• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Choć starasz się nie dopuszczać owej myśli do siebie, w głębi duszy wiesz, że w znacznym stopniu ponosisz odpowiedzialność za śmierć tej dziewczyny. Rozmawiałeś z nią jeszcze parę godzin temu, a teraz patrzysz na jej przywiązane do drzewa, nagie zwłoki z poderżniętym gardłem. Od początku czułeś, ze coś jest nie tak. Miałeś niejasne przeczucie, że Klaudia Piekarz prowadzi własną grę, jednak nie zdołałeś odgadnąć jej zasad. Twój współpracownik, programista Mufin, przeprowadził wcześniej research w Sieci - zarówno jej osoby, jak i ewentualnych powiązań, ale nie znalazł niczego istotnego. Teraz już wiesz, że nie przyłożył się należycie do wykonania zadania. Policzysz się z nim później, na razie nie masz do tego głowy. Gorzko myślisz, że nigdy nie posuwałeś się zatrudniania testerek wierności, choć w zawodzie prywatnego detektywa stanowią one bardzo przydatne narzędzie. Jednak to sprzeczne z Twoimi zasadami. Uważasz tę profesję za głęboko niemoralną i wiodącą ludzi na manowce - rodzi konsekwencje, jakich nigdy tak naprawdę nie chcieliby osiągnąć a tym bardziej oglądać. Ten raz zrobiłeś wyjątek, zresztą studentka psychologii, nowy współpracownik, wcale nie miała dokonać uwiedzenia, ale spróbować wydostać z Tymoteusza Rudzińskiego jakiekolwiek przydatne informacje, dzięki którym będziesz w stanie znaleźć na niego haki i dotrzeć do głęboko ukrytych relacji. Wcześniej zjawiła się u Ciebie żona mężczyzny i zleciła jego śledzenie. Podejrzewała, że dokonuje licznych zdrad, w czym zresztą wcale się nie myliła. Jednak potem zerwała kontakt. Twój „obiekt” to bogaty deweloper, który stał się potentatem na miejscowym rynku nieruchomości. Pojawił się znikąd, zaczął sypać gotówką i wykosił całą konkurencję. Jesteś przekonany, że ma powiązania z Czarnym Domem - piekielną organizacją, która trzęsie całym Beskidem Żywieckim.

21:37:00 No comments

Psychofanka powraca - z recenzją najnowszego dzieła Eseisty Śmierci… a może Reportażysty Sztuki Umierania. Zafascynowany ars moriendi Max Czornyj o duszy równie starej i zwichrowanej co moja własna, sprezentował czytelnikom propozycję literacką, jakiej w tym kształcie niewątpliwie jeszcze nie było. „Śmierciologia” to bowiem swoiste kompendium mroczności, które wiedzie w świat życia i odchodzenia - wyprawa poprzez meandry kryminalistyki, szeroko pojętą sztukę oraz zagadki medycyny, z jakiej odbiorca wraca całkowicie odmieniony. Nakarmiony cienistą wiedzą iście zabójczych ciekawostek, przewróciwszy ostatnią stronę wyjątkowej książki, z pewnością niespokojnie obejrzy się za ramię, chcąc się upewnić, które demony czyhają na jego duszę. Czerniejącą, odrobinę zbrukaną - jednak przede wszystkim wciąż powierzającą swoje odłamki myślom, jakie wciąż, dzięki Pisarzowi, błądzą po krainie już nieżyjących albo właśnie zmierzających tam, gdzie sam Lucyfer mówi dobranoc… Do miejsca, które na przestrzeni lat stało mi się doskonale znane; w jakim bytuję wręcz z psychopatyczną z przyjemnością, lubując się w przebywaniu na granicy rzeczywistości mroku i światła. Zanim jednak istnienie irracjonalnie szalonej jaźni uda się na wieczny spoczynek, zapraszam Cię do odbycia niewtórnej przygody. Za spisem treści czy też raczej autorskich - rzeczy: „Ze śmiertelną powagą” rzec musisz: „Słowo daję, pan Andersen tylko wygląda na martwego”. Zapytasz później: „Co mi powiesz, ścięta głowo?” oraz „Którego konia dosiada śmierć i czy to ona na pewno”, trwając jeszcze przez chwilę w fazie wyparcia, bo ostatnia odchodzi nadzieja, że to nie moment Twojego odejścia. Dowiesz się, „Jak umierali ludzie” oraz zaczniesz roztrząsać „Jak naprawdę zatryumfować nad nieuniknionym”, zauważając, iż jedno w człowieku pozostaje niezmienne: chęć zaczerpnięcia kilku płytkich oddechów, zanim powieki zamkną się na zawsze w nieutulonym żalu niezrealizowanego. Ustalisz także po raz wtóry, iż „Kiedy maszyna przestaje działać, pokrywa ją rdza”…

