Dagmara Warszewska-Kołacz - Piekielna osiemnastka - recenzja
Główna bohaterka powieści „Piekielna
osiemnastka” ma na imię Julka… i w tak wielkim stopniu jest mną, że chyba
powinnam podejrzewać Autorkę o rzeczywiste konszachty z diabłem. Każdą kolejną
stronę tego naznaczonego wątkami paranormalnymi thrillera czytałam z wręcz
makiawelicznym uśmiechem, jako że w literaturze nie trafiłam jeszcze na postać,
która miałaby ze mną tak wiele wspólnego. Julia ubiera się jedynie na czarno -
nie uznaje innych kolorów a jej stylizacje należałoby określić mianem mrocznie
rockowych. Uwielbia słuchać muzyki i ma do niej niesamowitą pamięć. Jeśli raz
wpadnie jej w ucho jakiś utwór, jest w stanie otworzyć go z głowy. Za najciekawszą
spośród jej umiejętności uznaję natomiast niezwykłą smykałkę do języków obcych.
Uczy się ich z ogromną łatwością, najwięcej czerpiąc z tłumaczeń tekstów, które
niekiedy… jakoby same materializują się w jej głowie. To natomiast wprawia w
konsternację nauczycieli, jacy za wszelką cenę usiłują udowodnić jej próbę oszustwa
czy niewiedzę - i irytują się niezmiernie za każdym razem, gdy okazuje się to niemożliwe.
Pozornie nie uważa na lekcjach, lecz mimo tego potrafi odpowiedzieć bezbłędnie
na wszystkie pytania belfrów. Nie musi spędzać licznych godzin na nauce jak
reszta jej rówieśników - co dla wykładających niemiecki lub angielski jest na
tyle podejrzane, że podczas zajęć niemalże zatruwają życie dziewczyny zagadnieniami
wykraczającymi ponad podstawę programową. Wydawać by się mogło, iż tego rodzaju
książkowy wątek jest mało realistyczny - jednak, kto chodził do mojego
prestiżowego z nazwy liceum, ten w cyrku się nie śmieje, chyba, że przez łzy. 😉 Zaręczam, zdarzają się i historie, o
jakich filozofom się nie śniło, a co dopiero jednostkom innym niż przeciętne.
Julka jest na domiar dla niej złego odmienna niż reszta - a przy tym wychowuje
się w małej wiosce, w jakiej niczego nie da się utrzymać w tajemnicy. Jako
jedyna nieochrzczona, pozostaje także szkolnym wyrzutkiem, za przyjaciółkę
mając inną wyklętą dziewczynę. Cóż… tak bohaterka jest mną, jak i ja jestem
nią. Wielce.
„Julka uśmiechnęła się blado. Gdyby miała brać do siebie wszystko, co mówią o niej ludzie, już dawno wylądowałaby na jakimś oddziale psychiatrycznym.”
