Max Czornyj - Śmierciologia - recenzja
Psychofanka powraca - z
recenzją najnowszego dzieła Eseisty Śmierci… a może Reportażysty Sztuki
Umierania. Zafascynowany ars moriendi Max Czornyj o duszy równie starej i
zwichrowanej co moja własna, sprezentował czytelnikom propozycję literacką,
jakiej w tym kształcie niewątpliwie jeszcze nie było. „Śmierciologia” to bowiem
swoiste kompendium mroczności, które wiedzie w świat życia i odchodzenia -
wyprawa poprzez meandry kryminalistyki, szeroko pojętą sztukę oraz zagadki
medycyny, z jakiej odbiorca wraca całkowicie odmieniony. Nakarmiony cienistą
wiedzą iście zabójczych ciekawostek, przewróciwszy ostatnią stronę wyjątkowej
książki, z pewnością niespokojnie obejrzy się za ramię, chcąc się upewnić, które
demony czyhają na jego duszę. Czerniejącą, odrobinę zbrukaną - jednak przede
wszystkim wciąż powierzającą swoje odłamki myślom, jakie wciąż, dzięki
Pisarzowi, błądzą po krainie już nieżyjących albo właśnie zmierzających tam,
gdzie sam Lucyfer mówi dobranoc… Do miejsca, które na przestrzeni lat stało mi
się doskonale znane; w jakim bytuję wręcz z psychopatyczną z przyjemnością,
lubując się w przebywaniu na granicy rzeczywistości mroku i światła. Zanim jednak
istnienie irracjonalnie szalonej jaźni uda się na wieczny spoczynek, zapraszam
Cię do odbycia niewtórnej przygody. Za spisem treści czy też raczej autorskich
- rzeczy: „Ze śmiertelną powagą” rzec musisz: „Słowo daję, pan Andersen tylko
wygląda na martwego”. Zapytasz później: „Co mi powiesz, ścięta głowo?” oraz „Którego
konia dosiada śmierć i czy to ona na pewno”, trwając jeszcze przez chwilę w
fazie wyparcia, bo ostatnia odchodzi nadzieja, że to nie moment Twojego
odejścia. Dowiesz się, „Jak umierali ludzie” oraz zaczniesz roztrząsać „Jak
naprawdę zatryumfować nad nieuniknionym”, zauważając, iż jedno w człowieku pozostaje
niezmienne: chęć zaczerpnięcia kilku płytkich oddechów, zanim powieki zamkną
się na zawsze w nieutulonym żalu niezrealizowanego. Ustalisz także po raz wtóry,
iż „Kiedy maszyna przestaje działać, pokrywa ją rdza”…
Z zaciekawieniem, połączonym z chęcią poznania nieopisanego, wykrzyczysz być może z przekornym uśmiechem, co to odpędziłby nawet kostuchę: „A dziś na deskach naszego teatru wystąpi jegomość trup!” Czyż nie jest to najpiękniejsza ze sztuk, której wzniosłość ciężko właściwie wychwalić? „O tempora, o mores!” dołączy do owacji, kiedy opadnie kurtyna, pozostawiając publiczność w lekkim niedowierzaniu, jako że… to naprawdę już, oto koniec? Jednak nie, wszak kolejny akt udowodni Ci, że „Człowiek człowiekowi katem, rzeźnikiem i bestią”, prawda niezmienna od lat wielu, choć niestety prezentowana światu w sposób coraz bardziej zadziwiający brutalnością kreatywności. Wiesz to przecież, wiesz doskonale - a mimo tego wciąż drżysz jeszcze na samą myśl, toteż Czornyj wspaniałomyślnie oferuje: „Jeśli boi się pani umrzeć, ja pani wszystko wytłumaczę”. Choć czy Maestro danse macabre, chwyciwszy Twą dłoń do straceńczego tańca, będzie w stanie uspokoić Twoje nieczyste sumienie i duszę, jaka zawsze będzie się bać ostateczności? Zafascynowany muzyką, może w próbie zmiany trwożących dźwięków, zapyta również: „Gdzie pan jest, panie Mozart?”