19:06:00 No comments

Zamiast dnia takiego jak wszystkie inne - początek huraganu, który zdemoluje Twoje uładzone życie. Nigdy byś nie przypuścił, że zetkniesz się z siłami, jakie ze swej natury skrywają się za maskami pozorów, spowite tajemnicami nieprzeniknionymi dla zwykłych śmiertelników. Gra wywiadów, akronimy CIA czy ABW... to wszystko znałeś jedynie z filmów i sensacyjnej literatury, a tymczasem stałeś się częścią gry, w której ludzkie życie nie ma znaczenia. Jak zwykle to bywa, brzemienny w wydarzenia poranek zaczyna się całkowicie niewinnie, obleczony w zwyczajną, szarą rutynę. Już o siódmej wyprowadzasz na spacer psa - piękną wyżlicę weimarską, prezent od siostry na pięćdziesiąte urodziny. Ostatnim, jaki od niej dostałeś. Wkrótce potem Eliza i jej mąż, Estończyk Esben Koppel ponieśli śmierć, gdy ich jacht znajdujący się w drodze do Tallina przewrócił niespodziewany, gwałtowny poryw wiatru. Bardzo to przeżyłeś, byliście bowiem nie tylko zżyci, ale też wiele jej zawdzięczałeś. To ona wymusiła na Tobie rezygnację z kariery w żandarmerii wojskowej, a następnie wymogła, byś skończył aplikację i dołączył do założonej przez nią kancelarii adwokackiej. Prowadzisz ją do dzisiaj z wieloma sukcesami, dzięki którym szyld „Koppel i Szczerzec” zdobył spore poważanie i renomę. Po trzygodzinnej przechadzce przekraczasz próg biura, jak zwykle od razu wypytując o stan bieżących spraw. Prosisz sekretarkę o podanie kawy i rozsiadasz w wygodnym fotelu, stojącym w zajmowanym gabinecie a pies posłusznie mości się w legowisku. Zanim udaje Ci się przystąpić do ułożenia planu dnia, rozdzwania się telefon.  Ze zdziwieniem spostrzegasz, że dobija się do Ciebie znajomy, z którym w zasadzie nie utrzymujesz bliższych kontaktów…

17:59:00 No comments

Joanna Gracjasz stworzyła jedną z książek, jakich nie czyta się jedynie dla samej historii, a przede wszystkim dla poznania prawdy. Takiej, jaka uwiera niczym przysłowiowy kamyk w bucie i zostawia po sobie ślad głębszy od fabuły. „Tajemnica zawodowa” to zbiór opowiadań, który nie jest literackim popisem czy bezpieczną opowieścią o szkolnej rzeczywistości. To raczej zapis doświadczeń, emocji i sytuacji, które wydarzyły się naprawdę lub mogły się wydarzyć na znanych każdemu korytarzach… Ich ciężar nie wynika z dramatycznych zwrotów akcji, tylko z autentyczności. Już we wstępie Autorka zaznacza wprost, że to narracje inspirowane rzeczywistością i próba oddania emocji tych, którzy często pozostają niewidoczni, choć funkcjonują tuż obok - w systemie edukacji, co to z zewnątrz wydaje się uporządkowany, a od środka bywa miejscem cichych dramatów, jakie rozgrywają się każdego dnia.

Najsilniej oddziałuje na mnie opowiadanie „Granica” - studium relacji między nauczycielką a uczennicą i jednocześnie opowieść o tym, jak łatwo przekroczyć niewidzialną linię oddzielającą pomoc od uzależnienia emocjonalnego. Anna to nauczycielka z powołania - ktoś, kto naprawdę wierzy, że może zmienić czyjeś życie; iż odpowiednie wsparcie potrafi wyrwać człowieka z najgorszego miejsca. Marta jest z kolei dziewczyną zagubioną, zamkniętą w sobie, funkcjonującą w świecie, w którym nie ma stabilności ani zainteresowania ze strony rodziców a szkoła staje się jej przestrzenią obcą i przytłaczającą. Jej problemy z nauką, wagary, brak zaangażowania nie są bynajmniej lenistwem, tylko konsekwencją głębszego chaosu, w którym żyje. I w jakim tak łatwo przecież się pogrążyć… Pisarka nader celnie ukazuje cały proces kształtowania się i przekształcania relacji - nie sam punkt kulminacyjny. Anna zaczyna od drobnych gestów, dodatkowych zajęć, rozmów, prób zrozumienia. Stopniowo wchodzi coraz głębiej w życie Marty, poświęca swój czas, energię a w końcu także siebie. I właśnie w tym miejscu pojawia się coś, co czyni tę historię tak… wyjątkową i zarazem niepokojącą. Pomoc przestaje być wsparciem, a zmienia się w potrzebę. Anna zaczyna definiować siebie przez to, czy jest w stanie uratować dziewczynę. Marta natomiast uczy się tej znajomości w sposób, który jest jej najbliższy, czyli przez manipulację, kontrolę i testowanie granic. Jej zachowania eskalują - od wagarów, przez kłamstwa, aż po kradzieże i szantaż emocjonalny wobec rówieśników, co nie jest przedstawione jako nagła transformacja, ale jako naturalna konsekwencja środowiska i mechanizmów, które wcześniej się w niej ukształtowały. Najbardziej bolesny moment tej historii nie polega jednak na tym, co robi Marta, ale na tym, jak świat reaguje na Annę. Jej zaangażowanie zostaje podważone, jej działania odczytane jako przekroczenie granic a matka dziewczyny obraca sytuację przeciwko niej, oskarżając ją o niewłaściwe zachowanie i brak kompetencji. W tym jednym punkcie cała konstrukcja, którą Anna budowała miesiącami, zaczyna się rozpadać. I to nie jest dramat w stylu literackim, to jest coś znacznie bardziej realnego, moment, w którym człowiek zaczyna wątpić nie tylko w swoje decyzje, ale w sens tego, co robi… Jakże doskonale mi zresztą znany. Kulminacją tej historii nie jest jednak konflikt, ale konsekwencje. Wyczerpanie, emocjonalne wypalenie i w końcu diagnoza choroby, która nie pojawia się jako przypadek, tylko jako efekt nagromadzonego stresu, napięcia i ignorowania własnych granic. Scena, w której Anna zostaje sama z tą informacją, jest jedną z najmocniejszych w całym zbiorze, jako że nie opiera się na dramatycznych środkach, tylko na ciszy, na załamaniu i na świadomości, że człowiek, który próbował ratować innych, zapomniał o sobie…

