Beata Ziaja - U schyłku czasów - recenzja
Opowiadania nie należą do
łatwej formy literackiej, wszak przy użyciu niedużej ilości słów ich autor musi
wyrazić bardzo wiele, jeśli mają być uznane za udane. Z drugiej strony, to
właśnie one uważane są za oddające w pełni kunszt, jakim dysponuje pisarz. Sama
najbardziej lubię historie spowite ulotną mgiełką ezoteryki, które przemawiają
do tej cząstki duszy, jaka doskonale wie, że - cytując Hamleta: „świat jest
pełen tajemnic, zjawisk i niezwykłości, których ludzki rozum, nauka czy
filozofia nie są w stanie pojąć lub przewidzieć”. Która przyjmuje, że Mickiewiczowskie:
„czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” jest w
pełni zasadne, ponieważ to, co
transcedentalne, stanowi immanentną część ludzkiego świata i świadomości. A
także wyobraźni, która często zabiera człowieczą istotę w podróż po tym,
czego nie da się przeniknąć rozumem a
tym bardziej namacalnie dotknąć. Niewątpliwymi mistrzami tego rodzaju opowiadań
byli Edgar Allan Poe oraz H. P. Lovecratft, którzy wyznaczyli ich niedościgły
wzorzec. Wykreowana w ich dziełach atmosfera, pełna niepewności i przeszyta na
wskroś tajemniczością, niejednokrotnie balansuje na granicy jawy i snu, a także
racjonalności i szaleństwa. Nie tylko zachwyca, ale i daje poczucie obcowania z
niewytłumaczalnym, które przez szeroko otwarte odrzwia imaginacji zyskuje
dostęp do samego serca, by już nigdy z niego nie ustąpić. Gatunek ten na ogół
stanowi emocjonalne połączenie fantastyki, science-fiction, ludowych wierzeń, i
horroru, czerpiąc pełnymi garściami z gotyckiej tradycji. Ujęty w odpowiednio
obrazowo przedstawione wydarzenia, zawsze pozostawia po sobie niezapomniane
wrażenie. Udowadnia to recenzowany zbiór opowiadań.
„Trzymani przez nich za
ręce, powoli wkraczamy do Krainy Cieni - tam, gdzie kończą się wszystkie
ludzkie ścieżki.”
Zdanie zamykające ostatnie
z opowiadań doskonale oddaje klimat utworów Pisarki, do których przeniosę Cię
właśnie teraz.
„Marzydło”
Strzeż się mamidła, które pozornym
pięknem potrafi zaprowadzić na skraj przepaści każdego, kto kieruje się zdrowym
rozsądkiem i rzekomo umie trzymać pasje na wodzy. Ułuda bowiem to rzecz bardzo
niebezpieczna, jaka wiedzie na manowce rozumu. A może właśnie pragnij tego
szaleńczego w swej istocie wyobrażenia, które stanowi ucieczkę od szarej
rzeczywistości - nie do zniesienia dla wszystkich potrafiących marzyć. Tych,
którzy nie chcą wracać do świata, jaki przykrawa wszystkich do tego samego,
miałkiego wymiaru. Gorszego niż śmierć, bo zabijającego duszę, nie ciało;
groźniejszego niż zapomnienie, bo czyniącego z człowieka byt bez emocji i
wyższych pragnień. Czasami lepiej jest przenieść się do krainy cieni, jak pisał
Edward Stachura: „Zginąć by można jak nic: Do żył/Jest nóż./Lub w dół/Na bruk/Z
wysoka./(...) Ale czy warto?/Może nie warto?/Ech, chyba warto.../Tak, tak -
warto./Bardzo to warto./O, tak - to warto./Jeszcze jak warto!”
„Kiedy nie widzi się już
przed sobą ścieżki - bo wokoło szybko zapada zmrok, który nigdy się nie
podniesie - jedyna myśl to lot bez rozpostartych skrzydeł!”
„O człowieku, który nauczył
się latać”
Czy chciałbyś wzlecieć
ponad świat w wielobarwnej podróży do jego krańców, na skrzydłach imaginacji,
bez granic i ograniczeń? W podniebne przestworza, w których nie ma zazdrości,
podłości ani żadnego z brudów, jakich doświadcza się co dnia na tym padole łez?
A cena? Czy jesteś gotowy zapłacić cenę strachu i poczucia utraty nadziei za
taki właśnie luksus? Albowiem pamiętaj - na błękitnym globie nic nie jest za
darmo a prozaiczność, jak nienasycony Lewiatan, czeka tylko na okazję, aby
ściągnąć Cię z nieboskłonu i uczynić jednym z tych, którzy nie mają ani siły,
ani ochoty na snucie szmaragdowych fantazji… Intrygująca wariacja na temat mitu
o Ikarze, który nie bał zbliżyć się do słońca, bo uskrzydlały go nie pióra
zespolone woskiem przyziemności, ale własna wyobraźnia i pragnienia. Mnie
nieodłącznie kojarzy się z obrazem Marca Chagalla „Nad miastem”,
przedstawiającym malarza i spoczywającą w jego objęciu narzeczoną w locie nad
osadą, prawdopodobnie Witebskiem i z „Odą do młodości” Mickiewicza - jej rymami:
„(...) dodaj mi skrzydła!/ Niech nad martwym wzlecę światem/W rajską dziedzinę
ułudy: Kędy zapał (…) Nowości potrząsa kwiatem/I obleka w nadziei złote
malowidła!”
„Odwzajemnił uśmiech, a
potem obydwaj, ciągle trzymając się za ręce, rozpłynęli się na świetlistym
szlaku...”
„Wymarłe miasto”
Czyż nie jest szaleńcem
ten, kto nie pasuje do tego świata i stroni od jego powabów? Zamyka się w swoim
uniwersum, gardzi towarzystwem ludzi a wynosi ponad nich kwiaty jako symbol
prawdziwego piękna? Uważa człowiecze uniwersum za odrażające i nie do
zniesienia? Jeśli jesteś właśnie takim bytem, uważaj, gdyż, jak napisano w
Przesłaniu Pana Cogito: „nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką/chłostą
śmiechu” i uznają za wariata, którego należy leczyć. A może i Ty sam, pod
wpływem nacisków otoczenia, uznasz, że potrzebujesz pilnie terapii i poddasz
się jej, wyruszając w drogę do wymarłego miasta po szczepionkę, która zmieni
Twój ogląd rzeczywistości i uczyni jednym z szarych „zjadaczy chleba”,
strącając w niebyt - udział tak wielu z nich...
„Wtedy nagle wszystko
zrozumiał, ale nie było już odwrotu! (…) z krzykiem na ustach wybiegł w swój
nowy -oby lepszy! - świat”.
„Miłość nigdy nie ustaje”
Czy wiesz, jak potężna może
być miłość? Taka, która nigdy nie wygasa i jest silniejsza niż śmierć? Jaka
odciska się dialogami lekkimi jak muśnięcie ust, przepełnionymi płomiennym
uczuciem i jednocześnie wszechogarniającym poczuciem bezbrzeżnego smutku? W
której bliskość duchowa jest znacznie ważniejsza od cielesnej? I dla jakiej
jesteś w stanie poświęcić wszystko, nawet samego siebie. Bo przecież, jak
powiedziano w Hymnie o miłości: „Miłość nie zazdrości,/nie szuka poklasku,/nie
unosi się pychą;/nie jest bezwstydna/nie szuka swego,/nie unosi się gniewem/nie
pamięta złego/Miłość nigdy nie ustaje”. Jeśli nigdy jej nie doświadczyłeś,
wiedz, że - jak trafnie wskazał poeta: „nie zaznasz słodyczy w niebie”. Dla
mnie najpiękniejsze z opowiadań w tym Zbiorze - bardzo zbliżone w wyrazie do
miłosnego hymnu Nicka Cave'a „Are You the One that I've Been Waiting For?” z
jego zapadającymi w serce słowami: „Twoja dusza jest moją kotwicą, nigdy nie
pytającą się o uwolnienie, cóż śpij teraz, śpij teraz, zabierz ze sobą, jeśli
chcesz przyczyny, gdyż cóż, tylko na
ciebie czekam.”
„(...) małżonkowie nie
zwracali na to uwagi. Zmierzając za Aniołem Śmierci do krainy, gdzie miłość
nigdy nie ustaje, patrzyli tylko na siebie...”
„Cytadela”
Gdy nadejdzie ta ostatnia
noc, w czasie której będziesz jeszcze miał szanse odwrócić swój los i pozostać
wśród żywych, a tak naprawdę od dawna już martwych, o wypalonych duszach i
oczach oszalałych z trwogi przed nieznanym - nie zawahasz się i ruszysz tropem
miłości w stronę niezbadanego. Porzucisz bez żalu świat, który nie ma Ci już
nic do zaoferowania. Ponieważ nawet najmniejsza cząstka duszy, jaką możesz
dzięki temu ocalić, jest bardziej drogocenna niż cały bezmiar dni, jakie
musiałbyś spędzić bez niej. Jak pisał w wierszu rosyjski poeta Gumilev: „na tym
świecie wszystko już zostało mi ofiarowane: cień nocy i światło słońca, i
uroczysty bezkres eteru, w którym łagodnie migoczą planety/Nie szukam już
niczego więcej.”
„Bramy cytadeli otworzą się
przede mną po raz ostatni, a potem zamkną na zawsze. A ja pójdę, tak jak wielu
przede mną prosto w stronę Wzgórz.. I nie będę się oglądał za siebie!”
„Dzisiaj ty, jutro ja”
Gdy runie świat, który
otulał Cię ciepłym kokonem bezpieczeństwa, gdy wszystko, co znałeś, zamieni się
w pył, staniesz twarzą w twarz ze swoim szkaradnym obrazem w lustrze.
