wtorek, 9 sierpnia 2016

Jak zająć całą łazienkę kosmetykami do włosów- zbiory SceneQueene

Witajcie Kochani.

Dzisiaj przybywam do Was z postem obiecanym na moim fanpage'u [KLIK]. Tym razem pokażę Wam co zajmuje 99% miejsca na półkach mojej łazienki. I owszem, podziwiać tutaj muszę cierpliwość mojego Ukochanego, który słusznie skarży się na to, iż na żadnej półce nie ma dla siebie odrobiny miejsca. Wciśnięta gdzieś pomiędzy maszynka, krem do golenia i perfumy aż się wołają o chociaż połowę własnej półki, ale, jak to kobieta włosomaniaczka ma w zwyczaju, nawet jeśli lakieru do włosów czy suszarki obrotowej używam raz na trzy miesiące, dlaczego miałabym przenieść je do szafki w garderobie? ;-) Przecież zastawione kosmetykami od a do zet półki wyglądają tak uroczo. 

Zatem- cóż obecnie posiadam w swojej kolekcji? Już pokazuję. Pokrótce opowiem także o każdym z produktów.

Narzędzia do stylizacji
1. Ulubiona suszarka z jonizacją Remington, której używam średnio raz w tygodniu- posiada zimny nawiew, regulację mocy oraz temperatury nawiewu ciepłego. Model, który wygląda profesjonalnie, przy czym jest lekki i świetnie się spisuje.
2. Lokówko-suszarka obrotowa Babyliss, która ma również inne wymienne nakładki, m.in. zwykłą okrągłą szczotkę, funkcję do suszenia włosów na prosto oraz dyfuzor. Całkiem ciekawy sprzęt, choć czasem zacina się przy większym paśmie i wkręca włosy.
3. Szczotka Tangle Teezer- włosowy niezbędnik. Nie szarpie, rozczesuje dokładnie, świetnie sprawdza się także do wczesywania masek czy olejków.
4. Termocap Biowax- przydatny dodatek do maski zamiast folii.
5. Szczotka do włosów Air Motion- jak dla mnie dużo wygodniejsza wersja Tangle Teezer. Dzięki wyprofilowanej rączce nie ślizga się, świetnie sprawdzi się w wannie czy pod prysznicem. Mały minus za lekko twardsze igiełki.
6. Grzebień Fox- kiedy trzeba poprawić przedziałek.
7. Klipsy, spilka, frotka, gumka i oczywiście sprężynka- kiedy trzeba podpiąć naolejowane włosy lub po prostu, kiedy jest gorąco, np. podczas sprzątania czy gotowania. ;-)

 Narzędzia do stylizacji ciąg dalszy
1. Nowa szczotka TT- tak na zapas. ;-)
2. Prostownica GHD V gold, która służy mi już od około ośmiu lat. Świetny model, który nie niszczy włosów, nie trzeba nim sto razy przejechać po paśmie, by było proste. Dobrze sprawdza się także do robienia loków.
3. Lokówka o niewielkiej średnicy Philips- kiedy czasem chcę całkowicie odmienić swój look.

Stylizatory i wspomagacze koloryzacji
1. Lecher anti-frizz krem do ułożenia i wygładzenia włosów. Jeszcze nieużywany.
2. Lecher flash&go świetny nabłyszczacz w spray'u. Przyjemnie pachnie, nie zawiera alkoholu. Stosuję go czasem na prawie suche włosy podczas ich suszenia. Naprawdę nieziemsko się błyszczą. Ano i nie skleja!
3. Lecher term&go spray chroniący włosy przed wysoką temperaturą, jeszcze nietestowany. 
4. Lecher lakier do włosów, jeszcze nietestowany, ale niezwykle podoba mi się jego wygląd i duża pojemność.
5. Lakier do włosów Taft glam look, na wykończeniu. Nienajgorzej utrwala, nie skleja włosów, jednak nie lubię jego mocnego zapachu. Świetnie za to nadaje się do odplamiania ubrań, np. po plamach po tuszu z długopisu. ;-)
6. Itely pro colorist equalizer, jeszcze nietestowany- zabezpiecza i nawilża włosy przed farbowaniem, dzięki czemu żadne koloryzacje nie są im straszne.
7. Itely pro colirist szampon techniczny po farbowaniu włosów domykający łuski włosów i zapobiegający wypłukiwaniu się koloru. Jeszcze nietestowany. 
8. Itely pro colorist 10in1- odżywka dwufazowa do ochrony włosów farbowanych- zapobiega wypłukiwaniu się kolorów, nawilża, chroni przed promieniami UV, uelastycznia... 10 korzyści w jednym to opcja, którą bardzo lubię, szczególnie po skończeniu produktu Alfaparf all in one o podobnym działaniu. Ten ma bardzo, bardzo przyjemny zapach, fajnie nabłyszcza i nawilża włoski, jednak nie zauważyłam mocnej ochrony czy regeneracji.

