Bernard Minier - H - recenzja

by - 18:25:00

Powieść pod nader krótkim tytułem „H” nie jest pierwszą, jaką porwał mnie Bernard Minier - francuski Autor, którego mroczne książki z pogranicza kryminału i thrillera tłumaczone są aż na 28 języków. Na swojej recenzenckiej ścieżce kilkukrotnie pozwoliłam już Pisarzowi przenieść się do świata zwichrowanych zbrodni i świetnie złożonych przestępczych zagadek - i jeszcze ani razu nie poczułam się żadną z owych wypraw rozczarowana. Jako cienisty wyjadacz, spieszę więc poinformować Cię, iż mimo wielu skonstruowanych propozycji literackich, Twórca wciąż jest w świetnej formie. Jego najnowsza, cokolwiek enigmatycznie nazwana, proza okazała się bowiem nader przemyślaną intelektualną rozrywką oraz rozgrywką, która zachwyci wszystkich fanów podcastów true crime, opowieści spod ciemnej gwiazdy oraz motywu wyścigu z czasem, w trakcie którego dopaść coraz śmielej poczynającego sobie złoczyńcę próbuje nie tylko jeden detektyw, a cała grupa osób, spośród jakich wszystkie mają w tym nieco inną misję… Krótkie rozdziały nadają narracji świetnej dynamiki, choć za plus uznać należy również fakt, iż Autor nie poskąpił treści literackich opisów, które pozwalają czytelnikowi zmaterializować gonitwę za mordercą w różnorodnych okolicznościach niemalże wprost przed oczami. Jestem także przekonana, iż większość odbiorców będzie podczas czytania kibicować włączonej w fabułę grupie śledczych-amatorów, którzy z własnych zacisznych domostw wyczyniają takie inwigilatorskie sztuczki, o jakich niektórym profesjonalistom się nawet nie śniło. „H” spodoba się na domiar dobrego też i tym, którzy od historii oczekują niebanalnej warstwy obyczajowo-romantycznej. Choć bowiem można ją przeczytać jako jednotomową, osobiście byłam bardzo ciekawa, jak rozwinie się znany mi z poprzednich tomów wątek burzliwej i na pewien czas zawieszonej miłości między komendantem Martinem Servazem, jednym z głównych bohaterów, a jego niekoniecznie wierną wybranką… Wątek zbiegłego z więzienia po raz wtóry, bezlitosnego zabójcy okazał się zaś wisienką na torcie, takim H jak… Hirtmann.

„(…) jest podstępny. Nie jest daleko. Wręcz przeciwnie: jest całkiem blisko. Pan go nie widzi, ale on widzi pana. Czeka na właściwą chwilę. Pytanie tylko, co chce zrobić. Jakie ma zamiary? Dlaczego wrócił?”

Dopóki ten mężczyzna pozostaje na wolności, najpewniej żywy i wciąż w szczytowej formie, jeśli chodzi o popełnianie bestialskich przestępstw, dopóty nigdy nie poczujesz się bezpieczny. Choć bowiem nie dajesz tego po sobie poznać, jego sprawa zniszczyła Ci absolutnie wszystko. Nie chodzi nawet o to, że zagraża Tobie, bo z tym doskonale dałbyś sobie radę. Jednak cała ta zwichrowana sytuacja z porwaniem Twojego syna Gustava i szaleńczo przerażająca walka o to, by go odzyskać, mimo że jego matki nigdy już nie zobaczysz, bezpowrotnie Cię zmieniła. A ślady wskazują na to, że Julian Hirtmann jest nie wiadomo gdzie i dopuszcza się kolejnych morderstw - zatem jego celem może wkrótce znowu stać się także Twoje dziecko… Zwalczyłeś jakoś syndrom stresu pourazowego, chociaż w tym wypadku chyba nigdy nie da się go wyzbyć do końca, lecz wciąż wypatrujesz go praktycznie wszędzie, a zwłaszcza w okolicy domu, który dzielisz z chłopcem oraz Léą. Mimo że Twoja partnerka robi wszystko, by być jak najlepszą zastępczą mamą dla tego szokująco doświadczonego przez przejścia chłopca, przecież nie uchroni go przed atakiem zbiegłego szaleńca. Ano i jest jeszcze jedna kwestia, która spędza Ci sen z powiek - fakt, że masz wrażenie, iż odkąd Twoja wybranka wróciła z misji w Afryce, zachowuje się zupełnie inaczej. Jej oczy nie patrzą już na Ciebie tak jak kiedyś i płoną w nich dziwne niepokoje, mimo że wtedy obiecała Ci, że ten uśmiechnięty doktor, pozujący z nią wówczas do licznych zdjęć, jakich zapętlonym oglądaniem się katowałeś, nic dla niej nie znaczył - i że z nim to definitywny koniec. Oto przybyła z powrotem, jest kobietą dla Ciebie i matką dla Gustava. Pozornie uwierzyłeś, ponieważ chciałeś. Tylko że teraz otrzymujesz wiadomość, w której nieznany Ci mężczyzna, pisarz Emmanuel Sachs, utrzymuje, iż ma nowe informacje dotyczące poszukiwanego Hirtmanna, jednocześnie próbując Cię wciągnąć w czynne śledztwo, w jakie nie chciałeś się już w jego sprawie angażować. Zapewne byś go zignorował, mając na względzie to, co stało się ostatnio, gdy podjąłeś się dochodzenia, gdyby nie to, że autor listu chwilę później do Ciebie dzwoni i mówi… że wie także coś dotyczącego Léi, czego powinieneś mieć świadomość, zaś wszystko przekaże Ci podczas spotkania. Targany nieprzywróconym zaufaniem względem kobiety, postanawiasz się na nie stawić.

