Agnieszka Szubert - Nie ratuj mnie - recenzja
Dopóki nie poznałeś Natalii sądziłeś, że nikogo już nie pokochasz. Twój poprzedni związek zakończył się kompletną katastrofą, więc czułeś się zupełnie wypalony. Najbardziej przygnębiała Cię myśl, że ponosiłeś za to pełną odpowiedzialność. Nawet nie spostrzegłeś, kiedy zacząłeś skrajnie zaniedbywać Iwonę. Najważniejsza była dla Ciebie praca. Myślałeś o niej, gdy kładłeś się spać, a także jak tylko rano unosiłeś powieki. Wypełniła Twoje życie do tego stopnia, że nie zostało w nim miejsca dla kobiety, z którą spędziłeś całe pięć lat. A najgorsze było to, że wpadłeś w zaklęty krąg. Policyjna służba z jednej strony dawała Ci satysfakcję, z drugiej rodziła stres i obrzydzenie do podłości, jakich może dopuścić się człowiek. Ucieczkę od przygnębiających myśli umożliwiał alkohol, z którym w zasadzie przestałeś się rozstawać. Gdy Twoja partnerka podjęła decyzję o odejściu, nie czułeś nawet żalu. Co więcej, uznałeś to za doskonały pretekst, aby tym bardziej topić smutki w procentach. Nic dziwnego, że wkrótce potem zrezygnowałeś z pracy i znalazłeś się na kompletnym dnie. I gdyby pomocnej dłoni nie wyciągnął do Ciebie znajomy z dawnych lat, z pewnością już byś na nim pozostał. Gdy zobaczył, jak stoisz brudny i śmierdzący w kolejce do sklepu monopolowego, był głęboko wstrząśnięty. Zabrał Cię do swojego domu i zmusił do leczenia odwykowego. Kiedy trochę doszedłeś do siebie, zaproponował, abyś podjął zatrudnienie na prywatnej uczelni w Szczecinie. Zasiadał w jej władzach i polecił Cię jako doskonałego fachowca z dziedziny kryminalistyki. Początkowo martwiłeś się, czy złapiesz odpowiedni kontakt z młodzieżą, ale szybko okazało się, że nadajecie na podobnych falach. Młodzi ludzie zaczęli też cenić Twoje konkretne podejście do wykładanego przedmiotu, który potrafiłeś ubarwiać licznymi przykładami wziętymi z autopsji.
„Drzewa
w parku wciąż zielone, niedługo przebiorą się w czerwień i żółć, by w końcu
pozostać nagie, z gołymi, palczastymi gałęziami. Po kilku ciężkich miesiącach
znów powróci w nie życie. Jego własna egzystencja zataczała podobne kręgi, choć
w odróżnieniu od natury nie miała w sobie porządku ani rytmu.”
A potem na swojej ścieżce spotkałeś kobietę, która na powrót tchnęła w Ciebie życie i okruchy nadziei. Natalia zwróciła Twoją uwagę nie tylko urodą, ale także introwertycznym charakterem, bardzo zbliżonym do usposobienia, jakim sam się legitymujesz. Pod tym względem jesteście identyczni - unikacie zbytniej bliskości i wylewnych gestów, choć szybko udało Wam się stworzyć zgrany duet. Cenisz to, że zostawia Ci autonomię i nie pyta jednocześnie o bolesną przeszłość. Obydwoje zdradziliście z niej sobie nawzajem tylko tyle, ile było konieczne. Tak właśnie dowiedziałeś się o nieszczęściu, które pociągnęło za sobą rozpad jej małżeństwa. Przed pięcioma laty spędzała wraz z mężem i trzyletnim synem Kubą wakacje w Ustroniu Morskim. Podczas pobytu na plaży doszło do porwania chłopca, przy czym ani jego, ani sprawcy tego strasznego czynu do teraz nie odnaleziono. Natalia i Irek nie zdołali sobie poradzić ze stratą, każdego dnia coraz bardziej się od siebie oddalając. Ostatecznie, aby nie zadawać sobie ciągle nowych ran, postanowili się rozstać. Nie domagasz się bardziej precyzyjnych informacji, gdyż nie chcesz przywoływać makabrycznych wspomnień. Uznajesz, że gdy kobieta będzie na to gotowa, sama wyjawi więcej szczegółów. Ty także przecież tylko pobieżnie prześlizgnąłeś się po temacie skali swojego niedawnego upadku, choć nie wykluczasz, że kiedyś będziecie musieli szczerze o tym porozmawiać. Póki co, cieszycie się z darowanych chwil spokoju - jak to mają w zwyczaju osoby dotknięte przez los, które nie lubią przyzywać dawnych demonów. Niestety zbyt pochopnie zdążyłeś przyzwyczaić się do tej cichej egzystencji bez fajerwerków. Właśnie doszło bowiem do zdarzenia, które wywróci ją do góry nogami. Natalia dzwoni do Ciebie i zdenerwowanym głosem żąda, byś natychmiast spakował się na dwudniowy wyjazd. Gdy pytasz dokąd zmierzacie, odpowiada, że musicie jechać do Ustronia, ponieważ policja ustaliła nowe fakty w sprawie zaginięcia jej dziecka, po czym szybko się rozłącza.
„Nie
zamierzał odpuszczać. Każde kłamstwo, każda nieścisłość, każdy ślad ukrytej
tajemnicy działały na niego jak zapałka rzucona na proch. Śledczy, którego uśpił
(…) właśnie zaczynał się budzić.”
Zdajesz sobie sprawę, że perspektywa powrotu do miejsca zbrodni musi być dla kobiety bolesna. Dodatkowo potęguje ją fakt nieuchronnego spotkania z byłym mężem, który także został wezwany przez stróżów prawa. Poprzysięgasz sobie, że wesprzesz ukochaną ze wszystkich sił i pomożesz jej przetrwać trudny czas. Podczas podróży Natalia jest małomówna - jej nastrój nie zmienia się też po przybyciu na miejsce. Po rozlokowaniu się w hotelowym pokoju w milczeniu schodzicie do restauracji, w której na domiar złego natykacie się na Irka. Atmosfera staje się jeszcze cięższa, gdy ten podchodzi do Waszego stolika i pyta, czy może w czymś pomóc. Twoja towarzyszka sztywnieje zdenerwowana i odpowiada półsłówkami. Na szczęście mężczyzna szybko odchodzi, więc po posiłku wracacie do pokoju. Ponieważ jest dopiero dwudziesta, liczysz na długą, szczerą rozmowę. Masz nadzieję, że partnerka w końcu uzna, że nadszedł czas na zwierzenia. Nader się mylisz, bowiem Natalia zaczyna pośpiesznie szykować się do wyjścia. Kiedy zaskoczony pytasz, dokąd się wybiera, opryskliwie odpowiada, iż potrzebuje chwili samotności. Nie zważając na Twoje protesty wychodzi, trzaskając drzwiami. Rozgoryczony, kładziesz się na łóżku i próbujesz czytać książkę, jednak zmęczony wydarzeniami dnia, zapadasz w sen. Budzisz się dopiero o wpół do piątej rano. Zrywasz się na nogi i nerwowo przeszukujesz apartament w poszukiwaniu Natalii - bez najmniejszego skutku. Dociera do Ciebie, że nie wróciła ze spaceru. Gdy do niej dzwonisz, włącza się poczta głosowa. Zaczynasz wpadać w panikę, bo przecież z doświadczenia wiesz, że w nadmorskich miejscowościach łatwo o wypadek a nawet zbrodnię. W recepcji potwierdzają, że kobieta około dwudziestej opuściła hotel i nie wróciła. Zastanawiasz się, jakie kroki podjąć - bezładne bieganie od plaży do plaży niewiele przyniesie. Postanawiasz zwrócić się o pomoc do byłego męża Natalii, od którego dowiadujesz się, że ciało ich zaginionego dziecka odnaleziono dwa miesiące po porwaniu. Już wiesz, że zostałeś uwikłany w sieć daleko idących kłamstw i dzieliłeś dom z osobą, jakiej zupełnie nie znasz... Właśnie rozpoczęła się gra o ocalenie jej życia, w czasie której zmierzysz się z kolejnymi niejasnościami, jakie wychyną z mrocznej przeszłości.
„Tylko
ta chwila, kiedy ciało reagowało cierpieniem, odrywała jej myśli od szaleństwa.
Coraz częściej przemykało jej przez głowę, że gdyby zrobiła małe nacięcie czymś
ostrym na skórze, mogłaby zatrzymać to poczucie ulgi na dłużej i odpocząć choć
na moment od obłędu, z którym przestawała sobie radzić.”
„Nie ratuj mnie” Agnieszki Szubert to powieść kryminalna, zaś jej głównymi bohaterami są Natalia Adamczuk, matka chłopca, który przed pięciu laty został porwany w Ustroniu Morskim, a następnie zamordowany przez nieznanego sprawcę oraz Borys Keller, były policjant wracający do siebie po rozpadzie wieloletniego związku i stoczeniu się w alkoholizm. Mimo że zostają parą, gdy styka ich los i próbują leczyć się wzajemnie z przebytych traum, stronią od zdradzania sobie tajemnic przeszłości. Podczas wspólnego pobytu w nadmorskiej miejscowości kobieta wychodzi na spacer, z którego już nie wraca. Zrozpaczony Keller rozpoczyna prywatne śledztwo, aby ustalić, co stało się z jego towarzyszką i krok po kroku odkrywa jej głęboko skrywane, posępne sekrety z dawnych lat. Cóż… Przyznam, że historia mnie nie uwiodła i niestety zaskoczyła mnogością absurdów oraz nielogiczności mnożących się w fabule. Już na jednej z pierwszych stron czytelnik dowiaduje się, że Keller, który spędził całe pięć lat z Izą we wspólnym mieszkaniu, nie tylko nie znał jej ulubionego dania, co jeszcze można od biedy zrozumieć, ale nawet nie był w stanie wskazać, jaki odcień miały oczy kobiety (!). Gdzie przez niecałe dwa tysiące dni relacji zatem spoglądał, pozostaje nie dociekać. Rozpoczynając nowy związek z Natalią, złożony głównie z obustronnego milczenia, ani razu nie próbował poznać szczegółów największego dramatu jej życia, co chyba dostatecznie wiele mówi o jego wrażliwości. Tę zresztą zdecydowanie obrazuje hasło, pod jakim wpisał nową wybrankę serca do pamięci telefonu, a mianowicie: „Natalia Adamczuk” (!). Zaiste znakomity to dowód intensywnego afektu. Można właściwie westchnąć, że na szczęście nie wpadł na pomysł, aby nazwać w urządzeniu kontakt nieszczęśnie popularnym współcześnie mianem: „osoba partnerska”. Na wieść, że bogdanka przepadła bez wieści po wyjściu na krótki spacer, były policjant, zamiast wszcząć poszukiwania na prawdopodobnej trasie jej marszu, postanawia w pierwszym rzędzie przeszukać w towarzystwie recepcjonisty wszelkie zakamarki hotelu. Kiedy nie przynosi to skutku, zwraca się o pomoc do… zameldowanego w nim byłego męża (!) niewiasty, do którego ma zresztą pretensje, że ten niezbyt gorliwie przyklaskuje pomysłowi. Wspomnieć trzeba, że para ta rozstała się w raczej nieprzyjaznej atmosferze i nie zamieniła z sobą od pięciu lat nawet jednego słowa (!), pomijając te w restauracji. Następnego dnia Keller razem z nowym kolegą, z którym toczy zacięte dyskusje o przeszłości jego związku z Natalią, udaje się na policję, ale nie w zamiarze zgłoszenia zaginięcia, a zastępowania partnerki w czasie, gdy miejscowa policjantka będzie perorować na temat śledztwa prowadzonego w sprawie zamordowanego dziecka obecnie zaginionej. Na posterunku Borys zostaje bez problemu dopuszczony do wszelkich tajemnic postępowania, a także może swobodnie przeglądać akta i zapoznawać się ze zgromadzonymi dowodami (!). Faktycznie polska legislacja może nie jest doskonała, ale z pewnością nie przewiduje instytucji konkubenta, który występuje w roli pełnomocnika niedysponującego żadnym upoważnieniem ani zgodą prowadzącego postępowanie prokuratora. Taka sytuacja jest absurdalna, jako że po prostu nie ma prawa się zdarzyć, zaś opisane postępowanie policjantki stanowi przestępstwo zdradzania tajemnic śledztwa, za co grożą nawet dwa lata pozbawienia wolności (z cyklu: Mąż-prawnik-edukator, pozdrowienia!), nie wspominając o konsekwencjach na drodze służbowej. Zresztą, co także intrygujące, pani stróż prawa jest na tyle miła, że wzywając Natalię do przyjazdu w związku z odkryciem nowych okoliczności zbrodni… jednocześnie rezerwuje dla niej pokój w hotelu (!). Zastanawia, czy opłaciła go z własnych, czy policyjnych funduszy, skoro wykazała się tak daleko idącą życzliwością, z którą, przyznaję, nie spotkałam się jeszcze w żadnej powieści kryminalnej. Niestety to nie koniec nieracjonalności. Następna (którą także czuję się w obowiązku wskazać, by podsunąć trop, nad czym w przyszłych historiach popracować) i raczej rażąca, związana jest z postępowaniem bohaterki, jaka to przed pięciu laty przyjechała do hotelu w Ustroniu, albowiem dostała SMS-a, iż wygrała w nim pobyt w ramach konkursu… w którym nigdy nie uczestniczyła (!). Otrzymawszy radosną wieść, niczego nie sprawdziwszy, nie wykonawszy nawet telefonu do recepcji przybytku, aby to potwierdzić, po prostu spakowała całą rodzinę i wyruszyła w podróż. Na miejscu dowiedziała się, że co prawda cała rzecz jest humbugiem, ale gdy oświadczono, że ktoś opłacił pobyt… postanowiła skorzystać z darmowej okazji, nie próbując nawet zdobyć danych tej osoby, aby zorientować się, z kim ma do czynienia. I to wszystko na pierwszych pięćdziesięciu stronach książki. Reszty równie dziwnych i nieścisłych wątków nie mogę zdradzić, jako że jak zawsze zachęcam do tego, abyś wyrobił własne zdanie o lekturze - dla czytelników mniej doświadczonych w opowieściach spod ciemnej gwiazdy może okaże się szczęśliwie lepsza. Wspomnę tylko, że absolutnie nie przekonuje mnie pojawiający się na końcu historii motyw zemsty, którym kieruje się sprawca zbrodni. Jego przestępczą reakcję wywołuje bodziec nierzeczywisty i naciągany - raczej budzący irytację pomieszaną z rozbawieniem, zamiast spodziewanego przejęcia. Tym razem 3/10 za początkowo obiecującą fabułę, jakiej potencjał niestety został zaprzepaszczony czy raczej z uwagi na miejsce akcji - utopiony i kilka cytatów, które przypadły mi do gustu w przeciwieństwie do raczej drętwych dialogów i słabo zarysowanych sylwetek bohaterów. Zgodnie z tytułem, nikt nie uratował mnie przed tym rozczarowaniem, choć myślę, iż uczyni to kolejna dobra książka Wydawnictwa. Kto wie zresztą, może i sprawi to następna powieść Autorki, której z pewnością dam jeszcze szansę. Zawsze warto!
„(…)
nie zamierzał przepraszać ani udawać, że żałuje, czego większość ludzi z jego
poprzedniego życia wręcz oczekiwała. (…) Zło, którego (…) wręcz dotykał każdego
dnia, punkt po punkcie, odciskało na nim swoje piętno jak tatuaż, znacząc ciało
na całe życie.”

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)