Monika Wawrzyńska - Ożeż! Narodzenie - recenzja
Jesteś
zapaloną makijażystką i w pewnym sensie prowadzisz podwójne życie zawodowe, co
stanowi Twoją słodką tajemnicę. Pierwszą połowę dnia spędzasz w gmachu
telewizji - drugą w miejscu, które u bliźnich budzi dreszcz przerażenia, choć
każdy z nich kiedyś będzie miał okazję je „obejrzeć” na końcu swojej ziemskiej
drogi. W TV zajmujesz się upiększaniem żywych, a w prosektorium zakładu
pogrzebowego „Bez biletów” przywracasz szacowny wygląd tym, którzy już zeszli z
tego świata. W obydwu miejscach Twoje pudry, płynny lateks, protetyki, woski,
żelatyny i obfity zestaw pędzli czynią prawdziwe cuda. Celebryci, jacy mają
wystąpić w paśmie śniadaniowym, są Twoimi umiejętnościami wręcz zachwyceni. Dzięki
nim w świetle jupiterów i oku kamery niewybaczającym najmniejszych uchybień w
wyglądzie, prezentują się nie tylko świetnie, ale przede wszystkim naturalnie. Drugi
rodzaj klientów nie jest w stanie wyrazić swojej opinii, jednak w ich imieniu
wypowiadają się bardzo zadowolone rodziny. Ciągle słyszysz, że „wujek Tadzio
wygląda lepiej niż za życia” czy: „Gdyby ciocia Andzia malowała się w taki
sposób, gdy jeszcze miało to znaczenie, miałby nie dwóch, a sześciu mężów”. Oczywiście
o tym paśmie sukcesów nie wie absolutnie nikt. Gdyby bowiem którakolwiek z
gwiazd powzięła wiadomość, że dotykasz jej twarzy tymi samymi dłońmi, jakie
przed chwilą wygładzały skórę denata, niewątpliwie wpadłaby w ciężką histerię, zaś
co wrażliwsi zupełnie dla siebie nieoczekiwanie może nawet staliby się rezydentami
w podziemnym pomieszczeniu, zwanym kostnicą. Czasami jednak myślisz, że miałoby
to i swoje dobre strony, bo w ten sposób od makijażu scenicznego przeszłabyś
płynnie do trumiennego, zachowując pełną zawodową koherentność.
„(…) zauważał coraz więcej wad i skaz na charakterze ukochanej. Jej beztroskie podejście do kwestii logistycznych, brak konsekwencji podczas wkładania naczyń do zmywarki czy nieregularność kontroli wilgotności powietrza w piwnicy, wyraźnie świadczące o jej braku dojrzałości.”
Wątpisz jednak, by doceniła to Twoja szefowa Cassandra, słynna na całą Polskę prezenterka, prowadząca poranną ramówkę. Raczej nie wybaczyłaby, że przyczyniłaś się do śmierci jednej z jej znanych maskotek, którymi manipuluje z tak wielką wprawą. Choć żywi się sensacją, mogłoby to przekroczyć granice jej wytrzymałości. Z jedenastą muzą pozostaje w miłosnym uścisku od niepamiętnych czasów, niczym sama Nina Terentiew. Niektórzy twierdzą, że komentowała filmy w czasach, w których te jeszcze nie posiadały ścieżki dźwiękowej, choć gdy patrzysz na jej idealnie wygładzone i mocno naciągnięte rysy oraz sprężystą sylwetkę bez grama tłuszczu, wyraźnie noszącą znamiona ciężkiej pracy skalpela chirurga plastycznego, szczerze wątpisz, aby miała aż tyle lat. Dopuszczasz więc, że tak naprawdę zaczęła królować w epoce obrazu czarno-białego. Plotki w tym przedmiocie podsyca fakt, że daty swojego urodzenia kobieta strzeże niczym lwica, nikogo nie dopuszczając do tego wielkiego i nurtującego wszystkich sekretu. Z uwagi na koneksje, jest praktycznie wszechmocna i biada tym, którzy poważyli się jej przeciwstawić czy podpaść. Znikają z ekranu szybciej niż kamfora, zaś drzwi do ewentualnej kariery mają nieodwołanie zatrzaśnięte. Na szczęście łączą Cię z szefową przyjazne stosunki - bardzo ceni Twoje kompetencje, dzięki którym nie musi martwić się o powierzchowność swoich gości. Oddaje ich w Twoje ręce na godzinę przed emisją i „odbiera” już w stanie cokolwiek doskonałym, pozostawiając Cię z głową pękającą od najnowszych plotek o życiu warszawskiej socjety. Niektóre z nich są tak szokujące, że nie nadają się nie tylko do cytowania, ale