K. Gawron - Zły kadr - recenzja

by - 00:13:00

„Zły kadr” to połączenie thrillera, tragedii i elementów grozy w niezwykle klimatycznie udane ujęcie - debiut, dla jakiego miałam przyjemność napisać polecajkę na skrzydełko. Goszczę na nim wespół z Maxem Czornyjem, co jako psychofanka Autora uważam za ogromne wyróżnienie! Zdecydowałam się na okraszenie pierwszej powieści Pisarza o pseudonimie K. Gawron następującymi słowy: „Odcięci od świata przez śnieżycę czy uwięzieni w kadrze z koszmarów? Zamiast filmu, ekipa nagrała coś, czego nie da się wyreżyserować… Granica między rolą a przerażającą rzeczywistością zatarła się szybciej, niż spadały kolejne białe płatki. Dom stał się klatką, obiektyw świadkiem, a strach najsurowszym reżyserem. <Zły kadr> to osaczający thriller o tym, że oko kamery nigdy nie mruga. Odważysz się w nie spojrzeć?” - i myślę, że zdania te doskonale przystają do niepokojącej atmosfery, która eskaluje wraz z każdą przewróconą stroną lektury. Wydawać by się mogło, że to wszystko przecież niejednokrotnie w literaturze już było: śnieżyca, ustronny dom na wsi, klaustrofobiczne odcięcie od świata, brak zasięgu, trup i coraz większa nieufność, jaką odczuwa do sobie zgrana wcześniej paczka znajomych. Owszem, ale - co udowadnia powiązany ze środowiskiem kinowym twórca opowieści, wciąż można stworzyć z wykorzystywanymi wcześniej motywami w pełni oryginalną narrację, jakiej doskonale stopniowane napięcie sprawia, że nie można się od niej oderwać ani na chwilę. Oto thriller, którego każda strona powoduje u czytelnika uczucie trwożącego zimna i pożądane ciarki strachu. W mojej ocenie to jednak także w dużej mierze napisana pięknym, choć niestroniącym od uzasadnionej brzydoty, językiem opowieść o odrzuceniu i konieczności przywdziewania masek, za którymi o wiele trudniej kogoś skrzywdzić. O talencie i pasji, jakie to niekiedy muszą usunąć się w cień - i oczekiwać wiernie na realizację marzeń. O zadrach sprzed wielu lat, które będą uwierać dopóty, dopóki się ich nie pozbędzie, co zaś czasem jest możliwe tylko poprzez zemstę. I o tym, jak wiele czyni się, by osiągnąć cel…

„Rdzawa plama tonęła za szczytami gór, rozlewając się krwawym blaskiem po strzępach chmur. (…) to wszystko znaki, sekretne ostrzeżenia. Łatwiej je zignorować. Niebo, gdy ma nadejść noc ciężka i krwawa, próbuje jeszcze coś powiedzieć. Maluje się szkarłatem na obłokach. To ostatni krzyk. Jednak nikt nie słucha. Bo i po co?”

Zawsze chciałeś być kimś znaczącym w filmowym świecie. Choć montażyści często są niedoceniani, jako że działają na zapleczu i mało kto wie właściwie, jak wiele wnoszą do produkcji, wystarczyłoby Ci w zupełności, gdybyś mógł zajmować się tym, co kochasz najbardziej. Ambitne, raczej niszowe kino grozy, najlepiej w czarno-białych ujęciach. Projekty artystyczne, w jakich prawdziwy klimat tworzy skrzętnie budowany artyzm - dzięki umiejętnie złożonym klatkom. Szybko przekonałeś się jednak, że śni Ci się coś, co nieznanemu nazwisku w dzisiejszym świecie niełatwo jest osiągnąć. Choć ćwiczysz się w swojej profesji już od czasów szkoły średniej, nigdy nie spotkałeś się ze zrozumieniem, a bajkowa szansa na karierę nie spadła Ci magicznie z nieba, jak niektórym - wiesz, że na tę musisz zapracować samodzielnie. Dawniej wyśmiewany przez kolegów jako szalony artysta, wiecznie z oczami utkwionymi w tym czy innym ekranie. Dziwak, odmieniec, niepokojąco odseparowany od wszystkich innych trzpiotek. Obecnie ktoś, kto - aby jakkolwiek się utrzymać - zarabia na życie czymś, czego z każdym kolejnym zleceniem coraz bardziej nienawidzi: montażem filmów z pełnych pijaństwa wesel, nadętych komunii i innych uroczystości rodzinnych, które napawają Cię rosnącym zniechęceniem do świata. Mógłbyś być kimś wielkim, gdybyś poświęcił się w pełni pracy nad prywatnymi projektami, wiesz to - od zawsze to wiedziałeś. I wierzyłeś w to całym sobą, w kontynuacji jakiej to misji od pewnego czasu pomaga Ci… głos w głowie. Bywa, że przychodzi nocą i całkiem niezapowiedziany. Odzywa się nieproszony i maluje czarne wizje, których finał prowadzi jednak do Twojego zwycięstwa. Namawia do złego i… obiecuje, że już niedługo zyskasz szansę, by stać się KIMŚ - jeśli tylko go posłuchasz. A potem otrzymujesz propozycję nowego zlecenia. Oto Twój moment.

„Czasem mam wrażenie, że połowa świata składa się właśnie z takich postaci, gotowych zawsze podsumować Cię jednym zdaniem i sprowadzić do żartu. Choć sami wyglądają jak nieśmieszny żart.”

