Przemysław Piotrowski - Prawo matki - recenzja

by - 20:19:00

„Później kolejka stanie, a ona ruszy w pogoń. I nie zatrzyma się, dopóki nie odzyska swojej córki. Choćby miała zejść na same dno piekła.”

Jeśli wyobrazicie sobie połączenie Rambo, Johna Wicka, chcącego zemścić się na największych bandziorów na tym świecie za zamordowanie ukochanego pieska oraz bohaterki filmu Pluję na Twój grób, w efekcie otrzymacie Lutę Karabinę, czyli główną postać z najnowszej książki Piotrowskiego – „Prawo matki”. Szczerze przyznam, że początkowo sądziłam, że jej postać jest tak przerysowana, że nie będę w stanie jej polubić. Już samo imię i nazwisko sprawiło, że moje brwi zawędrowały gdzieś poza linię czoła. Dodajmy do tego fakt, że panienka ta jest zawodowym żołnierzem, działającym niegdyś w siłach specjalnych, trudniła się pracą w konwojach oraz ochronie, a obecnie pracuje na platformach wiertniczych. Do tego uprawia sztuki walki w stopniu tak zaawansowanym, że każde dwa metry i sto kilogramów chłopa trzęsie przed nią portkami i klnie w sposób, który zdecydowanie zawstydziłby najbardziej zatwardziałych kryminalistów. Jest w połowie Turczynką, a jej dziadek dobrze zna mafijny świat. Jedynie ona sama nie wie, że już w krótce zostanie zmuszona do wywrócenia go do góry nogami. Tego rodzaju kreacja postaci wzbudziła we mnie sporą dozę nieufności- bo choć ciekawa, nie wydawała mi się autentyczna… jednak tylko do czasu.


„Daj ludziom u władzy wierzyć, że mogą cię kontrolować, a dla świętego spokoju będą cię chronić. Zanim się obejrzą, twoje imperium będzie tak potężne, że będą ćpać twój koks, pieprzyć twoje dziwki i jeść ci z ręki. Wtedy będziesz mieć ich w garści.”

Pewnego dnia matka Luty postanawia zaaranżować rodzinne zjednoczenie – i umawia córkę wraz z jej dwójką małych dzieci, siedmioletnim synem i trzyletnią córką, na spotkanie z bratem w wesołym miasteczku. Choć spotkanie nie przebiega idealnie, twarda jak stal Luta nie przewiduje jednak, że gdy tylko wsiądzie z synem na kolejkę górską, jej małą córeczkę porwie zamaskowany mężczyzna. I to w dodatku nie taki, który ma w tym jakiś większy cel- no chyba, że weźmiemy pod uwagę fakt, że usiłuje spłacić 20 tysięcy miejscowej mafii, a taki, który ima się co rusz gorszych uczynków, aby tylko zarobić, przy czym najpierw robi, a potem myśli. I tak z porwania wychodzi niezły galimatias, bowiem mała trafia w ręce osób mających powiązanie z turecką mafią. Mafią, zajmującą się handlem żywym towarem. Mafią, która nie wie, że nawet najtwardszy i zaprawiony w bojach zakapior nie jest w stanie powstrzymać furii rozsierdzonej matki. Mafią, która oddałaby dziecko w podskokach, gdyby tylko wiedziała, co ją czeka…

Luta Karabina nie cofnie się przed niczym, aby odbić z rąk porywaczy ukochaną córkę. Zawrze nawet pakt z samym diabłem, a właściwie Szatanem, nadkomisarzem Szatanem, który od 25 lat czeka na to, aby zemścić się na mafii Ozalana za osobistą tragedię. Co się stanie, kiedy tych dwoje zewrze szyki? Jak bardzo złym pomysłem jest to, aby zestawić ogień z ogniem?

Jeśli spodziewacie się widowiskowej strzelaniny, w której trup ściele się gęsto, to ją dostaniecie. Jeżeli szukacie zawiłej siatki intryg, klimatów thrillera, kryminału i akcji w jednym – „Prawo matki” Wam to wszystko zagwarantuje. I co najciekawsze, zrobi to w sposób w pełni przemyślany i autentyczny. Napisana ciętym, ironicznym i bardzo celnym językiem powieść Piotrowskiego przekonała mnie o tym, że pierwsze strony książki nie muszą przesądzić o jej całości. Całości, która jest w pełni rzeczywista. Choć Luta wykorzystuje wszystkie swoje nabyte na przestrzeni lat umiejętności, nie zabija dwudziestu w pełni uzbrojonych mężczyzn naraz i nie tańczy na ich popielących się zwłokach, czego początkowo się obawiałam. To historia zdeterminowanej matki, która chce uczynić pięknym za nadobne… i może przy tym poddać cieszącym wyobraźnię torturom kilka osób, które w pełni na to zasługują. To planowanie zemsty z niebywale inteligentnym planem. To jednak także niestety w pełni realny obraz świata handlarzy żywym towarem.

„Odbierając córkę, wypowiedzieli jej wojnę. Nie mieli pojęcia, że wojna to jej żywioł, a ona dopiero wtedy czuje się jak ryba w wodzie.”

Najnowsza propozycja Piotrowskiego będzie gratką dla każdej osoby, która poszukuje zdeterminowanych bohaterów, traktujących słowo „nie” jak wyzwanie. Znajdzie w niej coś dla siebie zarówno miłośnik rasowego kryminału, thrillera, jak i książki akcji. Przede wszystkim jednak to doskonała pozycja dla każdego, kto byłby w stanie przestąpić piekło, aby ochronić osoby, które kocha. Poza tym – i nade wszystko – to doskonała rozrywka, od której wprost nie można się odezwać. Polecam odważyć się z nią zmierzyć. 8/10

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)