Stanisław Lem - Opowieści o Pilocie Pirxie - recenzja

by - 01:24:00

Czym może się zajmować nawigator statku kosmicznego w nieznającym granic gwiezdnym uniwersum? Na tak zadane pytanie każdy wielbiciel fantastyki naukowej wyczaruje w umyśle barwne obrazy epickich bitew z krwiożerczymi obcymi, niebezpiecznych wypraw, mających na celu odkrycie nieznanych planet, na które w przyszłości będzie mogła się przenieść ludzkość znękana ekologicznymi katastrofami czy też bohaterskich akcji ratowania współziomków z katastrof o galaktycznych rozmiarach. I będzie miał słuszność, gdyż większość autorów tego gatunku literackiego tak właśnie opisuje przygody załóg orbiterów. Jednym z wyjątków jest Stanisław Lem, który w „Opowieściach o pilocie Pirxie” przedstawił całą drogę kariery tytułowego pilota, począwszy od statusu kadeta, a skończywszy na stopniu komandora, samodzielnie dowodzącego taką jednostką. Wśród nich trudno jednak szukać równie efektownych epizodów, gdyż postać ta zmaga się z, wydawałoby się, całkowicie prozaicznymi zjawiskami takimi jak: ludzka głupota i niekompetencja, poczucie pustki i obezwładniającej samotności, wzmagane bezlitosnym żywiołem kosmicznej przestrzeni czy bezwzględną chciwością towarzystw eksploatujących odkryte planety. Nie stroni przy tym od tematu, który dziś rozpala wyobraźnię współczesnych, czyli sztucznej inteligencji, zamkniętej w układach komputerów marsjańskich krążowników lub robotów mających udzielać pomocy człowiekowi, a buntujących się przeciw jego władzy czy nabierających z biegiem czasu cech ludzkiej imaginacji. Część z tych fascynujących OPOWIADAŃ ma charakter żartobliwy, inne tragiczny, niektóre przybierają postać powiastek filozoficznych z zacięciem roztrząsających tajemnice wrodzonej natury człowieczego rozumu. Wszystkie zaś składają się na sugestywny obraz jednostki stającej przed wyzwaniami, jakie przyniesie być może wcale nie tak odległa przyszłość. Pozwól, że zabiorę Cię do świata pilota Pirxa, nic nieznaczącego pyłku w bezmiarze gwiezdnej przestrzeni, który codziennie udowadnia, że słowo „człowiek” czasami brzmi dumnie, czasami zupełnie niejednoznacznie a nawet wstydliwie.

TEST

„Była to mucha-olbrzym, zielonkawoczarna, z obrzydliwego rodzaju, który stworzony został jakby tylko po to, żeby uprzykrzać ludziom życie, nachalna, natarczywa, kretyńska, a jednocześnie chytra i bystra mucha, która cudem jakimś (bo jak inaczej?) wlazła do rakiety i latała sobie teraz na zewnątrz szklanego pęcherzyka, trykając bzyczącą kulką oświetlone tarcze zegarów.”

Kadet Pirx, który kończy czteroletni kurs dla nawigatorów statków kosmicznych, odbywa w ramach egzaminu pierwszy samodzielny lot rakietą, podlegający surowej ocenie specjalnej komisji. Ku jego przerażeniu, tenże okazuje się znacznie bardziej skomplikowany niż mógł przypuszczać nawet w najgorszych snach, zaś głównym powodem kłopotów stają się frywolne muchy, jakie w niepojęty sposób dostały się na pokład i czyniąc sobie wzajemne karesy, omal nie doprowadzają do zagłady pojazdu - w nim ambitnego młodzieńca u progu kosmicznej kariery.

Napisane z przymrużeniem oka, sugestywne i dowodzące, że również owad może być kroplą, która przepełni czarę, w jakiej mieści się człowieczy los. A także zwieńczone efektownym finałem.  

PATROL

„Jeśli to wszystko przemyśleć, okaże się dopiero zrozumiałe, że przeróżne myśli i majaki pilotów, z punktu widzenia Ziemi i zwykłych pasażerów rakietowych wręcz zbrodnicze, były aż nadto ludzkie. Kiedy człowieka otacza półtora tryliona kilometrów sześciennych próżni, w której nie znalazłoby się ani szczypty popiołu z papierosa, wtedy życzenie, aby stało się cokolwiek - nawet jakaś okropna katastrofa - zamienia się w istną obsesję.”

