• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Snułaś tyle planów na ten dzień i wszystkie musiałaś odłożyć na później za sprawą SMS-a wzywającego na pilną rodzinną naradę. Otrzymałaś go od babci, która mieszka na obrzeżach Tarnowskich Gór, gdzie musisz dojechać z Katowic - a to całkiem spory kawałek. Teraz siedzisz w samochodzie, wściekając się na ogromne korki. W końcu jednak docierasz na miejsce i jak zwykle wita Cię ogromny rwetes. Są wszyscy członkowie familii, których nie widziałaś od dłuższego czasu, więc powitaniom nie ma końca. Wszystkim dyryguje babcia Wiktoria, jaka pomimo swoich blisko osiemdziesięciu dwóch lat wygląda i zachowuje się niczym osoba dużo młodsza. Nigdy nie brakowało jej energii, a teraz jest jej istnym wulkanem. Uwagę zwracają jej niesamowicie błękitne oczy, odziedziczone po własnej babci Anieli. Ta ostatnia przeżyła osobistą tragedię, gdyż jako córka niezbyt zasobnych chłopów, wbrew własnej woli została wydana za mąż za syna bogatego gospodarza. Była najpiękniejszą dziewczyną we wsi, więc rodzice bez skrupułów przehandlowali dziecko w zamian za apanaże. Ten krok przyczynił się do rozpadu rodziny. Bracia - Antek i Jakub nie zaakceptowali tego wyboru. Od dawna marzyli o wyjeździe do USA, więc oburzeni uznali, że przyszedł na to czas. Gorąco namawiali siostrę, aby im towarzyszyła, jednak ta odmówiła. Koniec końców osiedli na stałe w Wielkiej Brytanii, a kiedy po wojnie nad Europą zapadła Żelazna Kurtyna, kontakty pomiędzy rodzeństwem się urwały. Do tego stopnia, że obydwie rodzinne gałęzie nic o sobie nie wiedziały. Jak oświadcza babcia Wiktoria, właśnie uległo to zmianie, dlatego też zwołała wszystkich do siebie. John Hunter - wnuk Jakuba wynajął firmę detektywistyczną z zadaniem odnalezienia krewnych w Polsce. Po ustaleniu miejsca ich pobytu, wystosował zaproszenie na oficjalne obchody swoich dziewięćdziesiątych urodzin.

22:13:00 No comments

„Zły kadr” to połączenie thrillera, tragedii i elementów grozy w niezwykle klimatycznie udane ujęcie - debiut, dla jakiego miałam przyjemność napisać polecajkę na skrzydełko. Goszczę na nim wespół z Maxem Czornyjem, co jako psychofanka Autora uważam za ogromne wyróżnienie! Zdecydowałam się na okraszenie pierwszej powieści Pisarza o pseudonimie K. Gawron następującymi słowy: „Odcięci od świata przez śnieżycę czy uwięzieni w kadrze z koszmarów? Zamiast filmu, ekipa nagrała coś, czego nie da się wyreżyserować… Granica między rolą a przerażającą rzeczywistością zatarła się szybciej, niż spadały kolejne białe płatki. Dom stał się klatką, obiektyw świadkiem, a strach najsurowszym reżyserem. <Zły kadr> to osaczający thriller o tym, że oko kamery nigdy nie mruga. Odważysz się w nie spojrzeć?” - i myślę, że zdania te doskonale przystają do niepokojącej atmosfery, która eskaluje wraz z każdą przewróconą stroną lektury. Wydawać by się mogło, że to wszystko przecież niejednokrotnie w literaturze już było: śnieżyca, ustronny dom na wsi, klaustrofobiczne odcięcie od świata, brak zasięgu, trup i coraz większa nieufność, jaką odczuwa do sobie zgrana wcześniej paczka znajomych. Owszem, ale - co udowadnia powiązany ze środowiskiem kinowym twórca opowieści, wciąż można stworzyć z wykorzystywanymi wcześniej motywami w pełni oryginalną narrację, jakiej doskonale stopniowane napięcie sprawia, że nie można się od niej oderwać ani na chwilę. Oto thriller, którego każda strona powoduje u czytelnika uczucie trwożącego zimna i pożądane ciarki strachu. W mojej ocenie to jednak także w dużej mierze napisana pięknym, choć niestroniącym od uzasadnionej brzydoty, językiem opowieść o odrzuceniu i konieczności przywdziewania masek, za którymi o wiele trudniej kogoś skrzywdzić. O talencie i pasji, jakie to niekiedy muszą usunąć się w cień - i oczekiwać wiernie na realizację marzeń. O zadrach sprzed wielu lat, które będą uwierać dopóty, dopóki się ich nie pozbędzie, co zaś czasem jest możliwe tylko poprzez zemstę. I o tym, jak wiele czyni się, by osiągnąć cel…

