Elżbieta Barczyk - Cierń w mroku - recenzja

by - 01:08:00

Można być komuś solą w oku… lecz i cierniem w mroku. Osobą, która tak bardzo nie pasuje do pozostałych, że rezygnuje ze wszystkiego i postanawia nigdy nie opuszczać cienia. Jakie to uczucie, kryć się w nieprzeniknionych ciemnościach, nie pozostawać w jednym miejscu zbyt długo, by nie dać się zauważyć ani pojmać, rozmawiać tylko z przeszłością i wspomnieniami - w głowie? Wydaje się, że to tak zaawansowany stopień osamotnienia, że aż przeraża. Tymczasem bohater o tajemniczej historii, wykreowany przez Elżbietę Barczyk udowadnia, iż w niektórych okolicznościach nauczenie się życia w pojedynkę i w niewidoczności jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż przyłączenie się do bezpiecznej aczkolwiek… nieposiadającej żadnych wartości grupy. Szczególnie, jeśli jest się odmieńcem jak Val, który alternatywnie mógłby sprzeniewierzyć się wszystkiemu i stać marionetką zarządzających światem wampirów lub wilkołaków albo członkiem kliki człowieczych służących na usługach bestii. Mężczyzna, element ludzki o nietypowych zdolnościach, pragnie zaś tylko, by nikt nie zwracał uwagi na jego marną personę, przemykającą szemranymi zaułkami krainy, gdzie po wybuchu Słońca panuje wieczna czerń i od jakiej sam Bóg dawno odwrócił wzrok, skrajnie rozczarowany jej obecnym kształtem. Niestety, na skutek szalonych splotów okoliczności, spokój jest ostatnim, co będzie mu dane. Jeden nierozważny krok prowadzi wprost w przepaść nieprzewidywalnych konsekwencji - a jego samego na świecznik najpotężniejszych (nie)żyjących stworzeń. Próba udowodnienia, że resztki sumienia wciąż znajdują się na właściwym miejscu sprawia, że dotychczas bezimienną, nieposiadającą koniecznego numeru, nieistotną osobą Vala interesuje się zarówno alfa wilków, jak i książę krwiopijców. Z jakiego jednak powodu sama wierchuszka miałaby stoczyć bój o to, by mieć kogoś tak pozornie nieważnego i nijakiego po stronie swojego klanu? Odpowiedzi szukać należy głęboko w minionych czasach, w których była jeszcze nadzieja na lepsze i świetliste oraz w… niezłomności. To o niej bowiem opowiada przede wszystkim „Cierń w mroku”.

„Ludzie nauczyli się wypierać niewygodną prawdę. Nie chcą o niej myśleć czy rozmawiać. Łatwiej i bezpieczniej jest żyć w kłamstwie. Ślepo poddawać się temu, co sądzi większość i podążać za ogłupionym tłumem, zamiast choć raz pomyśleć samodzielnie.”

Jesteś przyzwyczajony do tego, że nie masz żadnego towarzystwa oprócz zniszczonego plecaka, w jakim tkwi kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Dawno temu nastąpił wybuch, po którym cały świat spowiła ciemność, rozpraszana tylko tu i ówdzie sztucznym oświetleniem, dlatego bez problemu przemykasz poza radarem jasności z rozstawionych w strategicznych miejscach reflektorów. Żyjesz jak bezdomny, którym w istocie się stałeś - odziedziczony po ostatnim żyjącym bliskim dom dawno już zarósł zapuszczeniem. Odwiedzasz go możliwie rzadko, gdy jesteś w okolicy - zwyczajnie boisz się szwendać w pobliżu, które zresztą wiąże się ze zbyt dużą ilością bolesnych wspomnień. Jesteś Val i choć zaliczasz się do najniższej warstwy społecznej, czyli zwykłych ludzi - ani zwykły nie jesteś, ani tak jak cała reszta nie posiadasz koniecznego, nadanego numeru, który zastępuje imię i nazwisko. Dla wszelkich systemów nie istniejesz więc wcale i bardzo Ci to odpowiada. Za to, by nikt o Tobie nie wiedział, poświęciło zresztą wiele mnóstwo krewnych. Gdyby ktokolwiek miał pojęcie o Twojej nietypowości, źle by się to dla Ciebie skończyło a panujące frakcje są już ze sobą wystarczająco skłócone, by jeszcze dokładać im powodów do kolejnych sporów i wojenek. Nienawiścią darzysz zresztą po równo każdą z nich. Władzę dzierżą do spółki wampiry oraz wilkołaki - mieszkające wśród swoich, lecz wciąż poszukujące następnych zwycięstw lub, najlepiej, pokonania tych drugich i wyeksterminowania ich, aby rządzić samodzielnie. Prawa, jakich ludzie nie mają praktycznie wcale, zostały ustalone do spółki przez posiadających kły i futro. A człowiecze jednostki… cóż, współpracują z obiema frakcjami bestii, by zyskać jakkolwiek lepszy żywot, przywileje czy apanaże. Pozostali najczęściej krótko chodzą po tym świecie, mordowani dla zabawy czy gdy tylko przetną przypadkiem drogę któregoś spośród panów i odważą się nie wykonać jego woli. Zarówno wampiry, jak i wilkołaki mogą nakłonić człowieka do absolutnie wszystkiego samym głosem. Każdego… oprócz Ciebie.

