Karolina Żynda - Broken ice - recenzja
Oto nadeszła wiekopomna chwila
- bowiem wielbione przeze mnie Wydawnictwo Ale, do którego książek nigdy nie miałam
ani jednego ale (!) uraczyło mnie opowieścią, która bez wątpienia rozkocha w
sobie miłośników nowoczesności poglądowej oraz wolno roziskrzających się
romansów, czyli tych utrzymanych w nurcie określanym mianem „slow burn” w wersji
definitywnie nieszybkiej, a jaka to jednak moją osobę nie do końca przekonała.
Wszystko za sprawą głównego bohatera, który względem mych prywatnych odczuć
musiałby się dla odmiany zakwalifikować w kategorii literackich nie-mężów. O
ile bowiem uważam, że zadziwiająca społecznie akcja panów pod tytułem me too i
mężczyźni też płaczą (a i powinni - podczas narodzin pierworodnego, śmierci
matki, tudzież współodczuwanych krzywd małżonki) jest czytelniczo ciekawa (choć
u konserwatystów mego pokroju powoduje pogłębienie zmarszczek na czole od unoszenia
brwi i przewracania oczyma w północne strony świata), o tyle Graham Kelly jest
w swoim odwrotnym MOIM ZDANIEM (do jakiego mam pełne prawo) byciu męskim
skrajnie przerysowany. Przez to druga część dylogii „Fire & Ice” pod tytułem
„Broken ice”, którą napisała Karolina Żynda u kobiet tradycyjnych (cześć, tu Tyrannosaurus
rex! 😉), hołdujących klasycznym wartościom i
takimż rolom społecznym oraz pewnym przymiotom (rzekomo) brzydszej części ludzkości
może wielokrotnie okazać się irytująca. Jako kochanka prozy traumatycznej i
traumatyzującej, z przechyłem w niewiadomą stronę, znam doskonale pojęcie
rzeczonej podstawy słowotwórczej, czyli traumy, jaka to dotknąć może każdego,
niezależnie od płci - i wszyscy będą przeżywali ją różnie. Mam natomiast
uzasadnione obawy co do tego, jaką obroną, wsparciem i pomocą byłby dla mnie mój
mężczyzna (chwała, pokarało mnie personalnie wymarzonym księciem z b… naszego
ukochanego koszmaru, którego sama sobie zazdroszczę) w chwili próby (chociażby
napadu czy konfliktu militarnego), gdyby z tragediami NIE radził sobie jak
Graham. Czytaj…
Drżał na widok ludzi - jako że ma blizny na połowie twarzy, przez co we własnym mniemaniu jest niepiękny i nie zasługuje na dobroć Tate (tu owszem, uważam, iż ma pełną rację). Wyobraź sobie: zamknął się w domu, który zmienił w śmietnik, jako że brakowało mu sił nawet na zamiatanie, który boi się opuścić, bo przecież może nieopatrznie kogoś spotkać i przerazić go wyglądem. I dalej: między innymi z powodu wyżej wymienionych odepchnął od siebie żonę, pozwalając jej przez SZEŚĆ LAT wierzyć, iż ją zdradził. Ten iście męski inaczej wybór jakoś mi do niego przystaje, natomiast zachowanie małżonki po tym, jak podniosła się dumnie po kontuzji i końcu łyżwiarskiej kariery, ukończyła wymarzone studia i nauczyła się być tym płomiennym człowiekiem co wcześniej oraz postanowiła się z zaślubionym nareszcie rozwieść, lecz od pomysłu chwilowo odstąpiła, dowiedziawszy się prawdy o powodach rozłąki - do niej nie pasuje już nijak. Odłożywszy na bok kwestię uczuć, niemożliwym wydaje mi się tego rodzaju postępowanie błyskotliwej, energicznej i barwnej kobiety, jaka poznaje podłoże tak fatalnego kłamstwa i… daje mężowi szansę. Na to, by jeszcze przez dwa tygodnie spróbowali żyć jako małżeństwo, nim rozstaną się na dobre. ONA. I jeszcze biedy połową lub ćwiercią byłoby, gdyby to Graham stawał na głowie, oczywiście prezentując światu li jej niemuśnięty pożarem bok, by Tate odzyskać, przebłagać, zdobyć na nowo. Niestety. Mimo tego, iż sama mam wytatuowane na ręce słowo WARRIOR, jako że nigdy się nie poddaję, jestem kamiennie niezłomna a gdy wyrzucą mnie drzwiami, wrócę oknem, kominem a potem piwnicą - absolutnie nieracjonalnie nieprzekonująco odbieram fakt, iż w „Broken fire” TYLKO kobieta walczy. Gieroj w mniemaniu własnym też to czyni, jednakże ze sobą samym. I tak na odosobnionej plaży, rozedrgany, wyszedłszy już z domu wyprzątanego przez odzyskaną po sześciu lat żonę, z potem sperlonym na czole, hiperwentylując, na widok zbliżającej się doń kobiety wpada już w li kilkuminutową trzęsionkę i napad paniki, z którego niczym dziecko ukołysać próbuje go małżonka. Dobrze, że nie było tam spacerującego z ulubioną pałką szaleńca czy nietrzeźwego wędrowcy piromana albo lubiącego ranić przypadkowych ludzi ukochaną kosą czy pana z maczetą. Tate miałaby wtedy co robić, lecz ja… nie o takich bohaterów walczyłam. Nadmienię zresztą, iż owa randka odbywa się z inicjatywy żony pokrzywdzonego (jak WSZYSTKIE kolejne) - a romantyczności niejeden nie-chojrak mógłby się od niej uczyć.