nawet poddawania rozmyślaniom, chyba że chce się popaść w stan nieodwracalnego stuporu. Nauczyłaś się chować je na samym dnie umysłu, by nie wychynęły nieoczekiwanie w nocnych koszmarach. Praca w domu pogrzebowym jest zdecydowanie mniej stresująca i pełna barwnych opowieści staruszek, które przychodzą zapoznać się z asortymentem, jaki towarzyszyć im będzie w ostatniej drodze. Jego właścicielką jest przesympatyczna pani Izabela, której sekunduje równie miły etatowy grabarz i jednocześnie jej ojciec w jednej osobie: pan Leon. Współpracujesz też z balsamistą i tanatokosmetologiem Kamilem, z którym zresztą łączył Cię przelotny romans. Skończył się równie szybko jak zaczął, zaś pierwsze red flagi pojawiły się, gdy spostrzegłaś, że masz do czynienia ze skrajnym pedantem, przekonanym w dodatku, że wszędzie czają się na niego krwiożercze bakterie, których jednym celem jest gwałtowne pozbawienie go jakże cennego żywota. 😉
„(…)
miała świadomość, że pracę w telewizji utrzymuje między innymi dzięki wrodzonej
i wyuczonej dyskrecji, bo doskonale wiedziała, kto z kim, z jakiego powodu,
dlaczego nie i w imię czego.”
Jednak detonatorem kresu związku stały się w zasadzie dwa wydarzenia. Pierwsze przybrało formę awantury o to, że leżąca sobie spokojnie w lodówce, podsuszana kiełbasa charakteryzowała się temperaturą o jeden stopień wyższą, niż według niego powinna, co skutkowało śmiertelnym zagrożeniem epidemiologicznym, oczywiście z Twojej winy. Tegoż wiekopomnego ustalenia dokonał przy pomocy specjalistycznej aparatury, którą - jak się okazało - badał wszelkich lokatorów chłodziarki. 😂 Drugie sprowadziło się do dramatycznej sceny, wywołanej tym, iż w czasie podróży do miejsca, w którym mieliście spędzić upojny weekend, wbiłaś w nawigację błędną destynację, choć noszącą tę samą nazwę, co miejsce przeznaczenia. To z kolei spowodowało, że podczas gdy Twój bogdanek smacznie spał na siedzeniu pasażera, zapędziłaś się na drugi koniec kraju. Oczywiście wzbudziło to w nim napad istnej furii, w czasie której dowiedziałaś się, że nie można planować z Tobą życia, bo jesteś osobą skrajnie niepoważną i nieodpowiedzialną. Na koniec zażądał, abyś się zatrzymała, po czym obrażony, opuścił auto stając na środku drogi. Cóż. Ku jego widocznemu zdziwieniu, zamiast składać wyrazy najserdeczniejszych przeprosin, bez słowa wyciągnęłaś jego walizkę z bagażnika i odjechałaś w siną dal. Następnego dnia zerwał z Tobą za pomocą SMS-a a Wasze obecne stosunki są nad wyraz oziębłe i ograniczają się do płaszczyzny czysto zawodowej i wypowiadanych półgębkiem słów. Teraz Twoje serce jest puste, choć tak naprawdę nie do końca. Zaczyna je bowiem coraz bardziej zamieszkiwać Aleks, jak się nieszczęśliwie składa, partner Cassandry. To obiecujący reżyser, który zdobył już wielką renomę, szalenie przystojny, szarmancki i skromny. Poznałaś go na planie filmowym, gdzie zajmowałaś się makijażem aktorów i od tego czasu skrycie do niego wzdychasz. Z bólem dostrzegasz, iż nie ma pojęcia o tym, że jego ukochana zdradza go na potęgę. I masz nadzieję, że kiedyś przejrzy na oczy i zobaczy to, co oczywiste: Twoje uczucie i przeniewierstwo kobiety, z którą jest. Wkrótce niezbadane wyroki losu dadzą Ci niepowtarzalną możliwość odwrócenia skutków wszystkich złych zdarzeń, które nagromadzą się akurat przed Bożym Narodzeniem oraz zdobycia afektu ze strony wymarzonego mężczyzny…
„Telewizyjna
śmietanka towarzyska robiła cyrk z pogrzebu, nie poświęcając sekundy na
refleksję. Różnego rodzaju diwy, faceci przebrani za kobiety (…) i tym podobni
nurzali się w kwiatach, przysiadali na wieku trumny (…). Otwierali usta w
niemym okrzyku tęsknoty za rozumem i natychmiast wrzucali rolki na Instagram.”
