czwartek, 25 lutego 2016

Okiem Julii 10: Jak przeżyć z włosomaniaczką i nie zwariować?

Witajcie Kochani.
Starsi fani na pewno pamiętają posty z serii okiem Julii- trochę na poważnie, bardziej na prześmiewczo. Dzisiaj coś dla panów- jak żyć pod jednym dachem z włosomaniaczką i nie zwariować- czyli dekalog zachowań i najczęściej spotykanych sytuacji (większości doświadczył również mój TŻ). ;)


1. Nigdy bez pytania nie pij czegokolwiek, co stoi w kuchni.
Szczególnie, jeśli jest w szklance i ma podejrzanie podobny wygląd do dobrze znanego Ci napoju. Unikniesz wówczas na ten przykład rozczarowania ohydnym smakiem zaparzającej się wcierki z kozieradki, która wygląda identycznie jak rosół. Niestety, identycznie nie smakuje.

2. Jeśli olej stoi w łazience...
znaczy to, że olej ma stać w łazience i nie masz z uporem maniaka przenosić go do kuchni. A już Cię ręka Boska niech broni przed usmażeniem na nim schabowych. Nie dość, że smak może odbiegać od pożądanego to jeszcze może się okazać, że zużyłeś olej, który wcale do tanich nie należy.

3. Omijaj zakupy.
Nigdy, przenigdy nie wybieraj się ze swoją włosomaniaczką do drogerii. Unikniesz analizowania składu każdego kosmetyku, podskakiwania w euforii, bo ulubiony szampon jest w promocji i dźwigania koszyka z czterema odżywkami, dwoma olejkami, trzema mgiełkami i czterema szamponami. Ano i rozmyślań o tym po co jej tyle tego, skoro Ty używasz jednego szamponu dopóty, dopóki się nie skończy. Plus, zaoszczędzisz godzinę- na wizycie w jednym sklepie.

4. Nigdy nie pytaj, co właśnie nałożyła na włosy.
Unikniesz w ten sposób informacji, które wcale nie są Ci potrzebne, definicji o emolientach, humekantach czy proteinach, ich łączeniu oraz tygodniowym zapotrzebowaniu jej włosów na nie. I, gwarantuję Ci, nie tylko.

5. Nie przestawiaj kosmetyków.
Jeśli kosmetyki do włosów są ustawione w kolejności, absolutnie ich nie przestawiaj. Nie dostawiaj też na półkach absolutnie niczego swojego. W ogóle nie dotykaj i uznaj te półki za święte. Ominą Cię wówczas 'latające cholery' i narzekanie na to, że przez ten Twój jeden szampon znowu nie ma miejsca na swoje kosmetyki, a właśnie kupiła dziesiątą odżywkę. Uśmiechnij się i znajdź na swój szampon miejsce- inne miejsce.

6. Nigdy nie komentuj oleju na włosach.
Jeśli Twoja dziewczyna olejuje włosy- po prostu chce, by były ładne. Musisz z uśmiechem przecierpieć. Jeśli oszczędza Ci owego widoku i nosi turban- nie smiej się, tylko bądź wdzięczny, że nie musisz oglądać włosów rodem z 'nie myłam ich dwa tygodnie'.

7. Nie pytaj na jaki kolor farbuje włosy.
W najgorszym przypadku usłyszysz 4.0 plu 4.7 na 3% oxy, co i tak Ci nic nie powie, w najlepszym ciemny głęboki nasycony fioletowy brąz, co pewnie będzie jawić Ci się jako Buka, a tak właściwie... Pewnie i tak nie zauważysz różnicy pomiędzy nowym kolorem a poprzednim.

8. Nie kupuj jej kosmetyków do włosów.
No chyba, że dostaniesz szczegółową instrukcję (czytaj nazwę, kolor i wielkość opakowania oraz najlepiej cenę). Oszczędzisz jej zakłopotanego uśmiechu i rozważania co też może z tym szamponem zrobić, bo przecież totalnie się dla jej włosów nie nadaje. ;)

9. Pociesz.
Jeśli narzeka, że jej włosy są ostatnio suche i zniszczone i tak je komplementuj. Przykład (mojego kochanego faceta) : 'piękne masz te włosy, takie szorstkie, jak len...'. Widać, że to było szczere! Cóż- i jak tu ich nie kochać? 