Półprodukty kosmetyczne
1. Gliceryna roślinna
2. B-panthenol 
3. Aloes
4. Mleczko migdałowe
5. Kompleks silikonowy
6. Kolagen roślinny
Tutaj nie będę się zbytnio rozpisywać, ponieważ nie mam tu rozbudowanego zdania o każdym z produktów, ponieważ uwielbiam mieszać kilka z nich lub nawet wszystkie z maską, czy olejem. Wybrałam zarówno emolienty, proteiny jak i humekanty, więc w ten sposób dostarczam włosów wszystkich substancji na raz. Dodatkowo kompleks silikonowy czasem stosuję na włosy solo w formie kropelki dla zabezpieczenia. Fajnie się sprawdza. Gdybym miała wybrać swój ulubiony półprodukt, chyba wybrałabym mleczko migdałowe. Nigdy wcześniej nie miałam z nim styczności i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Dzięki takim półproduktom można stworzyć mieszankę idealną dla swoich włosów- oczywiście metodą prób i błędów. Każde włosy lubią bowiem co innego. Często jednak w masce czy odżywce czegoś brakuje... w ten właśnie sposób można stworzyć stuningowany skład idealny. :-)

Wcierka, oleje i olejki
1. Wcierka Jantar- chyba najsłynniejsza wcierka na porost włosów. Bardzo wydajna- tą buteleczkę mam już od nie wiem kiedy. Obecnie stosuję ją także na rzęsy- zobaczymy jak się spisze. Co do włosów- pojawił się po niej większy odrost niż zwykle, dodatkowo włosy były świeże przez dłuższy czas. Wcieram zawsze po myciu włosów, trzy tygodnie bez przerwy, potem tydzień odstępu. Plus, że nie ma żadnego paskudnego zapachu jak rosołowa kozieradka.
2. Olejek Babydream fur mama- właściwie służy na rozstępy po ciąży, u mnie jednak doskonale sprawdza się do olejowania włosów. Świetny skład- olej sojowy, ze słodkich migdałów, jojoba i macadamia. Nic zbędnego czy szkodliwego. Czego chcieć więcej? Dodatkowo fajna nierzadka konsystencja i piękny zapach.
3. Olejek Isana- właśnie kończę pierwszą buteleczkę, którą mam od ponad roku. Bardzo wydajny, o lekkim zapachu i dość gęstej konsystencji. Kilka kropel dobrze sprawdza się do zabezpieczenia włosów po myciu, jednak jest to pod tym kątem olejek dość lekki- cudów nie czyni.
4. Olej arganowy Nacomi- mój nowy hit do olejowania włosów, o którym pisałam w poprzednim poście. Na pewno nie jest to moja ostatnia butelka.
5. Olejek arganowy Rapunzel Hair, który dostałam ze strony zajmującej się przedłużaniem włosów. Świetna konsystencja, zapach również, zauważyłam widoczną ochronę końców, które po jego użyciu wyglądają zdrowo. Dobrze nabłyszcza. Stosuję kilka kropelek po myciu włosów. Nie wiem jednak, czy sama skusiłabym się na zakup, zważywszy na to, iż 50ml kosztuje 99 zł...
6. Olej kokosowy- nierafinowany, nie pamiętam już skąd dalej mam 3/4 słoika, bowiem do olejowania moich włosów niestety się nie sprawdził (były wtedy wysokoporowate). Być może niedługo zrobię nowe podejście, jako że moja porowatość jest teraz niska od góry do średniej ku dołowi. Świetnie sprawdza się za to do olejowania ciała, czy zmywania makijażu. Dobrze nawilża. Łatwo się rozpuszcza.
7. Olejek Biowax bambus i awokado, o którym usłyszycie jeszcze przy okazji recenzji maski tej samej serii, z którą bardzo się polubiłam. Mam go od niedawna i naprawdę mogę pochwalić- niewielka, przyjemnie pachnąca ilość zastosowana po myciu sprawia, iż włosy przez cały dzień wyglądają jak tafla (także i końce, które wciąż uparcie mi się czasem rozdwajają). Jako że kobieta jest wzrokowcem- podoba mi się także jego wygląd.