00:13:00 No comments

Nie cierpisz takich spraw. Zawsze brzydziły Cię narkotyki, choć nie obwiniasz za ich używanie  nieszczęśników, jacy nie mogą się bez nich obejść. Całą niechęć skupiasz na tych, którzy najpierw podstępem wciągają ich w nałóg a potem bezlitośnie wykorzystują słabość, jaką sami wywołali. Gdyby to od Ciebie zależało, oskarżyłbyś wszystkich dilerów o udział w ludobójstwie. Niestety jako prokurator musisz się ograniczyć do stosowania obowiązujących przepisów, a te są zdecydowanie zbyt łagodne, nad czym bolejesz. Najbardziej przerażają Cię dzieciaki, które po paru latach raczenia się zakazanymi substancjami zachowują się jak zombie lub przypominają osoby o wiele lat starsze a do tego po strasznych przejściach. Aż pewnego dnia znajduje się ich już bez życia. Dzisiaj będziesz miał do czynienia z jednym z nich - ofiarą przedawkowania. Jak zwykle w pobliże miejsca zbrodni docierasz komunikacją miejską. Ubrany w garnitur i elegancki, długi płaszcz, z nienagannie wypastowanymi butami, przyciągasz wzrok współpasażerów. Skromnych wymagań co do materialnej strony życia oraz dbałości o wygląd nauczyłeś się w latach, gdy byłeś księdzem. Zrezygnowałeś z powołania, nie mogąc pogodzić się z tuszowaniem występków przełożonych. Skończyłeś studia prawnicze, odbyłeś aplikację i zacząłeś zajmować się ściganiem przestępców. A także naprawianiem świata, oczywiście w tym skromnym wymiarze, na jaki możesz mieć wpływ. Tak naprawdę w głębi ducha pozostałeś sługą bożym, z misją pomocy bliźnim. A wiara daje Ci w tym wielkie oparcie, choć często prowadzisz z Najwyższym zażarte i gniewne dyskusje. Wiele osób  dostrzega, że jesteś życzliwym i sumiennym człowiekiem, więc cieszysz się nie tylko uznaniem, ale przede wszystkim wielkim szacunkiem.

22:07:00 No comments

Anna Wolf zdążyła zawojować me serce za sprawą kilku powieści z prostej, choć niestety rzadko możliwej obecnie do dostrzeżenia przyczyny. Otóż, w mojej skromnej opinii recenzenta to jedna z najlepszych współczesnych polskich pisarek, jeśli chodzi o kreowanie niezwykle ciepłych relacji rodzinnych między bohaterami oraz wartościowych fabuł. Dawniej kwestia, wydawałoby się, dość oczywista w świecie literatury romantycznej. Dziś niejako święty Graal, którego odnalazłam również w trzecim tomie cyklu „Rodzina Marshall” - uśmiechającej lektury, jaka pozostaje świetną rozrywką. Pełna postaci, które lubią słowa: impertynencja, charakterność, przekomarzanki i zawadiackość, obfituje jednak przede wszystkim w uczucia i wszystko to, co tytułowe więzi tworzy. Nie udaje także czegokolwiek, czym nie jest - a stanowi po prostu doskonały wybór na ten wieczór, kiedy pragniesz świetnie się bawić. I cóż… jest bogata również w dość zwariowane zwroty akcji, na skutek czego myślę, że ekranizacja książki „Więzy krwi” miałaby szansę stać się kinowym hitem. Komedią romantyczną, na jaką można wybrać się zarówno w parze podczas Walentynek, jak i w trakcie kobiecego wypadu czy w samotności, kiedy chce się zobaczyć coś… zwyczajnie dobrego. Jeżeli nie miałeś okazji poznać cokolwiek zwichrowanej, bajecznie bogatej, a przy tym niezblazowanej fortuną rodziny Marshall, myślę, że to doskonały moment. Trzy części opowieści z tak pozytywną energią definitywnie świetnie nastroją Cię na wiosnę. Recenzowana uświadomi także, że moja teoria jest jak najbardziej słuszna. Jeśli coś jest Ci przeznaczone, trafi do Ciebie tą czy inną ścieżką. Może przy okazji odmieni kilka istnień i zobrazuje fakt, że wszystko, czego szukałeś, jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki - choć czasem wydaje się absolutnie nieosiągalne. I niekoniecznie w tym tkwi jego urok - to Ty musisz to zawojować! 😉