10. Co do odrostów...
Nigdy nie mów, że ma widoczne odrosty (jakbyś już je jakimś cudem zauważył). Za to, jeśli sama mówi- 'zobacz ile mi już włosy urosły, całe 2 cm w miesiąc!'- natychmiast zareaguj bardzo entuzjastycznie. W końcu te długie, piękne, wymarzone włosy chce też mieć dla Ciebie.

Jak się Wam podobał post? Coś byście dodali?
xoxo

poniedziałek, 15 lutego 2016

Maski Kallos - porównanie, podział oraz lista ulubieńców

Hej Kochani.
Dzisiaj witam się z Wami postem na temat masek, o których słyszał chyba każdy. Chodzi oczywiście o maski Kallos. Osobiście przetestowałam wszystkie- bardzo je lubię, szczególnie niektóre. Niestety pojawiło się kilka, które zupełnie nie przypadły mi do gustu. Można sobie jednak na testy pozwolić, gdyż litrowe opakowanie dostaniemy stacjonarnie (niektóre drogerie, Hebe, Drogerie Natura) w cenie do 14 zł, a poprzez allegro już za niecałe 9 zł nawet. Ja maski Kallos najczęściej kupuję stacjonarnie (znalazłam w swoim mieście cudowny sklep, bądź zamawiam w swojej ulubionej drogerii przy okazji większych zamówień (iperfumy.pl). Co więcej- większość z nich ma naprawdę świetny zapach. 

MASKI KALLOS PROTEINOWE
Sporo z masek Kallos zawiera proteiny. Znajdziecie je pod nazwą hydrolized milk protein, hydrolized wheat protein etc. Choć proteiny hydrolizowane to bardzo małe cząsteczki protein, nieszczególnie lubią się z moimi włosami- a właściwie lubią się, ale maksymalnie dwa razy w tygodniu- i kiedy użyję już proteinowej maski (na nie więcej niż 30 minut) nie używam absolutnie mgiełek czy szamponów z dodatkiem protein. Część proteinowych Kallosów jednak przypadła mi do gustu. Oto wykaz.

1. Kallos Botox (lub Pro-tox, różnią się jedynie nazwą).
Jedna z nowszych masek Kallos, z którymi moje włosy bardzo się polubiły. W składzie oliwa z oliwek, olej kokosowy (tutaj więc ostrożnie z włosami wysokoporowatymi), pantenol, keratyna, kolagen, kwas hialuronowy. Konsystencja kremowa lekka, zapach jak na Kallosy oceniam na w porządku. 

2. Kallos Keratin
Stosowałam ją jakiś czas temu i na moich włosach nie sprawdziła się najlepiej. Przymierzam się jednak do ponownego kupna. W składzie keratyna oraz proteiny mleka. Zapach oceniam na średni.

3. Kallos Silk
Kallos silk na moich włosach również sprawdził się średnio. W składzie oliwa z oliwek oraz proteiny z jedwabiu. Ostatnio przypomniałam sobie, że mam do zużycia jeszcze szampon - i choć większość szamponów mają beznadziejną, ten jest całkiem całkiem. Zapach oceniam jako ok.

4. Kallos Latte
Mój zdecydowany ulubieniec, jeśli chodzi o proteinowe Kallosy. Przepiękny mleczny zapach oraz gładkie, lejące się włosy. W składzie proteiny mleka, których o dziwo moje włosy zazwyczaj nie lubią.

5. Kallos Milk
W składzie proteiny mleczne. Z maską całkiem się polubiliśmy. Zapach określam jako ładny.

6. Kallos Chocolate

Jak dla mnie najgorsza z masek Kallosa. Mdły zapach czekoladopodobnego budyniu, włosy nie do rozczesania, dużo gorzej wyglądające niż przed aplikacją maski. Duże nie. W składzie ekstrakt kakao, keratyna, proteiny mleczne.

