Joanna Jax - Zagubieni w mroku - recenzja patronacka
W mroku można zatracić się bez reszty i zagubić na długo - wszak nie bez powodu wielu bezpowrotnie się w nim zakochuje. Raz umiłowawszy wszystko, co pochodzi z ciemności, niechętnie wybiera się to, co świetliste, łatwe i przyjemne. Czerń ma jednak sporo odcieni, spośród jakich niektóre okazują się niebezpieczne, niezależnie od tego, jak kusząco by się jawiły. Z pewnością do nich właśnie można zaliczyć powojenną zamieć, w której wirują odłamki próbującej złożyć się na nowo codzienności. Tej, w jakiej goszczą od wielu lat bohaterowie drugiej książki, którą zdecydowałam się przyjąć w tym roku pod medialne skrzydła - romansu historycznego Joanny Jax. Jako niespełna jedenastolatka i jeszcze młodsza dziewczynka, Ewa Zakrzewska była świadkiem wydarzeń, których definitywnie nie powinno widzieć żadne dziecko. Jednokrotnie ujrzawszy wszechpotężny ogrom zła, nigdy nie jest się już tą samą osobą, co jeszcze chwilę temu. Jeśli natomiast jest się zmuszonym, by obserwować go wciąż i raz jeszcze, przez okres kilku lat, to właśnie z tych doświadczeń tworzy się siebie zupełnie na nowo. Jak ktoś, kto podczas drugiej wojny światowej był świadkiem ciągłej makabry oraz zapętlającego się tragizmu ma zbudować dobre, pełne wartości życie, w którym poczuje się bezpiecznie? Należy jedynie podejrzewać, iż wymaga to nadludzkiej siły. Tą zaś przecież musiały cechować się tak zwane wojenne sieroty, dla których słowo dzieciństwo przestało istnieć z chwilą oddania pierwszego strzału przez wrogą armię. Choć „Zagubieni w mroku” szukają się i odnajdują głównie w roku 1969 na terenie Berlina Wschodniego, dzięki umiejętnie wplecionym w fabułę retrospekcjom naczelnej postaci, czytelnik podróżuje w czasie i przestrzeni również do Polski niszczonej właśnie przez nazistów i trawionej ogniem zniewolenia. Zestawienie tych dwóch światów daje zaś efekt, jaki wstrząsa niepowtarzalnie. Młoda architekt, która właśnie jedzie na zagraniczny staż, wciąż jest przecież tamtą małą dziewczynką… Nawet, jeśli tylko w jaźni.
„A jednak tak bardzo chciała żyć… Nigdy, nawet gdy była bardzo chora albo nieprzytomnie głodna i zziębnięta, nie myślała o tym, że lepiej byłoby umrzeć i już nie męczyć na tym łez padole. Wierzyła, że pisany jest jej inny los i pewnego dnia będzie szczęśliwa.”
Wszyscy Twoi bliscy rozmyli się w uchodzących w cień resztkach rozrzedzonej już, wojennej mgły. A jednak Ty przetrwałaś. Przeżyłaś, kiedy zmarznięte palce w zbyt ciasnych i rozpadających się butach sztywniały tak, że ledwie mogłaś nimi poruszać, by iść dalej. Dałaś radę, gdy niemieccy panowie przyszli Was wysiedlić i odebrały Ci pierwszego czworonożnego przyjaciela z dzieciństwa. Kiedy znalazłaś się w obozie przejściowym a za jedyny posiłek służył Ci czerstwy chleb z dżemem buraczanej barwy, zaś za towarzystwo przyjaciółka spod zamojskiej wioski i jej niespełna pięcioletni brat, jakim musiałyście się opiekować. Wtedy, kiedy ojciec wyszedł do wojska, aby już nigdy nie powrócić. Gdy mamę ulokowano za płotem Twojej tymczasowej kwatery jako dorosłą; tak blisko, lecz tak daleko - nie mogłaś nawet na sekundę jej odwiedzić. I tego dnia, kiedy starszy brat zaryzykował dla Ciebie po raz pierwszy i ostatni. I jeszcze później, jak już wyratowana cudem przez panią Genowefę cieszyłaś się, pomagając jej w domowych obowiązkach - bo miałaś ciepłe posłanie i odrobinę jedzenia, dzielone z ocalonymi razem z Tobą Heleną i Maciejem. Miałaś wszelkie przesłanki, by podejrzewać, że Bóg chyba ma dla Ciebie jakąś misję na przyszłość, skoro przeszedłszy przez takie kręgi piekła, wciąż oddychasz i to wespół z trio, wydawać by się mogło, nie do rozdzielenia. Jednak po sekundzie względnego spokoju blondwłosy aniołek został Wam odebrany i przepadł w pomroce dziejów. Zostałaś sama z wierną koleżanką i przyrzeczeniem: kiedyś ustalisz, co stało się z jej bratem. Skoro tyle lat po wojnie wciąż nic o nim nie wiadomo, pozostaje mieć nikłą nadzieję, że jakimś cudem i on nadal żyje. Może Twoim przeznaczeniem jest odsłonić tę kartę - zaraz obok przypomnienia sobie, czym jest szczęście. Szansę stworzyłaś sama: właśnie pakujesz się na staż w renomowanej pracowni architektonicznej we wschodnim Berlinie.
„(…) nie zazna szczęścia.
