• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Nigdy nie przypuszczałam, że utrzymane w komediowej koncepcji fantasy skrzyżowane z powieścią akcji, którego druga część tomu pierwszego (!) liczy 686 stron rozkocha mnie w sobie na tyle, że nie będę mogła się doczekać kontynuacji, jaka - na co wszystko wskazuje - także będzie duetem. Świadczy to niezbicie o fakcie, że Mimi Lisette dysponuje niesamowitym talentem literackim. Nie tylko porywa bowiem bez reszty do wykreowanego przez siebie, na wskroś oryginalnego świata, ale i przez ponad 1300 kart niezmiennie bawi czytelnika. Przekomarzanki pomiędzy licznymi postaciami zostały w „Comie” wyniesione na zupełnie inny poziom, będąc immamentną częścią pełnej akcji i emocjonujących plot twistów fabuły. W świecie śniących i walczących o oświecenie, skrytych przebudzonych, personalnie najbardziej urzeka mnie jednak… elitarny oddział militarny, zwany Bad Boysami. Nie ukrywam, umiejscowienie naczelnych postaci w tejże jednostce wojskowej budzi moją sympatię - i to ogromną. Najczęściej tak się właśnie składa, że w podobnie męskich światach rozgrywają się najsilniej zabawne narracyjne wydarzenia, co Autorka wykorzystuje wręcz brawurowo. A już wrzucenie do owej formacji zbrojnej pyskatej, niepokornej i inteligentnie ironicznej sylwetki, która przekornie i impertynencko mianowała się Heleną Trojańską (historię oryginalnej zna chyba każdy 😉) udowadnia, że Pisarce ani finezjo-fantazji, ani animuszu nie brakuje. I owszem, podczas lektury pierwszej części tomu pierwszego zaśmiewałam się do rozmazania odwiecznie tragicznego makijażu, aczkolwiek czytając kontynuację o podtytule „Na dnie snu” nieestetycznie parskałam i wybuchałam szyderczym rechotem godnym szaleńca z częstotliwością najbardziej niebezpiecznego psychopaty (minuta ciszy dla zaniepokojonego bardziej niż zwykle Męża), co potwierdza, że Lisette nie tylko utrzymała poziom fabularno-komiczny, ale i cudem nieznanym… jeszcze podniosła sobie poprzeczkę, czyniąc go wyższym! Chapeau bas. A ja dalej pytam, gdzie można się do takiej dowcipnej kompanii zapisać! Dla koleżanki oczywiście… 😉

19:52:00 No comments

Gdybym chciała sprawić, że sztafaż moich byłych nieudaczników, zwanych przeszłymi partnerami, zejdzie z owego padołu łez na zawał, opowiedziałabym co nieco albo i więcej o ich godnych pożałowania zachowaniach. Póki co pomysł ten trzymam w blokach startowych, za lepszą karę uznając fakt, że nie znają dnia ani godziny a przy tym muszą się jeszcze nieco pomęczyć w swych nędznych żywotach, z daleka li obserwując, jak wiele utracili wraz z naszymi relacjami. Miałeś chamie złoty róg - i te sprawy. Choć cytat ten poznałam wiele lat wstecz, jakoś wciąż uśmiecha. 😉 Aleksandra Gmyrek nader nietypowo i niesamowicie estetycznie zaserwowanym w formie pamiętnika poradnikiem zdecydowała się zaś przedstawić czytelnikom uczuciową przeszłość - wszystko po to, by ci wyciągnęli z niej własne lekcje i zaczęli pracować nad prywatnymi relacjami. Koncepcja świetna, bo najczęściej tak to właśnie bywa, że dostrzega się pewne niuanse dopiero, gdy spojrzy się na nie chłodnym, zazwyczaj cudzym okiem. A zapewniam, że czterej panowie, z jakimi związki opisuje w memuarowym stylu Alex. Gi są plejadą barwną a przy tym tak w krzywym zwierciadle odmalowaną, że czytając o ich postawach niejednokrotnie stwierdzisz: ups… przecież ja dokładnie takiego mężczyznę znałam. Gdyby nie były to prywatne zapiski z kroniki zwierzeń Autorki, sama czułabym się cokolwiek dziwnie - wśród przedstawionego kwartetu znalazłam wszak wiele podobieństw do znanych mi kreatur. Z perspektywy dużej liczby minionych lat, poznawanie podobnych sylwetek dzięki literaturze bawi i uśmiecha - choć gdybym wciąż tkwiła w definitywnie toksycznych relacjach, być może takie teksty otworzyłyby mi oczy znacznie wcześniej. Stąd też uważam, że nabrawszy właściwej wartości własnej i przeszedłszy konieczną, lecz trudną drogę ku lepszemu, Autorka zdecydowała się na doskonały krok (łatwiej się uczy na błędach postaw innych), opisując personalne przypadki nieudanych związków w formie intymnych zapisków podanych z dozą humoru. Może dzięki nim choć jedna osoba dostrzeże… kiedy nie warto marnować ni sekundy więcej. Otóż: CZĘSTO.