Drugie opowiadanie, które szczególnie zostaje w mojej głowie, czyli „Wrony”, działa inaczej, ale równie druzgocąco. Tutaj nie ma jednej relacji, która się rozpada, tylko cały system, jaki powoli niszczy jednostkę. Maria jest nauczycielką pełną pasji - kreatywną, zaangażowaną, taką, która naprawdę chce uczyć inaczej, głębiej, bardziej świadomie. Jej podejście stoi jednak w sprzeczności z rzeczywistością szkoły, w której liczą się wyniki, dokumentacja i podporządkowanie zasadom. To opowiadanie pokazuje coś, co rzadko jest nazywane wprost, czyli systemowe wypalenie, które nie rodzi się z jednego wydarzenia, tylko z ciągłego nacisku, braku wsparcia i poczucia, że to, co robisz, nie ma znaczenia. Maria stopniowo traci energię, sens a w końcu także siebie. Autorka bardzo precyzyjnie opisuje narastające lęki, napięcie, problemy ze snem, izolację i poczucie osamotnienia, które nie wynikają z braku ludzi wokół, tylko z niezrozumienia. Relacje w pracy się zmieniają, wsparcie znika a ona sama zaczyna funkcjonować jak cień - obecna fizycznie, ale coraz bardziej wycofana psychicznie. Ten tekst nie potrzebuje wielkich zwrotów akcji, bo jego siła tkwi w powtarzalności, w monotonii, w tym, jak dzień po dniu coś w człowieku gaśnie… Czy bezpowrotnie?

Styl całego zbioru opowiadań jest spójny i podporządkowany emocjom. Nie ma tu przesadnej stylizacji ani literackiego nadmiaru. Jest prostota, która momentami boli bardziej niż najbardziej poetyckie zdania, bo nie daje czytelnikowi dystansu. To książka, którą się nie tyle czyta, co przechodzi przez każdą z akcji razem z bohaterami, czując ich zmęczenie, frustrację i bezsilność. Smutek… i reminiscencje prywatne. „Tajemnica zawodowa” to nie jest tom treści o szkole. To teksty o ludziach zamkniętych w systemie, o granicach, które się zacierają, o pomocy, która potrafi zniszczyć, i o tym, jak łatwo zatracić i potracić siebie, kiedy za wszelką cenę próbuje się uratować kogoś innego. Nie daje pocieszenia ani nie ofiarowuje czytelnikowi łatwych odpowiedzi. Prezentuje mu za to coś znacznie cenniejszego - świadomość. Poza tym, jestem pewna, iż po lekturze także i Ty pozostaniesz z powracającym raz i co rusz pytaniem: ile z siebie ofiarujesz, nim Cię zabraknie… i w imię czego właściwie?

17:26:00 No comments
Żoną miałam być, miał być ślub… i wesele też - mogłabyś z powodzeniem zanucić tekst pewnej znanej kilka lat temu piosenki. Aż tu nagle, gdy do uroczystości zostało całkiem niedużo czasu, natrafiłaś na ten jeden artykuł, który wywrócił do góry nogami całe Twoje życie i sprawił, że przygotowania do dnia, w którym na Twoim palcu zalśni obrączka, zeszły na dalszy plan. Gdyby jeszcze niedawno ktoś Ci powiedział, że pojedyncza notka pośledniego czasopisma wpłynie na Twoją całkiem poukładaną rzeczywistość w tak wielkim stopniu, stwierdziłabyś, że chyba postradał zmysły. A jednak tak właśnie się stało, choć niektórzy powiedzieliby pewnie, iż poznany przypadkiem tekst tylko obudził to, czego od zawsze pragnęłaś - i co było w Tobie głęboko uśpione a dopiero teraz odnalazło drogę na zewnątrz. Przerzucałaś nieco bezmyślnie, bo dla zabicia czasu, kolejne treści damskich magazynów, kiedy nagle Twoją uwagę zwróciła ta, która zdeterminuje wszystko, co wydarzy się później. Szokujący na pierwszy rzut oka artykuł przedstawiał losy kobiety, jaka jednocześnie pozostawała w związku z dwoma mężczyznami - mężem oraz trenerem personalnym. Choć początkowo ślubny nie wiedział o istnieniu tego drugiego, finalnie całe trio nawiązało niecodzienną relację - i zaczęło „cieszyć się” życiem w stałym trójkącie. Kiedy przeczytałaś tę informację po raz pierwszy, jedynie zmarszczyłaś brwi, uznając ją za cokolwiek kontrowersyjną. Po kilku godzinach rozmyślań doszłaś natomiast do wniosku, że… zważywszy na Twoje nudne i stabilne życie z narzeczonym, który nie dba o Twoje potrzeby, sama chętnie spróbowałabyś takiego układu, jeśli oczywiście miałabyś na to szansę. Zazwyczaj stroniąca od eksperymentów, skupiona raczej na tym, co stałe - taka odmiana dobrze by Ci zrobiła. Pora jednak odłożyć mrzonki na bok, bo oto wybierasz się na poszukiwania sukni ślubnej. Ciężko Ci się do nich dostroić po ognistym śnie z dwoma Hiszpanami w roli głównej, który nawiedził Cię w nocy… I cóż, pech chce, że opowiesz o nim ze szczegółami przyjaciółce, na skutek czego wszechświat oszaleje.
23:45:00 No comments