8. Oleje świata- Joanna z olejkiem arganowym. Właściwie służy do ciała, jednak przeczytawszy skład, doszłam oczywiście do wniosku, że można stosować go na włosy i w takim celu postanowiłam go przebranżowić. Niestety olejek arganowy jest dość daleko w składzie. Poza nim olej z nasion słonecznika i migdałowy. Użyłam go dopiero raz, jednak szału nie było. Powiedziałabym, że wcale a z włosów ciężko go zmyć. Próbę ponowię- jeśli się nie sprawdzi, przywrócę mu pierwotne zastosowanie.
9. Olejek Yves Rocher reparation- cudo, jeśli chodzi o olejowanie włosów. Wydajny jak diabli, w dobrej cenie i o świetnym składzie. Jeśli chodzi o olejowe mixy, zdecydowanie mój numer jeden, gwarantujący na głowie taflę. Czy trzymamy go pół godziny czy pięć, nieważne. W składzie olej z nasion słonecznika, rzepakowy, rycynowy, jojoba, z nasion ogórecznika, babassu, makadamia oraz na to wszystko witamina E. Poza tym tylko emolient, zapach i emuglator. CUDO!
10. Nafta kosmetyczna- solo nie sprawdza się na moich włosach i nie chce z nich zejść za Chiny ludowe, jednak całkiem dobrze sprawdza się dodana w niewielkiej ilości do maski lub maski z półproduktami. Jakiegoś świetnego działania jednak nie ma, więc jak ją w końcu wydenkuję- raczej nie kupię ponownie.

Odżywki w spray'u i w kremie
1. Glisskur hyialuron - szczerze mówiąc kupiłam ją dlatego, iż szampon naprawdę fajnie się u mnie sprawdził. I przede wszystkim, poza wszystkim... ZAPACH! Szampon pachniał jeszcze na drugi dzień niczym najpiękniejsze perfumy, z czym jeszcze się nie spotkałam, bo poza papierosami moje włosy się z żadnym zapachem nie chcą zaprzyjaźnić. Używam jej raz na kilka dni ze względu na proteiny w składzie- dobrze rozczesuje się po niej włosy, pięknie pachną, jednak ogólne działanie raczej bez szału.
2. Dwufazowy eliksir Elseve total repair 5 zrobił na mnie całkiem dobre wrażenie. Zapach tutaj raczej taki na może być, za to poza bezproblemowym rozczesaniem włosów faktycznie widać, że są ładnie odżywione a końce prezentują się lepiej. Nie dajcie się jednak nabrać, rozdwojonych końcówek nic nie sklei. ;-)
3. Joanna nawilżająca odżywka do włosów z hyialuronem- bardzo średni zapach, za to w stu procentach spełnia swoje zadanie. Nie ma żadnego problemu z rozczesaniem włosów i wyglądają one na nawilżone. Uwaga jednak, w dni deszczowe i ciepłe może spuszyć włosy, dlatego warto przed jej użyciem zastosować np. proteinowy szampon i emolientową odżywkę.
4. Serum Revlon uniq one lotus- niebywale zaprzyjaźniłam się z jego czerwoną wersję, której miałam miniaturkę. Ta sprawuje się troszeczkę gorzej, jednak całkiem całkiem. Bardzo nietypowy zapach lotosu, podoba mi się. Kilka pompek starczy na aplikację na całą długość włosów. Brak problemów z rozczesywaniem, włosy ładnie nabłyszczone i nieobciążone.
5. Oleo-krem Biowax gold- nowość, która bardzo fajnie sprawdziła się na moich włosach, szeroką recenzję i opis innych wariantów znajdziecie bodajże dwa posty wcześniej. 

