Harlan Ellison - Opowiadania najlepsze - recenzja

by - 23:02:00

Literatura science-fiction stanowi niezrównany wehikuł, za pomocą którego jej autorzy oraz odbiorcy mogą pędzić przez przyszłość z bagażnikiem pełnym przeszłości. Umożliwiającym, pod płaszczykiem opowiadania o wiekach, które dopiero nadejdą, wnikliwe roztrząsanie spraw znanych ludzkości od samych jej początków. Jeśli chcesz przeczytać niezrównane studium przeraźliwej samotności w świecie pełnym bliźnich, bezsiły wobec nieznanego i miłości potężniejszej od wszelkich przeciwności - sięgnij po „Solaris” Stanisława Lema. Masz ochotę poznać naturę totalitaryzmów, wobec których jednostka jest niczym a wszelkie przejawy życia podporządkowane są życzeniom władzy i stworzonego przez nią systemu przy wydatnym udziale uciskanych - zapoznaj się ze słynnymi dystopiami: „Rok 1984” George'a Orwell ‘a, „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya oraz „451 stopni Fahrenheita” Raya Bradbury’ego. Gdy interesują Cię zagadnienia pozbawionej wszelkich skrupułów walki o objęcie rządów, mechanizmy sterujące imperiami oraz istota bezlitosnego żywiołu rewolucji, rozpętanej przez demagogów - weź do ręki „Diunę” Franka Herberta. Chciałbyś zagłębić się w pełną zadumy opowieść o kalejdoskopie postaw wobec nieubłaganej siły, wiodącej do upadku cywilizacji oraz granicy poświęceń, ofiaruj parę godzin „Wojnie światów” Herberta Georges'a Wellsa. Wyliczać dzieła z tego gatunku, które opisują światy wyimaginowane, a jednak przerażająco prawdziwe, zajmujące się tak naprawdę człowiekiem, stanem jego jaźni, marzeń i tęsknot, obaw i najgorszych ze strachów; tym wszystkim, co unosi go i dręczy, można by bez końca. Do tegoż kanonu należy także twórczość Harlana Ellisona, niepokornego i przez długi czas wyklinanego Pisarza, zajmującego się fantastyką naukową, którego zbiór opowiadań jest przedmiotem niniejszej recenzji. On sam był postacią niezwykłą; jedną z tych, które ufają, że ludzkie uniwersum może być lepsze niż faktycznie jest. 

„Wierzył, że należy starać się ulepszyć człowieka tu i teraz, a nie w nieznanej otchłani po tamtej stronie. W imię tego poświęcał swoje pieniądze, bezpieczeństwo, a kilkakrotnie nawet życie.”

Literacki wyraz takiej postawy przenika każde z opowiadań Autora, który nie kryje, że wcale nie będzie o to łatwo, zwłaszcza wobec wyzwań, jakie mogą spotkać ludzkość w przyszłości. „Nie mam ust, a muszę krzyczeć” zabierze Cię, Czytelniku do wnętrza wszechwładnego komputera, w którym piątka ostatnich ludzi, skazanych na wieczną niewolę, zmaga się z demonami własnej przeszłości i nienawiścią maszyny, chcącej odebrać im resztki człowieczeństwa. Jej „uczucia” są spowodowane własną paradoksalną niemocą - może wprawdzie działać i trwać, ale nie jest w stanie prawdziwie żyć, w sposób, który nadaje sens egzystencji.

„Obdarzyliśmy go samoświadomością. Nieumyślnie oczywiście, a jednak. Tylko, że właśnie przez to wpadł w pułapkę. AM nie był Bogiem, lecz maszyną. Oszalały z wściekłości, zabił prawie wszystkich ludzi, lecz wciąż tkwił w matni. Nie mógł podróżować, nie mógł się zachwycać, nie mógł przynależeć.”

Pochylić trzeba czoła za tak wnikliwe poruszenie tematu, jaki w dobie rozwoju sztucznej inteligencji, budzi coraz więcej obaw wśród tych, którzy uważani są za „panikarzy”, a być może widzą więcej i dalej niż wielbiciele nieograniczonego postępu. 

