Karolina Wilczyńska - Ja, kochanka

14:44:00

Cześć Kochani.

Cudowna, niemalże już letnia pogoda za oknem (przeplatana niekiedy napływami burzowego frontu) aż kusi do nadrobienia książkowych zaległości- w końcu coraz dłużej jest jasno, co umożliwia miłą lekturę, najchętniej w towarzystwie schłodzonego napoju. 

Dziś chciałabym podzielić się z Wami refleksjami na temat jednej z niedawno przeczytanych powieści. Po Ja, kochanka autorstwa Karoliny Wilczyńskiej sięgnęłam z czystej ciekawości. Wiele już dane mi było dane na ten temat przeczytać- dawno bowiem takie relacje przestały być tematem tabu. Ciekawa byłam więc, co też na ten temat jeszcze napisać można. I przede wszystkim- jak napisać.



Okładka jest niezwykle sensualna. Delikatne odcienie fioletu, różu i odrobiny czerwieni, przełamane bielą stwarzają ją bardzo nacechowaną uczuciami. Swoje robi tutaj też oczywiście kobieta w zmysłowej pozie. Podoba mi się i to bardzo.


Tył okładki urzeka mnie już zdecydowanie mniej... Krótkie i twarde zdania i zasugerowanie zaakceptowania faktu, iż ukochany najpewniej posiada żonę, ale mimo tego bohaterka darzy go szczerą miłością już na początku opisu... zniechęca. I to bardzo. Cóż, mnie przynajmniej- która takie relacje potępia- jednak o tym w mniejszych i większych szczegółach nieco później. Myślę, że opis powinien zostać przeredagowany na bardziej subtelny i wyrafinowany- taki bowiem w mojej ocenie przystawałby do okładkowej grafiki.


Niedawno, w marzeniach, kiedyś, dawno temu teraz... powieść podzielona jest na rozdziały dość nietypowe. W dodatku chronologia wydarzeń jest przez to całkowicie zaburzona. Czcionka dość niewielka, jednak zgrabna i czytelna. Język... typowo kobiecy. Dużo nacechowania emocjonalnego, zdania budowane w prosty i rozbudowany sposób stosowane naprzemiennie, brak wulgarności i wiele opisów zwracających uwagę na przedmioty, otoczenie, tło... Cóż, nie oszukujmy się- że typowo kobiecy a i momentami liryczny nawet powiedzieć trzeba, bowiem który facet takimi pierdołami zawracałby sobie głowę. ;) Błędów nie naliczyłam wcale. Czyta się dość lekko, dość przyjemnie, pomijając oczywiście złość która w moim przypadku nadeszła praktycznie natychmiast...


Choćbym i nie wiem jak się starała, choćbym doceniła urokliwie damski język i piękną okładkę i choćbym zdystansowała się od całego jestestwa swego i swoich poglądów- nijak nie mogę powiedzieć, że książka mi się podobała. Wręcz przeciwnie. Może i nie budziła mojego obrzydzenia, bo to zbyt wielkie słowo (i rezerwuję je zazwyczaj na wulgarność przesadną lub ohydztwa niepojęte), ale niesmak zdecydowanie.

Przewracając kolejne strony słuchałam żalów, lamentów, wylewów uczuć i miłości oraz morza, nie!, oceanu naiwności kobiety, która nic o sobie nie zdradziła. Imienia, zawodu, nawet żadnych osobistych preferencji. O jej ukochanym, jak sama go nazywa z resztą, też nie wiemy niczego. Poza tym, że w delegacje jeździ, że czasami ją zabiera na piętnastominutowy przejazd ze spotkania na spotkanie, że przyjdzie, że wyjdzie, że zadzwoni albo i nie, że taki a taki nastrój miał będzie i czy też pokocha się z nią dzisiaj (choć czy właściwe to tu słowo?) czy nie... Ot, historia dwojga anonimowych ludzi- tak autorka chce, aby to wyglądało. Abo przecież nie liczy się kto, co, gdzie, tylko miłość. I naiwna Pełnia Szczęścia, na którą bohaterka czeka i czeka i czeka... (a co mądrzejsze wiedzą, że się nie doczeka). Może i w swej nudzie i głupocie urocze by to było. Jednak nie jest.