Koloryzacja
Obecnie od wielu miesięcy nie farbuję włosów, trzymając się ombre (brąz pod mój naturalny kolor na górze, dzięki czemu spokojnie mogę zapuszczać włosy bez widocznego odrostu i blond na dole), więc to takie moje zapasy lub niedobitki.
1. Farba Itely Aquarely  10K - odcień, którym na pewno za jakiś czas odświeżę dół ombre. Już sama nazwa jest intrygująca- bardzo jasny przydymiony blond.
2. Garnier e0- jedyny sklepowy rozjaśniacz, który toleruję. Nie niszczy włosów, rozjaśnia równo. Oczywiście stosuję go z niższym oxydantem. Tak sobie stoi w razie ochoty na szaleństwo.
3. Farba Wellaton 12/1- jedyne farby drogeryjne, które na spokojnie mogę polecić. Nawet te rozjaśniające nie wysuszają tak bardzo włosów. Ano i wychodzą jak powinny. Gdyby trzeba było tonować, też się sprawdzi w nagłych wypadkach. Najbardziej polecam jednak Wellę Koleston- podobne, jednak lepsze, bo fryzjerskie.
4. Welloxon, czyli oxydantdo farb Wella o stężeniu 6%.
5. Oxydant 9% Scandic line.

Odżywki w piance
1. Pantene lśniący kolor- nie zauważyłam, by jakoś szczególnie chroniła kolor po farbowaniu.
2. Pantene aqua light.
3. Pantene intensywna regeneracja.
O trzech odżywkach Pantene, które zdążyłam już wielokrotnie użyć napiszę zbiorczo, bo właściwie nie widzę pomiędzy nimi większej różnicy. Mają przyjemną konsystencję lekkiej pianki i naprawdę są wydajne- na całe włosy starcza mi niewielka chmurka. Nie starczają jednak moim włosom jako odżywka do spłukiwania, są zbyt lekkie. Dobrze sprawdzają się jednak stosowane już po masce, szamponie i odżywce, pozostawione na włosach. Włosy mają przyjemny zapach, dobrze się rozczesują i mają ładny połysk. Nie są obciążone. Nie zauważyłam jednak wizualnie nawilżenia czy regeneracji.
4. Pantene większa objętość- jeszcze nie stosowałam

Próbki
1. Próbki szamponu Head&sholuders merntol oraz sport, które stosuję od czasu do czasu, na przykład kiedy dwa dni pod rząd nie myję włosów, lub moja skóra głowy potrzebuje mocnego oczyszczenia (nie nadaje się do codziennego stosowania; za mocny). Uwielbiam uczucie chłodzenia na skórze głowy.
2. Dwa warianty maseczek do włosów Perfect.me- naturalne oleje i zapobiegająca się puszeniu. Bardzo lubię fakt, iż są w saszetkach (jedna starcza mi na dwa użycia). Pachną niczym perfumy i bardzo dobrze odżywiają włosy. Moją ulubioną jest zielona- pomimo oleju kokosowego w składzie, o dziwo. 