„Ja po prostu nie ufałem ludziom. Bałem się otworzyć przed kimkolwiek serce i duszę. Wszystkie moje sekrety muszę trzymać głęboko w sobie. (…) przekazał mi swoją wizję świata. Może nie jest ona zbyt popularna i wielu może się z nią nie zgadzać, ale nadal będę postępować tak, jak dyktuje mi serce. Nawet, jeśli nie będzie to łatwe.”

Dziadek. To on pokazał Ci, że Twoja odmienność niekoniecznie jest wadą - ale czyni Cię tak wyjątkowym, że nikt nie może się o niej kiedykolwiek dowiedzieć. Zrobił zresztą wszystko, co w jego mocy, a nawet i poza nią, aby ochronić Ciebie i Twój sekret. To tę barwną osobę wspominasz w najczarniejszych chwilach osamotnienia, odtwarzając mgnienia przeszłości i bajarskie opowieści niczym film, gdy wędrujesz mrocznymi ulicami i walczysz o życie. To ostatnie zdarza się zresztą ostatnio przerażająco często, bo co rusz czyhają na Ciebie absolutnie niespodziewane i śmiertelnie niebezpieczne zagrożenia. Najpierw słabi ludzie postanowili sprzedać informację o Twojej chwilowej kryjówce pod mostem, pewnie za ten czy inny bezcen. Później, kierowany niemądrymi dla większości wartościami, których na przekór złu i słabościom nie zamierzasz się wyzbyć, zobaczywszy przed kolejną z Twoich miejscówek wysoko postawionego i bardzo rannego wilkołaka, zdecydowałeś się nim zaopiekować do momentu wyzdrowienia, czym ściągnąłeś na siebie uwagę licznej grupy futrzaków i nie tylko. Nie możesz bowiem zapomnieć o tym, iż sam książę wampirów z pewnością coś knuje. Jeszcze niejasno, lecz z pewnością to kwestia czasu, złożył Ci właściwie obietnicę rychłej propozycji nie do odrzucenia. Żyłeś sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, a nagle bez wytchnienia co chwila walczysz o dalsze oddechy, przewożony z miejsca na miejsce, przesłuchiwany i męczony niechcianym towarzystwem najpotężniejszych spośród władnych. W dodatku wszyscy zachwycają się Twoim niezłomnym, niewzruszonym i skrajnie stoickim charakterem małomównego, tajemniczego osobnika, któremu absolutnie na niczym nie zależy. Nie dajesz się kupić, spotwarzyć ani skruszyć, co wprawia w konsternację zarówno najważniejsze wampiry jak i wilkołaki. A wszyscy pragną Cię u swojego boku. Teraz? I każdy chciałby wiedzieć, kim, u licha, jesteś. Cóż… mistykiem, który wystygł - pozostawiając cynika. Z własną misją…

„(…) próbowali zmusić do wystąpienia przeciw własnej naturze, do porzucenia wpojonych mi od urodzenia zasad. Nie udało im się mnie złamać, ale zapłaciłem za to bardzo wysoką cenę. I dlatego nigdy im tego nie zapomnę.  (…) Zimny i obojętny, ze skostniałym sercem.”

Bohater utrzymanej we właściwej Elżbiecie Barczyk, mistycznej atmosferze z pogranicza jawy i snu powieści mówi wprost, że można zobojętnieć, gdy żyje się na świecie, który spowija mrok. Tymczasem w tej stanowiącej swoisty moralitet historii to właśnie jego wierność wartościom mimo wszystko, niezłomność i okazywanie sumienia okazują się najistotniejszymi elementami narracji. Niemruganie i całkowity spokój - niezależnie od okoliczności. Przyjmowanie ciosów od losu bez okazania ani jednej emocji. Darowanie życia i zdrowia wtedy, kiedy każdy inny dopuściłby się niecnego uczynku, byle zyskać na tym cokolwiek dla siebie. Samotne i dzielne podążanie pod prąd - i jednocześnie niepożądanie czegokolwiek. Postronnie można by stwierdzić, że to li stagnacja, ale gdy pozna się przeszłość oraz osobowość (zresztą jego oczami, dzięki - niekiedy zbyt -  licznym dygresjom i wewnętrznym rozważaniom) Vala bliżej, szybko uzna się go za… jednego z nielicznych pozostałych w opowieści, prawdziwie człowieczych ludzi i postać do podziwiania. Istny „Cierń w mroku”, który uwiera… wszystkich słabszych, nawet całkowicie nierzucającą się w oczy, nieszukającą zwady obecnością - ledwie skrytą w mroku, lecz mimo tego wyczuwalną. Tego rodzaju jednostki w każdym, fabularnym czy prawdziwym świecie, powodują niczym niesprowokowaną nienawiść  - tylko dlatego, że ich odbicia w lustrach ukazują coś odmiennego i równocześnie lepszego niż u pozostałych. Jak najczęściej to bywa, zamiast poprawić siebie, bezkształtna masa woli spróbować każdą metodą pozbyć się tego innego, stojącego ponad nią. Nie inaczej jest w powieści Autorki - liczącej zaledwie 256 stron, ale jakże wartościowej historii. Pełnej smutku i ciemności. Z bohaterem typu John Wick, lecz w przypadku Barczyk należy po prostu przyjąć konwencję. Z nostalgiczną postacią Dziadka, wyłaniającą się z retrospekcji. I z morałem… bo tylko niezłomne, wierne i inne niż wszystko ma znaczenie. Solidne 7/10.

„Robię to, aby udowodnić samemu sobie, że coś jestem wart, że nawet jeśli inni spisali mnie na straty, to nie poddam się tak łatwo i nadal będę żył na przekór wszystkim, bez względu na to, ile bólu będzie mnie to kosztować.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)