środa, 14 grudnia 2016

Masło shea - i na włosy i na ciało

Witajcie.

Muszę się Wam pochwalić, że mam ostatnio spory zapał do pisania nowych postów! Bardzo mnie to cieszy, że nie dopadła mnie jakaś jesienno-zimowa chandra i na blogu wciąż coś się dzieję. Dziękuję Wam także za wszystkie komentarze, których ostatnio przybywa. Oby tak dalej! ☺

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o mojej przygodzie z naturalnym surowcem kosmetycznym, który jakiś czas temu zagościł w mojej łazience. Masło shea jest produktem, którego nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Na pewno nie raz spotkaliście się z nim w balsamach, maskach do włosów, czy też nawet pomadkach do ust. Nic zresztą dziwnego, że producenci je lubią- ma działanie pielęgnacyjne, nawilżające, natłuszczające. Sprawia, iż skóra staje się o wiele bardziej gładka i miękka. Nie ma prawa powodować alergii, co można powiedzieć o naprawdę niewielkim procencie składników kosmetyków. Jest także idealną ochroną przed starzeniem się skóry, mrozem, wiatrem, czy wysuszeniem skóry. Daje uczucie ukojenia. Mogłabym tak wymieniać jeszcze godzinę, ponieważ pozytywów wprost nie ma końca. 

Uwielbiam półprodukty i surowce kosmetyczne nie tylko, jeśli chodzi o pielęgnację ciała, ale i jeśli chodzi o włosy. Masło shea stosuję więc nie tylko w klasyczny sposób, traktujący o pielęgnacji skóry. Jak sprawdza się to w praktyce?


Moje masełko znalazłam na stronie sklepu Bioindygo.pl w korzystnej cenie (ogólny przedział cenowy to mniej więcej 10-15 zł za 200g). Niestety obecnie produkt jest niedostępny. Warto jednak zajrzeć na stronę i zaznajomić się z naprawdę bogatym i naturalnym asortymentem- osobiście sklep bardzo polubiłam, o czym przekonacie się już  w następnym poście, w którym napiszę o swoich ulubionych olejach, z których to większość znalazłam w świetnych cenach właśnie tam.  


Masło zamknięte jest w plastikowym, odkręcanym słoiczku. Na nim znajduje się tylko naklejka. Nic szczególnego i rzecz typowa dla wszystkich półproduktów czy surowców kosmetycznych.


Masło jest dość zbitej konsystencji i trzeba troszkę wysilić palce, żeby wydostać je z opakowania. Podoba mi się natomiast jego lekki orzechowy zapach. Jeżeli stosuję masło na ciało, wystarczy że nabiorę odrobinę i wmasowuję w skórę. Jeśli zaś chodzi o włosy- masło najpierw rozcieram w palcach aż się rozpuści, po czym nakładam na włosy. 


Jeśli chodzi o sposoby użytkowania na włosy, próbowałam kilku z nich. 

Pierwszym moim eksperymentem było nałożenie masła bez jego wcześniejszego jego roztopienia w palcach i nałożenie go na suche włosy. Eksperyment ten był nieudany. Namęczyłam się tylko z równomiernym rozprowadzeniem go na włosach, a po zmyciu włosy były zwyczajnie spuszone.

Druga metoda jaką stosowałam to nałożenie roztopionego już masła na suche włosy, przykrycie ich folią i ręcznikiem i zmycie po około 2 godzinach. Tutaj było zdecydowanie lepiej, ale nie zobaczyłam jeszcze efektu wow. 

Kolejna próba, jakiej się podjęłam, zakładała nałożenie rozpuszczonego masła na lekko, bardzo lekko wilgotne włosy. I powiem Wam, że to jedna z dwóch metod, która dawała mi najlepsze rezultaty.

Moim ulubionym sposobem stosowania masła shea na włosy okazało się jednak nakładanie masła na ulubiony olej lub też mieszanie masełka z olejem i dopiero aplikacja na lekko wilgotne włosy. Tak, zdecydowanie tutaj był to strzał w dziesiątkę.


Jeśli chodzi o efekty na ciele- masełko szybko się wchłania i nie zostawia na skórze tłustego filmu, co poczytuję za wielki plus. Skóra jest widocznie nawilżona, gładka, miła w dotyku i ma ten charakterystyczny zdrowy blask. Bardzo fajnie koi skórę po korzystaniu z solarium. Zdecydowanie czyste masło shea daje lepsze efekty niż te wszystkie drogeryjne masła, w których więcej chemii niż realnego działania. Z czystym sumieniem mogę tutaj przyznać 9/10 punktów i polecić absolutnie wszystkim.

Rezultaty stosowania masła shea na włosach (dla przypomnienia, moje włosy są nisko/średniporowate, ze skłonnością do przesuszania się i puszenia, po części naturalne, farbowane i rozjaśniane) uważam za dobre- nie jest to mój ulubiony surowiec i jego działanie nie jest spektakularne, ale nie robi mi też krzywdy. Dobrze wygładza i dociąża włosy, oprócz tego także widocznie je nawilża. Brakuje mi jednak efektu elastyczności i zdrowego blasku. Tutaj 5 na 10 punktów. Uważam, że masełko sprawdzi się przede wszystkim na włosach kręconych, wysokoporowatych, suchych, ze skłonnością do łamania się.

Zapraszam Was także serdecznie na stronę sklepu Bioindygo: KLIK. A nuż znajdziecie coś dla siebie. ;-)

Dajcie znać czy używacie masła shea i jakie efekty daje ono u Was.
xoxo

2 komentarze:

  1. ja też używam to masełko,innej firmy :)
    http://s-busz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. jakoś nie mogę się zebrać żeby w końcu kupić :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)