Maski do włosów
1. Biovax awokado i bambus- zdążyłam użyć jej dopiero raz, ale jeszcze na pewno o niej usłyszycie. Moje włosy bardzo dobrze na nią zareagowały- były lejące i wizualnie urocze. Dość gęsta, kremowa konsystencja i przyjemny zapach. Myślę, że szykuje się nowy biovaxowy ulubieniec (do tej pory była to wersja naturalne oleje).
2. Perfect.me repair & color save- czeka na swoje użycie. Próbowałam jej już jednak w saszetkach i nie miałam na co narzekać, podobnie jak w przypadku wersji zielonej, czy różowej. Ach, zapomniałam dodać- bardzo dobra konsystencja jak na maskę!
3. Kallos aloe. Tak, uwielbiam Kallosy. Ta jako jedna z nielicznych jest humekantowa, czyli nawilżająca. Bardzo dobrze nawilża włosy, szczególnie jeśli ulepszy się ją odrobiną olejku czy półproduktami (w wilgotną pogodę solo może powodować latający na wszystkie strony puszek). Włosy przyjemnie wygładzone. Polecam.
4. Maska drożdżowa babci Agafii- stosuję ją co dwa dni wmasowując w skórę głowy po myciu i pozostawiając na kilka minut. Codziennie niestety za bardzo obciążała mi nasadę włosów. Wielki plus za naturalny całkowicie skład oraz za ogromny wysyp nowych włosków (tak zwanych baby hair), który po niej wystąpił. Minus za konsystencję- kremowa, ale bardzo rzadka. Trzeba uważać, aby nie rozlać.
5. Maska jajeczna babci Agafii- coś na wzór maseczki domowej przy pomocy żółka. ;-) Podobnie jak wyżej, tragiczna konsystencja. Używam czasami na kilka minut na długość włosów (moje włosy protein za często nie lubią). W efekcie włosy są jakby sztywniejsze, mocniejsze.

Szampony
1. Matrix repair - szampon profesjonalny w litrowej butelce, z którym średnio się polubiłam. Ma przyjemny zapach, kremową konsystencję, jednak nie rozumiem słowa 'repair' w nazwie. Szampon ma za zadanie umyć i za krótko ma kontakt z włosami, by je regenerować. Produkt określam jako przyjemny, włosy bez problemu można po nim rozczesać nawet bez odżywki, są wygładzone.
2. Joanna miód i proteiny mleczne- świetna seria Joanny, o której opowiem Wam przy okazji recenzji nowości od tejże marki, które się u mnie jakiś czas temu znalazły. Same proteiny mleczne zapewne zrobiłyby mi krzywdę, zważywszy na to, iż dość często stosuję tę serię, a dzięki dodatkowi miodu włosy wyglądają świetnie.
3. Joanna nawilżająca z hyialuronem- bardzo lekka konsystencja, przez co niestety szampon jest dość mało wydajny. Dobrze jednak sprawdza się do mycia- mam wrażenie, że jest bardzo delikatny właśnie przez tą lekkość.
 4& 5. - Szampony babci Agafii no1 i no2 (na cedrowym propolisie i na brzozowym propolisie)- bardzo podobają mi się te duże tuby, które w dodatku są wydajne dzięki lekkiej żelowej konsystencji. Zapach, pomimo w stu procentach ziołowego i naturalnego składu, jest przyjemny. Bez problemu usuwają z włosów nawet olej. Lubię, nawet bardzo- jednak nie codziennie; moje włosy i zioła w codziennym użytkowaniu to niestety nie najlepsze połączenie.
6. Kallos silk- taki o sobie. O ile maski kallos uwielbiam niemalże wszystkie, o tyle szampony mają kiepskie. Podobne do siebie zapachy, fajne butle typu jajo, ale z włosami nic szczególnego nie robią. Nie wyobrażam sobie nie użyć po nim odżywki,