Po zostaniu pilotem Pirx w swojej niewielkiej rakiecie patroluje przestrzeń kosmiczną w odległych częściach Układu Słonecznego w celu wykrycia ewentualnych niebezpieczeństw grożących statkom handlowym i pasażerskim ze strony nieoczekiwanych rojów meteorytów. Wszystkie misje są monotonne i niemiłosiernie się dłużą, wpędzając bohatera w narastającą paranoję podczas ich trwania. Sytuacja się zaostrza, gdy pewnego dnia z zadania nie wraca dwóch załogantów a ich los pozostaje nieznany. Zarządzone przez władze śledztwa i szczegółowe kontrole techniczne pojazdów nie przynoszą żadnych rezultatów, więc wszyscy lotnicy zaczynają sobie zdawać sobie sprawę, że zagraża im nieznane i śmiertelne w skutkach niebezpieczeństwo.  

Znakomicie dojmujące studium kosmicznej samotności, która wiedzie do urojeń i udowadnia, że najbardziej zawodnym czynnikiem w gwiezdnej układance może być ludzki rozum i jego złudne imaginacje, wspomagane błędami nieomylnej, wydawałoby się, aparatury.

ALBATROS

„Naraz telegrafista zdjął słuchawki i odłożył je - jakby przestały już być potrzebne. Przynajmniej wydawało się tak Pirxowi. Podszedł do niego z tyłu. Chciał spytać, co z ludźmi Albatrosa - czy udało im się wyjść. Radiowiec poczuł jego obecność, podniósł głowę i popatrzył mu w twarz. Pirx nie spytał go już o nic.”

Pirx wracający z Marsa na Ziemię staje się okazyjnym pasażerem luksusowego statku pasażerskiego „Tytan”. Jego nadzieje na spokojną podróż rozwiewają się, gdy dzięki doświadczeniu spostrzega, że doszło do gwałtownej zmiany kursu liniowca. Gdy udaje się do sterówki, dowiaduje się, że odebrano rozpaczliwą wiadomość z innej rakiety o nazwie „Albatros”, która wzywa pomocy z uwagi na awarię pokładowego reaktora atomowego, grożącej jej zniszczeniem i śmiercią całej załogi.

Przejmujące świadectwo bezsilności wobec kosmicznej katastrofy, jakiej nie są w stanie zapobiec żadne ludzkie wysiłki oraz świadomości, że człowiecze życie nie znaczy nic wobec bezlitosnego i milczącego ogromu kosmosu.

TERMINUS

„Zmęczenie zalewało go jak czarna woda. Może nie należało tego słuchać? Było w tym coś ohydnego, tak przypatrywać się utrwalonej w każdym szczególe agonii, śledzić jej postępy, żeby analizować potem każdy sygnał, wołanie o tlen, krzyk. Nie wolno tego robić - jeśli nie można pomóc.”

Pirx obejmuje pierwsze w życiu dowództwo nad starym i rozpadającym się statkiem kosmicznym „Błękitna Gwiazda”. W czasie wertowania dziennika pokładowego dowiaduje się, że 19 lat wcześniej nazywał się „Koriolan” i został prawie zniszczony wskutek zderzenia z rojem meteorytów. Cała załoga zginęła, choć jej część jeszcze przez wiele miesięcy bytowała na pokładzie aż do wyczerpania zapasów tlenu. Wrak statku został odnaleziony i gruntownie wyremontowany a teraz używany jest do nowej misji, bez baczenia na zły stan techniczny i tragiczną przeszłość. Jakby tego było mało, Pirx natyka się na robota o tytułowym mianie, w którego pamięci zapisały się sygnały alfabetu Morese’a, jakim ginący astronauci, zamknięci w różnych częściach jednostki, porozumiewali się przed śmiercią. Podczas pracy przy usuwaniu radioaktywnych wycieków z reaktora atomowego, wystukuje je na rurach, odzwierciedlając makabryczne szczegóły prowadzonych konwersacji. Zapadają one w umysł bohatera, wiodąc go na skraj szaleństwa. Wszelkie próby powstrzymania maszyny przed wysyłaniem posępnych wiadomości nie zdają się na nic…

Wstrząsająca kronika powolnej śmierci kosmonautów w czeluściach skazanego na zagładę statku kosmicznego, która zadaje pytanie, czy mechaniczna istota jest tylko bezduszną sumą umieszczonych w niej układów scalonych i trybików, czy też zdolna jest także do współodczuwania?

