Anna Wolf - Więzy krwi - recenzja

by - 00:00:00

Anna Wolf zdążyła zawojować me serce za sprawą kilku powieści z prostej, choć niestety rzadko możliwej obecnie do dostrzeżenia przyczyny. Otóż, w mojej skromnej opinii recenzenta to jedna z najlepszych współczesnych polskich pisarek, jeśli chodzi o kreowanie niezwykle ciepłych relacji rodzinnych między bohaterami oraz wartościowych fabuł. Dawniej kwestia, wydawałoby się, dość oczywista w świecie literatury romantycznej. Dziś niejako święty Graal, którego odnalazłam również w trzecim tomie cyklu „Rodzina Marshall” - uśmiechającej lektury, jaka pozostaje świetną rozrywką. Pełna postaci, które lubią słowa: impertynencja, charakterność, przekomarzanki i zawadiackość, obfituje jednak przede wszystkim w uczucia i wszystko to, co tytułowe więzi tworzy. Nie udaje także czegokolwiek, czym nie jest - a stanowi po prostu doskonały wybór na ten wieczór, kiedy pragniesz świetnie się bawić. I cóż… jest bogata również w dość zwariowane zwroty akcji, na skutek czego myślę, że ekranizacja książki „Więzy krwi” miałaby szansę stać się kinowym hitem. Komedią romantyczną, na jaką można wybrać się zarówno w parze podczas Walentynek, jak i w trakcie kobiecego wypadu czy w samotności, kiedy chce się zobaczyć coś… zwyczajnie dobrego. Jeżeli nie miałeś okazji poznać cokolwiek zwichrowanej, bajecznie bogatej, a przy tym niezblazowanej fortuną rodziny Marshall, myślę, że to doskonały moment. Trzy części opowieści z tak pozytywną energią definitywnie świetnie nastroją Cię na wiosnę. Recenzowana uświadomi także, że moja teoria jest jak najbardziej słuszna. Jeśli coś jest Ci przeznaczone, trafi do Ciebie tą czy inną ścieżką. Może przy okazji odmieni kilka istnień i zobrazuje fakt, że wszystko, czego szukałeś, jest tak naprawdę na wyciągnięcie ręki - choć czasem wydaje się absolutnie nieosiągalne. I niekoniecznie w tym tkwi jego urok - to Ty musisz to zawojować! 😉

„Ach, czyli wiesz, z kim masz przyjemność. Skoro tak, to nawet nie będziemy Ci grozić. Lepiej zrób, co mówimy, tak po prostu będzie dla Ciebie lepiej.”

Nie obiecywałaś sobie wiele po czasie spędzonym z Asherem - który od pewnego czasu był Twoim kochankiem i równocześnie najbardziej uciążliwym szefem z możliwych. Układ jawił się prosto i przewidywalnie, choć gdzieś w głębi duszy myślałaś, że może i on poczuje do Ciebie coś więcej i zdecyduje się wejść w prawdziwy związek. Coś na kształt przyjaciół z korzyściami dawno przestało Ci wystarczać, choć przecież wiedziałaś doskonale, że to mężczyzna o nader złej opinii, jeśli chodzi o ilość kobiet, z którymi się go widuje. Trudno się temu dziwić - jest bajecznie bogaty a do tego nieznośnie przystojny i przy tym pozostaje inteligentnym towarzyszem, kiedy tylko włączy odpowiednio czarujący tryb swojej osobowości. I tak, przecież mówił Ci wprost, że oczekuje jedynie świetnej zabawy w Twojej kompanii, bo relacje na dłużej czy nie daj Szatanie te sformalizowane powodują nieprzyjemne ciarki na jego ciele, ale… No tak, mózg swoje - a serce jak zawsze próbuje pokrzyżować mu szyki, zmierzając w drugą stronę. Nie spodziewałaś się zresztą, że wchodząc do jego gabinetu przyłapiesz go z inną niewiastą i to w dodatku niemalże in flagranti, bo ze spodniami opuszczonymi do kostek. Panowie, nieodmiennie identycznie poszukujący czegoś nowszego, tudzież ciekawszego - tylko dlatego, że jeszcze nieodkrytego. Cóż. Przełykasz gorzkość całej sytuacji na zwolnieniu lekarskim, bo póki co nie wyobrażasz sobie produktywnej pracy dla tej… męskiej kurtyzany. Na polu zawodowym i tak zawsze przesadnie sobie dogryzaliście, próbując przeforsować własne zdanie, więc po całym zajściu z pewnością będzie o wiele gorzej. Najchętniej byś się zwolniła - wszak wcale nie musisz pracować, bo - o czym Ash nie wie - jesteś dziedziczką niemałej fortuny. Zwyczajnie lubisz to zajęcie i - na nieszczęście - tę świnię, którą gdzieś tam w zakamarkach umysłu dalej planujesz zmienić i w sobie rozkochać. Naturalnie tuż po tym jak zmienisz życie szefa w piekło, by zrozumiał, co mógł stracić i łaskawie dasz się przebłagać, odzyskać i mianować pełnoprawną dziewczyną. Dalekosiężne plany… a Los swoje.

„Żyję i mam się całkiem dobrze. Poza tym będę jej powtarzał, że ją kocham, tak długo, aż mi uwierzy. Udowodnię jej, że to prawda.”

Kiedy w końcu litościwie i z widocznym z pięciu kilometrów fochem pojawiasz się w siedzibie firmy, Asher zachowuje się, co było do przewidzenia, jak gdyby nie złamał Ci serca i niczego złego właściwie się nie dopuścił. Wiedziałaś, że można się tego spodziewać, ale i tak - choć zbiera Ci się na łzy lub krwawy i nader obrazowy mord - trzymasz gardę i odrobinę liczysz na to, że sam Cię zwolni. Nic takiego się nie dzieje, zatem twardo informujesz, że od tej pory Wasza relacja będzie czysto zawodowa. Mężczyźnie nie jest to w smak, jednak teraz to definitywnie nie on dyktuje warunki, o czym bardzo szybko będzie miał okazję się przekonać. Trzeba przyznać, że kobiety to absolutni mistrzowie planowania zemst doskonałych - i to w najdrobniejszych detalach. Ku radości, do miasta właśnie powrócił Twój brat z wyboru,  jakiego rodzice adoptowali, kiedy był jeszcze dzieckiem. Obecnie jest wziętym modelem o ciele, które mogłoby zawstydzić samego diabła - a już z pewnością Twojego szefa. W związku z tym, że nie-krewny jest także Twoim najlepszym przyjacielem, już wkrótce tuż przed nosem Asha rozgrywa się teatr iście komiczny - no, choć może niekoniecznie dla głównego odbiorcy. Ty bawisz się więcej niż doskonale… do momentu, kiedy to inny przejmuje scenariusz i z góry narzuca Ci w nim początkowo tragiczną, nieprzewidzianą i całkowicie szokującą rolę… Reżyserowi Przeznaczenie na imię, takie złośliwe w dodatku, więc boisz się, co odsłoni ostatni akt… Pewnym jest, że kiedy wśród publiczności zasiądą Wasze barwne i oddane Wam rodziny, będzie się działo. Kurtyna w górę!

„Absolutnie nie. Po prostu daję ostrzeżenie. Przez wzgląd na to, że wchodzą Państwo do rodziny (…) liczę na uszanowanie mojej prośby.

Kreując swoje powieści, Anna Wolf z pewnością respektuje ważne prawiło: rodzina i najbliżsi są najważniejsi na całym świecie. Należy być im wiernym, okazywać wsparcie i szacunek a - jeśli i kiedy trzeba - skoczyć za nimi w ogień, jeżeli zrobiliby to samo i na Ciebie zasługują. Jakże przyjemnie o tym przeczytać! Uśmiechnąć się w trakcie lektury romansu „Więzy krwi” i wielokrotnie umierać ze śmiechu, na skutek zabawnych zwrotów akcji, które wynikają z fabuły. Familijna komedia pomyłek z nutami miłości - tak właśnie sklasyfikowałabym trzeci tom cyklu „Rodzina Marshall”. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że dziełem przypadku lub przeznaczenia pewnego pięknego dnia moje recenzenckie, zazwyczaj mroczne przecież ścieżki, przecięły się z tymi twórczymi Autorki. Tego rodzaju powieściowe spotkania udowadniają mi bowiem, że scena polskiej literatury romantycznej wciąż ma pewien, rzec by można, starodawny urok. Uwielbiam takie narracje - o funkcji czysto rozrywkowej, jaką - wbrew pozorom - niełatwo ostatnimi czasy odnaleźć w książkach. I jeszcze jeden plus. Wolf prezentuje odbiorcy tak barwną i pozytywną plejadę postaci, że… nie sposób nie zapałać dziką sympatią do praktycznie wszystkich bohaterów. A to już wręcz niewykonalne. Dziękuję za pełną humoru opowieść, jaka zagwarantowała mi świetny wieczór - i czekam na kolejną! 8/10 - jako że to po prostu bardzo dobra gawęda.

„Życie pisze jednak najlepsze i czasem najgorsze scenariusze.”                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)