Alicja Wisła - Rewolucja - recenzja

by - 18:23:00

Nigdy nie przypuszczałaś, że jesteś zdolna do aż tak wielkiej nienawiści. Nie cierpisz wszystkiego, co otacza Cię od tylu lat - w zasadzie od kiedy jesteś w stanie sięgnąć pamięcią. Nakazów, zakazów, prania mózgu i całego tego nieludzkiego systemu ustanowionego przez Federację, którą tworzą magowie parający się czarną magią i władający prawie całym znany światem. Jak do tego doszło? Gdy dawno temu ludzkość ogarnął chaos, do jego opanowania przyczyniły się czarownice, jakie wychynęły w tym celu z ukrycia. Czyniąc dobro, zasiały jednocześnie ziarno zagłady, niefrasobliwie dopuszczając do swoich tajemnic nowych adeptów. Ci zaś, nabrawszy sił, zawiązali tajną gildię, która wkrótce sięgnęła po nieograniczoną władzę, przystępując do bezwzględnej eksterminacji zarówno ich, jak i samych ludzi. Ocalała garstka tych ostatnich żyje dziś w odizolowanych skupiskach i nie ma pojęcia o losie pobratymców. Pozostaje obojętna wobec otaczającej ich rzeczywistości. Magowie okazali się na tyle przewidujący, że nie mordowali potomstwa, ale zaczęli zamieniać je w swoich „janczarów”. Pozbawiając wcześniej rodziców, gromadzili malców w specjalnych ośrodkach i poddawali nieustającej indoktrynacji oraz ciągłym treningom czarnej magii. Oczywiście nie zdradzali, jak straszliwy los spotkał ich najbliższych. Najważniejszy nakaz dla każdego z tych dzieci to bezwzględne posłuszeństwo przełożonym i wykonywanie rozkazów bez najmniejszego szemrania. Obowiązuje przy tym surowy zakaz okazywania jakichkolwiek emocji i uczuć, a także kwestionowania narzuconej ideologii. Produktem wielu lat wpajania tego rodzaju postawy oraz wszechogarniającej kontroli jest powstanie żywych automatów - wypranych ze wszelkich, nawet najmniejszych przejawów niezależności czy samodzielnego myślenia, a przy tym zdolnych do popełnienia na żądanie magów każdej, nawet największej niegodziwości. Automatów bardzo groźnych, bo biegle posługujących się magią w służbie swoich mocodawców... 

„Nie możesz zmienić w jednej chwili wszystkiego, czego Cię nauczono, bo kiedy wszystko, co wpajano Ci od małego, okazuje się półprawdą lub kłamstwem, musisz na nowo poukładać swoje życiowe priorytety.”  

Dzięki nim Federacja zagarnia coraz to większe terytoria i utrzymuje w posłuszeństwie podbite ludy. Zdaje się, że jej ekspansja nie ma końca i wielkimi krokami zbliża się dzień, w którym ostatni z wolnych będą musieli skapitulować przed bezwzględną siłą i ugiąć karki w geście całkowitego poddaństwa. A pozostało ich naprawdę niewielu. Największy opór stawiają Chimeryjczycy  - ludzkie, dzikie bestie, żyjące na obrzeżach cywilizowanego świata. To rośli, urodzeni łowcy, którzy polują i mordują wszystko, co się rusza. Ale i na nich przyjdzie czas...  lecz Ty nie przyłożysz do tego ręki. Jesteś inna, pomimo tego, że od najmłodszych lat pozostajesz mieszkańcem Ośrodka Federacji. Nie pamiętasz, skąd pochodzisz. Magowie poinformowali Cię tylko, że Ty i młodszy brat zostaliście porzuceni przez rodziców. Szybko dostrzeżono, że dysponujesz niezwykłymi zdolnościami i poddano szczególnie intensywnym treningom. Zorientowano się również, iż masz niezależną duszę i nie dasz tak łatwo wtłoczyć w wyznaczoną rolę. Dlatego roztoczono nad Tobą dużą kontrolę a szkolenia zaczęły przypominać okrutne tortury. Chcąc przeżyć i móc opiekować się bezbronnym bratem, udawałaś powolną, jednak nie do końca przekonałaś swoich oprawców. Codziennie przypominają Ci o obowiązku posłuszeństwa poprzez nacinanie skalpelem skóry na przedramieniu. Oficjalnie, aby obniżyć zbyt duże stężenie magii w Twoim organizmie, ale Ty wiesz doskonale, że ma to tylko jeden cel - złamać Twój hart ducha. Patrząc ze zgrozą na powiększającą się nieuchronnie plątaninę blizn na skórze, przysięgłaś, że w dniu dziewiętnastych urodzin dokonasz ucieczki. Musisz to zrobić dla siebie, ale przede wszystkim dla brata, który również został poddany szykanom. Bez tego szaleńczego kroku, na jaki nikt przed Tobą jeszcze się nie zdecydował, nie będzie miał szans na prowadzenie normalnego życia, a Ty jesteś przecież za niego odpowiedzialna. I właśnie dziś nastał właściwy czas. Wszystko masz doskonale zaplanowane, w końcu snułaś zamierzenia przez wiele lat. Jace podporządkował się Twoim wskazówkom, choć nie okazał żadnego entuzjazmu.   