Dlaczego nie jest urocze i nawet? Abo dlatego, że za każdą kochanką stoi druga strona. Całkowicie wręcz tutaj pominięta- dla bohaterki właściwie nieważna! Za każdą taką historią czai się druga strona, często w błogiej niewiedzy żyjąca. Czytając o każdym smutku czy radości bohaterki zastanawiałam się raczej a co z żoną, co z dziećmi, domem, rodziną? Niby powiedziane nie ma tu jasno, iż są, jednak sama bohaterka nie zaprzecza a i wiele na to wskazuje. O tej drugiej pokrzywdzonej stronie zapomnieć nie można! A nawet gdyby chcieć i się wczuć- zapomnieć się nie da, nawet na czas lektury. A może przynajmniej to ja nie potrafię.

Miłość? Nie można nazwać najwyższym uczuciem czegoś, co ma działanie krzywdzące... Kochanka kocha, jak sama jej nazwa wskazuje? Może i kocha. Może i tęskni nawet. Doprawdy wzruszające... Szkoda tylko, że myśli o sobie tylko i wyłącznie. Chce ja, chce on, chce my. I nikt poza tym się nie liczy. Mam nadzieję, że powieść ta jest stricte fikcyjna i nie ma nic wspólnego z życiem autorki- bo jeżeli tak to współczuję. Wszystkim tak zwanym kochankom. Chociaż, nie wiem czy jest czego... Chyba tylko głupoty, naiwności i niegodności miana kobiety. Musicie mi wybaczyć szczerość. Poza okładką i językiem niczego wartego pochwały nie zdołałam znaleźć...

Dajcie znać, co sądzicie na ten temat i czy może mieliście już wątpliwą przyjemność przeczytać tę książkę.

Wydawnictwo Czwarta Strona

xoxo

You Might Also Like

21 komentarze

  1. Nie czytałam jeszcze tej książki, może niedługo po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mi ostatnio cięzko idzie czytanie. mam kilka pozycji, które chce przeczytać, ale nie mogę się coś zabrać za to :( .
    nie wiem czy dałabym radę przeczytać książkę , którą zrecenzowałaś. mnie jak ksiazka nie wciagnie od pierwszych stron - odkładam. a opis mnie nawet nie przekonuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama okładka mnie kusi :))) bardzo często wybieram książki po okładkach i raczej się nie zawodzę :)
    Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. zaciekawiłą mnie ta ksiązka muszę po nią siegnąć

    OdpowiedzUsuń
  5. Podpisuję się pod recenzją w stu procentach.Jedyna książka Karoliny Wilczynskiej której nie lubię,czyta się ciężko,ciągle to samo,takie -masło maślane-

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak Paulina jeśli poczatek mnie nie interesuje to odkładam. Ta nie zachęca mnie do czytania. Nie lubię tego typu książek

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja jest bardzo dobra, aczkolwiek nie wiem czy to w moim stylu ksiazka ;) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja gustuję raczej w krwistych dreszczowcach ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kobiety też potrafią być podłe, wyrachowane, no i jak to widać w twojej recenzji po prostu egoistyczne. Zapraszam do mnie - https://marktheartist.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaciekawiła mnie ta książka jednak teraz nie mam czasu na czytanie :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Trochę nie moj klimat książkowy, ja bardziej w reportazu, przygodzie i dobrym thlirrem też nie pogardzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wstyd się przyznać ale od wieków nie miałam książki w ręku. No chyba żeby przełożyć z półki na półkę ale to sie nie liczy

    OdpowiedzUsuń
  13. ooo można by się pokusić o nią u mnie trylogia Klątwy zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawie, musze się udać do księgarni

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli książka od początku, to czytam pierwsze 100 stron, jeśli dalej nic, to odkładam. Może w innym czasie i nastroju mi się spodoba. Czasem, jednak nawet drugie podejście nie pomaga

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrą książkę to ja lubię, ale nie czytam hehehe

    OdpowiedzUsuń
  17. z chęcią przeczytam jak znajdę chwile;)
    Ja nie lubię czytać okładek i streszczeń, wole na żywioł;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawe...Ale jakoś ciężko mi się do czytania zabrać ^^

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdybym tylko miała więcej czasu na czytanie, świetna recenzja kusi by złapać za tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Z jednej strony brakuje mi książki - jakiejkolwiek - a ż drugiej i tak nie miałabym na żadną czasu. Aj!

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)

Subscribe