. Nieistotne, czy otrzyma odpowiedź - wszak wciąż to li „Słowa, słowa, słowa”… Na koniec, choć wyraz ten brzmi w tym wypadku cokolwiek złowieszczo, Autor przeniesie Cię do miejsca przeznaczenia. Finalnie okazuje się przecież, iż prawidło /Cherchez la femme/ jest słuszne: „Spalmy pałace, samochody i kobiety swawolne”, nawołuje Czornyj. I jeśli kiedyś myślałeś, że w każdej, najmroczniejszej nawet opowieści, chodzi o miłość i niewiasty, przekonasz się, że bynajmniej nie tkwiłeś w błędzie. „Śmierciologia” także traktuje przede wszystkim o damie. Jest nią mroczny żniwiarz, przedstawiany najczęściej jako ten najbardziej zatrzymujący w miejscu przedstawiciel płci pięknej. Słusznie… Jako kochanka ciemności potwierdzam, iż żadna женщина nie potrafi aż tak zawrócić w głowie. Każdy kiedyś ją spotka, prawie wszyscy się w niej zauroczą… Niektórzy zaś stali się jej fascynatami jeszcze za życia. Jeśli się do nich nie zaliczasz, holistyczny zbiór umarłych i jakże w swej śmiertności żywych prawd Pisarza z pewnością postara się to zmienić…
„Żadne wydarzenia nie
zmieniają historii świata tak dynamicznie, tak niespodziewanie ani tak często
jak Śmierć. Ani narodziny, ani śluby, ani żadne wielkie namiętności nie miały
choćby podobnego wpływu na losy ludzkości.”
Powiadają, iż śmierci nie da się zapobiec ani oswoić a strach przed nią jest jednym z największych lęków, znanych zresztą od zarania ludzkości. Z ogromem wiedzy, popartej wieloletnimi badaniami oraz dużą dozą pasji, Max Czornyj próbuje odważnie i nieco impertynencko przedstawić ją czytelnikowi w każdym możliwym wymiarze - od ciekawostek mniej lub bardziej znanych, poprzez poezję czy prozę, aż po rzeźby, annały historii czy wypadki, które na zawsze odmieniły dzieje świata. Co istotne, choć „Śmierciologię” można by określić mianem fabularyzowanego eseju, Autor porusza temat, nomen omen, poruszający bez akademickiego, nużącego zadęcia - a z właściwą sobie dozą humoru i lekkości, która to niezmiennie świadczy o literackim talencie. Trudną problematykę traktuje przy tym z dużym szacunkiem. Słusznie, wszak przecież obrażenie Kostuchy słowami mogłoby mieć ważkie konsekwencje… 😉 Zaskoczenie, jakie jednak nie dziwi, jeśli się, niczym pewna psychofanka, zna już doskonale semantyczne umiejętności Mistrza - niespełna 600 stron wydawać by się mogło, trudnej treści, okazuje się tak wciągające, iż książki nie da się odłożyć. Co jeszcze ciekawsze, nawet po przewróceniu ostatniej strony, chce się wrócić do tego czy innego rozdziału, aby wyszukać w Internecie opisywane przez Czornyja dzieła czy zobaczyć fotorelacje z obrzędów, o których się przed chwilą czytało. Określiłabym to nieco makabrycznie nauką poprzez zabawę, jako że ten cienisty zbiór tekstów jest jej doskonałym przykładem, oczywiście w mojej ocenie. Choć (prawda wielokrotnie wyłaniająca się z treści Eksperta-Mortalisty) ze Śmiercią lepiej nie grać w kości… Wielu próbowało… i raczej niekoniecznie najlepiej na tym wyszło, skoro się spopieliło. Zaryzykuję jednak - jeśli czerwone flagi powiewają dla mnie soczystością zieleni, może i Kostucha uzna mnie za godnego harców przeciwnika. 😉 Podzielę się wynikiem eksperymentu, nawiedzając Cię najciemniejszymi nocami. Tymczasem, krótkie zaproszenie do świata ciał pogrzebanych za życia, śniedziejących czaszek, kotów przewidujących z-ziemi-zejście, widowiskowych śmierci, nieboszczyków palących tytoń, zadziwiających zwyczajów, zagadek medycznych i chwil odejścia tak irracjonalnych, że aż wydających się być zaledwie legendą… A kazali pięknie żyć i tak samo umierać, ups.