„Ożeż! Narodzenie” Moniki Wawrzyńskiej to funeralna komedia z wątkiem romantycznym oraz świątecznym - w wersji nieprzesłodzonej oraz nieprzytłaczającej, co dla Grincha ważne. Główna bohaterka to Alina, utalentowana i zapalona makijażystka, oficjalnie dbająca o powierzchowność gości występujących w paśmie śniadaniowym znanej telewizji, choć jednocześnie w zupełnej tajemnicy zatrudniona w zakładzie pogrzebowym „Bez biletów”, w którym charakteryzuje nieboszczyków zgodnie z życzeniami ich rodzin oraz najwyższymi kanonami sztuki funeralnej. Zakochana w mężczyźnie, który jest chłopakiem Cassandry - jej przełożonej w TV, skrycie marzy o zdobyciu uczucia przedmiotu swoich westchnień. Krótko przed nadejściem Bożego Narodzenia los daje jej taką szansę. Czy zdoła ją wykorzystać? Cóż. Za zwracającą uwagę okładką, przypominającą obraz Picasso, okoloną dodatkowo barwionymi brzegami znalazłam lekką lekturę na jeden jesienno-zimowy wieczór. Myślę, że w narracji jest odrobinę za dużo żartów, które bywają wywołane raczej niesmacznymi okolicznościami (choć inne, szczególnie związane z panem zarazki-widzę-wszędzie bywają komiczne i odpowiednio uśmiechają). Najlepszym przykładem niekoniecznie mojego poczucia humoru sytuacyjnego będzie pogrzeb, na życzenie zmarłej urządzony we „włoskim stylu” - między innymi poprzez rozpylenie zapachu oregano i innych przypraw, co u żałobników podczas ceremonii kremacji wywołuje… głośne burczenie w brzuchu i chęć uraczenia się pizzą, co stanowi ich jedyną refleksję. Nie trafia do mnie także gag związany z pochowaniem aktora w mundurze niemieckiego oficera, którego ten grał w latach młodości - dobrze, że nie poprosił o uniform SS-mana czy gestapowca. Myślę, że w kraju, który wiele wycierpiał przez tę nację, nie jest to tematem do żartów. Cokolwiek sympatyczna Alina czasami sprawiała zaś niekiedy wrażenie osoby niezbyt lotnej, czemu dała wyraz chociażby w dialogu: „- (…) <Zakazane piosenki> śpiewano na ulicach okupowanej przez Niemców Warszawy. Groziła za to wtedy kara śmierci. / - Za zaśpiewanie piosenki?- zdziwiła się Alinka.” Nie wiem, co postać ta robiła na zajęciach z historii, ale z pewnością nie słuchała z należytą uwagą nauczyciela. To jednak koniec minusów - i zaznaczyć muszę, że mam nader wybredne poczucie tego, co zabawne. Autorkę chwalę z kolei za oryginalny i ciekawy pomysł z wykorzystaniem pętli czasu, umieszczenie fabuły definitywnie nietypowym miejscu, czyli domu pogrzebowym oraz zwichrowane ujęcie specyficznego czarnego humoru, zaserwowanego wartką warstwą językową, pełną zaskakujących dygresji. Znany fanpage Zakład Pogrzebowy Bytom z pewnością kliknąłby: lubię to. 😉 Ode mnie 7/10 punktów z kilkoma ciągnącymi się jak choinkowe lampki minusami oraz rekomendacją dla fanów oryginalnych wydań oraz miłośników książkowych opowieści pod choinkę lub tych do przeczytania w zbliżającym się wielkimi krokami, bożonarodzeniowym czasie - myślę, że sprawdzi się, by rozładować przedświąteczne ujęcie, uśmiechnie częścią żartów i zapewni lżejszy odcień rozrywki.
„Rano
w telewizji pojawiła się (…) aktorka (…) ekstremalnie ekologiczna, tłumacząca,
że nie wolno kupować prawdziwych choinek, które cierpią i umierają w
męczarniach w naszych domach i że znacznie lepiej dla świata byłoby ustroić
świątecznie mopa, owijając go zużytymi torebkami po herbacie i ekologicznym
sznurkiem z juty i sizalu.” 😂

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)