Łukasz Piper - Kryształowa wieża - recenzja
Kiedy
Twoje życie straciło wszelki cel, popadłeś w odrętwienie. A teraz postanowiłeś
nieodwołanie je zakończyć. Na szczęście sceptycznie podchodzisz do spraw
związanych z wiarą, więc żadne hamulce moralne nie są w stanie odwieść Cię od
tej decyzji. Zresztą, nawet mocna wiara w Opatrzność nie skłoniłaby Cię do dalszej
egzystencji w sytuacji, gdy nie ma to najmniejszego sensu, a każdy dzień i
każda godzina są czystą udręką. Teraz stoisz na barierce mostu i patrzysz w
czarną otchłań, na której końcu czeka Cię spotkanie z rzeką, jaka pozwoli nareszcie
zasnąć na zawsze i nie czuć ciągłego bólu rozrywającego serce. W ostatnich
chwilach gorzko myślisz, że czterdzieści lat, które spędziłeś na tym świecie, zostało
dotknięte takim tsunami nieszczęść, że żaden człowiek by sobie z tym nie
poradził. Pierwsze miało miejsce, kiedy ledwie skończyłeś trzynaście lat. Ukochana
mama zachorowała na glejaka i choć starałeś się nie przyjmować tego do
wiadomości, wkrótce z rozpaczą patrzyłeś, jak kona w szpitalnym łóżku,
ściskając z całych sił Twoją dłoń. Byłeś z nią bardzo związany, więc z chwilą jej
śmierci runęło Twoje kruche i bezpieczne dziecięce uniwersum. Na domiar złego,
ojciec nie poradził sobie ze stratą. Uciekł w alkohol, który - jak to zwykle
bywa - prowokował gwałtowne zachowania. Utalentowany malarz, jakiego dzieła
znajdowały licznych wielbicieli i zapełniały ściany domostwa, stał się zwykłym
pijakiem. Rodzinną siedzibę zmienił w melinę, z której uciekałeś przy każdej
okazji - nocowałeś u babci, która jednak wkrótce zmarła. W Twoje osiemnaste
urodziny przekroczył wszelkie granice. Przy zgromadzonych gościach rozpętał
karczemną awanturę, a gdy dotknięty do żywego zwróciłeś mu uwagę, rzucił się na
Ciebie z pięściami.
„Niestety, czasem to, co akurat chcielibyśmy zapomnieć, wdziera się z całym impetem w najdalsze rejony pamięci i niepostrzeżenie powraca, nawiedzając znękanych (…) nawet we śnie.”
Wprawdzie
szybko Was rozdzielono, ale od tego momentu postanowiłeś, że tata przestaje dla
Ciebie istnieć. I dotrzymałeś słowa do dzisiaj. Przez kilka miesięcy tułałeś
się po domach życzliwych przyjaciół, aż w końcu zdałeś maturę i wyjechałeś do
innego miasta na studia. Na pierwszym roku literaturoznawstwa i lingwistyki
poznałeś Matyldę - miłość swojego życia. Gdy przechodziłeś przez park,
dostrzegłeś siedzącą na ławce piękną dziewczynę o przepastnych, brązowych
oczach i długich, kasztanowych włosach. W zachwycie przypatrywałeś się jej
dłuższy czas, aż w końcu zareagowała szerokim uśmiechem oraz zaproszeniem, abyś
jej towarzyszył. Odtąd byliście nierozłączni, a Ty - choć ją bardzo kochałeś -
nie miałeś śmiałości, aby to wyznać. Formalnie pozostawaliście więc przyjaciółmi.
Do czasu jednego z balów studenckich. Wyglądała na nim tak zachwycająco, że nie
mogłeś się powstrzymać przed obdarowaniem jej pocałunkiem a gdy go oddała, poczułeś
się, jakbyś znalazł się w raju. Od tego momentu staliście się parą a Ty lewitowałeś
w stanie ciągłego szczęścia, tak jakby los w końcu zlitował się nad Tobą i
postanowił wynagrodzić Ci wszystkie dotychczasowe katastrofy. Wkrótce przyszedł
na świat Franek - Wasz syn. Od samego początku czytałeś mu te same książki, z
jakimi zapoznała Cię mama. Odnajdowałeś w tym wiele radości i łączność z
dawnymi czasami, gdy sam byłeś chłopcem. Aż nadszedł dzień, w którym znowu dotknął
Cię kataklizm, zadając najstraszniejszy cios, po którym już się nie podniosłeś.
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia postanowiłeś zostać dłużej na uczelni,
gdyż jako adiunkt miałeś spore zaległości w sprawdzaniu studenckich prac. Gdy po
zakończeniu pracy wracałeś do domu, w jego pobliżu dostrzegłeś błyski policyjnych
lamp. Tknięty złym przeczuciem, poderwałeś się do biegu a zaraz potem Twoim
oczom ukazał się roztrzaskany samochód Matyldy. Ciało syna właśnie zabierano do
karawanu, zdążyłeś jedynie pożegnać się z jego umierającą matką, której ostanie
słowa brzmiały nader dziwnie. Jednak wtedy, zrozpaczony, nie zwróciłeś na nie
uwagi. Często wracały do Ciebie nocami, więc analizowałeś je bez ustanku,
jednak do teraz nie masz pojęcia co mógł oznaczać zwrot: „Tom… idź naprzód…
wieża… wejdź do niej…”. I już nigdy się tego nie dowiesz, gdyż właśnie skaczesz
w otchłań a Ty fruniesz w ostatnią
podróż, odzyskując wreszcie spokój ducha.
„(…) to właśnie wspomnienia nas budują, nawet te, które zdążyły już wyblaknąć w naszej pamięci. Tylko jak odróżnić w naszych wspomnieniach to, co było prawdą, od tego, co zostało podkoloryzowane przez emocje?”
Z chwilą uderzenia w taflę wody tracisz świadomość. Gdy ją odzyskujesz, czujesz, że płyniesz z nurtem rzeki, targany jej wirami. Twoje ciało jest bezwładne - nie możesz wykonać żadnego ruchu. Zamykasz oczy, by rozkoszować się wszechogarniająca inercją w oczekiwaniu na koniec świadomości. Nagle wszystko wokół Ciebie zaczyna wirować… i błyszczeć. Po chwili leżysz na miękkim piasku i słyszysz kojący szum morza. Zastanawiasz się, czy właśnie tak wygląda śmierć, której oczekiwałeś z utęsknieniem. Wątpliwości szybko rozwiewa rzeczywistość. Zmuszasz się do uniesienia powiek i dostrzegasz, że przed Tobą rozciąga się panorama jak z bajki: przepiękna plaża, lizana falami lazurowej wody. Zrywasz się na nogi i wbiegasz na pobliską wydmę, za którą krajobraz jest zupełnie inny. Zajmuje go ponury las, przyciągający Cię z wielką siłą. Zagłębiasz się w jego czeluści i rozglądasz z obawą w przeczuciu grożącego niebezpieczeństwa, które materializuje się w postaci widma z najgorszych horrorów. Przed Tobą staje zakapturzona postać z nieludzko bladym obliczem i oczami pozbawionymi źrenic. Zbliża się do Ciebie i grobowym głosem przeklina człowieczą istotę niezdolną do miłości, po czym wyciąga rękę i dotyka Twojej piersi, a Ty zemdlony upadasz na ziemię. Budzi Cię jedwabisty kobiecy głos, nalegający, abyś otworzył oczy. Gdy to czynisz, orientujesz się, że znajdujesz się w ciemnej grocie, otoczony przez czterech nieznajomych, którzy z wyraźną troską przyglądają się Twojemu obliczu. Ubrani są w dziwaczne, poszarpane stroje rodem z filmów post- apo, a każdy z nich dzierży broń w postaci łuku, miecza i sztyletu. Dowiadujesz się, że kobiety to Teresa i Katarzyna, a mężczyźni - Ignacy oraz Jan. Określają się jako Ocalali. Wyjaśniają, że uratowali Cię z rąk demona z Królestwa Mroku, który chciał wniknąć do Twojego serca, by zatruć je nienawiścią. Podobne istoty wiele lat temu rozpoczęły okrutną wojnę z ludźmi. Gdy życie zachowały tylko niedobitki tych pierwszych, Aion-El, stwórca zwany Wielkim Artystą, przepowiedział, że zjawisz się właśnie Ty i uratujesz uniwersum przed ostateczną zagładą. Jak się okazuje, znajdujesz się w Mer-Avelli - krainie, którą jesteś Ty sam a straszny las jest odbiciem Twoich uczuć. Musisz dotrzeć do Kryształowej Wieży, w której zamknął się dobrowolnie Aion-El, by dzielić nieszczęścia poddanych w oczekiwaniu na Twoje przybycie. Tylko Ty możesz wyzwolić Stwórcę, by mógł podjąć walkę z demonami. Cóż… Wieża obdaruje Cię przygodami, jakie nie mieszczą się w granicach ludzkiej wyobraźni oraz umożliwi dotarcie do głęboko ukrytego, własnego ja i pozwoli rozliczyć z ciągle niezasklepionymi ranami przeszłości.