Tytułowe „Kajaj się, Arlekinie - rzekł Tiktator” przywodzi na myśl „Rok 1984” Orwella. Opisuje zmagania „szaleńca” z systemem, który całkowicie podporządkował sobie życie społeczeństwa. Bezlitosny i narzucający wszystkim wymogi nienaruszalnej punktualności w „służbie” zbiorowości, zgładza jej członków, gdy tracą dla niego wszelką przydatność. Czy istnieje wyjście z takiej opresji? Przesłanie Pisarza jest zarazem negatywne, jak i pełne wiele mówiącej nadziei, która stała się katalizatorem implozji tak wielu totalitaryzmów, opierającej się na jakimkolwiek, nawet najmniej znaczącym oporze wobec rządzących nimi zasad. Znakomite zilustrowanie starego przysłowia o „kropli drążącej skałę”, nawet tę najtwardszą i wyglądającą na nienaruszalną, a także przejmująca analiza mechanizmu silnego bezsilnością i obojętnością tworzących go trybików. 

„Tak więc Everett C. Marm został załatwiony (…), ale nie można zrobić omletu bez rozbicia kilku jajek i podczas każdej rewolucji ginie kilka osób, które nie powinny, a jednak muszą zginąć, ponieważ tak już jest, lecz jeśli rezultatem jest choć niewielka zmiana, wydaje się to opłacalne”.

„Skowyt bitych psów” to opowieść o banalnym, ulicznym morderstwie, które staje się asumptem do wydarzeń zmieniających życie pewnej kobiety, głównej bohaterki. W pozbawionym sentymentu świecie pełnym drapieżników, tylko pełne podporządkowanie się Baalowi gwarantuje bezpieczeństwo, a miłość i każde inne czyste uczucie musi ugiąć się pod naporem brudu i zła. To kapitalny obraz współczesnego miasta, odczłowieczonego i pochłaniającego bez reszty swoich mieszkańców. Czyniących z nich niewolników okrucieństwa, tworzącego krąg niepowstrzymanej przemocy, przy milczącej zgodzie tych, którzy mogą, a jednak nie mają odwagi tego zmienić.   

„Niczego innego nie możesz oczekiwać, kiedy upchniesz tylu ludzi w betonowej klatce z autobusami i taksówkami, srającymi wszędzie psami, całodniowym i całonocnym hałasem, bez pieniędzy i wystarczającej liczby mieszkań, bez knajpy w której można dostać porządnego drinka...”

„Na równi pochyłej”  to najpiękniejsze z opowiadań, oniryczne i pełne ezoteryki, rozgrywające się, a jakże inaczej, w Nowym Orleanie. Studium miłości, człowieczych postaw wobec tego uczucia, a także poświęceń, jakie trzeba ponieść, aby zachowało swoją moc. Dwa duchy - mężczyzny i kobiety, wędrujące  się po spowitym poranną mgłą, starym, pięknym cmentarzu i rozprawiające o swoich przeszłych wyborach. W wymowie podobne nieco do drugiej części „Dziadów” Adama Mickiewicza i równie działające na wyobraźnię. Odwołujące się do tego pierwiastka duszy, który nigdy nie zniża się do ziemskiej miałkości. 

„Ona nigdy nie kochała. Ja kochałem za bardzo. Przesada w czymś tak delikatnym jak miłość jest potworną zniewagą w oczach Boga Miłości. I niektórzy z nas - którzy nigdy nie pojęli, iż ratunkiem jest złoty środek - ci z nas są skazywani na wieczną tułaczkę (…).”

„Mefisto w onyksie” to przewrotna historia seryjnego mordercy. Pełna ukrytych znaczeń, z doskonale poprowadzonym wątkiem zamiany dusz, traktuje o miłości i zbrodni, budując paralelę pomiędzy tymi dwoma skrajnymi afektami. Towarzyszące czytelnikowi od pierwszych stron napięcie znajduje apogeum w końcowej scenie, która całkowicie zmienia sposób postrzegania wcześniej snutej narracji, kryjąc tajemnicę za nieprzeniknioną maską, nałożoną na twarz nieszczęśnika siedzącego na elektrycznym krześle. Nieodzownie przywodzi na myśl utwór „The Mercy Seat” nieocenionego Nicka Cave’a.

„Dym unosił się spod czarnej maski zasłaniającej jego, moją twarz i słyszałem niemy krzyk (…). objąłem ją, przyciągnąłem do siebie, przycisnąłem twarz do jej ramienia i przytuliłem ją; słyszałem krzyk rozbrzmiewający długo, przynajmniej w moich uszach, a w końcu tylko wiatr...”