„Bez względu na to, czy
artyści kiedykolwiek zabiegali o rycerską śmierć, z pewnością nader często
przydarzały im się zgony spektakularne.”
Dzięki „Śmierciologii” Maxa
Czornyja, okraszonej nutami „Boskiej komedii”, jaką Dante Alighieri urzekł
dawniej odbiorców - niczym Pisarz recenzowanej opowieści swoją najnowszą
książką - dowiesz się miedzy innymi, że przypisy nie zawsze są nudne, wszak
niektóre z nich pełne są przekornie uśmiechających smaczków. Poznasz także historię
mało popularnych społeczeństw, w których zmarli wyciągani są z mogił, by… udać
się z żyjącymi bliskimi na spacer i „zobaczyć”, co też zmieniło się na świecie,
odkąd postanowili z niego zejść. Ba, jeżeli jesteś palaczem, zdecydowanie się
uradujesz - są krainy, w których trupom oferuje się papierosy z nieodłączną
kawą w duecie! Zostanie Ci również przedstawione pewne niesamowite kocię, które
przewidziało z zabójczą dokładnością zgon ponad stu pacjentów amerykańskiego
domu starców. (Nieufnie patrzę się na swoją Kitku, jako nieprzylepa cokolwiek
podejrzanie się do mnie ostatnimi czasy tuli… Intrygujące - szczególnie, jeśli
się wspomni Niezatapialnego Sama, co to przetrwał katastrofę trzech różnych
okrętów!) Oczyma Czornyja spojrzysz na najwznioślejsze dzieła sztuki - od malowideł,
przez freski czy skrzętnie złożone przez prozaików i poetów zdania. Przeczytasz
o wielu niemądrych śmierciach - starczy wspomnieć uderzenie głową we framugę
drzwi podczas pogoni za niewiastą czy karła, który zabił pana, spadając mu wprost
na kark. Niektóre zgony bywają naprawdę spektakularne, aż chciałoby się takim
zapisać w dziejach… Zapoznasz się z własnymi tłumaczeniami tekstów, zachwycony
tym, jak Czornyj bawi się słowami. Udasz się także do Kaplicy Czaszek, która
sprawia urzekająco upiorne wrażenie - jako miłośnik Kotliny Kłodzkiej, oddychałam
tam śmiercią wielokrotnie… Zanurzysz się w świecie epitafium, zapewne
zastanawiając się nad własnym. Może mądrze byłoby złożyć je wcześniej niż za
późno. Za Autorem: „Jestem człowiekiem osadzonym w przeszłości, a więc i pośród
martwych” - jakże to zdanie doskonale obrazuje kunszt i zawartość „Śmierciologii”,
którą - jestem pewna - wielokrotnie się zachwycisz. Podarowuję jej notę silnego
9/10 - oczko zdejmując jedynie za to, iż kolorowe ilustracje znajdują się na
wkładkach, miast tkwić dumnie pod treścią i natychmiastowo ją obrazować. A co
do samej kostuchy… Lubi się o niej mówić tak, jakby stanowiła li plotkę, którą
odgoni niedzielne światło. A ta wchodzi bez pukania, siada na brzegu łóżka i
przegląda życie jak niedokończony rękopis. Z zaznaczeniami i pytaniami na
marginesach. Z powracającym refrenem: „to naprawdę wszystko?” I
może właśnie dlatego tak bardzo fascynuje. Bo nie daje się oswoić i nie chce
być metaforą. Pozostaje tym, czym jest w istocie: jedyną prawdą, której nie da
się zredagować. I wprost - bez niej Twoja ulubiona historia nie miałaby żadnego
sensu… A Ty przecież kochasz opowieści, które bolą. Maestro śmierci, Czornyj,
nie dyryguje końcem, a z precyzyjnie zimną elegancją przypomina, że Twoje życie
od początku grało w jego tonacji. Mistrzowi nie mówi się żegnaj, szepcze: co
rychłego zobaczenia. W tym czy innym marazmie mroczności.
„Ot, właśnie w ten sposób
Śmierć niezmiennie rzuca wszystkim żywym wyzywające spojrzenie. <Byłam, kim Wy
jesteście. Wy będziecie, kim ja jestem.> Amen.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)