Beata Ziaja - U schyłku czasów - recenzja

by - 01:33:00

Opowiadania nie należą do łatwej formy literackiej, wszak przy użyciu niedużej ilości słów ich autor musi wyrazić bardzo wiele, jeśli mają być uznane za udane. Z drugiej strony, to właśnie one uważane są za oddające w pełni kunszt, jakim dysponuje pisarz. Sama najbardziej lubię historie spowite ulotną mgiełką ezoteryki, które przemawiają do tej cząstki duszy, jaka doskonale wie, że - cytując Hamleta: „świat jest pełen tajemnic, zjawisk i niezwykłości, których ludzki rozum, nauka czy filozofia nie są w stanie pojąć lub przewidzieć”. Która przyjmuje, że Mickiewiczowskie: „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” jest w pełni  zasadne, ponieważ to, co transcedentalne, stanowi immanentną część ludzkiego świata i świadomości. A także wyobraźni, która często zabiera człowieczą istotę w podróż po tym, czego  nie da się przeniknąć rozumem a tym bardziej namacalnie dotknąć. Niewątpliwymi mistrzami tego rodzaju opowiadań byli Edgar Allan Poe oraz H. P. Lovecratft, którzy wyznaczyli ich niedościgły wzorzec. Wykreowana w ich dziełach atmosfera, pełna niepewności i przeszyta na wskroś tajemniczością, niejednokrotnie balansuje na granicy jawy i snu, a także racjonalności i szaleństwa. Nie tylko zachwyca, ale i daje poczucie obcowania z niewytłumaczalnym, które przez szeroko otwarte odrzwia imaginacji zyskuje dostęp do samego serca, by już nigdy z niego nie ustąpić. Gatunek ten na ogół stanowi emocjonalne połączenie fantastyki, science-fiction, ludowych wierzeń, i horroru, czerpiąc pełnymi garściami z gotyckiej tradycji. Ujęty w odpowiednio obrazowo przedstawione wydarzenia, zawsze pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Udowadnia to recenzowany zbiór opowiadań.

„Trzymani przez nich za ręce, powoli wkraczamy do Krainy Cieni - tam, gdzie kończą się wszystkie ludzkie ścieżki.”

Zdanie zamykające ostatnie z opowiadań doskonale oddaje klimat utworów Pisarki, do których przeniosę Cię właśnie teraz.

„Marzydło”

Strzeż się mamidła, które pozornym pięknem potrafi zaprowadzić na skraj przepaści każdego, kto kieruje się zdrowym rozsądkiem i rzekomo umie trzymać pasje na wodzy. Ułuda bowiem to rzecz bardzo niebezpieczna, jaka wiedzie na manowce rozumu. A może właśnie pragnij tego szaleńczego w swej istocie wyobrażenia, które stanowi ucieczkę od szarej rzeczywistości - nie do zniesienia dla wszystkich potrafiących marzyć. Tych, którzy nie chcą wracać do świata, jaki przykrawa wszystkich do tego samego, miałkiego wymiaru. Gorszego niż śmierć, bo zabijającego duszę, nie ciało; groźniejszego niż zapomnienie, bo czyniącego z człowieka byt bez emocji i wyższych pragnień. Czasami lepiej jest przenieść się do krainy cieni, jak pisał Edward Stachura: „Zginąć by można jak nic: Do żył/Jest nóż./Lub w dół/Na bruk/Z wysoka./(...) Ale czy warto?/Może nie warto?/Ech, chyba warto.../Tak, tak - warto./Bardzo to warto./O, tak - to warto./Jeszcze jak warto!”  

„Kiedy nie widzi się już przed sobą ścieżki - bo wokoło szybko zapada zmrok, który nigdy się nie podniesie - jedyna myśl to lot bez rozpostartych skrzydeł!”

 

„O człowieku, który nauczył się latać”

Czy chciałbyś wzlecieć ponad świat w wielobarwnej podróży do jego krańców, na skrzydłach imaginacji, bez granic i ograniczeń? W podniebne przestworza, w których nie ma zazdrości, podłości ani żadnego z brudów, jakich doświadcza się co dnia na tym padole łez? A cena? Czy jesteś gotowy zapłacić cenę strachu i poczucia utraty nadziei za taki właśnie luksus? Albowiem pamiętaj - na błękitnym globie nic nie jest za darmo a prozaiczność, jak nienasycony Lewiatan, czeka tylko na okazję, aby ściągnąć Cię z nieboskłonu i uczynić jednym z tych, którzy nie mają ani siły, ani ochoty na snucie szmaragdowych fantazji… Intrygująca wariacja na temat mitu o Ikarze, który nie bał zbliżyć się do słońca, bo uskrzydlały go nie pióra zespolone woskiem przyziemności, ale własna wyobraźnia i pragnienia. Mnie nieodłącznie kojarzy się z obrazem Marca Chagalla „Nad miastem”, przedstawiającym malarza i spoczywającą w jego objęciu narzeczoną w locie nad osadą, prawdopodobnie Witebskiem i z „Odą do młodości” Mickiewicza - jej rymami: „(...) dodaj mi skrzydła!/ Niech nad martwym wzlecę światem/W rajską dziedzinę ułudy: Kędy zapał (…) Nowości potrząsa kwiatem/I obleka w nadziei złote malowidła!”