19:52:00 No comments

Dżungla wydobywa z każdego to, co najgorsze.

Przecież <…> Ci o tym w <…> szalona suko. Do reszty ogłuchłaś? Znowu <…> co do Ciebie mówię? A poza tym jesteś <…> bezużyteczna. Może lepiej <…> Twój ojciec, bo <…>.

Naprawdę Aid tak powiedział, rzeczywiście użył dokładnie tych słów? A może Twój mózg znowu dopowiedział nieistniejącą opowieść, uzupełniając to, co udało Ci się usłyszeć z nieodpowiednio wyregulowanymi aparatami słuchowymi o wyrazy, które miały zasiać w Tobie jeszcze większe zwątpienie? Pisk. Przecież i tak notorycznie rozlega się między uszami, kiedy dobiegają do nich dźwięki na wysokich tonach - te, których od czasu wypadku nie odbierasz już poprawnie. W samym środku dzikiego Belize, gdzie zdecydowałaś się pozostać, na początku cała ta kakofonia życia sprawiała, że niedaleko Ci było do utraty pozostałych zmysłów. Może to zresztą Twoja scheda po matce… Nie pamiętasz jej zbyt dobrze - byłaś za mała, aby jej obraz wiele lat później wciąż pojawiał Ci się przed oczyma na zawołanie. Wielu sytuacji nie potrafisz sobie od dawna w całości przypomnieć. Urwane fragmenty przeszłości jeszcze majaczą gdzieś na obrzeżach. Ojciec, z którym kobieta znowu się kłóci - bo tata zbyt wiele czasu poświęca badaniom nad ukochanymi kwiatami. Wyjechał na zbyt długo? Orchidelirium, to wtedy usłyszałaś to po raz pierwszy? A może wrzaski z pokoju rodziców dotyczyły choroby mamy, jaka wracała falami tylko po to, by w końcu pochłonąć ją całkowicie? Dzieciństwo. Kiedy Twoja starsza siostra odnosząca sukcesy jako prawnik o nim opowiada, masz wrażenie, że żyłaś w zupełnie innym świecie. Kłamie czy to Ty masz coraz większe luki we wspomnieniach? Gładzisz w zamyśleniu tatuaż Aida, leżąc na belizeńskiej plaży i zastanawiasz się nad tym wszystkim. Inicjały LF, live forever, jak Ci powiedział. Całe ciało pokryte ma tuszem, zapisuje na nim wszystko, co istotne w jego życiu. Na pamiątkę Waszej relacji wykaligrafował przecież „no sorry”, choć… nie wiesz już, do czego dokładnie się to odnosi. A może Ci mówił? Nie usłyszałaś? Nie pamiętasz? Szalona suka.

02:06:00 No comments

Jak co rano spacerujesz brzegiem morza z Sewerynem, pięknym owczarkiem o podpalanym ubarwieniu. Z przyjemnością spoglądasz, jak moczy łapy w wodzie i przynosi w pysku znalezione patyki. Znasz tu każdy kamień i z nostalgią ogarniasz wzrokiem szeroką, piaszczystą plażę. W położonym koło Kołobrzegu Grzybowie mieszkałeś do osiemnastego roku życia. Po zdaniu matury zapragnąłeś poznać więcej świata, więc pomimo protestów rodziców wyprowadziłeś się do Warszawy. Jednak praca w korporacji nie przynosiła Ci satysfakcji, a do tego zaczęły się problemy ojca ze zdrowiem. Wróciłeś więc w rodzinne strony, aby przejąć na siebie ciężar prowadzenia rodzinnego interesu. Należą do niego: kilka domków letniskowych oraz stadnina koni. Od tego czasu w pocie czoła wypełniasz stosy papierków oraz kierujesz paroma pracownikami. Nigdy nie myślałeś, że działalność gospodarcza może być aż tak absorbująca, jednak nie masz wyjścia, gdyż mama i tata już nie są w stanie podołać tak rozległym obowiązkom. Na szczęście do tej właśnie roli byłeś przygotowywany przez całe lata. Pomimo nawału obowiązków, od czasu do czasu znajdujesz czas na drobne przyjemności. Najwięcej radości sprawia Ci jazda konna. Podziwiasz te piękne, wrażliwe zwierzęta i kochasz wypełniające Cię poczucie wolności, gdy pędzisz przed siebie w pełnym galopie. Poza tym z rzadka wychodzisz zabawić się z przyjaciółmi. Posiadasz tylko dwoje - Mateusza i Anię.  Pierwszego znasz jeszcze z liceum i choć wcześniej nie łączyło Was zbyt wiele, po powrocie do Grzybowa Wasze więzy bardzo się zacieśniły. Z kolei dziewczyna jest stajennym w Twojej stadninie a poza tym doskonałym kompanem. Coraz wyraźniej czujesz też, że zaczyna się w Tobie podkochiwać, lecz choć uważasz ją za ładną oraz miłą, traktujesz jedynie jako dobrą znajomą i nie odpowiadasz na czynione karesy. Przecież do miłości nie można nikogo zmusić.

„Gabriel poczuł, jak po jego plecach rozchodzi się dreszcz. Aż zamarł na moment. Te słowa tak bardzo pasowały do tego, o czym nieraz myślał, że przez jego głowę przemknęła refleksja, że sam mógłby właśnie w ten sposób podsumować swoje życie.” 

19:21:00 No comments

Czujesz, jak głowa pęka Ci od pulsującego bólu, który miarowo rozchodzi się po całym ciele.  Starasz się oddychać miarowo, aby uspokoić ogarniające Cię przerażenie. Jednocześnie rozglądasz się gorączkowo - próbujesz zidentyfikować pomieszczenie, w jakim Cię uwięziono. Wyraźnie rozpoznajesz zapach świeżo położonej, drewnianej podłogi, więc wnioskujesz, że zamknięto Cię w jakimś dopiero co urządzonym mieszkaniu. Na szczęście dookoła panuje nieprzenikniona ciemność a wokół jest całkowicie cicho, co oznacza, że Twój oprawca nie znajduje się w pobliżu. Budzi się w Tobie nadzieja, że może uda Ci się wydostać z matni. Próba nie będzie łatwa - masz ręce związane na plecach a nogi mocno ściśnięte trytytką, której plastik boleśnie wrzyna się w skórę. Usta zaklejono Ci szeroką taśmą, co utrudnia oddychanie. Jesteś w trudnej sytuacji, jednak wiesz, że musisz podjąć walkę o wolność, a może nawet życie. Skupiasz w sobie wszystkie siły i powoli turlając się, docierasz do ściany. Z trudem dźwigasz się do pozycji pionowej i opierasz plecy o mur. Teraz przyszedł czas na najtrudniejsze - zrzucenie więzów. Zdajesz sobie sprawę, że wszelkie dynamiczne ruchy będą skutkowały ich silniejszym zadzierzgnięciem. Jedynym wyjściem jest przełożenie spętanych rąk przez nogi. Choć nie bardzo wierzysz, aby się to udało, nie ustajesz w wysiłkach, które w końcu przynoszą rezultat. Z ulgą zrywasz knebel i gorączkowo myślisz, co dalej. Jesteś wściekła na samą siebie, że pomimo bogatego, policyjnego doświadczenia, tak łatwo dałaś zwabić się w pułapkę. Ale z drugiej strony, czy mogłaś podejrzewać, że Maria, świadek koronny w sprawie wyjątkowo niebezpiecznego typa imieniem Miestwin, jest zdrajcą?

 