„
Cierpienie jest ceną, którą płacimy za odkrywanie prawdy o sobie.”
„Kryształowa wieża” - książka o pięknym tytule, którą napisał Łukasz Piper - to powieść fantasy, która definitywnie spodoba się młodzieży, choć w mojej opinii ma szansę urzec również starszych miłośników gatunku. Głównym bohaterem historii jest czterdziestoletni Tomasz, złamany nieszczęściami, jakie przyniosło mu życie. Śmierć matki, pijaństwo ojca, wreszcie tragiczna śmierć syna i żony - całkowicie odebrały mu chęć egzystencji. Postanawia więc dokonać żywota i skacze z mostu do rzeki. Zbudziwszy się w magicznej krainie, lustrzanym odbiciu jego nastrojów, podejmuje walkę o ocalenie duszy od uczuć zniechęcenia i nienawiści do losu, rozpoczynając wędrówkę w głąb własnego ja we wnętrzu Kryształowej Wieży. Bardzo przypadła mi do gustu ceniona przeze mnie pierwszoosobowa narracja - prowadzona przez główną postać, której złożoność budzi uznanie. Tomasz jest bowiem człowiekiem o bogatym życiu wewnętrznym, skomplikowanej jaźni oraz sercu wypalonym tragediami. Pomimo tego wszystkiego, odnajduje siłę, by powrócić do życia, które przecież zabrało mu tak wiele i wciąż stara się roziskrzyć w sobie iskrę nadziei, którą - dzięki towarzyszom ratującym go z rąk demona - rozdmuchuje w ognisko umożliwiające dokonanie efektywnego rozrachunku z niełatwą przeszłością, a także swoimi bliskimi, nie wyłączając niesłusznie znienawidzonego ojca. Nie mam zastrzeżeń do warstwy językowej, zaś Autor wyraźnie kładzie nacisk na podkreślanie wartości „staroświeckich” i prawie zapomnianych pojęć: miłość, przyjaźń i rodzina. Przypomina też wagę rachunku sumienia. W efekcie powieść nie stanowi jeszcze jednej banalnej odsłony fantasy - z magią, dziwacznymi stworami, demonami i wieżą, ale staje się swoistym moralitetem, zmuszającym czytelnika do refleksji nad własnym życiem i dokonanymi wyborami. Ofiarowuję jej notę 8/10 i oceniam jako dobrą rozrywkę, jaka pozostawi odbiorcę z tą najbardziej ważką rozterką. Którą drogą zechcesz kroczyć, dlaczego i… co skrywa Twoja kryształowa wieża, odbiciem jakiej krainy powinna się stać?
„Niczym
w albumie ze zdjęciami przeglądał w myślach wszystkie swoje wspomnienia - te
dobre i te złe. W jego umyśle i sercu powróciło zdanie, które niegdyś
bezlitośnie wwiercało się w niego: Życie to ból.”
.jpg)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)