„Odwzajemnił uśmiech, a potem obydwaj, ciągle trzymając się za ręce, rozpłynęli się na świetlistym szlaku...”

 

„Wymarłe miasto”

Czyż nie jest szaleńcem ten, kto nie pasuje do tego świata i stroni od jego powabów? Zamyka się w swoim uniwersum, gardzi towarzystwem ludzi a wynosi ponad nich kwiaty jako symbol prawdziwego piękna? Uważa człowiecze uniwersum za odrażające i nie do zniesienia? Jeśli jesteś właśnie takim bytem, uważaj, gdyż, jak napisano w Przesłaniu Pana Cogito: „nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką/chłostą śmiechu” i uznają za wariata, którego należy leczyć. A może i Ty sam, pod wpływem nacisków otoczenia, uznasz, że potrzebujesz pilnie terapii i poddasz się jej, wyruszając w drogę do wymarłego miasta po szczepionkę, która zmieni Twój ogląd rzeczywistości i uczyni jednym z szarych „zjadaczy chleba”, strącając w niebyt - udział tak wielu z nich...

„Wtedy nagle wszystko zrozumiał, ale nie było już odwrotu! (…) z krzykiem na ustach wybiegł w swój nowy -oby lepszy! - świat”.  

 

„Miłość nigdy nie ustaje”

Czy wiesz, jak potężna może być miłość? Taka, która nigdy nie wygasa i jest silniejsza niż śmierć? Jaka odciska się dialogami lekkimi jak muśnięcie ust, przepełnionymi płomiennym uczuciem i jednocześnie wszechogarniającym poczuciem bezbrzeżnego smutku? W której bliskość duchowa jest znacznie ważniejsza od cielesnej? I dla jakiej jesteś w stanie poświęcić wszystko, nawet samego siebie. Bo przecież, jak powiedziano w Hymnie o miłości: „Miłość nie zazdrości,/nie szuka poklasku,/nie unosi się pychą;/nie jest bezwstydna/nie szuka swego,/nie unosi się gniewem/nie pamięta złego/Miłość nigdy nie ustaje”. Jeśli nigdy jej nie doświadczyłeś, wiedz, że - jak trafnie wskazał poeta: „nie zaznasz słodyczy w niebie”. Dla mnie najpiękniejsze z opowiadań w tym Zbiorze - bardzo zbliżone w wyrazie do miłosnego hymnu Nicka Cave'a „Are You the One that I've Been Waiting For?” z jego zapadającymi w serce słowami: „Twoja dusza jest moją kotwicą, nigdy nie pytającą się o uwolnienie, cóż śpij teraz, śpij teraz, zabierz ze sobą, jeśli chcesz przyczyny, gdyż  cóż, tylko na ciebie czekam.”

„(...) małżonkowie nie zwracali na to uwagi. Zmierzając za Aniołem Śmierci do krainy, gdzie miłość nigdy nie ustaje, patrzyli tylko na siebie...”

 

„Cytadela”

Gdy nadejdzie ta ostatnia noc, w czasie której będziesz jeszcze miał szanse odwrócić swój los i pozostać wśród żywych, a tak naprawdę od dawna już martwych, o wypalonych duszach i oczach oszalałych z trwogi przed nieznanym - nie zawahasz się i ruszysz tropem miłości w stronę niezbadanego. Porzucisz bez żalu świat, który nie ma Ci już nic do zaoferowania. Ponieważ nawet najmniejsza cząstka duszy, jaką możesz dzięki temu ocalić, jest bardziej drogocenna niż cały bezmiar dni, jakie musiałbyś spędzić bez niej. Jak pisał w wierszu rosyjski poeta Gumilev: „na tym świecie wszystko już zostało mi ofiarowane: cień nocy i światło słońca, i uroczysty bezkres eteru, w którym łagodnie migoczą planety/Nie szukam już niczego więcej.”

„Bramy cytadeli otworzą się przede mną po raz ostatni, a potem zamkną na zawsze. A ja pójdę, tak jak wielu przede mną prosto w stronę Wzgórz.. I nie będę się oglądał za siebie!”

 

„Dzisiaj ty, jutro ja”

Gdy runie świat, który otulał Cię ciepłym kokonem bezpieczeństwa, gdy wszystko, co znałeś, zamieni się w pył, staniesz twarzą w twarz ze swoim szkaradnym obrazem w lustrze. Nieuchronnie przeistoczysz się w mutanta, wyznającego starą zasadę, obowiązującą w uniwersum dżungli, w jakie zamieniła się Twoja z pozoru niezniszczalna cywilizacja: „Dzisiaj ty, jutro ja”. Interesujące post-apo, które dowodzi, że słowo „człowiek” wcale nie brzmi dumnie. Prawdziwości tytułu dowiódł Aleksander Sołżenicyn - w jego „Archipelagu gułag” wśród nieszczęsnych więźniów obozów obowiązywało zawołanie: „Ja zdechnę jutro, ale ty dzisiaj”…

„Pilnuję prawa, więc jestem człowiekiem! Lubię okrucieństwo, to przecież ludzkie! Bardzo lubię panować nad innymi. (…) Ostatni człowiek skonał cicho, zanim na niebie pojawił się świt...”

 

„Ukryty skarb”

Świetnie napisana, wypełniona pozazmysłowym pierwiastkiem makabreska, która dowodzi, że do znalezionego skarbu należy podchodzić nader ostrożnie i broń Boże nie ofiarowywać go nowożeńcom. Mnie najbardziej ujęły Andersenowskie w swoim wyrazie pląsy zabawek, jakie przywodzą na myśl „Ołowianego żołnierzyka” - jego najbardziej melancholijną i z pozoru nieszczęśliwie zakończoną baśń. Piękną.

 

„Pokusa”

Znakomicie skonstruowana i niepozbawiona czarnego humoru opowiastka, snująca paralelę pomiędzy wodzeniem na pokuszenie księdza a skierowaniem na manowce - poza bramy raju praojca Adama przez jakże ponętną Ewę. W roli głównej, jak zawsze zakazany owoc, lecz tym razem nie jabłko, a… niewieście wdzięki.

„Ksiądz wciąż klęczy z twarzą ukrytą w dłoniach. Bardzo cierpi! (…) odtąd kościół wieczorami będzie pusty i zamknięty na głucho. Tak na wszelki wypadek... Od wszystkich pokus!”

 

„Domek nad oceanem”

Najdłuższe i najbardziej mroczne z opowiadań. Swoista „Kronika zapowiedzianego szaleństwa i śmierci”, jeśliby strawestować tytuł powieści autorstwa Mario Varagasa Llosy. Tajemniczy dom nad wodą, która kiedyś pochłonęła ukochanego i pozostawiła w nieutulonym żalu jego lubą, snującą posępne pieśni o tęsknocie. Nowi lokatorzy oraz nieuchronna tragedia, która wiedzie do opętania i wiecznego snu.

 

„Przeprawiając się przez rzekę”

Krótki a zarazem przewrotny fresk literacki z Charonem i Styksem w roli głównej. Mnie nieodparcie kojarzy się z przepełnionym nostalgią obrazem szwajcarskiego mistrza pędzla, Arnolda Böcklina - „Wyspa umarłych”. Poza tym - ze wspaniale oddającym jego klimat wierszem Tadeusza Przerwy-Tetmajera i strofami: „Wyspa umarłych…/Nagie, strome skały, wkoło dalekie, nieskończone morze, gaj cyprysowy, ciszą skamieniały, spokój wód wieczny… (…) I w długiej łodzi o milczącym wiośle Charon tu z brzegu białe wiezie dusze i w ciemne, wąskie wwozi je zarosłe (…) Tu dusze cieniom podobne, milczące, snują się białe przez ciemną zieloność (…) patrzą po falach szklanych i bezdennych, (…) patrzą się w mglistą, wieczną nieskończoność.” Cytat z początku recenzji pochodzi właśnie z tego opowiadania.

 

„U schyłku czasów” to intrygujący zbiór opowiadań, który stworzyła Beata Ziaja. W mojej ocenie powinien go poznać każdy, kto ceni sobie błyskotliwy kunszt literacki. Taki, jaki skrzy się w niewielkich objętościowo, ale jakże wymownych dzięki semantycznemu talentowi Autorki, oryginalnych formach. Właściwie każdy z tekstów w tym tomie uwodzi przesłaniem i rzadko spotykaną emocjonalnością. Wszystkie są tajemnicze, choć równocześnie krzyczą melancholią, pozostają pełne nostalgii i nieodparcie wodzą za sobą wyobraźnię czytelnika wprost w oniryczny świat baśni, wiecznej miłości, nieuchronnego nieszczęścia i samotności na przekór wszystkim i wszystkiemu. Czasami przewrotne, zawsze z zaskakującą puentą, znakomicie skonstruowane i świetnie napisane. Pełne poetyckiej wrażliwości i siły wyrazu. Dowodzące, że „schyłek czasów” nie oznacza końca dobrej literatury. We mnie wybudziły spiżowe serce dzwonu dawno nieprzeżywanych wzruszeń. Czegóż chcieć więcej? 9/10

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)