Aleksandra Klama - Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji - recenzja
Pora na thriller prawno-technologiczny i jego zwichrowaną fabułę, skrytą za nęcąco dwoistą okładką, czyli…
Czym jest sprawiedliwość wymierzana na sali sądowej? Wielu twierdzi, że tylko
przedstawieniem, w którym główną rolę odgrywają osoby odziane w togi:
prokurator, obrońca oraz sędzia, będący kimś w rodzaju mistrza ceremonii,
podczas gdy prawa pokrzywdzonych, zbrodnia oraz odpowiadająca jej kara stanowią
jedynie swoiste didaskalia. Rzetelność wyroku zależy bowiem w znacznym stopniu od
nastroju czy samopoczucia najważniejszej osoby w tym swoistym trio, tej z wyeksponowanym
łańcuchem na szyi. Nikt nie jest w stanie zagwarantować, iż nie zostanie ona
zmanipulowana darem wymowy złotoustego mecenasa bądź nie dokona błędnej
interpretacji zgormadzonego materiału dowodowego. W końcu nie ma człowieka
nieomylnego, a przecież od decyzji przewodniczącego składu zależy los ludzi,
którzy dostali się we wprawdzie wolno, ale jednak bezlitośnie mielące żarna
Temidy i tak naprawdę zdani są wyłącznie na jej łaskę lub niełaskę. Tymczasem
zapewnienie bezstronnego procesu jest podstawowym obowiązkiem państwa i zarazem
manifestacją jego siły, a także wyrazem triumfu zasady, że złe uczynki muszą
się zawsze spotkać z odpowiednią odpłatą, oczywiście pod warunkiem, że jest wymierzana
w absolutnie rzetelny sposób. Dzięki temu realizuje się bowiem kardynalne
zasady prewencji ogólnej, polegające na utrwalaniu w społeczeństwie poszanowania
dla norm prawnych oraz odstraszaniu wszystkich tych, jacy chcieliby pójść w
ślady przestępcy oraz prewencji szczególnej, która ma wyrobić w tym ostatnim
przekonanie, że nie warto popełniać po raz kolejny czynu zabronionego. Gdy te reguły
zostają pogw*ałcone, republika traci cząstka po cząstce podstawowy fundament istnienia,
stając się własną karykaturą i wystawiając na śmieszność. Trzeba więc temu za
wszelką cenę zapobiegać.
„(…) uwierzyła, że indywidualność jest ważniejsza od stabilności sytemu. (…). A społeczeństwo zawsze eliminuje tych, którzy zakłócają narrację. (…). Ludzie nie chcą wolności. Ludzie chcą narracji, która zdejmie z nich odpowiedzialność.”
Liczni teoretycy o marzycielskim usposobieniu zapewniali, że wystarczy zagwarantować idealne funkcjonowanie najsłabszego ogniwa systemu, a więc sędziego, i nastanie czas wiecznej, prawnej szczęśliwości. Nikt jednak tak naprawdę nie wiedział jakie środki trzeba by zastosować, aby osiągnąć taki efekt. Aż do czasu, gdy pojawiła się sztuczna inteligencja i nastała era algorytmów, zdolnych do ciągłego, w znacznym stopniu samoistnego rozwoju dzięki zdolnościom do uczenia maszynowego. Wyobraź sobie, że poskutkowało to koncepcją, by to właśnie nieomylny mózg elektronowy zastąpił na sali rozpraw ludzki, nieprzewidywalny, labilny i pełen przywar. Nieoczekiwanie jeden z rządów, pozostający w konflikcie z jurystami, zdecydował się na takie rozwiązanie. Triumfalnie ogłoszono likwidację stanu sędziowskiego, który zastąpił system o szumnej nazwie AI. Lex Suprema, czyli Najwyższe prawo. Jego twórcy zapewniali, że będzie wydawać orzeczenia doskonałe: bezbłędne i całkowicie bezstronne dzięki korzystaniu z rozbudowanych sterowników zdolnych do błyskawicznej analizy tysięcy podobnych spraw na całym świecie o precedensowym charakterze, a także perfekcyjnym zbadaniu zebranych dowodów. Nowe reguły proceduralne były jasne: powołano ławę przysięgłych, która mogła wprawdzie zdecydować o uniewinnieniu oskarżonego wbrew rekomendacji maszyny, ale nie mogła zarazem postanowić o jego skazaniu, jeśli pozostawało w sprzeczności z jej wytycznymi. Uprawnienia adwokatów i prokuratorów pozostały takie jak wcześniej, choć oczywiście zmienił się ich zawodowy warsztat. Inaczej bowiem przekonuje się do swoich racji człowieka, a odmiennie sztuczny twór bez uczuć. Zniknęły kwieciste tyrady, jakich miejsce zajęły mowy suche w wyrazie, ale pełne