00:00:00 No comments

O debiucie, który okazał się szokująco złożony - i to niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu…

Praca w kancelarii komorniczej to niezbyt łatwy kawałek chleba. Czasami próba zwykłego doręczenia zawiadomienia o wszczęciu postępowania egzekucyjnego może skończyć się poszczuciem psem a nawet rękoczynami. Na szczęście jesteś byłym policjantem, więc szybko dajesz sobie radę ze zbyt krewkimi dłużnikami i członkami ich rodzin. Dziś jest poniedziałek, więc jak zwykle z samego rana pojawiasz się w biurze, tym razem jednak w nie najlepszym nastroju - daje o sobie znać weekendowy kac. Wyraźnie czujesz suchość w ustach a głowa pulsuje Ci tępym bólem. Do tego Twoje oblicze znaczy wielki siniak pod okiem - skutek wdania się w bójkę z damskim bokserem i ochroną w pubie. Rozpaczliwie próbujesz sobie przypomnieć, kto odwiózł Cię po wszystkim do domu, ale niestety masz dziurę we wspomnieniach. Witasz się zdawkowo ze swoim współpracownikiem - Łucją Adamczewską i raczysz kawą, z ulgą siadając na krześle. Byłeś pewien, że to właśnie ona poratowała Cię w nocy, ale wyraźnie widzisz, że nie miała z tym nic wspólnego, więc odpuszczasz sobie rozmyślanie o problemie i zaczynasz zajmować się pracą. Porządkujesz szybko dokumenty i pakujesz je do teczki. Po chwili ruszacie samochodem w teren. Śpieszycie się, gdyż macie sporo wezwań do rozwiezienia. Pierwsze z nich trzeba dostarczyć Henrykowi Zielińskiemu, który mieszka w niewielkiej wsi - Malanowie. Dzięki nawigacji niebawem docieracie na miejsce, mijając po drodze przeraźliwie puste i zaśnieżone pola. Wysiadacie i obrzucacie wzrokiem spory dom, wyglądający jednak na mocno zaniedbany. Sprawia wrażenie opuszczonego - odpadający tynk pozostawił po sobie liszaje, w oczy rzucają się też niemiłosiernie zarośnięty ogród oraz przekrzywiony płot. Gdy pukasz do drzwi, odpowiada Ci głucha cisza.

23:17:00 No comments

 

Właściwe miejsce, odpowiedni czas i przeznaczona chwila - wielka trójka, której zaistnienie w tym samym momencie zakrawa na prawdziwy cud. Najczęściej dopiero z perspektywy teraźniejszej myśli się o przeszłej, dodając niezliczoną ilość „co by było, gdyby…”, jakie to jednak przecież nie znajdą już nigdy praktycznych odpowiedzi i zostaną kolejnymi elementami barwnych dywagacji, czynionych pod osłoną nocy. Jeśli masz talent literacki, może niektóre spośród nich posłużą za pomysł na powstanie barwnej powieści. Inne przedyskutujesz w gronie najbliższych przyjaciół a znaczna część, rozmyta przez czas, zwyczajnie zatrze się w niepamięci. Swoją DEBIUTANCKĄ książką Konrad Cieplik uśmiecha czytelnika nietuzinkowym pomysłem na historię, z której płynie zgoła inne przesłanie. Zdaniem charakternych bohaterów propozycji literackiej o dźwięcznym tytule „Witaj, piękna pastereczko” absolutnie nic nie przydarza się przypadkowo a… zaistnienie wspomnianej wcześniej, wyjątkowej trójcy jest częstsze niż mogłoby się to wydawać. Przyznaję, że lubię poznawać fabuły, które przeczą moim prywatnym doświadczeniom (te wskazują raczej, że jeśli wszystkie kataklizmy i złe rzeczy, jakie da się wyobrazić, mają stać się czyimś udziałem, na trzysta procent będę to ja 😉), jako że każdorazowo udowadniają mi pewną wyjątkowość tak zwanej losowości. Choć jestem skończonym i zdeklarowanym pechowcem, w pełni wierzę w determinizm. Jeżeli coś zostało Ci zapisane - trafi do Ciebie, niezależnie od krętości ścieżki, którą uparcie zmierza. Z tegoż powodu myślę, że niemożliwe nie istnieje - nawet, jeśli rachunek prawdopodobieństwa jest bliski zera, należy spodziewać się niespodziewanego, bo Los jest w swojej pomysłowości nader złośliwy i uparty. Nieco jak ja… a już z pewnością jak podróżujący Harleyem po Albanii mężczyzna, który wcale nie miał się tam znaleźć i nadspodziewanie oklęta opiekunka owiec o tragicznej przeszłości… czyli bohaterowie recenzowanej książki. Tej gawędziarskiej wyprawie daleko do standardowych!

