Michał Zgajewski - Dolina czarownic - recenzja

by - 21:37:00

Choć starasz się nie dopuszczać owej myśli do siebie, w głębi duszy wiesz, że w znacznym stopniu ponosisz odpowiedzialność za śmierć tej dziewczyny. Rozmawiałeś z nią jeszcze parę godzin temu, a teraz patrzysz na jej przywiązane do drzewa, nagie zwłoki z poderżniętym gardłem. Od początku czułeś, ze coś jest nie tak. Miałeś niejasne przeczucie, że Klaudia Piekarz prowadzi własną grę, jednak nie zdołałeś odgadnąć jej zasad. Twój współpracownik, programista Mufin, przeprowadził wcześniej research w Sieci - zarówno jej osoby, jak i ewentualnych powiązań, ale nie znalazł niczego istotnego. Teraz już wiesz, że nie przyłożył się należycie do wykonania zadania. Policzysz się z nim później, na razie nie masz do tego głowy. Gorzko myślisz, że nigdy nie posuwałeś się zatrudniania testerek wierności, choć w zawodzie prywatnego detektywa stanowią one bardzo przydatne narzędzie. Jednak to sprzeczne z Twoimi zasadami. Uważasz tę profesję za głęboko niemoralną i wiodącą ludzi na manowce - rodzi konsekwencje, jakich nigdy tak naprawdę nie chcieliby osiągnąć a tym bardziej oglądać. Ten raz zrobiłeś wyjątek, zresztą studentka psychologii, nowy współpracownik, wcale nie miała dokonać uwiedzenia, ale spróbować wydostać z Tymoteusza Rudzińskiego jakiekolwiek przydatne informacje, dzięki którym będziesz w stanie znaleźć na niego haki i dotrzeć do głęboko ukrytych relacji. Wcześniej zjawiła się u Ciebie żona mężczyzny i zleciła jego śledzenie. Podejrzewała, że dokonuje licznych zdrad, w czym zresztą wcale się nie myliła. Jednak potem zerwała kontakt. Twój „obiekt” to bogaty deweloper, który stał się potentatem na miejscowym rynku nieruchomości. Pojawił się znikąd, zaczął sypać gotówką i wykosił całą konkurencję. Jesteś przekonany, że ma powiązania z Czarnym Domem - piekielną organizacją, która trzęsie całym Beskidem Żywieckim.

„Okoliczne ciemnobrązowe zbocza wyglądały złowrogo. Jakby wiedziały, że w tym miejscu przywiązuje się do drzew młode kobiety i podrzyna im gardła.”

Oficjalnie nikt nie zna lokalizacji przybytku, choć powiązania sięgają szczytów władzy. Już raz zetknąłeś się z jego przedstawicielami i ledwo uszedłeś z życiem. Posiadasz filmy, na których zostały zarejestrowane obrzędy, jakie się tam odbywają - przypominają bachanalia organizowane ku czci szatana. Na jednym z nich wyraźnie zarejestrowano brutalne zabójstwo skrępowanego mężczyzny, dokonane przy pomocy młotka. Nagranie trwa kilkanaście minut i nie stroni od makabrycznych szczegółów. Co gorsza, wszystkiemu przygląda się z wyraźną lubością stara kobieta w habicie i przepasce na oczach. Na razie nie masz odwagi obejrzeć pozostałych, lecz wiesz, że są na nich jeszcze potworniejsze rzeczy. Pomimo, że jako były policjant widziałeś chyba wszystko, tamtego obrazu nie jesteś w stanie zapomnieć. Zrobisz więc wszystko, aby dotrzeć do Czarnego Domu i, jeśli pozwolą na to okoliczności, policzyć się ze zwyrodnialcami. Tak czy inaczej, to Ty wysłałeś Klaudię na zatracenie i nie usprawiedliwia Cię to, że nie miałeś pojęcia, iż grozi jej okropne niebezpieczeństwo. Gdy nad ranem wjeżdżasz do Doliny Zimnika, już z daleka dostrzegasz migające lampy licznych policyjnych samochodów. Masz jeszcze małą nadzieję, że nie stało się nic strasznego, jednak gdy się do nich zbliżasz, doskonale wiesz, co ujrzysz. Zarówno komisarz Zuza Madejska, jak i nowy prokurator traktują Cię z wyraźną niechęcią, ale zdradzają kilka szczegółów dotyczących zbrodni. Dowiadujesz się, że morderstwa dokonano przed około dwoma godzinami, nie wyklucza się też gwałtu. Ofiara próbowała się bronić, o czym świadczą ślady naskórka sprawcy pod jej paznokciami. Zawiadomienie zostało złożone przez anonimowego mężczyznę, jak przypuszczają śledczy, oprawcę. Sposób potraktowania ciała wskazuje wyraźnie, że ten odegrał jakiś tajemniczy rytuał i pozostawił manifest do stróżów prawa. Od razu kojarzy Ci się to z XVII-wiecznymi procesami czarownic, jakie w tej okolicy były bardzo popularne. Wiedźmy poddawano tak zwanemu pławieniu w wodzie. Jeśli szły na dno - były niewinne, jeśli przeciwnie - rozprawiano się z nimi w podobny sposób. W telefonie dziewczyny znaleziono bogatą korespondencję, z której lwia część była prowadzona z Tobą. Nic więc dziwnego, że teraz siedzisz na komendzie i składasz zeznania. Konwersacja pełna jest daleko idących złośliwości, czego się jednak spodziewasz, będąc personą niezbyt popularną wśród miejscowych policjantów. Zaraz po zakończeniu przesłuchania, jedziesz do  Jurka Wasiaka.

„Nie wiem, czy prawda jest warta (…) wysiłków. Gdy ją odkrywamy, zazwyczaj okazuje się brudna i lekka. Nie jest już uwodzicielską kobietą, tylko bezzębną staruchą.”

To nawrócony przestępca i były współpracownik Czarnego Domu. Pewnego dnia podpadł czymś organizacji, co skończyło się ciężkim pobiciem i niemalże śmiercią. Od tego czasu ukrywa się w lokum po teściach i liczy, że ktoś w końcu dobierze się jego wrogom do skóry. Gdy docierasz na miejsce, wysiadasz z samochodu i stukasz w drzwi. Otwiera Ci wyraźnie pijany gospodarz. Od samego progu uderza Cię zapach alkoholu i wszechogarniającego brudu. Nie dziwi Cię, że facet został porzucony przez żonę, która nie mogła znieść jego ekscesów i odeszła wraz z jedynym dzieckiem. Gdy wspominasz o śmierci Piekarz, wyraźnie widzisz, jak jego twarz kurczy się w przypływie strachu. Zaczyna bełkotać, że to sprawka Czarnego Domu i że jemu samemu grozi ten sam koniec. Patrząc na jego żałosną postać, zadajesz sobie pytanie, kto będzie szybszy - on, czy też napoje wyskokowe. Mężczyzna po raz kolejny wskazuje, iż Rudziński zajmuje wysoką pozycję w hierarchii przybytku. No cóż, na razie musisz uwierzyć na słowo, choć nienaturalnie błyskawiczna kariera tego faceta wyraźnie wskazuje, że z pewnością jest coś na rzeczy. Dlatego masz zamiar zająć się nim szczegółowo, śledząc każdy krok. Może to naprowadzi Cię na jakiś trop i zdołasz odkryć, kto za jego plecami pociąga za sznurki. Albo to on jest zabójcą? W końcu miał częsty kontakt z ofiarą. Mógł zorientować się w jej prawdziwej roli a potem usnął jako świadka, który obnażył którąś ze szczególnie niepokojących tajemnic. Nie da się przecież tego całkowicie wykluczyć. Na razie kierujesz się do nielicznych domów, stojących w pobliżu miejsca zbrodni. Tylko jeden jest zamieszkały. Oczywiście jego lokatorzy - starsze małżeństwo Gluzów, jak zawsze w takich przypadkach, niczego nie widzieli, ani nie słyszeli. Szczerze w to powątpiewasz, ale wychodzisz z niczym, po czym jedziesz do biura Rudzińskiego. Chcesz z nim porozmawiać, lecz trafiasz na nieprzebijalny mur złożony z jego sekretarki. To kochanka szefa i walczy jak lwica, byś się do niego nie dostał. Znowu ponosisz więc porażkę, zupełnie jak w życiu osobistym. Twoja partnerka Alina opuściła Cię już dawno temu, gdy walczyłeś z demonami, ogarniającymi Cię po zastrzeleniu człowieka. Jak to często bywa, wybrałeś najgorszą drogę - alkohol, więc kobieta nie wytrzymała presji i zabrała także Jessikę - Waszą córkę. Próbujesz to wszystko jakoś poukładać, ale Twój zawód i tryb życia wyraźnie temu nie sprzyjają, co powoduje, że wszystko wisi na włosku pomimo rozpaczliwych usiłowań. Z gorzkich przemyśleń wyrywa Cię widok, na który czekałeś. Rudziński wsiada do swojego wielkiego SUV-a i rusza z piskiem opon. Niestety szybko go gubisz, widocznie musiał się zorientować, że siedzisz mu na „ogonie”. Zrezygnowany, wracasz do domu a po chwili odbierasz telefon. Słyszysz męski, wyraźnie modulowany głos, który wieszczy, że wkrótce umrzesz. Nie należysz do strachliwych ludzi, a mimo tego czujesz, jak oblewa Cię zimny pot. Zaplątałeś się w mroczną sprawę, w której główną stawką znienacka stało się Twoje życie. A przy tym ponownie padł na nie złowieszczy cień Czarnego Domu. Prawda o nim okaże się o wiele gorsza niż w Twoich najczarniejszych przypuszczeniach.      

„Zarzuciłem kaptur na głowę i wróciłem do auta. (…) Niewiele jeszcze wiedziałem, ale czułem, że jestem coraz bliżej. I że za chwilę nie będzie odwrotu.”

„Dolina czarownic” to świetny kryminał z elementami thrillera, napisany przez Michała Zgajewskiego. Jego główny bohater to Norbert Krzyż, prywatny detektyw, zaś oś fabuły - śledztwo, jakie prowadzi w sprawie zamordowanej Klaudii Piekarz, która na jego zlecenie miała dotrzeć do tajemnic skrywanych przez dewelopera Tymoteusza Rudzińskiego. Krzyż podejrzewa, że mężczyzna jest powiązany z Czarnym Domem - tajemniczą przestępczą organizacja, jakiej macki sięgają do szczytów władzy i miejscowego biznesu. Ta bezwzględnie rozprawia się ze swoimi przeciwnikami, pozostając w ukryciu. Powieść jest imponująco wielowątkowa a wydarzenia pędzą z szaleńczą wręcz szybkością i nie pozwalają czytelnikowi na oderwanie się od lektury. Na uznanie zasługuje kreacja postaci Norberta, zza którego pleców wyraźnie wygląda z malującym się na niej uśmiechem twarz Philipa Marlowe’a - niezapomnianego bohatera książek Raymonda Chandlera. Jednak Zgajewski nie popada w męczący epigonizm. Jego bohater to nie marna kalka pomysłów genialnego Amerykanina, lecz ich twórcze rozwinięcie. Krzyż bowiem to postać krwista, a przy tym wielce ujmująca. Zblazowany, pozbawiony złudzeń co do natury świata i człowieczych charakterów, jednak wciąż kieruje się swoim w istocie złotym sercem i staroświeckim moralnym kompasem z dawno już zapomnianymi zasadami, których konserwatyzm budzi wręcz rozrzewnienie i tęsknotę za dawnymi czasy, w jakich honor, uczciwość i nakazy sumienia odgrywały niebagatelną rolę. Jego oryginalne przemyślenia i barwne potyczki słowne, które nieustannie toczy z interlokutorami, wypełniają znaczną część fabuły i odznaczą się malowniczymi sentencjami, jakie zapadają w pamięć. Pod tym względem książka Zgajewskiego to absolutne mistrzostwo. Na domiar dobrego, postaci drugoplanowe są zarysowane w oryginalny sposób. Urzeka chociażby programista Mufin, zmuszony wreszcie do  wykonywania „uczciwej” pracy w korpo - z dala od ukochanych używek czy rosyjskojęzyczny mafiozo Wołodymyr Petrenko, który wzbudza u odbiorcy swoją zwierzęcą bezwzględnością tyle samo rozbawienia, co strachu. Narracja powieści charakteryzuje się dynamizmem - co rusz zapętla się w nowe, doskonale poprowadzone wątki, jakie zbiegają się w efektownie skomplikowany finał, o - mam nadzieję - otwartym zakończeniu. Sama warstwa językowa porywa zaś obrazowym przedstawianiem zmieniających się jak w kalejdoskopie wydarzeń. Dodatkowa premia należy się za wplecioną w fabułę i przystającą do treści warstwę muzyczną - złożoną z utworów gigantów rocka takich jak Neil Young, Simon & Garfunkel czy Black Sabbath, dla których znajduje się w moim zimnym, recenzenckim sercu specjalne miejsce z ołtarzykiem niekłamanego uwielbienia. Jednym zdaniem: książka Zgajewskiego to świetna, nieodkładalna opowieść, jaka nie tylko stanowi rozrywkę na najwyższym poziomie, ale i skłania do refleksji. 9/10 z zachętą, by zagościć w Dolinie Czarownic.

„Drzwi skrzypnęły. Do środka wszedł krępy mężczyzna z młotkiem. (…) ruszył w moją stronę. Uniósł młotek. A więc tak wygląda pierdolony koniec.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)