ODRUCH WARUNKOWY

„(…) żelazny i kamienny grad walił bezustannie w cienką skorupę Księżyca, przebijał ją, wyrzucał na powierzchnię fale magmy, a kiedy przestrzeń po nieskończenie długim czasie oczyściła się i opustoszała, bezpowietrzny glob zamarł w pobojowisko (…). Aż jego zmasakrowana bombardowaniami kamienna maska stała się natchnieniem poetów i lampą liryczną zakochanych.”

Pirx, uczestnik trzeciego roku akademii pilotażu, celująco zdaje test przeprowadzany w komorze deprywacyjnej, który polega na długotrwałym leżeniu w słonej wodzie w stanie całkowitego bezruchu z zasłoniętą twarzą i uszami. Jako że wytrzymał aż siedem godzin bez żadnych oznak psychicznego kryzysu, otrzymuje pierwszą lokatę, w wyniku czego w ramach praktyki dyplomowej skierowany zostaje do księżycowej stacji, aby zbadać przyczyny wypadku, któremu niedawno uległa dwuosobowa załoga. Ponieważ powołane komisje nie są w stanie wyjaśnić rzeczywistych przyczyn tajemniczej śmierci, dowództwo liczy, że kadet o tak dużej odporności będzie w stanie zrekonstruować przebieg zdarzeń. Pirx, który wraz z przydanym mu do towarzystwa naukowcem o mało nie podziela losu nieszczęśników, dochodzi do zaskakujących wniosków.

Intrygujące opowiadanie o niespodziewanym zakończeniu, które skłania do refleksji nad człowieczym umysłem i odruchami wpisanymi w jego konstrukcję, jakie często wiodą do tragedii. 

POLOWANIE

„Na długie lata został mu w pamięci obraz ułamkowych chwil, kiedy otarł się o śmierć i wyszedł cało po to, by nigdy nie poznać całej prawdy - i gorzka była świadomość, że w sposób tyleż podstępny, co nikczemny zabił, ciosem w plecy, swego zbawcę.”

Podczas pobytu na Księżycu Pirx staje się uczestnikiem łowów na uszkodzonego w wyniku uderzenia meteorytu i niebezpiecznego robota górniczego uzbrojonego w laser. „Zbuntowana” maszyna przecina kable systemu łączności i atakuje pojazdy oraz ludzi na ich pokładzie. Staje się więc zagrożeniem dla załogi przebywającej na satelicie Ziemi, zatem konieczne jest jej jak najszybsze unieszkodliwienie przy użyciu wszelkich środków.  

Ciekawe, dynamiczne i stawiające pytanie, czy maszyna jest w stanie świadomie poświęcić własne istnienia, aby ratować ludzkie życie. Opowiadanie obrazuje także z pozoru absurdalne, ale jakże ludzkie wyrzuty sumienia sprawcy jej unicestwienia.

WYPADEK

„Wiedział jeszcze jedno: że nikomu o tym nie powie. Każdy człowiek trzymałby się kurczowo hipotezy defektu, najprostszej i najbardziej naturalnej, jedynej, która nie zmieniała obrazu świata.”

Tym razem główny bohater przebywa na półrocznej misji badawczej na planecie poza Układem Słonecznym. Tuż przed jej zakończeniem i planowanym odlotem dochodzi do zaginięcia robota, więc załoga stacji wyrusza na poszukiwania, aby odnaleźć pechową maszynę.   

Przewrotne i zakończone zaskakującą puentą, która dowodzi, że androidy też ludzie.

OPOWIADANIE PIRXA

„Każdy z Was wie, jak to jest - po paru dniach nachodzi człowieka taka szalona chętka, żeby coś zrobić, wszystko jedno co, dać pełny ciąg, pognać gdzieś, pokręcić, na wielkim przyspieszeniu, żeby język wyszedł… Dawniej myślałem, że to jakieś nieprzyzwoite, człowiek nie powinien sobie tak folgować. Ale to jest w gruncie rzeczy tylko rozpacz, tylko chęć pokazania tego języka - Kosmosowi.”

Główny bohater dzieli się opowiadaniem o przebiegu służby na statku kosmicznym jak z koszmaru: cała załoga zapada na chorobę zwaną świnką, zaś jedyni jej zdrowi członkowie to pilot, który nie jest kosmonautą, a inżynierem drogowym, oraz radiotelegrafista - niepoprawny alkoholik. W tym stanie rzeczy prawie wszystkie obowiązki spoczywają na nawigatorze Pirxie, który nagle dostrzega dryfującą w roju meteorytów jednostkę, jaka niechybnie należy do obcej cywilizacji. Czy uda się nawiązać kontakt z obcymi bądź chociaż utrwalić obraz, jakiego żaden człowiek nie jest w stanie zapomnieć?   