23:54:00 No comments

Malarstwo ikonowe to sztuka sakralna, będąca klasą samą w sobie. Jest nieporównywalne i nie do pomylenia z żadnym innym - oddziałuje na zmysły w niezwykle specyficzny sposób. Nic w tym dziwnego, gdyż jego pochodzenie wywodzi się z kultury Bizancjum, nosi więc znamię dla niej bardzo charakterystyczne - ogromne bogactwo wyrazu, poddane jednak ścisłemu rygoryzmowi. Teoretycznie próżno szukać w nim kunsztu Giotto di Bandone, średniowiecznego czarodzieja pędzla, który zrewolucjonizował malarską wizję chrześcijańskiego eposu i wprowadził do swoich przepięknych obrazów trójwymiarowość oraz początki operowania światłocieniem, jak choćby w arcydziele „Pojmanie Chrystusa” vel. „Pocałunek Judasza” (1303/1305 r.), w którym odbiorca godzinami może z zachwytem analizować zbiegające się spojrzenia głównych postaci, będące nieśmiertelnym spleceniem niewidzialną nicią dwóch ich rodzajów - niewinnego i zdradzieckiego. Na zdrowy rozum, ikony nie dorównują dziełom innego mediewalnego giganta sztuki Simone Martini, którego „Zwiastowanie” (1333 r.) oszałamia patrzącego mistrzowskim przedstawieniem postaci i bogactwem skąpanych w złocie kolorów. Z pozoru nie są w stanie konkurować także z „Mistycznymi zaślubinami  św. Franciszka” (1437/1444 r.) Stefano Sassetty, „bijącego” po oczach” prezentowaną co prawda wstydliwie, a jednak przepyszną urodą trzech cnót, najpierw stojących przed obliczem bożego wybrańca, by „po chwili” unieść się nad nim w ślicznie ukazanym łuku swych ciał. Nie przenikają one zgrozą werycznym ukazaniem cielesnych skutków męki Zbawiciela, jak na płótnie Andrei Mantegny „Opłakiwanie zmarłego Chrystusa” (1467/1480), gdzie rany Syna Boga, zadane bestialsko wbijanymi gwoździami, dosłownie przepalają wzrok każdego, kto miał okazję oglądać ten niezwykły obraz, zadając krzyczące pytanie o granice wytrzymałości ludzkiego ciała poddanego niewysłowionym katuszom.

18:35:00 No comments

W mroku można zatracić się bez reszty i zagubić na długo - wszak nie bez powodu wielu bezpowrotnie się w nim zakochuje. Raz umiłowawszy wszystko, co pochodzi z ciemności, niechętnie wybiera się to, co świetliste, łatwe i przyjemne. Czerń ma jednak sporo odcieni, spośród jakich niektóre okazują się niebezpieczne, niezależnie od tego, jak kusząco by się jawiły. Z pewnością do nich właśnie można zaliczyć powojenną zamieć, w której wirują odłamki próbującej złożyć się na nowo codzienności. Tej, w jakiej goszczą od wielu lat bohaterowie drugiej książki, którą zdecydowałam się przyjąć w tym roku pod medialne skrzydła - romansu historycznego Joanny Jax. Jako niespełna jedenastolatka i jeszcze młodsza dziewczynka, Ewa Zakrzewska była świadkiem wydarzeń, których definitywnie nie powinno widzieć żadne dziecko. Jednokrotnie ujrzawszy wszechpotężny ogrom zła, nigdy nie jest się już tą samą osobą, co jeszcze chwilę temu. Jeśli natomiast jest się zmuszonym, by obserwować go wciąż i raz jeszcze, przez okres kilku lat, to właśnie z tych doświadczeń tworzy się siebie zupełnie na nowo. Jak ktoś, kto podczas drugiej wojny światowej był świadkiem ciągłej makabry oraz zapętlającego się tragizmu ma zbudować dobre, pełne wartości życie, w którym poczuje się bezpiecznie? Należy jedynie podejrzewać, iż wymaga to nadludzkiej siły. Tą zaś przecież musiały cechować się tak zwane wojenne sieroty, dla których słowo dzieciństwo przestało istnieć z chwilą oddania pierwszego strzału przez wrogą armię. Choć „Zagubieni w mroku” szukają się i odnajdują głównie w roku 1969 na terenie Berlina Wschodniego, dzięki umiejętnie wplecionym w fabułę retrospekcjom naczelnej postaci, czytelnik podróżuje w czasie i przestrzeni również do Polski niszczonej właśnie przez nazistów i trawionej ogniem zniewolenia. Zestawienie tych dwóch światów daje zaś efekt, jaki wstrząsa niepowtarzalnie. Młoda architekt, która właśnie jedzie na zagraniczny staż, wciąż jest przecież tamtą małą dziewczynką… Nawet, jeśli tylko w jaźni.