Sagi rodzinne to opowieści złożone z wartości - jakże potrzebne w pędzącym dzisiaj coraz szybciej świecie, w jakim relacje z bliskimi często są odsuwane na dalszy plan. Wykreowane wielowymiarowo i napisane w uśmiechający sposób, gwarantują doskonałą rozrywkę i relaks, tak niezbędny po kolejnym trudnym dniu. Jeśli ich bohaterowie są zarysowani wielobarwnie i prezentują sobą i własnymi wyborami pewien starodawny urok, tym większa przyjemność z poznawania ich losów. Dokładnie takich znalazłam za przywołującą wiosnę okładką powieści „Jesteście tylko przyjaciółmi?” - pierwszego tomu serii „Rodzina Tylczyńskich” autorstwa Moniki Klary Krajniak. Choć najczęściej przebywam w mrocznych książkowych rzeczywistościach, tego rodzaju odprężające narracje są dla mnie dobrą odskocznią. Lekką, pozwalającą odpocząć skołatanym nerwom i uciekającym wiecznie w rozbieżnych kierunkach myślom, a przy tym pełną… nadziei. Autorka debiutuje pozytywną, skupioną na rodzinie, więzach oraz przyjaźniach fabułą, którą w takim kształcie niestety rzadko obecnie można znaleźć w rodzimej prozie. Niezepsutą, skoncentrowaną na najważniejszych wartościach - a do tego podaną estetyczną warstwą językową. Podobną codzienności, w pełni realistyczną, a jednak ma się wrażenie, że przenoszącą równocześnie w minione czasy. Przyznaję, iż poznawszy 367 stron historii Pisarki w jeden wieczór, nie mogę się doczekać, aby się przekonać, jak potoczą się dalsze perypetie wielodzietnej rodziny Tylczyńskich, której członków zdążyłam polubić niemalże bez wyjątku od pierwszego rozdziału opowieści. Oto gawęda, jaka otula - zabiera do krainy pewnej przyjaźni, z której być może wyniknie coś więcej… W małej wiosce Dąbrowa żyje bowiem dwójka młodych ludzi, jacy od dziecka pozostają nierozłączni i wiedzą o sobie niemalże wszystko. Przed jednym z nich otwierają się jednak bramy dorosłości - czas studiów i wolności, którymi to niestety można się szybko zachłysnąć i zapomnieć o wszystkim, co kiedyś było nader ważne… Choć może relacje na całe życie przezwyciężą chwilową fascynację nieznanym?

