Vera Buck - Mroczne lato - recenzja
Zrujnowana willa na Sardynii do nabycia za symboliczne jedno euro… To brzmi tak pięknie, że aż podejrzanie. A jednak właśnie na taką okazję, wiedziona ostatnią wskazówką pozostawioną przez nieżyjącego już ojca, trafia włoska architekt Tilda - główna bohaterka najnowszej powieści Very Buck. Grzech nie skorzystać - tym bardziej, jeśli z uwagi na pełnioną profesję, kwestia remontu nie będzie wymagała zatrudnienia wielu zewnętrznych fachowców. Cóż to za wspaniała wizja - stać się pierwszą mieszkanką zupełnie opuszczonej wioski, której władze próbują przywrócić dawną żywotność, wyprzedając nieruchomości za bezcen… Może jednak nieco mniej nęcąca, gdy okaże się, że nie bez powodu nikt nie chce osiąść w Botigalli. Ponad czterdzieści lat wcześniej to właśnie tutaj doszło bowiem do tajemniczej masakry, której okoliczności pozostają niejasne aż do dzisiaj. Podczas hucznego wesela w jednym z domów zamordowano absolutnie wszystkich z osady… Wszystkich poza ostatnim ocalałym - gnuśnym starcem, zajmującym położoną na skraju wąskiej ulicy, rozpadającą się chatę, choć o nim wiedzą tylko nieliczni. Zanim Tilda będzie miała wątpliwą okazję go poznać, w jej naznaczonej tragediami egzystencji nareszcie rozgoszczą się cisza i spokój - tak niezbędne po doznanych utratach. Może tego właśnie trzeba wówczas, gdy na świecie nie pozostanie już nic personalnie cennego - osiąść gdzieś na krańcu rzeczywistości, pośród popiołów i zgliszczy, gdzie po tylu latach wciąż wirują drobinki krwi. W hacjendzie, której sypiące się ściany nadal noszą ślady po kulach. Tam, gdzie nikt nie wie, kim jesteś ani za co czujesz się winna. Ćwiczenia z utraty w tak makabrycznym miejscu nabierają zupełnie innego charakteru… Niemiecka pisarka stacjonująca w Szwajcarii oddała go wręcz doskonale w swej sennej mroczności - zgodnie z tytułem proponując czytelnikowi idealną lekturę na lato. Poetycko złożoną ze smutków i zadawnionych krzywd oraz szokujących zagadek przeszłości. Czy warto było pozwolić im narodzić się w świetle dnia?
„Niczego tam nie ma. Noc
jest ciepła, letnia. Spokojna. Ale coś jest nie tak. Z tym miejscem, z tym
domem. Z przerażającymi wydarzeniami, do których tu doszło i które położyły się
na okolicy niczym całun.”
Niespełna czterdzieści dwa lata temu mała sardyńska wioska została wyeksterminowana w ciągu jednej nocy. Wiadomo tyle, że w największym z domów Botigalli odbywało się wesele. Poza jednym starcem nikt nie opuścił go żywy. Dziś zniedołężniany mężczyzna uparcie dotrzymuje szanowanej w okolicy omerty - odmawiając wygłoszenia prawdy o tym, co tak naprawdę się tu wówczas wydarzyło. Jakim cudem ocalał? Już wkrótce dowiesz się o jego istnieniu na skutek spotkania z odwiedzającym opuszczoną osadę, na wskroś upartym dziennikarzem Enzo, który wydaje się mieć obsesję na punkcie owej masakry. Na razie jednak wprawiasz w osłupienie agentkę nieruchomości, przekazując jej informację o tym, że naprawdę zamierzasz kupić obejrzany chwilę temu, ledwie trzymający się w posadach dom. Dokładnie ten dom, w którym rozegrała się niewyjaśnialna tragedia. Odkąd tu przyjechałaś, nareszcie czujesz się prawdziwie spokojna. Jak gdyby mroczność otaczających dom krajobrazów idealnie korespondowała ze wszystkim, co tkwi w Twoim sercu. Zupełnie, jakby echo dramatu tamtych lat przystawało do tego, co od dłuższego czasu odczuwasz. Wszystkie budynki w pobliżu są opuszczone, zaś najbliższe sklepy czy restauracje oddalone na tyle, że sama stajesz się niejako ostatnim żyjącym człowiekiem - pośród ruin, milczenia i wszechobecnych szarości. Jesteś tylko Ty i upiorna cisza starego domu, który powoli przywracasz do stanu używalności. Rzadko kiedy podróżujesz do sąsiednich wsi, by uzupełnić zapasy czy złapać choć na chwilę zasięg w telefonie - i jest to dla Ciebie wystarczający kontakt z innymi, aby nie zdziczeć do reszty. Zastanawia Cię jednak uparte milczenie ludzi, które zapada, gdy zdradzasz im, gdzie się wprowadziłaś. Tylko poznany moment temu niedoszły pisarz Enzo wydaje się być tym zafascynowany. Nawet nie czujesz przerażenia, kiedy dowiadujesz się, jaka jest historia nabytego przez Ciebie budynku. Może wciąż przyciągasz wszystko, co najgorsze… Zasłużyłaś na to, powtarzasz sobie beznamiętnie. A potem odwiedza Cię brat, z którym zawsze chciałaś odbudować relację. Uznajesz, że ruiny sardyńskiego zakątka są ku temu doskonałą lokalizacją.