„Proszę sobie wyobrazić, że ma pan do dyspozycji nie dziesięciu czy dwudziestu śledczych, ale kilkuset, niezwykle zmotywowanych, w każdym miejscu na Ziemi. A oni mają do dyspozycji największą skarbnicę wiedzy w całej historii ludzkości, niemal nieskończone źródło informacji o wszystkim i wszystkich: Internet.”

Kiedy przyjeżdżasz do posiadłości Sachsa, rzeczywistość krok po kroku zaczyna wymykać Ci się poza kontrolę. Mężczyzna najpierw usuwa Ci cały, dopiero co ledwo i w strzępkach odzyskany grunt spod nóg, zdradzając na temat Twojej partnerki coś gorszego niż to, czego spodziewałeś się dowiedzieć. Zręczny z niego manipulator, zatem, gdy tkwisz jeszcze w nasączonym złością szoku, wprowadza Cię do swojego królestwa, w którym najważniejszym elementem okazuje się… wielki, zakrzywiony monitor z ekranem podzielonym na kilka części. Na każdej z nich widzisz inną twarz. Oto Klub Niesamowitych Detektywów, bo właśnie tak niepozornie się nazwali, których za chwilę poznasz. To właśnie oni są odpowiedzialni za znalezienie informacji na temat Léi, których wcale nie chciałeś poznać oraz aktualizacji dotyczących możliwej drogi ucieczki i wydłużającej się ścieżki zbrodni Hirtmanna. Choć masz raczej negatywne podejście do domorosłych śledczych, najczęściej internetowych odmieńców, którzy w domowych zaciszach próbują rozwiązać milionem tropów nierozwikłane przestępstwa, po krótkim przedstawieniu się barwna i cokolwiek zróżnicowana piątka szybko udowadnia Ci, jak wielkie ma możliwości i umiejętności, jeśli chodzi o działania w Sieci. Pozwalasz się wciągnąć w ich rzeczywistość, bo przecież Twoja wciąż się chwieje - a niedługo zatrzęsie nią jeszcze bardziej - a i sprawa Juliana, niezamknięta, wisi nad Tobą niczym miecz Damoklesa. Ot tej pory, poza nadzorującym działania kwintetu Emmanuelem, to właśnie oni będą stanowić Twoją rzeczywistość: dwie uzupełniające się nawzajem, blondwłose bliźniaczki Lisa i Louisa, młody Anton z milionem subskrybentów na YouTube, wysoki John Doe o niepokojącej twarzy i takimż wzroście oraz elegancko ubrany Wielebny Powell, który wygląda na sześćdziesiątkę. Czy taka zgraja, nawet z Tobą, śledczym Martinem Servazem na czele, jest w stanie odnaleźć i zneutralizować uosobienia zła,  seryjnego mordercę szwajcarskiego pochodzenia, który dwukrotnie uciekł z więzienia, przechytrzywszy wszystkich? Ocalić Ciebie, Gustawa i Léę… jeśli wciąż chcesz ją ratować. A przerażająco krwawa gra już dawno się rozpoczęła.

„Powiedzmy, że na początku miałem może zupełnie inną ambicję. (…) Pisać, pomyślał. Chciał zostać pisarzem.”

Myślę, że Bernard Minier mógłby dla wielu twórców stać się przykładem tego, jak napisać bardzo dobry kryminał - niepozbawiony warstwy obyczajowej, bogatej w aspekty psychologiczne oraz transferujący emocje z kart powieści na czytelnika. Co warte uwagi, „H” to dziewiąta (!) część serii o komendancie Martinie Servazie, która trzyma tak samo wysoki poziom jak ten, do jakiego francuski Pisarz zdążył już przyzwyczaić czytelników poprzednimi tomami. Choć najczęściej głoszę, iż preferuję powieści jednotomowe, w tym wypadku mam nadzieję na to, że Autor uraczy fanów jeszcze co najmniej kilkoma wciągającymi i mrożącymi krew w żyłach historiami spod ciemnej gwiazdy o nader naznaczonym przez życie i zbrodniarzy stróżu prawa. Recenzowaną uważam za świetnie zwichrowaną - zaznaczę jednak, że z uwagi na mroczność oraz niektóre sceny, przeznaczona jest dla dorosłych czytelników. I mimo że nie jest to mój ulubiony motyw czy raczej „zestaw postaci”, muszę również pochwalić ciekawie wykreowany zespół współuczestniczących w śledztwie detektywów-amatorów - zgraja ta definitywnie zachwyci każdego, kto także gustuje w true crime. Fabularnie jest cieniście i mroźnie, wszak powieściowe wydarzenia nie stronią od grozy pod wieloma postaciami oraz pytania o istotę zła, które to literacko powraca wciąż i jeszcze raz na kartach kolejnej prozy, a poza tym… nieustannie znajduje także swoich fanów i wyznawców czy nawet czcicieli…  „H” to idealna historia na czarny, zimowy wieczór i jako taką pozostawiam ją z notą 8/10 punktów.

„(…) jeśli chodzi o rozczarowania, życie nigdy nie zawodzi. Można być pewnym, że w tej materii zawsze sprawdzi się doskonale. Życie to bezterminowa gwarancja rozczarowań: zawodzą bliscy, przyjaciele, koledzy. Ale przede wszystkim my sami siebie zawodzimy swoim zachowaniem, ambicjami, które zaniżamy, składanymi sobie i niedotrzymywanymi potem obietnicami, sposobem, w jaki zawodzimy innych, jak przełykamy afronty i upokorzenia, jak okłamujemy samych siebie. Można by się założyć, że kiedy nadejdzie chwila śmierci, ona także okaże się rozczarowująca.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)