17:20:00 No comments

Drugi tom dylogii mojej Mistrzyni słów okazał się niebagatelnie lepszy od pierwszego - a nie sądziłam, że to możliwe. Katarzyna Hewa udowadnia, iż wszystko jest, choć początkowo wydawało się zupełnie inaczej. Przywodzącą na myśl literaturę piękną najwyższych lotów opowieścią, Pisarka ponownie przenosi czytelnika w czasie oraz przestrzeni w niemalże widowiskowy sposób. Wierne, wielowarstwowe i wielowymiarowe tło, które wykreowała dla trzeciej powieści historycznej w swoim dorobku i niemalże poetycka warstwa językowa to jednak nie wszystko, co urzeka kochającego niebanalny urok odbiorcę. „Bestia i Pani Róża. Demon” to bowiem również cały sztafaż uczuć: porywająca narracja o zemście planowanej przez osiem lat i ukazanie jej konsekwencji zarówno dla osoby, która poświęca się jej realizacji w najdrobniejszych detalach przez tak długi czas, jak i dla tego, kto zostanie jej poddany. To mistrzowsko domknięta historia o pozornie nieistotnych błędach młodości, które okazują się brzemienne w skutki. Rozważania o wierności sobie oraz własnym przekonaniom oraz wierze w ukochaną osobę, chociażby wszechświat dookoła wskazywał, iż należy w nią zwątpić. O miłości, która jest skłonna do ustępstw w imię wspólnego dobra, walce o ideały oraz marzenia i niezginaniu karku nawet wtedy, kiedy łatwiej byłoby to uczynić niż uparcie przeć pod prąd. Hewa prezentuje także pełną uroku treścią wzorzec przyjaźni oraz małżeństwa o niełatwym starcie - które zamiast niszczyć i zaprzepaszczać, woli pracować nad uczuciem, które zawsze jest tego warte. Teoretycznie akcja rozgrywa się pod koniec XIX stulecia, a jednak jakże bardzo tę treść można osadzić we współczesności, dla jakiej wszystko jest instant… Podobnie zresztą jak walkę tlącego się we wnętrzu tytułowego Demona dobra ze złem, które - po niemalże dekadzie aktorskich przygotowań do słusznej vendetty - miało przyćmić wszystko inne. Proces obserwacji tej swoistej wiecznej bitwy przywodzi na myśl uśmiechający wniosek, że może w niektórych światła nie da się zgasić, nawet, jeśli to ostatni płomień w ciemności.

00:22:00 No comments

„Idzie nowe. Manifest na koniec epoki ciszy” Mileny Cybulskiej to nie poradnik, wbrew temu, co sądziłam. A przynajmniej nie tylko - bo przede wszystkim to sfabularyzowana opowieść o tym, że inne i lepsze może nadejść tylko wtedy, kiedy człowiek nie ma obaw przed… lustrem. Jeżeli nie boisz się stanąć przed odbijającą obraz, szklaną taflą i spojrzeć sobie w oczy - to doskonale. Jest jeszcze lepiej, jeśli potrafisz dostrzec w niej inną osobę. Tę, która na co dzień udaje, że udźwignie na własnych barkach cały świat, choć ugina się pod jego ciężarem. Tę, co nosi głowę wysoko - nawet w obliczu wewnętrznego bólu, nieustającej walki i znieważenia, którego doświadcza. Tego, który od dawna nie śmie już marzyć, bo przecież wciąż trzeba przeć do innego więcej, silniej, szybciej i goręcej. Odbici w lustrze, wszyscy zrzucają maski. Tak, Ty także dałeś się na nie nabrać - tak przecież było wygodniej, a może noszący je okazali się zbyt dobrymi aktorami. Teraz jednak najważniejsze pytanie: co zrobisz z prawdą, którą zobaczyłeś? Czy nadejdzie nowe? Przestaniesz oceniać po pozorach, zauważywszy, że krzywdzą? Teoria budynku. W każdym z pomieszczeń wielopiętrowca jest ktoś, kto właśnie raduje się z nowej pracy, ciąży żony, przygotowań do zbyt długo odkładanej wycieczki ze snów. Inny jednak dowiedział się, że umiera, został na świecie sam czy zwolniony lub oskarżony o coś niewybaczalnego. Każdy ukrywa odmienną, stale zmieniającą się prawdę, co Milena Cybulska nader oryginalnie przedstawia swoją książką. Katastroficzna, wizja, w jakiej bohaterowie uczą się w szkole bez emocji i programach bez serca wiedzie dzięki zawirowaniom do innej wersji teraźniejszości. Tej, na którą wciąż masz wpływ. Jeśli uwierzysz, przeżyjesz i poczujesz. Pomyślisz, przemyślisz i… docenisz fakt, że słowo wciąż ma jeszcze moc. To podróż w tak nowe, jak i stare - miejsce, w jakim rozliczysz się z tym, co najważniejsze. Tu, gdzie wybuch skały powoduje oświecenie i ulgę, rodzi się Twoja prawda. Wolna i związana. Rzeczywiste lustro.