W życiu nastolatka, który uczęszcza do szkoły średniej i zbliża się do magicznej linii osiągnięcia pełnoletności, istnieje kilka istotnych wydarzeń, do których dni odlicza się z niemal nabożną czcią. Połowinki, studniówka, matura - i naturalnie osiemnastki. Wyprawione z większym lub mniejszym rozmachem, ponoć są tą imprezą, jaką wspomina się z nostalgią przez całe dorosłe życie. Każda osoba z klasy zaprasza wszystkie pozostałe, rodzinę, innych przyjaciół, znajomych i… kogo tylko zapragnie. Zazwyczaj przygotowania do tych niesamowitych tańców i hulanek pochłaniają mnóstwo myśli i niebagatelne kwoty pieniędzy. Rozdawane na holach szkół zaproszenia przyjmowane są z wypiekami na twarzy, a niektóre z poniedziałków okazują się nader ciężkie - te po jednym z niezapomnianych party. Teoretyzuję jako postronny, wnikliwy obserwator ludzi. Swoją osiemnastkę spędziłam z butelką szampana, muzyką i książkami we własnej, pustej oprócz tego komnacie. Jestem jednak pewna, że będziesz w stanie zrozumieć owładniętą zbliżaniem się do owej prywatki bohaterkę książki Dagmary Warszewskiej-Kołacz, jeżeli choć raz poczułeś się w jakimkolwiek gronie osób jako wyrzutek społeczny. Odmieniec, za plecami którego szepczą wszyscy pozostali - nieprzychylne, obraźliwe, obelżywe słowa. Ktoś wykluczony z określonej grupy ludzi tylko dlatego, że okazuje się wyróżniać. Ponadprzeciętny i przez to uważany za dziwnego, w najlepszym przypadku. Człowiek, co to chciałby tylko przystawać i poczuć się częścią, ale to niemożliwe - niesłuszna i niechciana sława go wyprzedza. Ta z krzywdzących plotek i szyderczych domysłów, uzupełnianych za każdym razem, gdy zostaną przekazane z ust do ust iście teatralnym szeptem. I jestem pewna, że jeśli choć przez moment miałeś okazję stać się taką Julką, odbierzesz powieść Pisarki jako cokolwiek wstrząsające studium odrzucenia i samotności. Poza tym jednak, tak samo jak ja, będziesz rozkoszować się wizją pewnego smaganego piekielnym ogniem: co by było, gdyby… Pozostaję przeświadczona, że każdy, mając szansę zemścić się jakże uśmiechająco dotkliwie i boleśnie za doznane krzywdy, długo by się nad tym nie zastanawiał. Czy jednak rozterki moralne są w stanie przyćmić przygotowania do osiemnastki?
„Julka od razu pomyślała o
swojej osiemnastce. Wyobraziła sobie trzydziestoosobową grupkę osób ze swojej
szkoły. Staliby ściśnięci i wyczekiwali, aż Julka wejdzie na salę. A gdy tylko
przekroczy próg, zaczęliby śpiewać Sto Lat. Kelnerka wjechałaby z ogromnym tortem,
a ona pomyślałaby życzenie i zdmuchnęła świeczki. Właśnie. Jeszcze nie miała
najważniejszego: życzenia.”
Czasem się zastanawiasz, jakby to było, gdyby wychowywali Cię mama i tata. Czy teraz ekscytowaliby się faktem, że już niedługo będziesz dorosła, tak samo jak Ty? Myślisz ze smutkiem, że nigdy nie będzie Ci dane się o tym przekonać. Mieszkasz z ciocią i wujkiem, którzy adoptowali Cię, gdy Twoja rodzicielka zniknęła w niejasnych okolicznościach. Ojca nigdy nie poznałaś - nikt nie wie zresztą, kim jest. I choć kochasz przybraną familię jak własną, brak prawdziwej jest kolejnym z kamyków na stosie tych, które sprawiają, że rówieśnicy Cię unikają. Kiedy wchodzisz z niepełnosprawną przyjaciółką do szkoły, tłum rozstępuje się przed Tobą niczym Mojżeszowe Morze Czerwone - i to wcale nie dlatego, by zrobić miejsce na przejazd wózka inwalidzkiego. Jesteś inna, zatem nikt poza drugą równie samotną osobą Cię nie akceptuje. Pewnie, zdążyłaś już do tego przywyknąć na przestrzeni lat, choć, gdybyś miała przed sobą nie udawać, tego rodzaju ostracyzm za każdym razem spowija cieniem kolejny kawałek Twojej duszy. Czas wolny spędzasz samotnie w pokoju, za towarzystwo mając przede wszystkim literaturę. Niekiedy odwiedzasz także mieszkającego po sąsiedzku Gabriela - mrocznego jegomościa, który pozwala Ci grać na własnym pianinie, dzięki czemu uwalniasz kotłujące się w Tobie emocje muzyką. Ostatnio jest jeszcze ten głos w Twojej głowie, który podpowiada Ci bardzo ciemne wizje… zemsty. A gdy te zaczynają się samoistnie realizować, jako nieochrzczony ustronnik, budzisz w maleńkiej wiosce jeszcze większe przerażenie. Boją się tego, czego nie potrafią pojąć ograniczonym rozumem. Ciebie jednak także niepokoi to, co się dzieje, choć, do diabła, właśnie o tak widowiskowych vendettach śniłaś niezliczoną ilość razy. Lecz skoro już o szatanie mowa, co by się stało, gdyby tak pojawił się jeden - na Twoich usługach? Może wtedy przestałabyś się bać, że na Twoją osiemnastkową imprezę przybędą tylko duchy tych, których skrycie pragnęłaś na niej ujrzeć… Albo ona sama nie miałaby już większego znaczenia. Co tak naprawdę miałoby je, jeśli dałoby się obserwować zasłużoną odpłatę brzydkim za nieładne, obrzydliwym za ohydne?
„To było trochę tak jak mam
z grą na pianinie. Albo nie. Raczej z językami. Po prostu ktoś to tłumaczy w
mojej głowie. I teraz też słyszałam takiego dobrego podpowiadacza.”
Odkładając na bok wszelkie
prywatne inklinacje, jak rzetelny recenzent powinien, uważam, iż Dagmara Warszewska-Kołacz
ma nieczęsto spotykany talent do łączenia realistycznych historii z wątkami
nadnaturalnymi. Udowadnia to jej najnowsza powieść pod tytułem „Piekielna
osiemnastka”, która jest skrzyżowaniem młodzieżowej narracji thrillerowej z
elementami paranormalnymi. Szczerze przyznawszy, nie spodziewałam się
absolutnie tego, że ta fabuła porwie mnie w świat rodem z genialnego filmu „Adwokat
diabła” i średnio udanej opowieści „Carrie” Kinga - jednak z o wiele bardziej
złożonym tłem psychologicznym. Nacechowane również „Portretem Doriana Graya”
Wilde’a, zabiera czytelnika do rzeczywistości, jaką w określonych
okolicznościach bardzo łatwo sobie wyobrazić. Jak smutne bowiem jest
obserwowanie przez wiele lat tego, iż wszyscy od Ciebie stronią, choć w istocie
nie wyrządziłeś im niczego złego? Jak ważna stać się może ta jedna,
osiemnastkowa impreza, jeżeli to taka Twoja prywatna, ostatnia szansa na to, by
inni pokazali Ci, że nie jesteś dla nich towarzyskim pariasem? Jak bardzo przyjęcie
może stać się wówczas obsesją? Z jak ogromnym drżeniem dłoni wypisujesz staranne
zaproszenia, jakże trzęsą się zderzające się myśli w głowie, gdy zbierasz się
na odwagę, by je w końcu wręczyć? Co będzie, jeśli w odpowiedzi znowu usłyszysz
ten towarzyszący Ci ciągle niczym koszmarne echo, szyderczy śmiech? Cóż… i
wreszcie, czy gdybyś, niczym książkowa Julka, otrzymał szansę na to, by nagiąć
zdarzenia i rzeczywistość do własnych oczekiwań, w każdym wybranym kształcie -
skorzystałbyś z niej? Nad tym, co uczyniłabym sama, nie muszę się ni
milisekundy zastanawiać. O tym dywagowałam z własnymi głosami w głowie, wizje
te dalej są mi zresztą nader bliskie. Warszewska-Kołacz operuje stosunkowo
prostą warstwą językową, niestroniącą od kolokwializmów, jednak uważam, że w
pełni przystaje ona do treści tej opowieści. Smutnej, nieco przerażającej -
niewygodnie prawdziwej, jeśli się wciąż nie zatraciło pewnej iskry empatii. Choć
jednej, o co często trudno. 8/10 dla definitywnie pomysłowej fabuły.
„Julka wyobraziła sobie, że
przystawia temu baranowi do głowy pistolet i naciska spust, a jego łeb niczym
arbuz rozpryskuje się po całej klasie i na białych ścianach zostawia strużki
krwawego soku.” (Mmm, licealne wizje!)
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)