„Mój mózg wydaje się w ten
właśnie sposób funkcjonować. Przeskakuje z jednego problemu na drugi, a jeśli
problemów nie ma, to będzie ich szukał do upadłego.”
Dobrze żyło Ci się tutaj zupełnie samej, a jednak radością napawa Cię fakt, że Nino Cię odnalazł i tu przyjechał. Odziedziczona po ojcu pizzeria zbankrutowała zgodnie z Twoimi przewidywaniami, pozostawiając po sobie długi, w związku z czym musisz szybko wymyślić, w jaki sposób je uregulować. Oczywiście, że mu pomożesz - w końcu to Twój młodszy brat. Zawsze nieco nieodpowiedzialny, roztrzepany - ale jednak ostatnia żyjąca rodzina. Uczysz się z nim na powrót rozmawiać, budując dorosłą relację, na którą ciągle jakoś brakowało Wam czasu. Zauważasz z uśmiechem, że stał się doroślejszy, mądrzejszy i nareszcie o Ciebie dba - do momentu, w jakim… znika, jak gdyby rozpłynął się w powietrzu. Sardyńska policja nie reaguje na zgłoszenie o zaginięciu, zaś wszyscy z okolicznych wiosek nabierają swoim zwyczajem wody w usta. Postanawiasz nie spocząć, dopóki go nie odnajdziesz. W zadaniu pomaga Ci rybak, w którym na swój sposób niedawno się zauroczyłaś. Tropy wiodą jednak donikąd… Albo tam, gdzie nikt dla własnego bezpieczeństwa nie powinien się zapuszczać. Do dzikich wzgórz i mrocznych jaskiń, niemych świadków odbywających się przed laty porwań dla pieniędzy. Do ciemnych skrzyń, w których byli przetrzymywani uprowadzeni. Do procederu, jaki rozgrywał się tutaj przez dziesiątki lat za milczącym przyzwoleniem wszystkich mieszkańców, żyjących onegdaj z pochodzących z okupów pieniędzy. I przede wszystkim do pamiętnika pewnej młodej kobiety - zmurszałego od starości, lecz opisującego tak przerażające zdarzenia, że aż wolałoby się nigdy na niego nie trafić. Choć może zmarłym należy się prawda. Ta, co to okaże się bardziej złożona i nieprzewidywalna od wszystkiego, co podejrzewałaś. Diabeł dawno powiedział temu zakątkowi dobranoc - lecz z pewnego powodu chciał Cię tutaj mieć. Tam, gdzie od zawsze było Twoje miejsce… Aby umrzeć lub odrodzić się na nowo. Feniks jednak nie zawsze powstaje z popiołów.
„Znów zastanawiam się, na
ile znam własnego brata. I czy może teraz, kiedy już dorośliśmy, nie powinniśmy
dać sobie więcej szans na relacje, zamiast dalej tkwić w zatargach z okresu dzieciństwa,
do których oboje tak bardzo przywykliśmy. (…) Jesteśmy dwojgiem rozbitków na
bezludnej wyspie (…).”
Na recenzenckiej drodze
miałam okazję przeczytać każdą powieść, którą napisała Vera Buck i jeszcze
żadna z nich mnie nie rozczarowała. Nie uczyniło tego także sennie tęskne „Mroczne
lato” - naznaczony odcieniami wielu dramatów rodzinnych thriller, którego pozorna
powolność przemienia się w skrzętnie budowane napięcie. Nie jest to książka,
która epatuje grozą czy krwawymi opisami. Zamiast tego, dzięki udanie tworzonemu
poczuciu zagrożenia transferowanemu z kart treści na czytelnika, historia okazuje
się nieodkładalna. Na domiar dobrego, tak niepokojąco tragiczna, że aż… piękna.
Pisarka dysponuje bowiem niesamowitym talentem do snucia narracji spod ciemnej
gwiazdy we wręcz liryczny sposób. Snuta przemyślanie sieć powiązań pomiędzy
bohaterami, uczestnikami dramatycznego teatru, staje się natomiast o wiele
bardziej splątana niż można by podejrzewać. Kreacja każdej postaci jest przy tym
niemalże deliryczna - na swój sposób wszyscy to wydają się tracić jaśń, to
skrywać najciemniejsze z sekretów, powodując pyszne zdezorientowanie u
odbiorcy. Choć Botigalli to fikcyjna wioska, tłem dla fabuły są rzeczywiste
wydarzenia, które rozgrywały się na sardyńskich zakątkach. Poprzez wykreowane
reminiscencje porwanych Autorka oddaje przy tym towarzyszące im uczucia tak
plastycznie, że aż cierpiącej na klaustrofobię mnie robiło się nieswojo podczas
lektury. Mimo że ceniłam go już wcześniej, przyznaję, iż warsztat prozatorski Buck
rozwija się na jeszcze lepsze z każdą kolejną propozycją literacką. „Mroczne
lato” uznaję zaś za jeden z najmocniejszych thrillerów przeczytanych
tegorocznej tytułowej pory roku. Pozostawiam je z notą 9/10 i rekomendacją dla
każdego kochanka najstraszniejszych tajemnic minionych chwil, klimatu
zamkniętych społeczności oraz rodzinnych tragedii. I informacją, by strzec się
podejrzanie tanich nieruchomości. Ich historia bywa cieniście długa…
„Wspomnienia przychodzą i
odchodzą niczym cienie. Leżę w ciemności (…). Muzyka w słuchawkach dudni
nieprzerwanie, stając się tłem dla scen w mojej głowie. Jak film z niewłaściwą
ścieżką dźwiękową.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)