Jednak myliłby się ten, kto oczekuje poruszania przez Ellisona tylko „poważnych” tematów. Nie stroni on bowiem również od humoresek. „Dżin bez popitki” jest ukłonem wobec tych wszystkich kobiet, które inteligencją i pomysłowością przewyższają swoich partnerów. Małżeństwo, stara lampa nabyta w magicznym sklepie i dżin, który od wieków cierpi katusze, wtłoczony w jej zbyt małą dla niego przestrzeń. Jego uwolnienie jest skutkiem, oczywistego wydawałoby się pomysłu, na jaki jednak nie był w stanie wpaść właściciel artefaktu płci męskiej i został w tym wyręczony (na swoje szczęście) przez żonę. Panowie, nie jest hańbą dzielić życie z kimś, kto stanowi szyję, kręcącą ukrycie głową! Wiedzą o tym wszyscy, którzy mieli okazję wypić niejeden kielich goryczy. 

„Danny machnął ręką. Jaki sens protestować? Wiedział, że Connie jest uparta, kiedy się z nią żenił (…). On jednak też był uparty; z pewnością zdoła postawić na swoim. Prawdopodobnie.” 

„Jak wygląda nocne życie na Cassaldzie?” to wielce obrazowa wizja inwazji obcych, którzy są perfekcyjnymi maszynami do uprawiania seksu i doprowadzają w oczywisty sposób do zagłady ludzkości. Zaiste, nawet przyjemność w zbytnim nadmiarze kończy się zawsze źle. Sugestywne i zabawne, z niespodziewanym udziałem karaluchów, które jako jedyne są w stanie przetrwać nieuchronny koniec cywilizowanego świata, co zresztą zawsze prorokowali naukowcy, jednak tylko w kontekście atomowych grzybów.

„W trakcie swych wszystkich podróży po kraju odkrył, że karaluchy są jedynymi stworzeniami, z którymi Cissadanie nie uprawiają seksu. Najwyraźniej były zbyt obrzydliwe nawet dla nich. Niepowstrzymywane karaluchy mnożyły się na całym świecie.”

„Opowiadania najlepsze” Harlana Ellisona to zbiór krótkich form literackich z gatunku science- fiction. Jest ich dziewiętnaście i podzielone zostały na pięć bloków o wiele mówiących tytułach: „Gniewni bogowie”, „Zagubione dusze”, „Upływ czasu”, „Jaśniejsza strona” oraz „Ostatnie słowo”. Powiązane nastrojem i tematyką, stanowią zwierciadło, w którym przegląda się ludzkość, ze wszystkimi jej skomplikowanymi uczuciami, cierpieniem, bezsilnością, mechanizmami społecznymi oraz strachem przed nieznanym i samą sobą. Żartobliwe, poważne, tajemnicze, a zarazem nieodmiennie budzące ciekawość. Frapujące formą i wynikającym z nich przesłaniem. Nie sposób przejść obok nich obojętnie tym wszystkim, którzy cenią wirtuozerię słów kreślonych intrygującym piórem Pisarza, jakiego wyobraźnia zdaje się nie znać granic. Czasami brudne i odrzucające, a jednak zmuszające do refleksji nad człowieczą naturą i otaczającym światem. Często trudne w odbiorze i sprawiające wrażenie nieuładzonych i chaotycznych, pisanych w manierze „strumienia świadomości”, a przy tym stanowiące soczewkę, w której skupiają się wszelkie podniety i obawy dostępne homines sapientes. Piękne i obrazoburcze, dłuższe i krótsze, nie stronią od zadawania ważnych, egzystencjonalnych pytań, na które odpowiedź nie jest ani oczywista, ani łatwa. To fantastyka dostępna tylko dla najwybitniejszych przedstawicieli tego gatunku literackiego, wiodąca odbiorcę do odkrywania i definiowania tego, co nieznane i nieprzeniknione od samego zarania. Czy udana? Odpowiedź każdy znajdzie sam w tym niezwykłym Zbiorze. Wielkie oklaski należą się Wydawnictwu Rebis nie tylko za przybliżenie twórczości tak nieszablonowego Pisarza, który w Polsce jest praktycznie nieznany, ale także za bardzo staranne wydanie książki. Sugestywna, mroczna okładka doskonale koresponduje z tematami, które są za nią poruszane, a jej solidność i doskonałej jakości papier budzą niekłamane uznanie. Tak to się robi, Panie i Panowie! 8/10

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)