Nieuchronnie przeistoczysz się w mutanta, wyznającego starą zasadę,
obowiązującą w uniwersum dżungli, w jakie zamieniła się Twoja z pozoru
niezniszczalna cywilizacja: „Dzisiaj ty, jutro ja”. Interesujące post-apo, które
dowodzi, że słowo „człowiek” wcale nie brzmi dumnie. Prawdziwości tytułu dowiódł
Aleksander Sołżenicyn - w jego „Archipelagu gułag” wśród nieszczęsnych więźniów
obozów obowiązywało zawołanie: „Ja zdechnę jutro, ale ty dzisiaj”…
„Pilnuję prawa, więc jestem
człowiekiem! Lubię okrucieństwo, to przecież ludzkie! Bardzo lubię panować nad
innymi. (…) Ostatni człowiek skonał cicho, zanim na niebie pojawił się świt...”
„Ukryty skarb”
Świetnie napisana,
wypełniona pozazmysłowym pierwiastkiem makabreska, która dowodzi, że do
znalezionego skarbu należy podchodzić nader ostrożnie i broń Boże nie
ofiarowywać go nowożeńcom. Mnie najbardziej ujęły Andersenowskie w swoim
wyrazie pląsy zabawek, jakie przywodzą na myśl „Ołowianego żołnierzyka” - jego
najbardziej melancholijną i z pozoru nieszczęśliwie zakończoną baśń. Piękną.
„Pokusa”
Znakomicie skonstruowana i
niepozbawiona czarnego humoru opowiastka, snująca paralelę pomiędzy wodzeniem
na pokuszenie księdza a skierowaniem na manowce - poza bramy raju praojca Adama
przez jakże ponętną Ewę. W roli głównej, jak zawsze zakazany owoc, lecz tym
razem nie jabłko, a… niewieście wdzięki.
„Ksiądz wciąż klęczy z
twarzą ukrytą w dłoniach. Bardzo cierpi! (…) odtąd kościół wieczorami będzie
pusty i zamknięty na głucho. Tak na wszelki wypadek... Od wszystkich pokus!”
„Domek nad oceanem”
Najdłuższe i najbardziej
mroczne z opowiadań. Swoista „Kronika zapowiedzianego szaleństwa i śmierci”, jeśliby
strawestować tytuł powieści autorstwa Mario Varagasa Llosy. Tajemniczy dom nad
wodą, która kiedyś pochłonęła ukochanego i pozostawiła w nieutulonym żalu jego
lubą, snującą posępne pieśni o tęsknocie. Nowi lokatorzy oraz nieuchronna
tragedia, która wiedzie do opętania i wiecznego snu.
„Przeprawiając się przez
rzekę”
Krótki a zarazem przewrotny
fresk literacki z Charonem i Styksem w roli głównej. Mnie nieodparcie kojarzy
się z przepełnionym nostalgią obrazem szwajcarskiego mistrza pędzla, Arnolda
Böcklina - „Wyspa umarłych”. Poza tym - ze wspaniale oddającym jego klimat
wierszem Tadeusza Przerwy-Tetmajera i strofami: „Wyspa umarłych…/Nagie, strome
skały, wkoło dalekie, nieskończone morze, gaj cyprysowy, ciszą skamieniały,
spokój wód wieczny… (…) I w długiej łodzi o milczącym wiośle Charon tu z brzegu
białe wiezie dusze i w ciemne, wąskie wwozi je zarosłe (…) Tu dusze cieniom
podobne, milczące, snują się białe przez ciemną zieloność (…) patrzą po falach szklanych
i bezdennych, (…) patrzą się w mglistą, wieczną nieskończoność.” Cytat z
początku recenzji pochodzi właśnie z tego opowiadania.
„U schyłku czasów” to intrygujący
zbiór opowiadań, który stworzyła Beata Ziaja. W mojej ocenie powinien go poznać
każdy, kto ceni sobie błyskotliwy kunszt literacki. Taki, jaki skrzy się w
niewielkich objętościowo, ale jakże wymownych dzięki semantycznemu talentowi
Autorki, oryginalnych formach. Właściwie każdy z tekstów w tym tomie uwodzi
przesłaniem i rzadko spotykaną emocjonalnością. Wszystkie są tajemnicze, choć
równocześnie krzyczą melancholią, pozostają pełne nostalgii i nieodparcie wodzą
za sobą wyobraźnię czytelnika wprost w oniryczny świat baśni, wiecznej miłości,
nieuchronnego nieszczęścia i samotności na przekór wszystkim i wszystkiemu.
Czasami przewrotne, zawsze z zaskakującą puentą, znakomicie skonstruowane i
świetnie napisane. Pełne poetyckiej wrażliwości i siły wyrazu. Dowodzące, że
„schyłek czasów” nie oznacza końca dobrej literatury. We mnie wybudziły spiżowe
serce dzwonu dawno nieprzeżywanych wzruszeń. Czegóż chcieć więcej? 9/10
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)