Iga Wiśniewska - Gwiazda Wschodu

14:26:00

Witajcie, Kochani.

Bardzo tu się u mnie ostatnimi czasy kosmetycznie zrobiło, nie znaczy to jednak absolutnie, że nie zamierzam już zamieszczać recenzji książek, które szczerze polubiłam pisać. Udało mi się przeczytać kilka powieści w przeciągu ostatnich tygodni, w związku z czym spodziewajcie się i książkowych przyjemności w przyszłych postach.

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moich odczuciach związanych z książką, którą miałam możliwość przeczytać dzięki akcji Book Tour, zorganizowanej przez Książkowe kocha nie kocha. W moje ręce wpadła książka polskiej autorki, Igi Wiśniewskiej o tajemniczo brzmiącym tytule ,,Gwiazda Wschodu". Aż wstyd się przyznać, ale do tej pory nie wiedziałam o tym, iż polskie pisarki również działają w popularnej w ostatnich latach kategorii romansu paranomalnego. Jak sobie z tym radzą?

Książka wygląda całkiem niepozornie. Jest niewielkiego formatu i liczy niecałe dwieście stron. Okładka mówiąc szczerze przywodzi mi trochę na myśl love story- i to niestety plastikowe love story z dość sztucznie zarysowanymi bohaterami i zakochanymi w sobie bez pamięci i do deski grobowej nastolatkami, którzy borykają się ze swoimi wielkimi jakże problemami (a że mama nie pozwala wyjść po 23-iej, a że nie chcą kupić nowego srajfona, a że jestem taka nieszczęśliwa bo obgadała nas koleżanka). Ale, ale! Na szczęście przecież książki nie ocenia się po okładce. Plus za dobór kolorów i czcionki.


Z tyłu okładki mamy całkiem ładny (choć dla osób w moim wieku już banalny) cytat, później świetnie skrojoną zagadkową pierwszą część opisu i niestety niepotrzebnie zupełnie dodaną drugą część opisu, która potwierdza to, co pomyślałam patrząc na przód okładki- będzie oklepane love story.


Książka podzielona jest na niemęczące rozdziały, czcionka przyjazna oku. Nie dopatrzyłam się żadnych literówek, błędów językowych czy nie daj Boże ortograficznych. Merytorycznie też jest nieźle- widać że autorka zapoznała się z tematem przed rozpoczęciem pisania powieści. Język nie jest skomplikowany, ale poprawny. Zdania skonstruowane całkiem wdzięcznie, na szczęście nie słitaśnie, jak to w nastolatkowych powieściach bywa. 


Dobrze. Muszę przyznać, że spodziewałam się bardzo banalnej lektury. Co najmniej czegoś na kształt rozbudowanego rozdziału Zmierzchu (o zgrozo!) albo serii P.C. Cast, którymi to (tak, ze wstydem przyznaję, szponem w pierś się dźgając) zaczytywałam się od rana do późnej nocy, będąc w wieku 14-18 lat. Tak, tak, wierzcie mi, rumieńcem płonę najróżowszym i wcale nie jest to zasługa zestawu od Kobo. Do czytania wzięłam się mniej więcej tak chętnie jak do mycia patelni, która oczywiście ostała się na koniec. 

Z początku zaczęło się dokładnie tak jak się tego spodziewałam. Anabel (dlaczego nie Anabelle?!), szara, cicha samotna myszka (dlaczego od razu przypomniała mi się główna bohaterka ,,Zmierzchu"?) odstająca zupełnie ze swoją czarną czupryną od lalkopodobnych szkolnych blond koleżanek obserwuje w ukryciu tajemniczego chłopaka, który nie wiadomo jak nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co zjawił się nagle w szkole (dlaczego główny bohater ,,Zmierzchu" dołącza do wizualizacji głównej bohaterki- wampir? wampir! wampir? nie wampir...). Oczywiście się zapoznają, oczywiście on ma sekrety, oczywiście ona za wszelką cenę stara się je odkryć i zakochuje się w nim bez pamięci. A co. Schemat to schemat i schemat schemat goni i schemat schemat pogania. I tutaj właściwie następuje BUM, ponieważ moje nastawienie do książki ulega przemianie. Tu, o właśnie, zaczyna się robić ciekawie. Pojawia się była dziewczyna, co rusz nachodzą na siebie sprzeczności, niedopowiedzenia i niedomówienia. I za to plus całkiem spory, bo człowiek po początkowej nudzie w końcu zaczyna się zastanawiać co będzie dalej i łyka resztę powieści jednym tchem. 

A zakończenie... zakończenie zaskakuje totalnie, a podsumować mogę je tak jedynie: a co jeśli ten, którego kochasz okaże się być zupełnie innym? A co jeśli ta, co jak gwiazda jaśnieć się wydaje, tak naprawdę odbija w oku szatana błysk? Banalnie, prawda? No właśnie. Ale zakończenie miło się czytało. Sentyment do lat szczenięcych, kiedy takie powieści kradły mi rzeczywisty świat.


Muszę przyznać, że tych ładnych kilka lat temu zapewne wielbiłabym ,,Gwiazdę Wschodu" jak własne kosmetyki, pewnie wyniosłabym ją na piedestał, ogłosiła na facebooku hymn pochwalny i zbudowała jej ołtarz. I dobrze. Abo kiedy, jeśli nie mając naście lat? Jeszcze pora jest na szaleństwa, na złudzenia, na to żeby śnić o diabelnie przystojnym chłopaku, który okaże się wampirem czy inną bestią o nadprzyrodzonych mocach. Potem to już tylko można przeczytać w krótkim czasie, bez większych emocji, uśmiechając się do własnych wspomnień. Ot, przyjemnie. W pewnych momentach podoba się. Jednak to już coś zupełnie innego...



Dajcie znać, co Wy przeczytaliście w ostatnim czasie i czy znacie może ,,Gwiazdę Wschodu".
xoxo


You Might Also Like

5 komentarze

  1. kurcze, jest mi tak przykro, że już nie mam polskiej biblioteki pod nosem i nie czytam nic oprócz blogów :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dla mnie jednak. ;) Ostatnio czytam 'W plątaninie uczuć' i Dziewczyna, którą kochałeś' (część pierwsza mnie powaliła).

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie początek zapowiada się tak jak z popularnego "zmierzchu", w PC cast też się niegdyś zaczytywałam ;-) czasami mam jeszcze ochotę na coś tego pokroju :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi ciekawie, a zaskakujace ksiazki zdecydowanie sa najlepsze.:) pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jednak książka nie dla mnie, ale fajnie, że nie była nudna i zaskoczyła :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)

Subscribe