22:00:00 No comments

Masz sekret, którego nie możesz wyjawić nawet najbliższym. Niewidzialny wróg toczy Twoje ciało, odbierając nie tylko siłę fizyczną, ale także wszelką nadzieję na przyszłość. A obydwie te moce są bardzo potrzebne w walce, którą podjąłeś z wrogiem swojej ojczyzny. Polska pozostaje pod zaborami już prawie sto lat, a Ty nigdy się z tym nie pogodziłeś. Jesteś konspiratorem i przynależysz do organizacji niepodległościowej „Głos Orła”. Twoje brawurowe i zarazem często lekkomyślne wyczyny budzą zgrozę w jej kierownictwie, a zwłaszcza w kapitanie Janie Skrzetuskim - Twoim dowódcy. Jednak ten toleruje wyskoki, jakich się dopuszczasz. To dawny przyjaciel Twojego ojca, którego Rosjanie zesłali na Syberię i od lat nie ma o nim żadnych wiadomości. W skrytości ducha jest dumny, że jego syn nie zna pojęcia strachu, choć zarazem bardzo się martwi, czy nie podzielisz losu rodziciela. Właśnie dostajesz od niego kolejną burę za najnowszy wyczyn, który po raz kolejny udowodnił Twoją ułańską fantazję, a zarazem naraził na wielkie niebezpieczeństwo. Poważyłeś się bowiem na rzecz bardzo zuchwałą. Dostałeś się na bal wydawany z okazji urodzin cara Aleksandra III przez namiestnika Josifa Hurko - generał-gubernatora, sprawującego nadzór nad byłym Królestwem Polskim. Świeżo poznana, zalotna dama, żona jednego z polskich urzędników obcej władzy, pod wrażeniem Twojego uroku, wyraziła zgodę na przedstawienie Cię oficjelowi. Idealnie zgrało się to z Twoim planem. Gdy wsłuchiwałeś się w głos perorującego i zadufanego w sobie Rosjanina, Twój towarzysz Maciej Skrzetuski - udając kompletnie pijanego, popchnął Cię w taki sposób, że wylałeś na carskiego dowódcę wino ze swojego kieliszka. Zdenerwowany, zaczął wykrzykiwać w Twoim kierunku obelgi i zanim zdołał się zorientować, już trzymałeś w ręku jeden z jego drogocennych orderów, po czym skierowałeś się śpiesznym krokiem do wyjścia.

17:18:00 No comments
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (39)
    • ▼  mar (16)
      • Iwona Feldmann - Rozdzieleni - tom I - recenzja
      • K. Gawron - Zły kadr - recenzja
      • Mariusz Kanios - Negatyw - recenzja
      • Anna Wolf - Więzy krwi - recenzja
      • Żaneta Górecka - Nieudane doręczenie - recenzja
      • Konrad Cieplik - Witaj, piękna pastereczko - recenzja
      • Aidan Hart - Ikony świąteczne. Historia, znaczenie...
      • Joanna Jax - Zagubieni w mroku - recenzja patronacka
      • Piotr Żymełka - Amerykańska afera - recenzja
      • Harlan Ellison - Opowiadania najlepsze - recenzja
      • Elżbieta Barczyk - Cierń w mroku - recenzja
      • Agata Czykierda Grabowska - Przez milion burz - re...
      • Hannah McBride - Mad Love - recenzja patronacka
      • Krzysztof Nodar Ciemnołoński - PolakoGruzin. Kauka...
      • Anthony Horowitz - Morderstwa w Marble Hall - rece...
      • Weronika Kalisiak - Znaki przeznaczenia - recenzja
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates