12:30:00

My secret nail art, My secret nail polish

Witajcie, Kochani.
Dzisiaj pojawiam się, by przedstawić nowości, które znajdują się w Drogeriach Natura- 27 nowych kolorów lakierów do paznokci.

My secret nail polish- posiada lekką i nowoczesną formułę, która zapobiega powstawaniu smug. Dostępne 20 kolorów. Cena za sztukę- 6,99. Dostępne kolory:
201 TRANSPARENT 202 SNOW WHITE 203 BABY PINK 204 CANDY PINK 205 FRUITY PINK 206 PINK FLIRT 207 LAVENDER 208 MIDNIGHT WALK 209 DRESSED IN BLACK 210 URBAN BLUE 211 TURQUOISE 212 SEA GREEN 213 LEMON 214 ORANGE 215 CORAL 216 DEEP PINK 217 WILD RED 218 DEEP RED 219 FRENCH BEIGE 220 FRENCH PINK

My secret nail art-  siedem lakierów nawierzchniowych, które pozwolą wyczarować fantazyjny manicure, zarówno zastosowanych samodzielnie, jak również aplikowanych na inne lakiery. Cena za sztukę- 6,99. Dostępne wzory:
221 POLITE DOTS 222 PLAYFUL DOTS 223 NAUGHTY DOTS 224 GOLDEN FLAKES TOP COAT 225 SUGAR TOP COAT 226 DIAMOND SHINE TOP COAT 227 MATT FINISH TOP COAT

 Sami popatrzcie.


13:32:00

Makijaż Rimmel: stay matte primer, stay blushed, scandaleyes rockin curves, scandaleyes waterproof gel eyeliner

Witajcie Kochani. ;-) 
Upał nie daje o sobie zapomnieć, jednak ostatnimi czasy moja motywacja tylko wzrasta! Można powiedzieć, iż od początku lipca zdrowo się odżywiam i wykazuję (nad)aktywność fizyczną- codziennie godzina jazdy rowerem i ćwiczenia. Całkiem na dobre mi to wychodzi, gdyż czuję się dużo lepiej i dużo lepiej wyglądam. ;-) Mam nadzieję, iż taki tryb życia zostanie ze mną już na stałe. 
Dzisiaj przybywam do Was ze swoim dziennym makijażem, przy okazji którego recenzje kilku nowości marki Rimmel- które zaliczają się do moich absolutnych perełek!

Tusz Rimmel Scandaleyes rockin' curves 003 extreme black.



Rimmel stay matte primer.

Rimmel scandaleyes waterproof gel eyeliner.

Rimmel stay blushed 002 touch of berry.


Eyeliner. ;-)

Tutaj na pazurkach Rimmel 60 seconds 873 breakfast in bed.


Tutaj jeszcze same rzęsy wytuszowane Scandaleyes rockin' curves extreme black- przy okazji innego makijażu, kiedy to jeszcze miałam ciut ciemniejsze włoski. ;-)

Wydanie dzienne, zwyczajne, delikatne- w którym najczęściej można mnie zobaczyć. Makijaż dobry szczególnie na lato, kiedy cienie wprost spływają a nadmierna ilość kosmetyków wygląda po prostu sztucznie. Poza w/w kosmetykami na mojej twarzy gości ciut złotego cienia z drobinkami no name, BB cream Rimmel oraz trochę pudru Lovely golden glow. Jak widzicie, wraz ze zmianą koloru włosów, pokochałam się z wszelkimi odcieniami złota. ;-)

Przechodząc do recenzji.

Róż Stay Blushed w odcieniu 002 touch of berry jest zamknięty w niewielkiej, 14 ml tubce. Pierwsze, co wprost razi to jego zapach- przepiękny, pudrowo-kwiatowy, zdecydowanie chciałabym mieć takie perfumy! W żadnym razie nie jest jednak przytłaczający. Myślałam, iż starczy mi na krótko, gdyż przecież jest niewielki. Nic bardziej błędnego- wystarczy jedna, góra dwie kremowe kropelki dla podkreślenia obu policzków. Odcień 002 jest bardzo lekki i naturalny- nie tworzy efektu maski. Co ważne- utrzymuje się wiele godzin bez zmian nawet przy wysokiej temperaturze. Zdecydowanie na tak!

Baza pod makijaż Stay Matte zdecydowanie przypadła mi do gustu. To mój numer drugi, jeśli chodzi o najlepsze bazy pod podkład. Konsystencja dość luźna, lekko kremowa, biała. Niewielka ilość wystarcza do rozprowadzenia kosmetyku na całej twarzy. Działanie matujące jest zdecydowanie imponujące! Jeśli po nim nałożymy odpowiedni podkład, twarz pod żadnym pozorem nie będzie się nam błyszczeć- co dla mnie osobiście jest bardzo istotne. Mały minus za zapach- nieszczególnie przypada mi do gustu.

Eye-liner wodoodporny to świetna opcja na lato- szczególnie, kiedy spędzamy wiele czasu nad wodą- morzem, jeziorem czy chociażby na basenie. W pudełeczku znajdujemy odkręcany pojemnik z eye-linerem i pędzelek. Mam dni, iż nienawidzę tegoż pędzelka, nie potrafiąc nim zrobić prostej kreski- w inne zaś jest po prostu idealna. Szczerze rzekłszy, pędzelek bym zmieniła- ten nie jest perfekcyjnie idealny w użyciu- trzeba maksymalnego skupienia. Jednak sam eye-liner jest cudowny! Głęboka, pełnowymiarowa czerń, trwałość na cały dzień (a nawet i noc), zero odbijania się na górnej powiece i stuprocentowa wodoodporność.

I na deser moja absolutna perełka i ulubiony obecnie tusz do rzęs- Scandaleyes rockin' curves 003 extreme black. Opakowanie niczym skóra krokodyla, podoba mi się. Szczoteczka lekko skośnie zakrzywiona, pozwala pomalować każdą z rzęs. MAKSYMALNIE WYDŁUŻA, co widać na ostatnim zdjęciu. Żadnego sklejania. Kolor głębokiej czerni, lekkie pogrubienie i zagęszczenie, żadnego kruszenia się. Bardziej idealnego tuszu nie znalazłam nigdy.

Reasumując, wyżej wymienione produkty oceniam zdecydowanie pozytywnie. Tusz to absolutny must have!
Udanego dnia,
xoxo

15:07:00

Kilka włosowych dobroci- Garnier i Elseve

Witam po raz ostatni dzisiaj. 
Uff, sama nie mogę uwierzyć w to, iż udało mi się naskrobać aż cztery posty, które dawno temu planowałam. Na jutro zatem Rimmel, chyba, że wieczorem uda mi się coś jeszcze naskrobać w związku z przejmującą nudą między sokiem warzywnym, orzeszkami a chrupkim pieczywem (tak, przeszłam na zdrowy tryb odżywiania się, dzięki czemu czuję się o niebo lżej i lepiej). 

W poprzednich postach znajdziecie recenzję Garnier blond booster, Info o perfumowych promocjach oraz recenzję farby Loreal Majirel 9/22. W tym zaś porozmawiamy o kilku szamponach i odżywkach. Pielęgnacja włosów bowiem to dla mnie dalej podstawa funkcjonowania, sine qua non.

Szampon Garnier ultra doux z zielonym jabłkiem to propozycja idealna dla dzieci, jednak nie tylko. Ma bardzo lekką żelową formułę i pachnie wprost bajecznie! Zapach świeżych owoców, jakby zerwanych prosto z sad, utrzymuje się na włosach przez ładnych kilka godzin. Dobrze pieni się na włosach, ale i dobrze pozwala się spłukać. Włosy nie są splątane, rozczesanie ich jest bezproblemowe. Na drugi dzień lekkie i odświeżone- często używam go do oczyszczenia włosów, kiedy akurat nie mam dnia z maską czy olejowaniem.
Odżywka Garnier z granatem to jeden z moich włosowych hitów- stojący zaraz koło tej z oliwą lub niebieskiej isany. Polecany do włosów bez objętości i słabych- jednak śmiem twierdzić, iż idealny również dla tych suchych czy zniszczonych. Kremowa konsystencja zapewnia wydajność, jeśli preparat nanosimy na mokre lub wilgotne włosy. Pozostawiona na kilka minut nadaje włosom miękkości i naocznego odżywienia. Powiem bez ogródek: uwielbiam!
Szampon Garnier Fructis vita boost fresh to kosmetyk, który zażyczyła sobie moja mama- ja gwoli oczyszczania skóry głowy i włosów (które robię trzy razy w tygodniu) preferuję szampony typu barwa. Recenzja tutaj nie z mojej więc strony. Szampon jest dość wydajny, konsystencja żelowa. Zapach mocno ziołowy i odświeżający- idealny dla orzeźwienia w aurę rodzaju obecnej. Lekko unosi włosy u nasady i doskonale oczyszcza je z lekkiego łupieżu czy nadmiaru kosmetyków. Dla rozczesania jednak przydatna jest odżywka. Sprawdzi się na włosach niskoporowatych, z niewielką ilością problemów typu przesuszenie.

Szampon Garnier ultra doux z miodem to jedna z moich ulubionych nowości.Uwaga: konsystencja jest mocno kremowa i przy tym dość ciężka, toteż sprawdzi się przy dociążeniu bezproblematycznych włosów lub też przy włosach zniszczonych/suchych, jednak tutaj maksymalnie dwa razy w tygodniu i nie pod rząd! Przecudny, słodki zapach (na szczęście pszczół nie przyciąga, sprawdzone) i brak problemów z wypłukiwaniem się włosów. Nie polecam nakładania dużej ilości na włosy u nasady- mogą być oklapnięte. Idealnie jednak radzi sobie z końcami, które potrzebują nawilżenia i miejscami, które zostały chemicznie uszkodzone. Na tak- jednak w niewielkiej ilości!
Odżywka w spray'u Elseve arginine resist cechuje się przede wszystkim cudownym zapachem. Wygodny atomizer i dwufazowa formuła. Minusem jednak zdecydowanie jest bardzo kiepska dostępność- nie widziałam jej w żadnej stacjonarnej drogerii. Używałam jej po każdym myciu przez okres około trzech tygodni- zatem wydajność ma niezłą. Nie rozczesuję bowiem włosów inaczej, aniżeli na mokro i z odżywką d/s na nich. Po kilku psikach włoski bezproblemowo rozczesane, przyjemnie pachnące przy każdym ruchu głową. Działanie odbudowujące znikome, ale nie tego od spray'ów się spodziewam.

Reausumując, zamówienie całkiem niezłe. ;-)
Znacie może któreś z powyższych kosmetyków? Co sądzicie?
xoxo, miłego popołudnia!

14:46:00

Loreal Majirel 9/22

Witajcie ponownie.
W trzecim artykule dzisiaj poświęcę troszkę czasu marce Loreal i ich farbie profesjonalnej- Majirel. W przedostatnim poście pisałam Wam na temat różnych moich przygód ze złocistymi blondami i nielicznymi próbami ich ochłodzenia- Loreal Majirel była jedną z nich. Powoli jednak.

Paleta kolorów tejże farby przedstawia się następująco:








Jak widzicie, wybór kolorów jest naprawdę szeroki.
Wybrałam 9/22 czyli jasny blond z podwójną perłą, dającą praktycznie fiolet. Chciałam nieco wyrównać włosy, które były wówczas po potrójnej kąpieli rozjaśniającej i dwóch farbach- mieszance 8 i 9 plus welli 9/3. Włosy były bardzo mocno złote, praktycznie żołte- co nie do końca mi się podobało, chociaż kocham złote blondy. Prezentowały się tak:

Farbę zmieszałam z oxydantem 6% z proporcjach farba 1:oxydant 1,5 i trzymałam ją na włosach przez około 35-40 minut. Mieszanka była bardzo wygodna do nałożenia, pachniała kwiatkami, co mnie totalnie urzekło! Jednak kolory, jakie zaczęły się dziać na mojej głowie podczas zabiegu przyprawiły mnie o ogromne drżenie serca. Róż przeszedł w dziki fiolet- który bynajmniej nie był stonowany. Po zmyciu farby doznałam szoku- myślałam, iż moje włosy są w kolorze nijakiego jasnego brązu! Przestałam jednak panikować i je wysuszyłam- okazało się, iż chłodny blond po prostu na mokro wygląda dużo bardziej buro, szaro i ciemno. Po koloryzacji włosy wyglądały mniej więcej tak:


Nie zagościł jednak długo na mojej głowie, ponieważ zdecydowanie wolę umiarkowane złoto! 

Reasumując, farba jest naprawdę niezła i przepięknie pachnie. Cena przystępna, bo ok. 23 zł. Mnie jednak zafundowała zbyt wiele emocji i jeśli do niej wrócę, na pewno nie wezmę niczego z podwójnym refleksem. ;-)
xoxo

13:26:00

Garnier Fructis Blond Booster - likwidacja złotego odcienia

Witajcie Kochani. 
Sporo czasu mnie nie było. Cały lipiec spędziłam (jak co roku) w mojej przeuroczej Kotlinie Kłodzkiej. Z urlopu jestem niebywale zadowolona- wypoczęłam, poświęciłam się aktywności fizycznej, wzbogaceniu gustu muzycznego oraz interesującym lekturom. Pora jednak powrócić do rzeczywistości (która wcale nie jest już taka szara- chyba, że w pięćdziesięciu odcieniach ;-)) i wziąć się za zaległe recenzje. Na dzisiaj zaplanowałam dla Was serię powiązaną z moją ulubioną drogerią (tak, tak, iperfumy). Jutro zaś (lub, jeśli opanuje mnie znowuż upałowa bezsilność) pojutrze- kilka perełek od Rimmela.

Kilka postów temu pisałam Wam o gruntownej zmianie koloru moich włosów, której dokonałam pod koniec maja- z czerni przeszłam aż do złotego blondu. Od czasu tamtego postu nałożyłam jeszcze Majirel 9.22 (o której w innej recenzji), Garnier sensation 113 dwukrotnie, Palette b12 na odrosty oraz Palette h9. Jak widzicie- trzymam się raczej odcieni złocistych, miodowych lub beżowych. Absolutnie nie widzę siebie w jakimkolwiek zimnym blondzie. Obecnie mój kolor prezentuje się tak:





Zdjęcia pochodzą z moich ukochanych Dusznik Zdroju, gdzie to spędziłam urlop.

Niemniej jednak, czasem nawet piękne złoto na głowie staje się zbyt żółtawe czy zbyt mocno złociście się świeci. Moim hitem, jeśli chodzi o przygaszanie koloru są tutaj maseczki Marion do włosów blond- idealnie ochładzają kolor. Czasem jednak przesuszają lekko włosy, stosowane częściej niż raz w tygodniu, w związku z czym, kiedy Garnier Fructis Blond Booster pojawił się na rynku, postanowiłam spróbować czegoś innego (jak wiecie zapewne, kocham testować wszelkie nowości). 


Nie jest to ani farba ani rozjaśniacz, nie musicie się więc obawiać niszczącego wpływu tegoż produktu, którego za ok. 15 zł dostajemy 150 ml. Producent obiecuje zwalczenie żółtych tonów dzięki barwnikom fioletowym, nadanie włosom blasku oraz ich odżywienie. Jak to wyglądało u mnie?
Nie chciałam znacznie ochłodzić włosów, dlatego nie trzymałam produktu 15 minut na zwilżonych włosach, jak zalecają- co za pewne dałoby super efekt. Używałam go po myciu, trzymając na kłaczkach minut około pięciu. Zapach przecudowny, konsystencja lekko kremowa. Tubka całkiem poręczna- starczyła mi na co najmniej 10 użyć. Włosy nie ochłodziły się znacznie, ze względu na skrócony czas, ale przestały się specjalnie złoto błyszczeć (3 zdjęcie z gór to zaraz po zmyciu). Kondycja włosów za to zdecydowanie się poprawiła- blond często bywa przesuszony, szczególnie! po kosmetykach do jasnych włosów- ten zaś całkiem dobrze je odżywia i ułatwia ich rozczesywanie. 
Reasumując, produkt zdecydowanie oceniam pozytywnie i w związku z tym, iż na razie przy blondzie zostaję, zdecydowanie kupię kolejne opakowanie.
xoxo
Copyright © 2014 Okiem Julii: recenzje , Blogger