precyzyjnych danych, gdyż takie właśnie „karmią” algorytm w najbardziej skuteczny sposób. Początkowo opór przeciwko wprowadzonym rozwiązaniom był dość spory. Argumentowano przede wszystkim, iż powierzenie rozstrzygnięć nienaturalnej osobowości wypaczy samą ideę sprawiedliwości, gdyż maszyna nie posiada koniecznego człowieczego pierwiastka, czyli także doświadczenia życiowego, serca czy wyobraźni, w związku z czym nie będzie w stanie oceniać rzeczywistości w sposób zgodny z obowiązującymi normami społecznymi, zasadami współżycia społecznego czy czymś tak nieuchwytnym dla automatu jak duch prawa albo jego cel. Jednak tezy niechętnych zbywano milczeniem lub drwinami, zarzucając, iż tkwią w dawno już przeszłej epoce. Ich głos szybko umilkł zresztą pod ciężarem wymowy faktów.
„Bo w tym świecie okazywanie miękkich kolan było luksusem, na który nie
mogła sobie pozwolić. Nie wtedy, gdy miała przeciwko sobie seryjnego mordercę,
zachwycone lub wściekła media, system, który <uczył się na żywo> i
obrońcę, którego kiedyś kochała.”
Pierwszy głośny przewód z zastosowaniem Lex Suprema prowadzony przeciwko burmistrzowi Miastka, obwinionemu o praktyki korupcyjne zakończył się wręcz oszałamiającym sukcesem. Ciągnął się od wielu lat dzięki zręcznemu wykorzystywaniu wszelkich kruczków przez obronę oraz niemożności jednoznacznego udowodnienia zarzutów. Tym razem jednak został szybko zakończony z wynikiem siedmiu lat bezwzględnego więzienia. Oniemiali ze zdumienia świadkowie patrzyli na wielki ekran, zawieszony na ścianie auli, pulsujący dotychczas nieuchwytnymi, a teraz precyzyjnie wykreślanymi przez komputer siatkami licznych przelewów na szybko wykryte tajne konta sprawcy. Jego wina została więc wykazana, jak precyzyjnie wyliczono, w 97 procentach, co wprawiło w zachwyt nawet najbardziej sceptycznych. Zdobytą w ten sposób opinię systemu idealnego ugruntowała kolejna rozprawa, na której Suprema uwolniła od kary długiego odosobnienia młodzieńca, przeciwko któremu skorumpowany policjant preparował dowody. Tym razem maszyna określiła prawdopodobieństwo popełnienia przez niego przestępstwa na zaledwie 23 %, chroniąc tym samym od nieuchronnej sankcji. Po paru miesiącach funkcjonowania nowej rzeczywistości i rozciągnięcia jej także na postępowanie przygotowawcze raporty były w zasadzie bezdyskusyjne: gwałtowny wzrost uniewinnień, zdecydowany przyrost wykrywalności oraz liczne stwierdzenia nieprawidłowości w działaniu policji, prokuratury i biegłych, których skutkom zdołano dzięki temu zapobiec. Nawet Ty w końcu poddałaś się entuzjazmowi, choć wcześniej byłaś bardzo sceptyczna. Idea ta wydawała się bowiem sprzeczna ze wszystkim , co wpajano Ci w czasie studiów na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego a potem na aplikacji prokuratorskiej. Gdy w końcu objęłaś wymarzony urząd oskarżyciela publicznego, zawsze starałaś się kierować nie zapalczywością czy niechęcią do podsądnego, a racjonalnością i podszeptami sumienia. Później szkolenia i przypadki z autopsji przekonały Cię, że wdrożone rozwiązanie jest słuszne. Znacząco przyśpieszało postępowanie i gwarantowało jego prawidłowy przebieg, podbijając statystyki, co z punktu widzenia urzędniczej machiny prokuratury jest najważniejsze. Jednak nikt nie wziął pod uwagę, że system stworzony przez człowieka, nawet po formalnym wyeliminowaniu tego ostatniego z procedury, obarczony jest błędami - od jakich nie jest wolna żadna ludzka istota - może nawet rozmyślnie wprowadzanymi do zestawu danych, aby ułatwić jego oszukanie. Dobitnie wykażą to nadchodzące wydarzenia, kiedy obejmiesz nadzór nad śledztwem dotyczącym seryjnych zabójstw młodych kobiet dokonywanych przez sprawcę, który doskonale wie, jak wyprowadzić w pole AI a nawet skutecznie sterować społecznymi emocjami…
„(…) przegrał jako człowiek. Ale wygrał coś znacznie gorszego - zostawił
po sobie świat, który nauczył się żyć strachem, osądem i nienawiścią szybciej
niż prawdą.”
„Nowy wymiar sprawiedliwości w dobie sztucznej inteligencji” to intrygujący thriller prawniczo-technologiczny, który napisała Aleksandra Klama. Jego głównym bohaterem jest prokurator Kinga Wysocka, zajmująca się przypadkami morderstw, których sprawca każdokrotnie odgrywa makabryczny rytuał. W śledztwie wspomaga ją wirtualna inteligencja Lex Suprema, która jednak okazuje się bezsilna wobec manipulacji człowieka potrafiącego zwieść algorytm. Autorka krok po kroku odsłania kulisy strasznej prawdy na temat etymologii systemu, jakiemu nieopatrznie powierzono decydowanie o losach oskarżonych na sali sądowej. Pisarkę należy pochwalić za oryginalny pomysł na fabułę, jakże aktualną w dzisiejszych czasach i całkiem zręcznie poprowadzoną. Myślę, że stanowi ona wnikliwe studium zagrożeń, jakie niesie ze sobą rozwój AI i bezrefleksyjnie powierzanie jej dominującej roli w coraz to bardziej licznych dziedzinach społecznych - ze wszystkich narzędzi warto korzystać „z głową”. Szczególnie obrazowo ukazuje to przerażająca wizja wymiaru sprawiedliwości, z którego wyeliminowano czynnik ludzki, zaprzęgając do wydawania wyroków pozornie doskonałą, lecz bezduszną maszynę - niemającą pojęcia o emocjach i obarczoną swoistym „grzechem pierworodnym”. Wielbicieli thrillerów i kryminałów z pewnością zainteresuje motyw szeregu upiornych zabójstw bezkarnego i bezwzględnego sprawcy czy meandry prowadzonych czynności prokuratorskich. Romantycy wzruszą się zaś smutną historią miłosną. Co ciekawe, zwolennicy nawet najbardziej nieprawdopodobnych teorii spiskowych oraz teoretycy i filozofowie prawa także odnajdą coś dla siebie w lekturze. Czytelnik ma więc do czynienia z historią wielowątkową oraz nietuzinkową, choć niepozbawioną wad, do których należy zaliczyć przede wszystkim błędy merytoryczne - na przykład zawarcie na jednej stronie zupełnie przeciwstawnych tez, jakoby raporty wskazywały, że nastąpił spadek liczby uniewinnień, by parę zdań dalej podnieść, że występuje ich wysoki procent czy też pomylenie koloru żabotu przy adwokackiej todze, która nie ma koloru fioletowego, a zielony. Takich kwiatków jest znacznie więcej, co pewnie jest winą słabej jakości przeprowadzonej korekty. Odniosłam także wrażenie, że niektóre zdania się powtarzają, w związku z czym uważam, iż warstwę językową należałoby dopracować, choć nawet ta nie odebrała mi przyjemności z czytania, płynącej także z samej akcji, która potrafi uwieść dynamizmem. Coś ciekawego, innego i trwożąco bieżącego… 7/10
„Najbardziej przerażające nie było to, że stworzył potwory. Najbardziej
przerażające było to, jak wielu ludzi chciało nimi zostać. Bo kiedy
społeczeństwo zaczyna kochać widowisko bardziej niż człowieka, każda tragedia
zamienia się w rozrywkę. A wtedy granica między sprawiedliwością, a polowaniem
przestaje istnieć.”

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)