„(…) od dawna byliśmy między wami, ludźmi ganiającymi za rozmaitymi aspiracjami, niedostrzegającymi drobnych rzeczy. Byliście wolni. Myślenie, o czym dusza zapragnie nie było zabronione.  (…) Uczucia, rodzina - nic z tego nie było poddawane kontroli. Wszystko przepadło”  

Nastał tak długo wyczekiwany dzień. Przed wizytą u doktora Fella zadbałaś o to, aby w auli o odpowiedniej porze wybuchł pożar. Gdy wchodzisz do gabinetu, z całych sił musisz powstrzymywać targające Tobą emocje. Jak zwykle podwijasz rękaw szaty, czekając na nieuchronne cięcie, pomimo że na przedramieniu nie ma już żadnego wolnego miejsca. Z obojętnością patrzysz na kapiącą krew, skupiając się na swoim zadaniu. Gdy medyk odwraca się, aby sięgnąć po lekarstwo, dyskretnie wyswobadzasz się z pasów i jednocześnie dokonujesz telekinezy poprzez stworzenie wiernej kopii siebie (ta moc jest mi pilnie niezbędna, tworzenie własnych, zmultiplikowanych wersji wiele by pomogło! 😉), szarpiącej się z zamkiem drzwi wejściowych. Widząc, co się dzieje, lekarz natychmiast naciska przycisk bezpieczeństwa i rzuca się na awatara. Zachodzisz go od tyłu i z całej siły wbijasz nóż w jego szyję. Po chwili z satysfakcją patrzysz na jego gasnące w niemym zdumieniu oczy. Potem wydostajesz się na korytarz, po którym już snuje się gęsty dym. Odszukujesz w umówionym miejscu brata i wręczasz mu skradzione wcześniej kluczyki do upatrzonego samochodu, jednocześnie prosząc, aby w nim cierpliwie na Ciebie poczekał. Z niepokojem patrzysz, jak znika w głębi budynku i kieruje się do garażu, w którym stoją nieużywane od lat pojazdy. Są Waszą jedyną szansą. Nikt bowiem nie będzie podejrzewał, że jesteście na tyle zwariowani, aby poruszać się zamierzchłym środkiem lokomocji. Teraz przyszła pora na dalszą, najtrudniejszą część planu. Musisz za wszelką cenę doprowadzić do powstania totalnego chaosu w Ośrodku. Przybierasz postać jednego ze strażników i wdzierasz do dyspozytorni. Naciskasz guzki wszystkich możliwych alarmów. Wartownika, który próbował Ci w tym przeszkodzić, obezwładniasz bez najmniejszego trudu. Gdy wychodzisz z dyżurki, trafiasz w samo oko cyklonu. Dookoła nadzorcy biegają bez ładu i składu, krzycząc coś w ferworze poszukiwań przyczyny powstałego rozgardiaszu. Dostrzegasz, że do jego rozszerzenia wydatnie przyczyniło się uwolnienie więźniów, których cele nieopatrznie otworzyłaś, zwalniając elektroniczne zamki. Ze zgrozą spoglądasz na przebiegające obok sylwetki wielkich Chimeryjczyków, którzy wzięli sobie na cel pilnujących, wdając się z nimi w bezwzględną walkę. Jeden z nich dopadł także Ciebie i rzucił Tobą o ścianę. Na szczęście w tym samym momencie padł pod ciężarem jednego z żołnierzy. Ulga jest jednak bardzo krótka, gdyż zaraz potem inny przedstawiciel tego gatunku przyciska Cię do podłogi. Obezwładniona, wpatrujesz się w zielone, dzikie oczy bestii, taksujące Cię z wielką uwagą z bliskiej odległości. Więc tak właśnie wyglądają Ci ludożercy i barbarzyńcy, jak Ci przez lata wmawiano. Konstatujesz, że są bardzo przystojni i wcale nie wydzielają odoru, o którym tyle mówiono. Ku zdumieniu słyszysz, jak agresor pyta, dlaczego ich uwolniłaś, stwierdzając jednocześnie, że widział Cię na nagraniach z kamer. Rozumiesz już, że nie ma złych zamiarów, co przyjmujesz z uśmiechem, zważywszy na ogromną siłę, jaką Chimeryjczyk się wykazuje. Chcąc go przekonać, że nie jesteś groźna, dezaktywujesz iluzję i pokazujesz swoją prawdziwą postać. Zapewniasz także, że Twoim celem jest ucieczka z Ośrodka, co przyjmuje z ogromnym zdziwieniem. Wykorzystujesz chwilę jego oszołomienia, wyrywasz się i biegniesz w stronę podziemi, jednak po chwili dopadają Cię strażnicy, z których jeden przyszpila Ci ramię do ściany celnym rzutem noża. Z opresji bez wyjścia znowu wybawia Cię nowo poznany więzień, szybko rozprawiając się z Twoimi prześladowcami. Po wszystkim oświadcza, że chce się przyłączyć do eskapady. Nie masz wyjścia, więc się zgadzasz, choć żądasz bezwzględnego podporządkowania się Twoim wskazówkom. Ty nie ufasz jemu jako bestii bez ludzkich uczuć, a on Tobie. W jego oczach jesteś bowiem jedynie czarownicą - wprawdzie jakąś dziwną, ale jednak. Gdy wsiadacie do samochodu i opuszczacie z piskiem opon przeklęty przybytek, nie masz jeszcze pojęcia, jak trudna będzie droga do odzyskania wolności. Nie przypuszczasz też, że na jednym z jej zakrętów spotkasz miłość życia... 