Utrzymane w żartobliwym tonie i dowodzące, że niewykorzystane okazje nigdy już nie wracają.

ROZPRAWA

„W ostatecznym rozrachunku uratowało więc nas, a jego zgubiło – moje niezdecydowanie, moja ślamazarna <poczciwość>, ta <poczciwość> ludzka, którą tak bezgranicznie gardził.”

Komandorowi Pirx, który jest już bardzo doświadczonym astronautą, zostaje powierzone zadanie dowodzenia załogą statku kosmicznego, jaka składa się nie tylko z ludzi, ale także doskonale naśladujących ich człekokształtnych androidów. Oczywiście nie ma on pojęcia, kto jest kim, zaś prowadzony eksperyment ma dać odpowiedź na pytanie, czy maszyny mogą zastąpić żywe istoty w międzygwiezdnych wyprawach.

Najbardziej obszerne i znane z opowiadań, przeniesione nawet na ekran przez radzieckiego reżysera Marka Piestraka pod tytułem „Test pilota Pirxa”. Stanowi przenikliwe studium „antyludzkiego” rozumowania stworzonej przez człowieka sztucznej inteligencji przekonanej o swej wyższości nad istotami z krwi i kości oraz zagrożeń, jakie mogą z tego wyniknąć. Porusza także zagadnienie problemów związanych z procesem zastępowania ludzi przez maszyny, wiodące do bezrobocia i niepokojów społecznych. Obrazowe i bardzo na czasie. Jednocześnie hołd dla człowieczego pierwiastka, niedostępnego zimnym, pozbawionym uczuć robotom.  

ANANKE

„Każdy z tych komputerów cierpiał na syndrom anankastyczny: przymusowe powtarzanie operacji, komplikowanie czynności prostych, manieryzm, obrządkowość, uwzględnianie <wszystkiego naraz>.”

Pirx, który akurat przebywa na Marsie, staje się mimowolnym świadkiem tragedii. Podchodzący do lądowania statek kosmiczny ulega katastrofie wskutek wydawania przez główny komputer całkowicie nieracjonalnych poleceń, realizowanych bezrefleksyjnie przez załogę. Jako członek komisji powołanej do wyjaśnienia przyczyn zdarzenia, bada szczegółowo wszystkie aspekty i dochodzi do paradoksalnych oraz niechętnie widzianych wniosków.  

Powikłane, o filozoficznym zacięciu - podnosi jednocześnie kwestię możliwości powielania przez komputery niedomagań i usterek tkwiących w umyśle ich twórcy.

„Opowieści o pilocie Pirxie” Stanisława Lema to należący do klasyki gatunku zbiór opowiadań science-fiction, który opisuje przygody tytułowej postaci od stopnia kadeta po komandora dowodzącego samodzielnie olbrzymimi statkami, jakie przemierzają bezmiar międzygwiezdnej przestrzeni. Każde z nich stanowi samodzielną całość i w fascynujący sposób przedstawia zmagania człowieczej jednostki z zagrożeniami, które niesie nie tylko sam kosmos, ale także własne, niezmienne usposobienie oraz wytwory umysłu w postaci sztucznej inteligencji, ucieleśnionej w postaci wszędobylskich komputerów oraz robotów. Intrygujące, przenikliwe, często filozoficzne w wyrazie - napisane świetnie warstwą językową, której dzisiaj się już nie uświadczy. Zbiór ów nie stroni przede wszystkim od zadawania fundamentalnych pytań o istotę ludzkiej natury. Każdy z zamieszczonych zaś w pięknym wydaniu tekstów stanowi lekturę, którą można polecić każdemu, kto ceni dobrą literaturę, lecz jednocześnie zadaje sobie pytanie, dokąd nieustanny rozwój ludzkości ją zaprowadzi. Bez oceny punktowej, klasyki notą opatrzeć nie jestem władna - za to ze zdecydowaną rekomendacją.

„Być może zresztą Pirx mylił się. Jakkolwiek tkwi w tym pewna niewspółmierność, szczególnie dolega mu we własnym uczynku jego koturnowo-teatralny styl, rodem z Poego. Podszedł Corneliusa jego umiłowanym pisarzem i w jego stylu, który mu brzmiał fałszywie, od którego się zżymał, bo nie upatrywał zgrozy życia w zwłokach powracających zza grobu, co wskazują okrwawionym palcem mordercę. Zgroza ta była, zgodnie z jego doświadczeniem, raczej szydercza niż malownicza.”     

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)