełnie innym klimacie niż spodziewany. Do warstwy językowej nie mam zastrzeżeń - pozbawiona zbędnych ozdobników, jest niemal chropowata, co przystaje do opowieści. Z nieznacznym minusem: 7/10 i rekomendacją dla wszystkich miłośników kryminalnych nieoczywistości. PS Aż strach pomyśleć, co jeszcze skrywają niektóre pamięci... 😉

„Podeszła, położyła mu ręce na ramionach (…). Razem pogrążyli się w czyśćcu, który przybierał barwy nieba, a smakował piekłem.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)