KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
W literackiej przeszłości miałam już wiele okazji, by poznać twórczość Katarzyny Haner - polskiej Pisarki, którą cenię za wszechstronność. Jej romanse mafijne niezmiennie porywały mnie dynamiką do wykreowanych światów, komedie romantyczne bawiły żartami sytuacyjnymi, zaś mniej lub bardziej gorące historie o miłości kradły z codzienności i przenosiły do rzeczywistości fikcyjnych bohaterów. Co może Cię zaskoczyć, pierwsze książki Autorki poddawałam ocenie jeszcze za czasów blogosfery - około dekady temu! Z tego powodu mam do jej prozy spory sentyment i z niegasnącym zainteresowaniem wypatruję kolejnych propozycji literackich spod jej pióra, które - co naturalne przy tak dużym doświadczeniu w tworzeniu narracji przeznaczonych głównie dla kobiet - cechuje się przyjemną lekkością oraz sporą płynnością. Muszę jednak nadmienić, iż „Tajemnice, które nas niszczą” (opublikowane przez uwielbiane przeze mnie Wydawnictwo Ale, które wciąż nie sprostało mojemu wyzwaniu, nie przyjąwszy pod skrzydła opowieści, która mi się nie spodoba 😉) w znacznym stopniu mnie zaskoczyły. Oprócz tytułowych sekretów z minionych lat, co to wciąż odkładają się na życiu wykreowanych przez Haner sylwetek długim cieniem, fabułę naznacza bowiem jeden z najpopularniejszych motywów, czyli od przyjaciół do kochanków. Przyznaję, że… z tak jego smutną, tęskną i naznaczoną trwożącymi tragediami odsłoną nie miałam chyba do czynienia - choć w żadnym wypadku nie jest to przywara. W świecie przesłodzonych romansów, które przedstawiają rozwój relacji pomiędzy dwójką najlepszych kumpli, jakich to ciągnie do siebie zazwyczaj jeszcze od czasów wspólnego dzieciństwa, jest to złożona i na swój sposób bardzo ożywcza odmiana. Tekst traktuje także o ważkich kwestiach - radzeniu sobie z winą, wadze niesłusznych oskarżeń, wykluczeniu ze społeczności niewielkiego miasta czy… niejakiego syndromu Mesjasza, który jest mi doskonale znany. Często bowiem zatraca się siebie, walcząc o wszystkich pozostałych. Nawet, jeżeli ci wcale na to nie zasługują…
„Dlaczego nie umieliśmy być
wobec siebie szczerzy? Czego się baliśmy? Że się zranimy? A nawet jeśli, to czy
to byłby koniec świata? Prawdziwa przyjaźń podobno wszystko przetrwa.”
Love i Hate, Hate i Love. Wydawać by się mogło, iż tak będzie zawsze - chociaż Ty naprawdę masz na imię Love, lecz Twój najlepszy przyjaciel, bez którego nie wyobrażasz sobie życia od dzieciństwa, to w istocie Brandon. Wspólny okres dojrzewania, pierwsze rowerowe przejażdżki, co to kończyły się zdartymi kolanami, bal na zakończenie szkoły średniej, nierozłączna paczka znajomych stojących przeciwko światu i wreszcie - plany na przyszłość. Mimo, że chłopak był od Ciebie starszy, zdecydował się podjąć pracę i poczekać, aż skończysz liceum, abyście wspólnie wyjechali do Bostonu, w którym tak wiele miało na Was czekać. Na Ciebie - studia dziennikarskie, na niego bardziej lukratywne zajęcia. Mieliście już nawet zarezerwowanych kilka apartamentów do obejrzenia, w jakich wynajęciu mieli początkowo pomóc finansowo Twoi rodzice, tak z Ciebie dumni, zawsze wspierający i wręcz przepadający za Twoją „drugą połówką” - bo mimo iż Brandon wcale nie był Twoim partnerem, mimowolnie od zawsze stanowiliście parę papużek nierozłączek. I wszystko to przepadło w jednej, nieprzewidywalnej i opłakanej w skutkach chwili. Ta ostatnia impreza zmieniła absolutnie wszystko. Ciebie naznaczyła traumą, której już nigdy nie usuniesz ze swojego życia, choć nauczyłaś się z nią żyć i zwalczyłaś każdego z tamtych demonów. Hate… trafił zaś do więzienia na osiem długich lat za zamordowanie człowieka. Młodego mężczyzny, którego znałaś. I choć wszyscy w Waszym miasteczku dorobili do tego niemające końca teorie spiskowe, Ty nigdy nie zaczęłaś uważać Brandona za potwora, gdyż zwyczajnie nim nie był. Nie wiesz dokładnie, co się wtedy wydarzyło, lecz mimo tego, gdy odprowadzałaś go po rozprawie sądowej do samych drzwi, wyrzekłaś znamienną obietnicę - że na niego zaczekasz. On zawsze przy Tobie był, zatem nie wyobrażałaś sobie, by Ciebie przy nim zabrakło. A jednak czas mijał i Wasza wymiana listów umarła… Ty zaś postanowiłaś ułożyć sobie rzeczywistość od nowa. Dziś pracujesz w redakcji czasopisma, masz nowych przyjaciół a do tego przychylającego Ci nieba narzeczonego - kardiochirurga dziecięcego. I jesteś szczęśliwa, a przynajmniej tak sądzisz. Tylko że Joel w rzeczywistości niewiele o Tobie wie. Na skutek tragedii Ty zaś musisz odwiedzić ponownie South Monroe, do jakiego… właśnie powrócił Brandon.