7. Kallos Jasmine
Zapach całkiem w porządku, natomiast działanie takie nijakie. W składzie proteiny mleka.

8. Kallos Vanilla


Duży plus za prześliczny zapach, lubiłam również szampon z tej serii. Całkiem całkiem! W składzie proteiny mleka. 

9. Kallos Placenta
Zapach w porządku, z maską całkiem dobrze mi się współpracowało. Włosy po niej były przyjemnie wygładzone i odżywione. W składzie ekstrakt z bambusa, ekstrakt z pędów pszenicy.

I to już koniec, jeśli chodzi o proteinowe Kallosy. Gdybym miała wybrać ulubioną trójkę, pierwsza byłaby latte, druga botox oraz trzecia milk.
Maski proteinowe sprawdzą się na każdych włosach (szczególnie te z keratyną), jednak włosy wysokoporowate najczęściej proteiny lubią w małych ilościach (raz w tygodniu), dlatego trzeba uważać z częstotliwością ich stosowania, coby nie przeproteinować włosów. Najlepiej stosować je naprzemiennie, np. z maską emolientową.

MASKI KALLOS HUMEKANTOWE
I tutaj moje wielkie odkrycie- humekantowe maski Kallos niestety są tylko dwie, jednak należą do moich ulubieńców! Służą moim włosom nadzwyczajnie. Humekanty są substancjami, które nawilżają włosy. Niestety w niektóre dni ich nadmiar może spuszyć włosy (szczególnie kręcone lub falowane), w zależności od punktu rosy (wilgotności powietrza). 

1. Kallos Aloe
Tak, tak i jeszcze raz tak. Moje włosy po niej wyglądają na nawilżone, dociążone i zwyczajnie zdrowe. Zapach przyjemny. W składzie aloes.

2. Kallos Honey
Bardzo ją lubię- za przyjemny zapach i za działanie. W składzie miód, który nakładam również solo i który świetnie nawilża włosy. Minus za to, iż jest dostępny tylko w wersji 250ml. 

Obie śmiało mogę polecić. :-)


MASKI KALLOS EMOLIENTOWE
Emolienty również świetnie sprawdzają się na moich włosach, więc tutaj znaczną większość pochwalę. Do emolientów zaliczają się wszelkiego rodzaju oleje, odżywiacze, wygładzacze. Sprawdzą się na każdych włosach!

1. Kallos Blueberry
Nie zaliczam jej do swoich ulubieńców, aczkolwiek dobrze spisywała się na moich włosach. Nigdy nie miałam problemów z rozczesaniem, włosy były lekkie, gładkie i wygładzone. W składzie olej awokado, ekstrakt z czarnej jagody.

2. Kallos Cherry

Ode mnie duże tak- za prześliczny zapach, delikatną konsystencję i dobry wpływ na włosy (pisząc przy maskach o dobrym wpływie na włosy mam na myśli ich nawilżenie, wygładzenie, nabłyszczenie, zdrowy wygląd i brak problemów z rozczesaniem). W składzie olej z pestek wiśni, witaminy.

3. Kallos Banana
Naprawdę czasami miałam ochotę ją zjeść :D. Nie dość, iż dobrze wpływała na włosy to jeszcze zapach ma obłędny. Duże, duże, duże tak. W składzie oliwa z oliwek, ekstrakt z banana, witaminy.

4. Kallos Multivitamin
Maska, którą zakupiłam ostatnio i już zdecydowanie mogę powiedzieć, iż jest naprawdę świetna. Zapach ładny! W składzie olej awokado, żeń-szeń, cytrusy, witaminy.

5. Kallos Caviar
Tą maskę również kupiłam niedawno, jednak póki co nie polubiłyśmy się. Zapach mi się niestety nie podoba, działanie na włosy również póki co bez szału. 