Szampony ciąg dalszy
1. Nivea targeted care- jedyna linia do włosów Nivea, z którą całkiem się polubiłam. Sprawdza się nawet w połączeniu z odżywką jednego dnia, co mnie zaskakuje (proteiny w składzie). Kremowa konsystencja, ciekawy zapach i przyjemnie wygładzone włosy. Bez obciążenia.
2. Yves Rocher volume- bardzo lubię szampony Yves Rocher. Ten, o żelowej konsystencji i miłym dla nosa zapachu, nie tylko dobrze oczyszcza włosy, ale i sprawia, że są lekkie, przez co faktycznie wydaje się, iż mają większą objętość.
3. Head&shoulders mentol- czeka na swoją kolej, póki co zużywam saszetki.
4. Pirolam A&E- jedno ze świetnych odkryć. Ta mała buteleczka jest naprawdę wydajna. Konsystencja lekko żelowa, zapach taki sobie, jednak działanie naprawdę świetne. Idealnie oczyszcza włosy z oleju, kurzu czy brudów dnia codziennego, ale przede wszystkim oczyszcza delikatnie skórę głowy- czasem pojawia mi się suchy łupież, który po tym szamponie znika od razu.
5. Pantene intensywna regeneracja- mocno kremowy, dobrze wygładza włosy, rzeczywiście pomimo tego iż jest szamponem, można by powiedzieć o nim, że regeneruje (a raczej nawilża). Jednak jestem pewna, iż niskoporowate lub cienkie lub rzadkie włosy z łatwością obciąży.
6. Perfect.me repair&color save- bardzo wygodne jest to, iż jest w tubie. Konsystencja lekka kremowa, świetnie się pieni i wygładza włosy. Wydajny. Troszkę mnie tylko denerwuje, iż w każdym kosmetyku perfect.me są proteiny (tutaj i skład maski i szamponu jest mocno proteinowy, więc w życiu nie użyłabym jednego dnia duetu: duże ryzyko przeproteinowania).

Odżywki
1. Nivea targeted care- jak pisałam wyżej przy okazji szamponu, seria jest naprawdę warta polecenia. Trochę przypominają mi wersję long repair, z której kiedyś dawno lubiłam odżywkę. Warto wypróbować. Co prawda żadne światełko nie lata po moich włosach i nie szuka zniszczeń, by je naprawić, ale włosy wyglądają naprawdę przyzwoicie. ;-)
2. L'biotica silk&shine mask- ekspresowa odżywka regenerująca, która zdecydowanie zalicza się do moich ulubieńców, podobnie jak jej wersja repair. Konsystencja lekkiego kremu, w składzie olej canola, aktywne ceramidy oraz polimery. Świetnie wpływa na moje włosy, które nie dość, że są leciutkie, to jeszcze błyszczące. TAK.
3. Joanna miód i proteiny mleczne- jak pisałam powyżej, te dwa składniki dają razem naprawdę treściwe połączenie, które zdecydowanie dobrze na mnie działa.  
4. Joanna nawilżająca z hyialuronem- lekka, bardzo lekka, dla mnie niestety za lekka- pozostawia włosy niedociążone. Świetnie sprawdza się jednak w niewielkiej ilości jako odżywka bez spłukiwania! Dobra także do emuglowania oleju przed zmyciem go szamponem. Nawilżenie jest widoczne przy użyciu solo, jednak dla moich włosków to trochę za mało. O kosmetykach Joanny szerzej zresztą już niedługo w osobnym poście.

Uff! Niewiarygodne to, ale udało mi się jakimś cudem po trzech godzinach dotrzeć do końca. Teraz już wiecie, w jaki sposób zastawić całą łazienkę kosmetykami do włosów? ;-) 
Z góry dziękuję wszystkim, którzy przeczytali post. Zachęcam do napisania co sądzicie o mojej kolekcji i opowiedzenia o własnej!
xoxo

6 komentarzy:

  1. Sporo tego, też by mi się przydała jakaś maska na moje włosy.. Ale się nie mogę zdecydować ... ;/

    Byłam i zostaję <3 http://projekt-nn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo ile kosmetyków. Lubię maseczki Biovax :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobra, zdecydowanie masz więcej kosmetyków ode mnie :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Również mam dużo kosmetyków do pielęgnacji włosów albo i dwa razy więcej...

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz dość sporą kolekcję kosmetyków. Ja powoli staram się ograniczać ich kupowanie. Przestałam testować drogeryjne kosmetyki na rzecz tych profesjonalnych. Od niedawna używam szamponu i odżywki INOAR- mogę polecić z czystym sumieniem. Zestaw jest wydajny, cudownie pachnie i ma dobry jakościowo skład.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)