To magiczne określenie zazwyczaj nie dotyczyło całego życia. To były chwile,
które zapadały w pamięć i serce. Z tego składał się ludzki los i jeśli chciała
kolekcjonować te najpiękniejsze momenty, musiała pozwolić im zaistnieć.”
Helena ostrzega, abyś uważała na siebie jeszcze bardziej niż zazwyczaj, choć i tak jesteś nieufna w stosunku do ludzi. Oprócz odbycia praktyk, które otworzą Ci drogę do dalszej kariery w świecie projektów budowlanych, zamierzasz bowiem udać się do odpowiednich urzędów i zawoalowanie wywiedzieć się o losy pewnego Niemca, u jakiego mama przyjaciółki pracowała chwilę przed początkiem drugiej wojny światowej. Czasami zarówno Helcia, jak i Maciej jej towarzyszyli a Twoją przyjaciółkę od dawna dręczy przeczucie, iż to właśnie ta rodzina mogła mieć udział w zniknięciu chłopca. Pani Kauffman interesowała się nim ponad miarę, komplementując jako aryjczyka doskonałego… (Dygresja: cóż, tę aryjskość rasy widać w czasach współczesnych wręcz uroczo kolorowo, przepraszam, musiałam; ironia losu. 😉) Do momentu porwania właściwie to Ty i Helena go wychowywałyście, zatem ustalenie powojennych dziejów dawno dorosłego już malca to jeden z Twoich punktów honoru. Kolejnym jest niezauroczenie się powabnym, choć podejrzanie szorstko-ciekawskim Marcusem, z jakim od niedawna masz styczność w pracy. Choć wcześniej mieszkał i projektował w Dreźnie, na skutek tragicznych wydarzeń w jego rodzinie, właśnie przeniósł się do Berlina i chyba na Ciebie uwziął, bo robi wszystko, aby zostać Twoim przyjacielem. Czekający na Ciebie w Polsce mąż nie jest problemem - wszak związek to tylko formalny, trwający jedynie z uwagi na mieszkanie, mimo licznych zdrad zaślubionego. Kłopotem okazuje się ktoś obcy, kto tylko czeka w ukryciu, aby znowu dopuścić się knowań i zepsuć Marcusowi szyki… Kim jest? I dokąd w nowych, choć wciąż tak starych dziejach, los rzuci „Zagubionych w mroku”? W miejsce z pewnością zbudowane z zagrożeń, bo oto czujny i zdeterminowany, oszalały mściciel czeka z (wręcz pysznymi dla mnie) słowami: „(…) patrzy, jak życie uchodzi z jego ofiary. Tak, potrafiła to sobie wyobrazić i gdy to robiła, czuła jakiś perwersyjny dreszczyk. Ona także niszczyła swoich wrogów i gdyby mogła pozostać bezkarna, wyeliminowałaby ich na zawsze”. Łatwo zatracić się w zawierusze. 😉
„Ja wyznaję zasadę, że albo
wszystko, albo nic. Nie lubię półśrodków i pewnie dlatego nie jestem kobietą łatwą
we współżyciu.”
Szczerze napisawszy,
zaprojektowałabym inną okładkę dla „Zagubionych w mroku” Joanny Jax. Z ledwie
zarysowanymi, ulatującymi w cienistość sylwetkami postaci, których krawędzie wydają
się rozmywać w ciemniejącej szarości. W mojej ocenie to bowiem w dużej mierze
opowieść o niekompletności oraz poszukiwaniu własnego kształtu we wciąż
targanym wieloma niepokojami świecie. Dzięki wspomnieniom Ewy Zakrzewskiej,
głównej bohaterki historii, to jednak również potrafiące poruszyć, jako że całkiem
barwnie odmalowane słowami, retrospekcje z czasów drugiej wojny światowej. Przedstawiane
głosem dorosłej kobiety, która nadal widzi je jako mała dziewczynka, nieoszczędzana
przez przeszłość. Pozbawiona niemalże wszystkiego, trwa - a siłę charakteru uznaje
za oczywisty element osobowości. Cenne - jako że dziś coraz częściej zatracone.
W sukurs naczelnej postaci żeńskiej przychodzi Marcus - pozornie ustatkowany
mężczyzna, lecz w dużej mierze życiowy rozbitek. Tratwa, która dryfuje
właściwie bez większego przeznaczenia. Dopiero sterująca nią wodą powoduje spory
wstrząs w codziennej rzeczywistości i… być może prowadzi do odwiecznego
przeznaczenia. Dokąd? Tego dowiesz się już dzięki lekturze recenzowanej książki
o warstwie literackiej przystającej do polskich romansów historycznych (choć to
mój patronat, jaki wzięłam pod skrzydła z wielu względów, nieznaczny minus,
którego nigdy nie przestanę podkreślać: faszyzm i nazizm NIE SĄ synonimami),
cenionych głównie przez kobiecą część czytelniczek. Jestem pewna, iż wszystkie
te będą zachwycone najnowszą fabułą opowieści Jax. O tym, jak się zagubić, by
do reszty siebie nie potracić i kiedy jeszcze jest nadzieja, by cokolwiek odnaleźć…
„Jednak czy (…) nie była to
zmyślona (…) historia? Nie potrafił połączyć pewnych kropek i bardzo go to
męczyło. Musiał jednak pogodzić się z faktami i żyć dalej, uznając, że i tak
miał więcej szczęścia niż inni. Przeżył.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)