Iwona Feldmann - Wakacje z szefem. Rosy - recenzja

by - 02:00:00

Pięknie mroczna wyklejka, zaczernione pierwsze strony rozdziałów, pełne zwracających uwagę grafik, rysunkowe ilustracje oraz elegancka okładka z literami, które skrzą się odcieniem fuksji - właśnie w tak estetycznym wydaniu Iwona Feldmann sprezentowała czytelnikom pierwszy tom serii „Wakacje z szefem” o podtytule „Rosy”, wziętym od imienia głównej bohaterki. Jako miłośnik wizualizacji, muszę stwierdzić, iż tego rodzaju spójność jest więcej niż mile widziana. Z pewnością wszelkie fanki historii romantycznych przyznają mi rację - wszak opowieści o relacjach dobrze jest okrasić odpowiednio przyciągającą wzrok warstwą optyczną! Wystarczy jednak o zaletach, które można dostrzec na pierwszy rzut oka, bo przecież w każdej książce, mimo wszystko najważniejsza jest treść. W tę standardowo wprowadzę Cię w recenzji - zwichrowanej halucynacji semantycznej, która zaprosi Cię do odbycia pewnej nieplanowanej podróży z mężczyzną, jakiego do tej pory znałaś tylko z firmowych zebrań, niemiłych rozmów i eleganckich korytarzy. Choć pracujesz dla Cartera Bellamy od ponad sześciu lat, dotychczas nie miałaś o nim najlepszego zdania. I trudno Ci się dziwić - w końcu wyniosła pyszałkowatość młodego i nieprzyzwoicie przystojnego miliardera raczej nie są cechami, jakich inteligentna kobieta, utalentowany analityk finansowy, może poszukiwać u mężczyzny. Jak to jednak często bywa, w każdej grze karty zmieniają się co rozdanie - i potrafią tak nagle, co niespodziewanie odwrócić passę. Tymczasowa nieobecność zarządzającego Twoim działem przyjaciela sprawi, że już niedługo będziesz miała okazję pracować dla samego prezesa i poznać go znacznie lepiej niż do tej pory. Ogarnięta prywatnymi problemami z pogarszającym się stanem matki na czele, wcale nie potrzebowałaś akurat teraz nowych wyzwań. Nikt jednak nie pytał o Twoje chęci, a raczej z ironicznie uniesionym kącikiem pięknie wykrojonych ust stwierdził, że przed Tobą delegacja do Kalifornii. Tyleż słonecznej, co gorącej - i to niekoniecznie za sprawą samej pogody…

„Ty jesteś tak piękna, że aż niebezpieczna. I to mnie kręci: piękna i inteligentna tak, że przy Tobie tracę zmysły. (…) Na tym polega podejmowanie decyzji. Zawsze coś tracimy, aby zyskać w zamian coś zupełnie innego (…).”                                                                                                                                             

Wiecznie zabiegana, bez reszty poświęcasz się sprawom firmy, która bez Ciebie z pewnością nie funkcjonowałaby tak dobrze jak teraz. Często sobie myślisz, że gdyby nie analityczne zarządzanie kwestiami finansowymi, jakim od ponad połowy dekady się trudnisz, z pewnością nie działałaby aż tak prężnie. Uwielbiasz to, co robisz - liczby są Twoim bezpiecznym światem, dzięki Twoim zasługom odpowiednio uporządkowanym - w przeciwieństwie do tego prywatnego. W biurze wciąż jest coś do zrobienia, choć nie odczuwasz tego jako przytłaczającej presji, z pewnością głównie dlatego, że zarządzający Waszym działem szef to także Twój przyjaciel. Współpraca z nim to dla Ciebie czysta przyjemność… do dzisiejszego dnia, kiedy okazało się, że musi nagle wyjechać, a przedstawienie zarządowi wyników i całej prezentacji spocznie na Twojej głowie. Nie denerwujesz się nieprzygotowaniem, bo wszystko jest dopięte na ostatni guzik - ale tym, że będziesz musiała przemawiać. Nie tym zajmujesz się na co dzień i niezbyt lubisz skupiać na sobie uwagę całego otoczenia. A już szczególnie prezesa, aroganckiego Cartera Bellamy, który dotychczas odzywa się do Ciebie najczęściej tylko z przypadku - lub wtedy, kiedy podczas zebrań ma ochotę Ci dogryźć czy próbuje złapać Cię na niewiedzy. Wygładzasz elegancki strój i w pośpiechu zmierzasz do sali konferencyjnej. Zatrzymujesz się jeszcze na chwilę przed drzwiami, by wyrównać oddech i poprawić okulary na nosie a przy tym uspokoić skołatane przed prowadzeniem spotkania nerwy. I akurat w tym momencie, cóż za idealne wyczucie, dokładnie na wpatrywaniu się w swoje odbicie w szybie przyłapuje Cię pan prezes. Jak to ma w zwyczaju, oczywiście okrasza sytuację złośliwym komentarzem. Jeżeli chciał wyprowadzić Cię z równowagi, z niechęcią przyznajesz w duchu, że mu się udało. Oczywiście nie możesz tego jednak po sobie pokazać, zatem zakładasz na twarz maskę chłodnego profesjonalizmu.

„To, co jeszcze niedawno wydawało się snem - on, ja, ta chwila - działo się naprawdę, a ja momentami traciłam oddech, gdy myślałam o tym, co jeszcze może się zdarzyć.”

Niechciane wpadnięcie na Cartera tuż przed ważnym spotkaniem na szczęście nie wybija Cię z rytmu - zaskakujesz wszystkich przygotowaniem i kompetencją. Niestety, od tej pory będziesz pracowała pod jego pieczą, nad czym z pewnością znowu ucierpi Twoje niezawodowe życie. Narzeczony, z którym mieszkasz, od długiego czasu narzeka zresztą na Twoje coraz późniejsze powroty i faktycznie w głowie potwierdzasz, że wracasz z pracy coraz później, przez co w lokum właściwie jesteś gościem, który zjawia się w nim tylko, by zjeść kolację, odświeżyć się i zażyć krótkiego, niezbędnego snu, po czym wrócić do firmy. Co gorsza, ostatnio ze zdrowiem Twojej mamy nie jest najlepiej. Jak już wkrótce się okaże, by przeżyć, będzie potrzebowała szybkiej i bardzo kosztownej operacji. Kurczący się czas wolny dzielić więc będziesz na dwa domy, co jeszcze bardziej zdenerwuje Twojego partnera. Podobnie jak to, że najpewniej pozostanie Ci zadłużyć się na dużą kwotę, aby pomóc finansować leczenie matki. Gdybyś miała wolne na rozmyślania momenty, z pewnością zastanowiłabyś się, czy ten związek w ogóle ma jeszcze sens. Owszem, często po prostu się mijacie, ale czujesz także, że Twój mężczyzna ani Cię nie wspiera, ani nie rozumie - ani nawet nie stara się tego zrobić. Jego wieczne narzekania na absolutnie wszystko raczej nie wróżą Wam najlepiej. Do rozwikłania masz jeszcze jedną kwestię, choć właściwie nie masz tu wielkiego pola do popisu czy czegokolwiek do powiedzenia w tej sprawie. Właśnie usłyszałaś od Cartera, że powinnaś się pakować, bowiem ruszasz z nim w nader istotną delegację. Co prawda ostatnimi czasy dogadujesz się z nim nieco lepiej, mogłabyś nawet powiedzieć, że z pewną dozą sympatycznej koleżeńskości, ale wciąż niezbyt wierzysz w to, że mężczyzna ma swoją ludzką twarz - cieplejszą i definitywnie odmienną od tej, jaką prezentuje światu. Może właśnie ten wyjazd udowodni Ci, że nie tylko da się z nim zaprzyjaźnić, ale i… niespodziewanie wejść w zupełnie inną relację? Albo stwierdzisz, iż - co zdarzyło się w Kalifornii, powinno tam właśnie pozostać? Będziesz miała odwagę, by pozwolić się sobie o tym przekonać?

„Nie sądziłam, że w mojej szarej, zabieganej codzienności znajdę przestrzeń na przyjemność, odrobinę rozrywki i radości. Może warto spróbować i zobaczyć, co przyniesie przyszłość?”

Romans biurowy z lubianym przez czytelniczki motywem, w ramach którego to on zakochuje się pierwszy, a do tego jest przełożonym głównej bohaterki - oto „Wakacje z szefem. Rosy” Iwony Feldmann w głównym zarysie. Co intrygujące, powieść pierwotnie była li gorącym opowiadaniem - w związku z czym w tej rozbudowanej do serii wersji naczelne postaci zyskują o wiele więcej czasu na nawiązanie prawdziwej, złożonej relacji. Akcja początkowo jest dość wolna, przez co przystaje do tak zwanego nurtu „slow burn” - ogranicza się do przedstawienia świata wielkiej korporacji oraz naczelnych postaci. Wydarzenia zaczynają rozgrywać się barwniej od chwili wspólnej delegacji, na jaką Carter zabiera Rosy, w czym dużą rolę odgrywają również sylwetki osób, jakie dołączają wówczas do fabuły. Z uwagi na pełne emocji, otwarte zakończenie, w którym uczestniczą, jestem nader ciekawa, jak rozwinie się związany z nimi wątek. Za interesujące uważam wplecenie do historii motywu śmiertelnej, zagrażającej życiu choroby matki Rosy - ta część treści bez wątpienia powoduje zaniepokojenie i chęć poznania dalszego ciągu opowieści. W kwestii minusów, choć jestem fanką miłosnych tekstów, myślę, iż niektóre wydarzenia przedstawione są nieco zbyt dosadnie - pozbyłabym się też tak zwanych przekleństw funkcyjnych, na przykład w postaci warknięć. Jestem zaintrygowana tym, jaki finał otrzyma, po cokolwiek dramatycznym niedomknięciu, wątek Cartera i tyleż pięknej, co wartościowej analityk finansowej. Jeżeli szukasz romansu biurowego na lekki wieczór albo też jesteś kolekcjonerem tych estetycznie wydanych, z pewnością to dla Ciebie dobra propozycja literacka. Z minusem: 7/10. 

„I choć to trochę przerażało, nie mogłam zaprzeczyć, że jakaś część mnie pragnęła tego wszystkiego - jego, tego świata, tej szalonej pięknej przygody i powoli akceptowałam to uczucie, które odkryłam w nocy.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)