„Z pozoru wszyscy wyglądaliśmy tak samo - jak ludzie. Ale żadne z nas już człowiekiem nie było. Dawno zatraciliśmy wszystkie walory człowieczeństwa. Pozostały same najgorsze cechy. Ewoluowaliśmy. I ta ewolucja nas zniszczyła.   

„Rewolucja” Alicji Wisły to pierwszy tom cyklu fantasy o przygodach Leny - zbuntowanej nastolatki z ośrodka szkoleniowego groźnych i bezwzględnych magów, dążących do rozszerzenia nieludzkiej władzy na cały świat. Pomimo poddania indoktrynacji od najmłodszych lat, dziewczyna nie godzi się z narzucanym porządkiem i dokonuje brawurowej ucieczki z miejsca, w którym została poddana psychicznym i fizycznym torturom. Wprowadzona w arkana czarnej magii, podejmuje walkę o swoją wolność i wojnę ze znienawidzonym porządkiem. Staje także przed dylematem: obowiązek czy miłość? Muszę pochwalić Autorkę za intrygujący pomysł na fabułę, pomimo tego, że znajduje się w niej nieco nieścisłości. Przede wszystkim brakuje rozwinięcia gawędy o wydarzeniach, które doprowadziły uniwersum, w jakim tkwi bohaterka do opłakanego stanu, w którym się znalazło. Poświęcone są temu zaledwie dwie strony, przez co czytelnik ma wrażenie, że temat został potraktowany zbyt pobieżnie. Brakuje też szerszego wyjaśnienia, skąd wzięły się „dobre czarownice”, które zapobiegły całkowitemu chaosowi, a także informacji, w jaki sposób to uczyniły. Federacja magów przedstawiona jest w dość mgliście a zasady jej funkcjonowania, wewnętrznej organizacji i faktyczne cele pozostają niedookreślone. Utrudnia to nieco zanurzenie się w wykreowany przez Pisarkę świat i zżycie się z jego bohaterami. Rekompensuje to jednak całkiem zręcznie poprowadzony wątek „od wrogów do kochanków”, niewolny od sercowych rozterek Leny, a także realistyczne oddanie stanów jej psychiki - bogatej i skomplikowanej. Relacja pomiędzy nią a Chimeryjczykiem wymyka się sztywno zakreślonym granicom, zaś rodzące się uczucie nie sprawia wrażenia „przesłodzonego”, co jest częstą wadą podobnych publikacjiWskutek zachodzących wydarzeń podlega przy tym gwałtownym i zaskakującym fluktuacjom i mieni się werystycznymi barwami, dzięki czemu czytający nie obcuje z banalnym romantasy, ale z historią, która jest bliska prawdziwym kolejom losu. I za to należą się Autorce brawa - zwłaszcza, że to debiut. Podobnie jak za pomysłowe zarysowanie portretów innych bohaterów czy chociażby postaci Caspiana - niejako drugorzędnej, skazanej na rolę wielbiciela, lecz przy tym odległej od niezłożoności czy miałkości. Narrację uznaję za dość żywiołową - taką, jaka z każdą stroną podnosi stopień zainteresowania odbiorcy, który z trudem zdobywa się na odłożenie książki. Warstwa językowa bez większych zastrzeżeń, choć niekiedy skręca w zbytnią schematyczność, przez co odbieram ją jako dość nierówną. Chociaż rozwój samej akcji bywa łatwy do przewidzenia, bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury. Oczekuję na dalszy ciąg tego wielowarstwowego, udanego odcienia fantasy, skrzyżowanego z nieodłącznym romansem. Z oczkiem i uśmiechem na mrocznym obliczu: 7/10. 

„Złapał mnie z ramię, ale położyłam dłoń na jego palcach. (…) Odłożyłam jego dłoń na bok, pozwalając mu stać tam i być najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie.” 

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)