00:09:00 No comments

Główna bohaterka powieści „Piekielna osiemnastka” ma na imię Julka… i w tak wielkim stopniu jest mną, że chyba powinnam podejrzewać Autorkę o rzeczywiste konszachty z diabłem. Każdą kolejną stronę tego naznaczonego wątkami paranormalnymi thrillera czytałam z wręcz makiawelicznym uśmiechem, jako że w literaturze nie trafiłam jeszcze na postać, która miałaby ze mną tak wiele wspólnego. Julia ubiera się jedynie na czarno - nie uznaje innych kolorów a jej stylizacje należałoby określić mianem mrocznie rockowych. Uwielbia słuchać muzyki i ma do niej niesamowitą pamięć. Jeśli raz wpadnie jej w ucho jakiś utwór, jest w stanie odtworzyć go z głowy. Za najciekawszą spośród jej umiejętności uznaję natomiast niezwykłą smykałkę do języków obcych. Uczy się ich z ogromną łatwością, najwięcej czerpiąc z tłumaczeń tekstów, które niekiedy… jakoby same materializują się w jej jaźni. To natomiast wprawia w konsternację nauczycieli, jacy za wszelką cenę usiłują udowodnić jej próbę oszustwa czy niewiedzę - i irytują się niezmiernie za każdym razem, gdy okazuje się to niemożliwe. Pozornie nie uważa na lekcjach, lecz mimo tego potrafi odpowiedzieć bezbłędnie na wszystkie pytania belfrów. Nie musi spędzać licznych godzin na nauce jak reszta jej rówieśników - co dla wykładających niemiecki lub angielski jest na tyle podejrzane, że podczas zajęć niemalże zatruwają życie dziewczyny zagadnieniami wykraczającymi ponad podstawę programową. Wydawać by się mogło, iż tego rodzaju książkowy wątek jest mało realistyczny - jednak, kto chodził do mojego prestiżowego z nazwy liceum, ten w cyrku się nie śmieje, chyba, że przez łzy. 😉 Zaręczam, zdarzają się i historie, o jakich filozofom się nie śniło, a co dopiero jednostkom innym niż przeciętne. Julka jest na domiar dla niej złego odmienna niż reszta - a przy tym wychowuje się w małej wiosce, w jakiej niczego nie da się utrzymać w tajemnicy. Jako jedyna nieochrzczona, pozostaje także szkolnym wyrzutkiem, za przyjaciółkę mając tylko wyklętą dziewczynę. Cóż… tak bohaterka jest mną, jak i ja jestem nią. Wielce.

02:13:00 No comments

Opowiadania nie należą do łatwej formy literackiej, wszak przy użyciu niedużej ilości słów ich autor musi wyrazić bardzo wiele, jeśli mają być uznane za udane. Z drugiej strony, to właśnie one uważane są za oddające w pełni kunszt, jakim dysponuje pisarz. Sama najbardziej lubię historie spowite ulotną mgiełką ezoteryki, które przemawiają do tej cząstki duszy, jaka doskonale wie, że - cytując Hamleta: „świat jest pełen tajemnic, zjawisk i niezwykłości, których ludzki rozum, nauka czy filozofia nie są w stanie pojąć lub przewidzieć”. Która przyjmuje, że Mickiewiczowskie: „czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko” jest w pełni  zasadne, ponieważ to, co transcedentalne, stanowi immanentną część ludzkiego świata i świadomości. A także wyobraźni, która często zabiera człowieczą istotę w podróż po tym, czego  nie da się przeniknąć rozumem a tym bardziej namacalnie dotknąć. Niewątpliwymi mistrzami tego rodzaju opowiadań byli Edgar Allan Poe oraz H. P. Lovecratft, którzy wyznaczyli ich niedościgły wzorzec. Wykreowana w ich dziełach atmosfera, pełna niepewności i przeszyta na wskroś tajemniczością, niejednokrotnie balansuje na granicy jawy i snu, a także racjonalności i szaleństwa. Nie tylko zachwyca, ale i daje poczucie obcowania z niewytłumaczalnym, które przez szeroko otwarte odrzwia imaginacji zyskuje dostęp do samego serca, by już nigdy z niego nie ustąpić. Gatunek ten na ogół stanowi emocjonalne połączenie fantastyki, science-fiction, ludowych wierzeń, i horroru, czerpiąc pełnymi garściami z gotyckiej tradycji. Ujęty w odpowiednio obrazowo przedstawione wydarzenia, zawsze pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Udowadnia to recenzowany zbiór opowiadań.