Reżyser, która jest odpowiedzialna za powstanie jednej nagrodzonej produkcji zaprasza Cię do udziału w projekcie, w jakiego sukces pokłada ogromną nadzieję. Dramatyczny scenariusz, niszowe kino, surowe kadry - montaż, który ma grać na emocjach widza. To jest to, myślisz sobie i odkładasz na bok składanie filmu z kolejnego nudnego przyjęcia. Już jutro wyruszysz z zebraną naprędce ekipą wprost do małej, położonej na obrzeżach, bieszczadzkiej wsi, gdzie będą odbywać się nagrania. Pakujesz wierny komputer i już wkrótce siedzisz cudem upchnięty w niewielkim samochodzie całej drużyny. Podróż nie należy do przyjemnych - także dlatego, że pogoda postanowiła pokazać, czym jest prawdziwa zima. Gdy docieracie na miejsce, śnieżyca wydaje się tylko przybierać na sile, choć wcale nie uważasz, by było to coś złego - pokryta białym puchem chata krewnego jednego z towarzyszy jest bardzo klimatyczna. Choć przy tym szokująco skromna, jak i jej gospodarz. Pierwsze tarcia w zespole zaczynają się tuż po przybyciu, kiedy okazuje się, że w tych zimnych warunkach nie będziecie mieli nawet możliwości skorzystania z normalnej toalety. Cóż jednak - po ochłonięciu wszyscy dochodzicie do wniosku, że wielka sztuka najczęściej wymaga poświęceń. Jakoś będziecie musieli wytrzymać te kilkanaście dni, jeżeli macie zrealizować wszystkie sceny zawarte w scenariuszu. Lokujesz się na poddaszu i z duszą na ramieniu włączasz sprzęt, który posłuży Ci do montażu. Od samego początku trudno jednak skupić Ci się na pracy, do jakiej zostałeś włączony. Wszystko to za sprawą Mai - przejętej artyzmem i nieco egzaltowanej pani reżyser, z jaką w głowie coraz częściej pojawiają Ci się niepokojące i okraszone ścieżką dźwiękową wizje. A potem, na skutek całkowitego załamania pogody, zostajecie całkowicie odseparowani od świata. Zasięg znika. Pojawia się za to zmasakrowane ciało, zaś w przydomowej szopie - nieznajomy, który tak umiejętnie włada słowami, że kilkoma zdaniami nastawia Was wszystkich przeciwko sobie, nakręcając spiralę wzajemnych podejrzeń. I nim bestialskie szaleństwo rozpanoszy się w wiejskiej chacie na dobre, pewnym stanie się, że na pamiątkę po nim nie pozostanie zły kadr - a możliwie najgorszy… Albo, jak zresztą chciałeś, w swej wielkości bezśmiertny.

„Wiesz, jaka to jest męczarnia, kręcić chałtury i udawać, że Cię to nie wypala? (…) A potem się dziwi, że nie jestem miła. Że nie uśmiecham się jak idiotka. Że się spinam… (…) w żyłach krążyło jej AAAD - alkohol, adrenalina, artystyczna desperacja, koktajl półlegalny, lecz zaskakująco skuteczny.”

Na scenie polskiej literatury brakuje pisarzy, którzy w umiejętny sposób łączą pełnogatunkowy thriller z elementami grozy oraz sztuki w postaci tragedii, przynajmniej w mojej ocenie. Najczęściej do mrocznych fabuł wkrada się tyle skrawków kryminału, że pierwotna forma książki ewoluuje w nie to, czego się oczekiwało. Z tego właśnie powodu uważam, że K. Gawron to pseudonim, o jakim niebawem będzie głośno. Uważam, że to bardzo ożywczy powiew lodowatej, cienistej świeżości na arenie wszelkich mrocznych historii. Autor nader umiejętnie włada zdaniami, z których składa opowieść pełną niepokoju. Największe uznanie budzi przy tym fakt, że warstwa językowa jest poetycka podczas budowania klimatu i wręcz brutalna wówczas, gdy sceny tego wymagają. Trzecioosobowe spojrzenie na fabułę pozwala zaś na płynne zobaczenie wydarzeń z perspektywy każdego z wielu bohaterów. Genialną okazuje się także postać nieznajomego - moim zdaniem to wprowadzenie do narracji… psującego szyki pozostałym, wszechwiedzącego narratora. Pyszne - wszak w takie zabiegi literackie naprawdę trzeba umieć. Własne serce szybko oddałam zaś montażyście samotnikowi, z którym bardzo łatwo można się utożsamić, jeżeli pełni się jedną z artystycznych profesji. Niezmiernie raduje mnie fakt, że na thrillerowym horyzoncie oto zmaterializowało się przede mną spod płatków śniegu i nieprzeźroczy szyb pomalowanych szronem coś niespodziewanie nieprzewidywalnie niepokojącego. Jeśli szukasz książki pełnej suspensu, napięcia i najczarniejszych czerni - oto doskonały wybór. Niekiedy nawet rzekomo „Zły kadr” może się bowiem okazać więcej niż dobry, a o to więcej właśnie Pisarza proszę. 8/10

„(…) to nie jest to, co chciałeś robić, prawda? (…) myślałeś, że będziesz opowiadał historie, a montujesz przypadkowych, spoconych i pijanych ludzi (…) ile jeszcze zrobisz takich filmów, zanim zapomnisz, jak wyglądały Twoje własne pomysły? (…) a może już dawno przestałeś marzyć (…).”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)