6. Kallos Color
Kiedyś podeszłam do niej dość negatywnie, mimo dobrego zapachu. Zamierzam jednak kupić ją ponownie, ponieważ od czasu jej stosowania preferencje moich włosów zdecydowanie się zmieniły. W składzie olej lniany. (Polecana do włosów farbowanych.)

7. Kallos Omega

Z tą maską również bardzo się polubiłam, w związku z korzystnym działaniem na włosy. Zapach ładny! W składzie olej makadamia, olej z ogórecznika lekarskiego.

8. Kallos Algae - MÓJ NUMER JEDEN
No i przyszła pora na moją ukochaną maskę, która zapachem urzekła mnie tylko częściowo, jednak działaniem kupiła moje serducho całkowicie. Włosy po niej były zawsze niczym błyszcząca tafla. Każdemu gorąco polecam. W składzie algi, oliwa z oliwek.

9. Kallos Carota
Oj nie polubiliśmy się... Nie była aż tak zła jak czekoladowa, ale działanie na włosach było dokładnie... żadne. Zapach również na nie. W składzie olej lniany, olej z marchwi.

10. Kallos Frutta
Tutaj zapach przeciętny, ale z nijakim działaniem również się nie zaprzyjaźniłam. Ot, taka odżywka. W składzie wyciągi z owoców. Również minus za dostępność tylko w opakowaniu 250 ml.

11. Kallos Argan (to właściwie maska humekantowo-proteinowa)
Z tą maską również się nie polubiłam, bardzo nijakie działanie na włosy, raczej negatywne, niż nawet nijakie... A już szampon do włosów z tej serii to tragedia niestety. Zapach bardzo ładny. W składzie olej arganowy, proteiny mleka.

Gdybym miała wybrać moje humekantowe trio, pierwsza byłaby oczywiście algae, druga omega, trzecia banana.


DODATKI
Maski Kallos często warto wzbogacić- ja kładę je pod olej, dodaję do nie oleju (do olejowania włosów, np. lnianego, arganowego, oliwy z oliwek, winogronowego, dodaję aloes, miód, czy też płynną keratynę. Do olejowania zawsze się sprawdzą- a co do składników, warto wybrać te, które służą naszym włosom.

ZASTOSOWANIE
Stosuję je codziennie praktycznie na trzy różne sposoby- nakładam je przed myciem na 2-4h (solo, z olejem lub dodatkami), nakładam je przed myciem na kwadrans lub też nakładam je po myciu jako odżywkę na 5 minut (tu akurat efekt znikomy). Zawsze mam na stanie kilka rodzajów, żeby stosować je naprzemiennie. Ani się włosy nie przyzwyczają, ani nic złego im się nie stanie.

Mam nadzieję, że post Wam się podobał i był dla Was przydatny.
Jaki Kallos jest Waszym ulubioym?
xoxo

piątek, 12 lutego 2016

Włosowa pielęgnacja - aktualizacja

Witajcie, Kochani.
Trochę wody w rzece upłynęło od moich ostatnich postów dla Was- jednak solennie obiecuję się poprawić i pisać systematycznie.

Na początek post mojej ulubionej tematyki- tj. włosowej oczywiście. W pielęgnacji moich włosów wiele się ostatnio zmieniło. Zaraz opowiem Wam o tym, co obecnie stosuję, jeśli chodzi o moje włosy.

Ostatnimi czasy w październiku skusiłam się na rozjaśnienie moich dość zdrowych włosów- na ombre. Nie był to jednak mocny zabieg, zatem włosy nie ucierpiały. Niestety pod koniec grudnia poddałam je ponownej koloryzacji. Kolor był piękny- ciemny, fioletowy brąz, jednak moje włosy nie polubiły się z tamtą marką farb. Włosy stały się suche od połowy długości i bardzo łamliwe. Powiedziałam sobie- skoro wróciłam do pięknego stanu włosów z dawnego rozjaśniania ich do bieli, tak i uda mi się odbudować je ponownie. W grę weszła nie tylko zintensyfikowana pielęgnacja, ale i walka o porost. 

Obecnie moje włosy wyglądają tak: