Stach Szulist - Miłość spod ziemi - recenzja

by - 21:37:00

Romans mafijny to ten rodzaj książek, w którym z wielu względów czuję się niczym przysłowiowa ryba w wodzie. Choć poznałam mnóstwo powieści z tego gatunku - przyznaję, iż po raz pierwszy miałam przyjemność sięgnąć po taką, której autorem jest mężczyzna! Stach Szulist udowodnił mi, że panowie jak najbardziej odnajdują się w podobnych klimatach, jeśli tylko, tak jak Pisarz, świetnie władają słowem pisanym. Co intrygujące, „Miłość spod ziemi” została zaserwowana czytelnikowi warstwą językową przystającą do literatury pięknej, w której to aż roi się od barwnych dygresji oraz retrospekcji złożonych szykiem przestawnym. Jeżeli doda się do tego fakt, że historia nasączona jest dużą dozą dobrego humoru, wynikiem będzie opowieść stanowiąca doskonałą, pełną łamigłówek narrację, jaka to spodoba się każdemu miłośnikowi dobrej literatury. Wśród plejady barwnych bohaterów prym wiedzie trójka przestępców, których perypetie pasują raczej do zgrai nieudaczników, przez co wielokrotnie uśmiechają oraz Nina - kobieta, jaka to, zgodnie z tytułem, podczas pewnego spaceru z psem poszukiwanego od dawna ukochanego wydobywa dokładnie spod kilku warstw gleby, pod którymi ten znalazł się komicznym zrządzeniem losu - czy może raczej przeznaczenia. Brzmi jak przepis na świetną komedię, prawda? Jestem tego samego zdania. Z przyjemnością zobaczyłabym powieść Twórcy w wersji zekranizowanej. Kochankom przedniej zabawy ze zbrodniami w tle polecam natomiast tę pisaną - wszak romanse mafijne cenić należy także za poczucie humoru najlepszego sortu. Teraz zaś zapraszam Cię do przeczytania mojej wariacji historii o historii, jakiej nie da się odłożyć przed poznaniem zakończenia. Podróż przez Polskę aż do Moskwy i z powrotem, śmiech i łzy rozbawienia oraz chwile trwogi z nieustającym zaciekawieniem zagadką związaną z cennymi kamieniami szlachetnymi z dalekiego Magnitogorska… Poproszę o więcej tak zmyślnie zwichrowanych fabuł!

„Taka nagła miłość, jak uderzenie gromu czy pioruna, tylko w pierwszej chwili może zauroczyć, aż z tego zauroczenia człowiek zupełnie ślepnie, głuchnie i w rezultacie nie wie, co czyni. Podejmuje błędne, głupie, coraz głupsze decyzje. Aż w końcu tak się zapętli, że wszystko, cały ten zamek ze złota stworzony w wyobraźni, trafi szlag, runie, stertą gruzów przysypie ducha (…).”

Twój pies zawsze był nie do końca zdyscyplinowany, kiedy coś w plenerze go zainteresowało, ale podczas tego spaceru przeszedł sam siebie. Słyszysz z oddali naglące szczekanie i odgłos, jak gdyby pazury czworonoga uparcie drapały o jakąś twardą powierzchnię, zatem nieco poirytowana, udajesz się w jego kierunku. A pomyśleć, że chciałaś tylko przewietrzyć głowę po tymczasowym rozstaniu z mieszkającą wespół z Tobą i Twoją babcią córką, która jak gdyby nigdy nic oświadczyła Ci, że wyjeżdża na wymianę studencką do dalekiej Katanii… Nieco zasmucona tą rozłąką, potwierdzającą zresztą, że Twoja pewna siebie i przebojowa pociecha dorasta i układa własne życie, zauważywszy nietypowe zachowanie psa, dosłownie stajesz w miejscu. Oto bowiem tenże definitywnie znalazł coś zakopanego pod ziemią, co na domiar złego wydaje dźwięki człowieka, jakiemu to nie zostało już wiele witalnych sił. Jęki i coś na kształt błagalnych skomleń prowadzą Cię do prostego wniosku - jakbyś rozterek miała mało, definitywnie natrafiłaś na jeszcze oddychającego mężczyznę, którego to ktoś z niewiadomych przyczyn cokolwiek nieudolnie, w skleconej naprędce skrzyni wrzuconej do płytkiego i nieskutecznego grobu, postanowił wyeliminować z tego świata. Od razu przychodzą Ci do głowy gangsterskie porachunki, choć kwitujesz to śmiechem - przecież w małej miejscowości, w której mieszkasz, dochodzi co najwyżej do pijackich burd czy drobnych kradzieży lub nielegalnego handlu. Otworzywszy w końcu wieko trumny i oswobodziwszy zakopanego nieszczęśnika, niemiejesz na moment z dwóch powodów. Po pierwsze, jest diabelsko przystojny. Po drugie, opalona cera i rysy twarzy zdradzają, że definitywnie nie pochodzi z Polski. Wrażenia te zostają spotęgowane, gdy odzywa się z rosyjskim akcentem i próbuje uciec, skrajnie przestraszony, że jesteś od tamtej zbrodniczej trójki, co go tu na rychłą śmierć pozostawiła. Co to, to nie - skoro go uwolniłaś, żądasz przynajmniej przedstawienia całej historii. Ano i jakiś instynkt każe Ci się nim zaopiekować, jako że zaczyna się słaniać na nogach. Tak oto poznajesz przybyłego z Magnitogorska Azera imieniem Ugur. A dopiero co narzekałaś na brak przygód…

„Na końcu tych rozważań sama przed sobą przyznaje, że najzwyczajniej w świecie zakochała się w zaginionym. Rusza więc lawina myśli o wcieleniu się w skórę rycerza - to nic, że kobietą będącego - i wyruszeniu na poszukiwania ukochanego.”

Pod osłoną nocy przemycasz uratowanego mężczyznę do własnego domu, jako że nagle robi Ci się go coraz bardziej żal - skoro ktoś próbował zakopać go żywcem, z pewnością nie chciałby zobaczyć go chodzącego po ulicach mieściny. Choć podskórnie przeczuwasz, że tym samym ściągasz na siebie kłopoty, z dociekaniami ciekawskiej babci na czele, definitywnie nie umiesz zostawić go na pastwę losu. Mimo że Ugur zdradza Ci o sobie łamanym polskim stosunkowo niewiele, instynkt opiekuńczy każe Ci przynajmniej spróbować poznać miejscowe plotki i dowiedzieć się od kolegi policjanta, czy ostatnimi czasy w okolicy nie działo się coś podejrzanego. Wszystko po to, by ustalić, kto postanowił zakopać niedawno poznanego - jako że on sam zarzeka się, że zgarnięty przez nich nagle z przystanku autobusowego, po raz pierwszy widział ich na oczy. Postanawiasz na razie dać mu wiarę i… spróbować nie ulec jego urokowi. To ostatnie nie do końca Ci się udaje, podobnie jak nieoddanie mu serca jakimś nagłym porywem miłości. Kiedy Ugur znika po wspólnej nocy, rozpoczynasz własne śledztwo. Odwiedzasz pobliskie miejsce jego niedawnej pracy, następnie zaś kontaktujesz z jedynym mężczyzną, na jakiego namiar znalazłaś w firmowych dokumentach. Poznawszy krewnego Azera imieniem Konstanty, notabene Twojej narodowości, mieszkańca dalekiego Magnitogorska, wziąwszy pod uwagę fakt, że wybranka serca, o którego coraz bardziej się niepokoisz, wciąż nie ma, postanawiasz podjąć szaloną decyzję o tym, że wybierzesz się do Rosji i spróbujesz go odszukać po niewielkich, posiadanych śladach. Wyprawę rozpoczynasz od spotkania się z Konstantym w Moskwie, gdzie udajesz się w towarzystwie wynajętej pani tłumacz o barwnym życiorysie. Któż mógłby przypuszczać, że - niczym starodawny rycerz - podążając tropem umiłowanego, tym samym właśnie wplączesz się w międzynarodową intrygę związaną z przemytem brylantów, rodem z najlepszych mafijnych filmów? Cóż - spod ziemi można wydobyć tyleż miłość, co wręcz widowiskowe kłopoty…

„W drodze do domu zaczyna rozmyślać o wyprawie do Rosji jak o przygodzie, która przypadkowym zrządzeniem losu oderwie ją od szarej rzeczywistości. Przecież od wielu lat, powtarza półgłosem, na pewno kilku, ciągle o tym marzyłam, co rusz napotykanym ludziom o takiej potrzebie plotłam, zatem czemu teraz (…) nie ruszyć po przygodę?”

Książka, której Autorem jest Stach Szulist, nie zalicza się do typowych romansów mafijnych - i to jest to, co definitywnie najbardziej mnie w niej urzekło. Złożona raczej kwiecistymi słowy i zdaniami najczęściej w wielbionym przeze mnie szyku przestawnym, pełna wtrąceń i przemyśleń bohaterów, jawi się jako przedstawiciel literatury pięknej. Na domiar dobrego taki, któremu nieobce jest nasączenie genialnym humorem. Dla przykładu, zbrodniarze-złoczyńcy są tak nierozgarnięci, że aż budzą śmiech i politowanie. Bawi także stateczna główna bohaterka, nagle tknięta strzałą Amora, co to - z właściwym zakochaniu pozytywnym nastawieniem - udaje się do wielkiej, rozległej Rosji, by po nikłych tropach odnaleźć ukochanego. Za komiczną uważam także kreację Babci kobiety - ta swatka, której nic nie umknie, potrafi uśmiechnąć czytającego. Sama sięgająca wielu lat w przeszłość intryga, powiązana z „kiedyś” naczelnych postaci oraz przemytem drogocennych świecidełek, została wykreowana bardzo zmyślnie. Tak samo jak powieść, której rozliczne, wymagające skupienia wątki splatają się finalnie w pełną fajerwerków, zwichrowaną całość. „Miłość spod ziemi” udowadnia, iż romans mafijny można napisać bez zbędnie krwawych czy fizycznych detali, w sposób na wskroś inteligentny i z dużą klasą. Pozostawiam ją z notą opatrzonej plusem za wstawki związane z Rosją i podróżą do tego, kulturowo przyciągającego mnie kraju ósemki na dziesięć punktów. I ukłonem dla Pisarza - definitywnie Wyznawcy starej, dobrej, eleganckiej szkoły prozatorskiej. PS Dobrze, iż mam Kotę - wszak ciekawe, co przy swoim pechu wykopałabym zza warstw gleby, gdybym posiadała psa, a szczęśliwie zamężnej nawet i rosyjskojęzycznych nie wypada!

„Od chwili wyjścia z domu ze swoim mężczyzną, odzyskanym, a wcześniej wydobytym spod ziemi, zapewnia go, że na miejscu wszystko zrozumie i z pewnością nie będzie się nudził. I co do tego nie miał wątpliwości, ich pierwsze spotkanie chociażby przywołując w pamięci.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)