Mirosława Kareta - Tajemnice z przeszłości - recenzja

by - 12:51:00

Jakie jest Wasze podejście do sag rodzinnych- lubicie poznawać losy bohaterów, przeżywać z nimi wzloty i upadki, oddawać się uniesieniom, smutkom i radościom czy też wręcz przeciwnie? Przyznam szczerze, że przez niespełna 29 lat życia nie przeczytałam jeszcze żadnej sagi. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy spotkanie z „Tajemnicami z przeszłości” okazało się tak wciągające. Choć jest to ostatni tom z serii „Wydziedziczone”, Autorka tak doskonale przedstawia zarys zarówno bieżącej, jak i minionej historii bohaterów, że spokojnie można go przeczytać bez znajomości poprzednich części. 

Na ogromną uwagę zasługuje jednak przede wszystkim moim zdaniem to, ile Mirosława Kareta musiała poświęcić czasu oraz pracy na to, aby tak szczegółowo oddać tło historyczne i polityczne opisywanych wydarzeń. W powieści nie brakuje fragmentów z ówczesnych dzienników, książek, przemów czy innych źródeł. Już samo dotarcie do nich musiało być niebywale trudne. Oprócz tego przyznam, że język, którym książka została, napisana wymagał ode mnie momentami ogromnej umysłowej gimnastyki. Choć bowiem przez większość akcji jest on „normalny”, niektóre dialogi zostały zapisane staropolską krakowską/chłopską gwarą, co dodaje całości oryginalności i pokazuje piękno polskiej mowy. Na uwagę zasługuje także narracja – prawie do końca byłam przekonana, że Autorka opowiada historię ze swojej perspektywy. Niezłe zaskoczenie mnie spotkało, muszę przyznać. W powieści pada również wiele znanych nazwisk – słyszanych z pewnością miłośnikom poezji, literatury, malarstwa, polityki czy historii. Będzie to dla nich nie lada gratka. Przejdźmy jednak do najważniejszej części, czyli fabuły.

Opisywane przez Autorkę wydarzenia rozgrywają się od roku 1894. Poznajemy wówczas Józię, która niebawem będzie obchodziła 30 urodziny. Kobieta wiele w życiu już przeszła- musiała uciekać z rodzinnego domu w związku z niechętnym jej ojczymem, przez krótki okres była modelką podziwianego malarza, później zaś służącą u pani, od której niestety musiała się wynieść, owiana aurą kompletnie niesłusznego skandalu. Obecnie Józia żyje sobie spokojnie, pracując w antykwariacie pod okiem leciwego Pana Wawrzyńca. Oprócz zajmowania się wiekowymi i nierzadko cennymi działami, gotuje, ceruje i sprząta. Poza tym jednak… czerpie ile może z życia miejscowej, krakowskiej socjety, które toczy się właśnie w tymże antykwariacie. Bywają tam malarze, bywają pisarze, bywają osoby działające w partyzantce i dostawcy miejscowych ploteczek. Słowem: wszyscy, którzy się liczą i mogą wnieść w statyczne życie Józi mniejszą lub większą dozę uniesień. W antykwariacie toczy się również pokątny handel innymi dobrami, jako że nasz kraj znajduje się pod zaborami i brakuje dosłownie wszystkiego…

Spokojną egzystencję kobiety przerywają jednak co rusz tragiczne wydarzenia. Najpierw umiera jej matka, z którą przez wiele lat nie miała żadnego kontaktu. Na łożu śmierci wyjawia ona Józi tajemnicę: twierdzi, że pod gruszą został ukryty skarb, który stanowi jej dziedzictwo. Józię zaprząta już jednak kolejna smutna wiadomość. Prószkowski, podziwiany przez nią i skrycie kochany malarz, cierpi na nieuleczalną chorobę i popada w coraz większą apatię. Kobieta długo się nie waha i pędzi mu na ratunek, chcąc wnieść w jego życie choć trochę radości. Nieco później docierają do niej kolejne druzgocące informacje – dotyczące tym razem jej ukochanego, z którym to kiedyś miała uciec i rozpocząć wspólne życie. Obecnie pozostały jej już jednak tylko wspomnienia… a może niekoniecznie? Wydarzenia w życiu Józi coraz bardziej się nawarstwiają. Już wkrótce przyjdzie jej również zmierzyć się z samodzielnym prowadzeniem biznesu oraz… ożenkiem. Czy kobieta odnajdzie się w roli żony i matki sześciorga dzieci? 

„Dopiero teraz uświadomiła sobie, kim jest dla niej ten spokojny, dobry i pogodny człowiek, który z niepojętej przyczyny wybrał ją sobie na towarzyszkę życia. Jeśli dotąd jeszcze nie zdawała sobie sprawy ze swych uczuć, z miłości, która rodziła się i dojrzewała powoli, teraz dotarło to do niej w całej pełni.”

Mijają lata, Józia dojrzewa i przeżywa kolejne przygody – a my, czytelnicy, razem z nią. Czasem się wzruszamy, czasem smucimy, czasem cieszymy, a niekiedy po prostu spokojnie przewracamy kolejne strony. Doświadczamy porywów serca po to, aby w końcu pogodzić się z nieuniknionym. Stateczniejemy. Wciąż jednak mamy swoje bezcenne wartości, dumę oraz honor. Dążymy do obranego sobie celu. Podnosimy się po porażkach i radujemy po zwycięstwach. Żyjemy.

„Józia przetrwała swój czas smutku, beznadziei i żałoby, by na koniec odzyskać spokój ducha. Bo za każdą, nawet najgęstszą chmurą kryje się przecież błękitne niebo, a zachód słońca jest często piękniejszy niż niejedno skwarne lub deszczowe popołudnie.”

„Tajemnice z przeszłości” to taka powieść, którą po prostu czyta się z przyjemnością. Niemalże widzimy narysowane przez Autorkę wydarzenia, czujemy polityczne emocje, narodowe nastroje, historyczne wydarzenia, targające bohaterami emocje. Widzimy jak funkcjonował wówczas świat w różnych warstwach społecznych. Poznajemy je od podszewki. To lektura dobra, ciepła i na wskroś prawdziwa, w której każdy będzie mógł odnaleźć cząstkę siebie. Uważam, iż Autorka wykonała wspaniałą pracę. Aż chciałoby się ją zaprosić do niewielkiej kawiarenki w zakurzonym i dawno zapomnianym antykwariacie, by porozmawiać przy filiżance ziołowej herbaty, przez chwilę zatrzymać się w czasie, powąchać przesiąknięte starymi drukami powietrze i zapatrzeć się w hipnotyzująco migotliwe światełko lampki naftowej. Ba, tkwiąc w tej powieści momentami czułam się jak na planie filmu „O północy w Paryżu” Allena. I było to urzekające. 8/10

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)