Znasz swoje imię, ale nie
wiesz kim jesteś ani skąd się wziąłeś w tym groźnym, pogrążonym w nocnym mroku
lesie. Zdajesz sobie sprawę tylko z jednego - jeśli w nim pozostaniesz,
zginiesz. Zewsząd słyszysz dziwne głosy i widzisz złowrogie cienie przemykające
pomiędzy drzewami. Ściskając w ręku kamień, który nie wiadomo jak się w nim
znalazł, ruszasz przed siebie. Biegniesz z całych sił, raniąc bose stopy na
wystających z ziemi konarach oraz ostrych wybojach. Wyczerpany, po pewnym
czasie zwalniasz, ale nie przestajesz przeć do przodu. Cały czas masz wrażenie,
że jakaś istota podąża za Tobą krok w krok i woła, byś się zatrzymał. Sam nie
wiesz, czy to omamy, czy rzeczywistość, więc gnany przerażeniem zmierzasz w
nieznanym kierunku, byle dalej od przeszywających strachem zjawisk. Po długim
marszu spostrzegasz wyłaniające się z ciemności koryto rzeki, więc
przyspieszasz, aby znaleźć zbawcze schronienie w jej nurtach. Masz nadzieję, że
woda odetnie Cię od prześladowców, ale bardzo się mylisz. W ciszy toni głosy w
Twojej głowie stają się jeszcze bardziej donośne. Jeden z nich zanosi się
złowrogim rechotem i szepcze słowa, których znaczenia zupełnie nie rozumiesz:
„Witaj w Equalibrum, Alex”. Chwilę potem wyczołgujesz się na brzeg i tracisz świadomość.
Gdy ją odzyskujesz, wokoło panuje przenikliwa cisza. Spostrzegasz, że zgubiłeś
kamień, na jakim z niewiadomych powodów Ci zależało. Nie masz jednak czasu
zastanawiać się, jak wielką stratę poniosłeś. Jest Ci zimno a w żołądek domaga
się strawy. Obolały, zmęczony i głodny podejmujesz dalszą wędrówkę.
).jpg)
).jpg)