19:43:00 No comments

Znasz swoje imię, ale nie wiesz kim jesteś ani skąd się wziąłeś w tym groźnym, pogrążonym w nocnym mroku lesie. Zdajesz sobie sprawę tylko z jednego - jeśli w nim pozostaniesz, zginiesz. Zewsząd słyszysz dziwne głosy i widzisz złowrogie cienie przemykające pomiędzy drzewami. Ściskając w ręku kamień, który nie wiadomo jak się w nim znalazł, ruszasz przed siebie. Biegniesz z całych sił, raniąc bose stopy na wystających z ziemi konarach oraz ostrych wybojach. Wyczerpany, po pewnym czasie zwalniasz, ale nie przestajesz przeć do przodu. Cały czas masz wrażenie, że jakaś istota podąża za Tobą krok w krok i woła, byś się zatrzymał. Sam nie wiesz, czy to omamy, czy rzeczywistość, więc gnany przerażeniem zmierzasz w nieznanym kierunku, byle dalej od przeszywających strachem zjawisk. Po długim marszu spostrzegasz wyłaniające się z ciemności koryto rzeki, więc przyspieszasz, aby znaleźć zbawcze schronienie w jej nurtach. Masz nadzieję, że woda odetnie Cię od prześladowców, ale bardzo się mylisz. W ciszy toni głosy w Twojej głowie stają się jeszcze bardziej donośne. Jeden z nich zanosi się złowrogim rechotem i szepcze słowa, których znaczenia zupełnie nie rozumiesz: „Witaj w Equalibrum, Alex”. Chwilę potem wyczołgujesz się na brzeg i tracisz świadomość. Gdy ją odzyskujesz, wokoło panuje przenikliwa cisza. Spostrzegasz, że zgubiłeś kamień, na jakim z niewiadomych powodów Ci zależało. Nie masz jednak czasu zastanawiać się, jak wielką stratę poniosłeś. Jest Ci zimno a w żołądek domaga się strawy. Obolały, zmęczony i głodny podejmujesz dalszą wędrówkę.

19:46:00 No comments

Dzisiaj otworzyłaś kolejny rozdział w życiu. Odprowadzając syna na dworzec z trudem się uśmiechasz i udajesz, że nie jest Ci smutno. Chłopak rozpoczyna studia w Gdyni i musisz pogodzić się z tym, że na długi czas opuszcza rodzinne gniazdo. Pozostaniesz w nim sama, do czego zupełnie nie jesteś przyzwyczajona. Z jednej strony cieszysz się, że realizuje ambitną drogę życiową. Z drugiej - zdajesz sobie sprawę, iż odtąd będą witały Cię w domu jedynie cztery ściany. Zaledwie pół roku temu wzięłaś rozwód z człowiekiem, który bardziej cenił alkohol niż Ciebie a co gorsza stawał się po nim agresywnym zwierzęciem i posuwał do rękoczynów. Na szczęście się od niego uwolniłaś, choć nie umiesz się pozbyć przejmującego lęku, że nie da Ci spokoju. Wprawdzie od zapadnięcia wyroku nie masz z Darkiem kontaktu, jednak dręczy Cię przekonanie, że ten czeka tylko na okazję, aby zemścić się za to, że jego „własność” w końcu się zbuntowała. I wcale się nie mylisz. Gdy nadchodzą święta Bożego Narodzenia, odpuszczasz ubieranie choinki - uznajesz, że dla samej siebie nie warto tego robić. Wieczorem nalewasz lampkę wina dla rozluźnienia i zabierasz się do pracy. Jesteś zatrudniona w biurze architektonicznym i zajmujesz się sporządzaniem projektów domów oraz aranżacją wnętrz. Bardzo lubisz to zajęcie i wykonujesz je z prawdziwą pasją, więc czas, jaki przy nim spędzasz, sprawia Ci przyjemność. Ledwie zdążyłaś włączyć laptopa, gdy słyszysz dzwonek. Machinalnie otwierasz drzwi wejściowe, nie zastanawiając się kogo za nimi ujrzysz. Chwilę potem serce podchodzi Ci do gardła, gdyż przed Tobą stoi były mąż, w dodatku wyglądający niezwykle niechlujnie. Jest brudny i jak zwykle agresywny, a także śmierdzi procentami.

04:31:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (23)
    • ▼  lut (13)
      • Mimi Lisette - Coma. Na dnie snu - recenzja
      • Aleksandra Gmyrek - Sekret Nieudanych Związków. Pa...
      • Jo Morey - Mroczna laguna - recenzja
      • Agata Przybyłek - Trzysta kilometrów miłości - rec...
      • Katarzyna Wolwowicz - Gen zła - recenzja
      • Katarzyna Hewa - Bestia i Pani Róża. Demon - recenzja
      • Milena Cybulska - Idzie nowe. Manifest na koniec e...
      • Andrzej Dąbroś - Equalibrum. Zwiastun śmierci - re...
      • Monika Michalik - Szuflada z motylami - recenzja
      • Joanna Kurek - The Storyteller from the Land of Sn...
      • Dominika Buczak - Parasolki - recenzja
      • Rebecca F. Kuang - Katabaza - recenzja
      • Katarzyna Hewa - Kwiaty zimnej wiosny - recenzja
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates