Lirene no pores - baza matująca - recenzja

 Hej. 


Jako posiadaczka cery mieszanej, tłustej niestety niezmiernie w strefie T, nie wyobrażam sobie rozpocząć wykonywania makijażu bez nałożenia matującej bazy. Jeśli o tę kwestię chodzi, jestem niezwykle wymagająca, bowiem nie lubię poprawiać z konieczności makijażu w ciągu dnia, jednak jeszcze bardziej irytuje mnie świecący się nos, czy też czoło. Ciężko mi jednak było przez długi czas znaleźć bazę, która zmatowi moją buźkę na odpowiednią ilość godzin a przy tym jej nie wysuszy i- co najważniejsze, nie będzie tworzyć ciasteczka po nałożeniu podkładu czy pudru. Mniej więcej trzy miesiące temu natrafiłam na jedną z kolorowych baz marki Lirene- wybrałam oczywiście wariant matujący no pores w różowym opakowaniu, który oprócz oczywistego efektu ma zminimalizować widoczność porów. Czy baza matująca Lirene No Pores dała sobie radę?

Baza zamknięta jest w eleganckim bladoróżowym kartoniku niewielkiego formatu. Lubię takie skromne, nieprzeładowane opakowania, które nie odstraszają krzykliwymi kolorami.


Sama baza zaś, licząca sobie 30 ml, mieści się w niewielkiej i zgrabnej odkręcanej tubce, której cena wynosi ok. 30 zł na Notino.


Boki kartonika producent dość gęsto, jednak dalej przejrzyście, opatrzył licznymi obietnicami i informacjami odnośnie produktu. Imponuje mi fakt, iż baza zawiera w składzie proteiny ze słodkich migdałów- już sama ta informacja upewnia mnie w tym, iż moja buźka po użyciu nie będzie wysuszona. 


Obietnica utrzymania się matowego efektu aż przez 12 godzin brzmiała dla mnie przed pierwszym użyciem raczej mało realnie. Nie spotkałam się jeszcze z produktem, który utrzymałby taki efekt aż tyle czasu (nawet przy matującym podkładzie czy pudrze w późniejszych krokach).


W składzie trochę lekkich silikonów, wygładzających emolientów, krzem, olej ze słodkich migdałów, wyciąg z nasion soczewicy, mika oraz barwniki maskujące niedoskonałości (w tym przypadku czerwony, dobrze wpływający chociażby na cienie pod oczami).


Tak zwane efekty potwierdzone w badaniach traktuję zazwyczaj z duuużym przymrużeniem oka. Aby w nie uwierzyć, zawsze muszę sama wypróbować produkt i to niejednokrotnie i na wiele sposobów. Ot, taki niedowiarek ze mnie.


Aplikacja bazy nie nastręcza wielu trudności, zważywszy na fakt, iż otworek w opakowaniu wykonany jest w precyzyjny sposób. Biały kolor i lekka konsystencja niemalże natychmiast wchłaniają się i nie pozostawiają uczucia tłustej twarzy. Nieco obawiałam się efektu ciasta po nałożeniu podkładu i pudru, jednak mimo wielu wypróbowanych wariantów tychże kosmetyków, wygląd mojej twarzy był świetny. Żadnej babeczki! ;) Dodatkowo czułam przyjemne wygładzenie.


Bazę stosowałam codziennie pod podkład na obszar całej twarzy, mimo tego że świecenie się dotyka mnie głównie w obszarze brody, czoła i przede wszystkim nosa oraz jemu bliskim okolicom policzków. Lubię efekt równości, jeśli chodzi o ilość kosmetyków na całej twarzy. Jeśli chodzi o efekt zminimalizowania porów, tutaj zbyt wiele nie mam do powiedzenia, ponieważ nie są one u mnie przesadnie widoczne. Najważniejszy był dla mnie efekt matu i muszę przyznać, iż tutaj baza spisała się wyśmienicie- co prawda moja buźka nie była matowa aż przez dwanaście godzin, jednak spokojnie wytrzymywała bez żadnego świecenia się aż do 9 godzin! Jest to chyba rekordowy wynik, jeśli chodzi o kosmetyki tego typu. Bez wątpienia zagości ona u mnie na stałe.

Mieliście już styczność z bazami Lirene? Jak się spisały?
xoxo

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)