Wbrew nie do końca
zrozumiałej motywacji pani Kelly w ratowaniu pana Kelly przed panem Kelly i próbach
wskrzeszania martwego, to właśnie ona stanowi w mojej ocenie najjaśniejszy punkt
historii Żyndy. W tym swoistym tangu dla dwojga (wszak powieść ta to właściwie
teatr duetu aktorów, praktycznie bez innych postaci) jest absolutnym promieniem
nader jasnego słońca. Ciepła, cierpliwa, złożona ze wsparcia, pomysłowości i
trafnie przemyślanych słów. Wyrozumiała oraz - ma ulubiona zaleta - uparta
niczym osłów stado, jeśli już coś sobie postanowi. Tate wielokrotnie mnie uśmiechnęła,
w pełni szczerze. Choć sam powód jej działań jest dla mnie nieprawdopodobny,
kreatywność w realizacji planów bywa genialna. Panowie mogliby brać z niej
przykład, jeśli chodzi o organizację niezapomnienie starannych randek. Te widowiskowe
gesty… zwyczajnie świetne, jako że sama gustuję w podobnych - JEŻELI są odwzajemniane,
wymienne, częściej organizowane przez mężczyznę. Wśród tej dwójki to jednak ona
definitywnie nosi spodnie i jest jej z tym wyjątkowo... przystojnie. Tylko że
to wciąż zwyczajnie nie jest moja bajka ni baśń, raczej nocna straszyłka… Literatura
daje przykład i determinuje nastroje, zatem prywatny apel: pozwólmy mężczyznom
być mężczyznami. Także wrażliwcami, którzy kochają i traktują kobiety jak
księżniczki, ale w związku z tym wiedzą również, jak stać się rycerzem. Bohaterem
wybranki serca. Nieśmiertelności kodeksowi honorowemu życzę.
5/10 przede wszystkim za
kreację Tate i jej niezłomność w dążeniu do wytyczonego celu, płynną i lekką
warstwę językową całej lektury, zjawiskową okładkę oraz oczywiście ogólną
sympatię, jaką żywię do Ale - do którego tym razem mam nieco Ale, Ale nie oznacza
to wc-Ale, iż podczas kolejnej książki-Ale znów wytrw-Ale bawić nie będę się
doskon-Ale. Long live the Ale! Nie, nie mam na myśli złocistego trunku. 😉
PS Nie wykluczam, iż ta powieść znajdzie spore grono fanów, którzy cenią slow burn, odwrócony podział ról w związku czy inną męskość niż ja - zatem rekomenduję Ci dać jej szansę i ocenić względem własnych upodobań! Wszak przywodzi na myśl mą ukochaną baśń „Piękna i Bestia” - w innej wersji. A na kolejnej grafice, tym razem wyjątkowo niecodziennej formy recenzji, znajdziesz cytaty z „Broken ice”, które przypadły mi do gustu oraz współgrają z moją semantyczną, liryczną estetyką. Wnioskuję po nich, iż Autorka ma pisarski potencjał, jaki to objawi się to również mojemu poczuciu realizmu w następnych historiach.
WYRÓŻNIONE CYTATY:
„Wydawało mi się, że to
jedyne rozwiązanie. Jedyne lekarstwo. Ale los zakpił ze mnie, popychając w
zupełnie innym kierunku. A może to prawda postanowiła upomnieć się o swoje?
Często bywa tak, że im bardziej próbujemy przed nią uciec, tym szybciej nas
dogania i udowadnia, że nie można z nią wygrać.”
„(…) była bajką, w którą
wierzyć. Ale każda bajka teraz się kończy. A ja wiedziałem, że zakończenie tej
całkowicie nas zniszczy.”
„Nic lepszego już mnie nie
spotka. To było wszystko. Kilkanaście dni skradzionego czasu, zanim moje życie
rozpadnie się na dobre. Ostatni prezent od losu, który odliczał czas z okrutną
precyzją.”
„Nigdy nie mieliśmy szansy
się pożegnać. Ani ze sobą, ani z tym, co razem stworzyliśmy.”
„Ona. Mój dom znajdował się
w jej ramionach, zakotwiczony w jej obecności, nieważnie jak zimny czy
chaotyczny stawał się świat.”
„Zbudowałem wiele, choć to
wszystko powstało na zgliszczach mojego dawnego życia, moich błędów i porażek.
To, kim byłem dzisiaj, zawdzięczałem jej.”
„Jak skruszone kawałki lodu
złączone na nowo przez mróz.” (Świetne nawiązanie do tytułu.)
„Ja nie weszłam do tej
samej rzeki, ja do niej wleciałam jak wariatka, szybciej niż pozwalał na to rozsądek.”
(Doskonale znane! 😂)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)