„Tak wyglądało nasze
dorastanie. (…) pojawiał się zawsze wtedy, kiedy coś mnie przerastało. A ja
nawet nie wiedziałam, że powoli uczę się go kochać w ciszy.”
Nie myślałaś o nim od długiego czasu, choć nie było tak, by kiedykolwiek opuścił Twoje serce. Spotkanie z dorosłym dziś mężczyzną powoduje jednak w Twoim życiu niemały wstrząs, bo już po pierwszej rozmowie czujesz… coś dziwnego. Jak gdybyście zatrzymali konwersację dosłownie chwilę temu i zaczęli toczyć ją zupełnie naturalnie od nowa. Czy można przestać kochać kogoś, w kim durzyło się niemalże całe życie, pytasz się dziś przestraszona? Jako że owszem, to była najpiękniejsza z przyjaźni, choć Ty w pewnym czasie zaczęłaś snuć mrzonki o tym, by Brandon zauważył, że przestał być dla Ciebie „tylko” kolegą. Zanim odważyłaś się na jakiś krok, doznałaś ogromnych krzywd, a od wyklętego Hate’a oddzieliła Cię więzienna krata. Co masz zrobić teraz, gdy stoi przed Tobą i z nadzieją w oczach, jak gdyby odzyskał cenny mu skarb, pyta, jak potoczyło się Twoje życie i czy może w nim znowu zagościć? Jak mu powiedzieć, że mieszkasz teraz z bogatym narzeczonym, któremu obce jest pojęcie chaosu, definiującego całą, przypominającą mieszankę żywiołów, osobę Brandona? Czy jesteś gotowa na to, aby odbudować Waszą relację - oczywiście na, z założenia, czysto przyjacielskim poziomie? Rozterki odbierają Ci całą radość życia, podobnie jak wydarzenia, z powodu których musiałaś wrócić do rodzinnego miasta. A Hate… po prostu cierpliwie trwa, jest obok i niezauważalnie na powrót staje się podporą, jaka pozwala Ci funkcjonować w nowej, bolesnej codzienności. Twierdzi, że nie ma żadnych oczekiwań, choć widzisz, jak bardzo cieszy go odzyskanie „siostry” po tym, jak spędził w więziennych realiach samotności tak wiele lat. Mimowolnie poddajesz także w wątpliwość swój związek z Joelem, w jakim od pewnego czasu mężczyzna jest właściwie nieobecny. Ciągłe dyżury w szpitalu i wyjazdy przekładają się na to, że w Waszym mieszkaniu bywa raczej rzadkim lokatorem. W przeciwieństwie do tego, który w… każdej Twojej rzeczywistości być może jest Ci przeznaczony w gwiazdach. Czyż bowiem „hate” istnieje bez „love” a „love” bez „hate”?
„W mojej głowie w sekundę
zaczęły powstawać różne scenariusze. Zastanawiałam się, co zrobiłam źle. Czy to
moja wina? Za każdym razem, gdy coś szło inaczej, niż zakładałam, obwiniałam
siebie. Szukałam winy w swoim zachowaniu, w przeszłości. Ani razu nie pomyślałam,
że to z kimś innym mogło być coś nie tak. Zawsze przejmowałam całą winę,
niezależnie od sytuacji. Czy to w pracy, czy w domu. I wiecznie przepraszałam.”
Oprócz tego, że Kasia Haner
swoją powieścią obyczajową z odcieniami romansu oraz thrillera pod tytułem „Tajemnice,
które nas niszczą” zabrała czytelników w nostalgiczną podróż po przyjaźni dwóch
noszących blizny bohaterów, zagwarantowała odbiorcom również nielichą ilość
tematów do rozmyślań. W moim wypadku przede wszystkim powiązanych z tematyką
powyższego oraz poniższego cytatu, które to wręcz zatrzymują na chwilę w
miejscu wszystkich tych, którzy starali się zbyt mocno, zawsze obarczali winą
siebie niezależnie od okoliczności i sytuacji czy doceniali osoby, jakie to wcale
na to nie zasługiwały. Śmiem postawić tezę, iż to najbardziej poważna i dojrzała
książka w bogatym dorobku Pisarki. Momentami wręcz dramatyczna, smutna - jednak
dzięki wyważonej narracji, w żadnym razie nie przytłaczająca. Bardzo mi się to
połączenie podoba, choć mam niewielkie zastrzeżenie do nierówności fabuły. W
głowie dzielę ją na trzy części, spośród których środkowa jest nieco zbyt mało
dynamiczna względem pozostałych - prywatnie zapewne odrobinę bym ją skróciła.
Warstwie językowej nie mam z kolei nic do zarzucenia - jak to u Autorki, jest
lekka, przystaje do treści, zaś dialogi pomiędzy postaciami wypadają bardzo
naturalnie, dzięki czemu całą narrację można poznać w trakcie jednego wieczoru.
Z uwagi na zakończenie jestem natomiast ciekawa, czy opowieść zyska ciąg dalszy
- sądzę, iż powinna, choć nie jest to do końca oczywiste. „Tajemnice…” opatruję
notą 7/10 z przechyłem w kierunku ósemki i rekomenduję wszystkim kobietom oraz
nastolatkom powyżej piętnastego roku życia, a przy tym każdemu, kto… chciałby
przestać się czuć niezawinioną ofiarą. Sytuacji, przeszłości, absolutu
codzienności.
„(…) nie pozwól, żeby Twoje
życie osobiste robiło z Ciebie kogoś mniejszego. Cichszego. Przepraszającego za
cudze emocje i kajającego się przed ludźmi, dla których nie jesteś tak ważna,
jak Ci się wydaje.”
%20(1).jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)