„Trzymani przez nich za ręce, powoli wkraczamy do Krainy Cieni - tam, gdzie kończą się wszystkie ludzkie ścieżki.”

Zdanie zamykające ostatnie z opowiadań doskonale oddaje klimat utworów Pisarki, do których przeniosę Cię właśnie teraz.

01:33:00 No comments

Pięknie mroczna wyklejka, zaczernione pierwsze strony rozdziałów, pełne zwracających uwagę grafik, rysunkowe ilustracje oraz elegancka okładka z literami, które skrzą się odcieniem fuksji - właśnie w tak estetycznym wydaniu Iwona Feldmann sprezentowała czytelnikom pierwszy tom serii „Wakacje z szefem” o podtytule „Rosy”, wziętym od imienia głównej bohaterki. Jako miłośnik wizualizacji, muszę stwierdzić, iż tego rodzaju spójność jest więcej niż mile widziana. Z pewnością wszelkie fanki historii romantycznych przyznają mi rację - wszak opowieści o relacjach dobrze jest okrasić odpowiednio przyciągającą wzrok warstwą optyczną! Wystarczy jednak o zaletach, które można dostrzec na pierwszy rzut oka, bo przecież w każdej książce, mimo wszystko najważniejsza jest treść. W tę standardowo wprowadzę Cię w recenzji - zwichrowanej halucynacji semantycznej, która zaprosi Cię do odbycia pewnej nieplanowanej podróży z mężczyzną, jakiego do tej pory znałaś tylko z firmowych zebrań, niemiłych rozmów i eleganckich korytarzy. Choć pracujesz dla Cartera Bellamy od ponad sześciu lat, dotychczas nie miałaś o nim najlepszego zdania. I trudno Ci się dziwić - w końcu wyniosła pyszałkowatość młodego i nieprzyzwoicie przystojnego miliardera raczej nie są cechami, jakich inteligentna kobieta, utalentowany analityk finansowy, może poszukiwać u mężczyzny. Jak to jednak często bywa, w każdej grze karty zmieniają się co rozdanie - i potrafią tak nagle, co niespodziewanie odwrócić passę. Tymczasowa nieobecność zarządzającego Twoim działem przyjaciela sprawi, że już niedługo będziesz miała okazję pracować dla samego prezesa i poznać go znacznie lepiej niż do tej pory. Ogarnięta prywatnymi problemami z pogarszającym się stanem matki na czele, wcale nie potrzebowałaś akurat teraz nowych wyzwań. Nikt jednak nie pytał o Twoje chęci, a raczej z ironicznie uniesionym kącikiem pięknie wykrojonych ust stwierdził, że przed Tobą delegacja do Kalifornii. Tyleż słonecznej, co gorącej - i to niekoniecznie za sprawą samej pogody…

02:00:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (51)
    • ▼  kwi (10)
      • Michał Zgajewski - Dolina czarownic - recenzja
      • Max Czornyj - Śmierciologia - recenzja
      • W.P. Rdzanek - Algorytm - recenzja
      • Joanna Gracjasz - Tajemnica zawodowa - recenzja
      • Justyna Pawlikowska - Zakazana - recenzja
      • Monika Klara Krajniak - Jesteście tylko przyjaciół...
      • Dagmara Warszewska-Kołacz - Piekielna osiemnastka ...
      • Beata Ziaja - U schyłku czasów - recenzja
      • Iwona Feldmann - Wakacje z szefem. Rosy - recenzja
      • Patrycja Dzień - Dalia - recenzja
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates