Irena Małysa - Wielka Woda pod Babią Górą - recenzja
Jesteś jedną z tych szczęśliwych osób, jakie całym sercem kochają swoje zajęcie. Zajmujesz się robieniem zdjęć unikalnym ptakom a Twoim obecnym celem jest stanowiąca prawdziwy rarytas biała czapla. Codziennie wypływasz żaglówką na Jezioro Mucharskie i zacięcie tropisz miejsce, w którym uwiła swoje gniazdo. Niestety na razie bez skutku. Masz za to wiele wspaniałych fotek, na których uchwyciłaś majestat i zapierającą dech w piersiach urodę dzikiej przyrody rozciągającej się u stóp Babiej Góry w Beskidach Zachodnich - nieskażonej dotykiem pozornie wszędobylskiej, człowieczej cywilizacji. Zdobyty materiał masz zamiar opublikować w dedykowanym mu albumie zamówionym przez National Geographic, ale potrzebujesz jeszcze przysłowiowej wisienki na torcie: uwiecznienia terenu lęgowego śnieżnej piękności. Dzisiaj znowu wracasz na tarczy, ale jesteś upartą osobą, więc wierzysz, że w końcu dopadniesz obiekt swojego pożądania. Zmęczona, przekraczasz próg idealnego lokum, zaprojektowanego przez męża, który jest wziętym architektem. Jego dziełem są także urokliwe domki nad brzegiem zbiornika wodnego. Na razie nikt w nich nie mieszka, ale niedługo to się zmieni, bo niewątpliwie przyjdzie na nie boom w miarę rozwoju turystycznej infrastruktury, jaka obecnie rozbudowuje się jak szalona. Czasami jednak widzisz na tarasie jednego z nich kobietę i sama nie wiesz czy to realna osoba, czy może efekt przywidzenia. Za każdym razem machasz jej z sympatią, lecz jeszcze nigdy nie doczekałaś się z jej strony podobnej reakcji. Próbowałaś wypytywać o nią miejscowych, jednak Ci uparcie twierdzą, że to wytwór Twojej wyobraźni, bo z całą pewnością budynki nie posiadają żadnego lokatora. Masz zamiar kiedyś ją odwiedzić i porozmawiać - może nawet się zaprzyjaźnicie, o ile naprawdę istnieje. Na razie przytulasz się do swojej drugiej połówki, która wita Cię idealnym, uwodzicielskim uśmiechem.
„Kaczki przecinałyby taflę równymi liniami. Tylko one nie kłamały. Nie
zdradzały. Nie miały podwójnych żyć. Wszystko inne okazało się iluzją. Małżeństwo.
Dom. Słowa wypowiadane wieczornym szeptem. Plany. To wszystko rozpłynęło się
jak mgła nad wodą. Żyła w ułudzie, karmiona opowieściami, które chciała
usłyszeć.”
Od paru miesięcy Twój mężczyzna wyjątkowo o siebie dba. Uczęszcza na siłownię, zaczął też uprawiać jogging. Poświęca tym zajęciom parę godzin dziennie. Z przebieżek wraca skonany i natychmiast zasypia. Prawdę mówiąc, nieco Cię to denerwuje, bo widzisz go coraz rzadziej. Nie podoba Ci się również jego coraz silniej umięśniona sylwetka - zupełnie niepasująca do obrazu, jaki zakodowałaś w pamięci z okresu, gdy jeszcze mieliście czas ze sobą rozmawiać. Żywiłaś nadzieję, że wieczór spędzicie razem, ale dowiadujesz się, że zaprosił kolegę Marcina i jego żonę Gabrysię, z którą kiedyś się nawet blisko przyjaźniłaś. Jesteś zła, że nie ustalił tego ruchu z Tobą, ale starasz się to ukrywać, by nie poczuł się rozczarowany. Zabierasz się więc do przyrządzania potrawy ze pstrąga a potem niezbyt wylewnie witasz gości. Rozmawiasz z nimi dość krótko, po czym skonana kładziesz się spać. Następnego dnia przez pewien czas żeglujesz wspólnie z Gabrysią, plotkując o dawnych przeżyciach, po czym wracasz do domu. Ku Twojemu zdziwieniu, cały czas nie ma Eryka, który skoro świt ruszył uprawiać codzienny maraton. Jednak dawno minęło południe, zatem powinien być z powrotem. Gdy dzwonisz na jego komórkę, od razu włącza się poczta, co przydaje Ci dodatkowego niepokoju. Zaczyna zbliżać się wieczór, więc postanawiasz ruszyć na poszukiwania. Towarzyszy Ci Marcin, jak się okazuje, na własną zgubę. Gdy próbuje przeskoczyć wykrot w mokrym od deszczu lesie, przewraca się i łamie nogę w kostce. Na szczęście pojawia się miejscowy mężczyzna na quadzie i zabiera go ze sobą. Niedługo zapadnie zmrok, więc pośpiesznie wracasz do sadyby. Po drodze zastanawiasz się, co robić. Zgłaszanie zaginięcia na policji nie ma większego sensu, bo nikt nie zarządzi poszukiwania dorosłego faceta, który jest nieobecny dopiero od kilku godzin. Dzwonisz jak oszalała na jego telefon, starając się trzymać w ryzach coraz silniej ogarniające Cię przerażenie, ale nie przynosi to najmniejszego skutku. Dom jest pusty, bo goście najwidoczniej pojechali do szpitala, zatem zostajesz sama z gęstniejącą atmosferą. I wtedy przychodzi Ci do głowy, aby zadzwonić do Baśki Zajdy i poprosić ją o pomoc.
„Lato gdzieś mu uciekło. Miało pachnieć trawą i grillami, miało być
głośne, jasne, zwyczajne. A ono utknęło w popowodziowym bagnie, w papierach, w
sekcjach, w zdjęciach, których nie da się odzobaczyć. W śladach, których nie
było. W sprawie, która mogła go pogrążyć.”
To prywatna detektyw, znana już w całym kraju dzięki głośnym i rozwiązanym przez nią sprawom kryminalnym. A także z tego, iż zawsze towarzyszy jej pomocnik - pies rasy owczarek malinois. Chytra, bo tak się wabi, jest niezwykle inteligentna, a także doskonale wyszkolona jako tropiciel śladów. Masz nadzieję, że kobieta Ci nie odmówi, bo ostatnimi czasy mocno się zaprzyjaźniłyście podczas wykonywanej przez Ciebie sesji zdjęciowej. I wcale się nie mylisz, bo natychmiast wyraża zgodę. Umawiacie się nieopodal, w Przystani w Jaszczurowej, więc wsiadasz do samochodu i ruszasz z piskiem opon. I wtedy nagle ogarnia Cię przeczucie, że najpierw powinnaś zajrzeć do domków nad jeziorem, a dokładniej - do tajemniczej lokatorki jednego z nich. Zaczyna w Tobie kiełkować straszne podejrzenie, że Twój mąż doskonale ją zna, może nawet zbyt blisko. Po dotarciu na miejsce łomoczesz w drzwi, które w końcu otwiera dziewczyna o anielskiej urodzie. Nie chce wyjawić, co tutaj robi, zaprzecza także, by kiedykolwiek widziała Eryka. Zrozpaczona, wracasz do pojazdu i wtedy dostrzegasz stojący na parapecie termiczny kubek, który nieodmiennie towarzyszył mężowi w bieganiu. Tym razem zaślepiają Cię wściekłość i poczucie upokorzenia, bo jesteś już pewna, że para miała romans. Nie bacząc na protesty nieznajomej, wparowujesz do środka budynku i zaczynasz go przeszukiwać. Nikogo nie znajdujesz, więc łapiesz ją z całej siły za ramię, wykrzykując, że ma natychmiast powiedzieć, gdzie jest Twój ślubny. Wyraźnie widzisz, jak blednie na wzmiankę o naczyniu, co tylko potwierdza Twoje domysły. Zanim zdoła cokolwiek wydukać, na podjazd wtacza się ogromny SUV. Wysiadają z niego rośli mężczyźni i krótko potem lądujecie ciasno związane na jego pace. W ten sposób rozpoczynasz grę o życie partnera oraz własne - tym trudniejszą, że na jaw wyjdą sekrety, których istnienia w swojej naiwności nawet nie podejrzewałaś.
„(…) czuła, że dzieje się z nią coś strasznego, że coraz mniej (…) ją
oburza. Że człowiek może tak długo żyć w półmroku, aż zaczyna brać go za własne
światło.”
„Wielka woda pod Babią Górą” to powieść kryminalna z silnie zarysowanymi wątkami obyczajowymi, którą napisała Irena Małysa - i jednocześnie szósta część bestsellerowego cyklu „Baśka Zajda” o przygodach prywatnej detektyw i jej wiernego owczarka, Chytrej. Tym razem energiczna bohaterka prowadzi śledztwo w sprawie zaginięcia znanego architekta, męża swojej przyjaciółki Małgorzaty oraz późniejszego porwania kobiety przez nieznanych sprawców. Podjęte czynności krok po kroku wyjaśniają tajemnice, jakie stały się przyczyną zniknięcia pary, zaś całość kończy się zaskakującą puentą. Książka jest wielowątkowa - Autorka przedstawiła w niej także wydarzenia związane z zaginięciem w roku 2010 na terenie doliny Skawiec osiemnastoletniej Agnieszki oraz zagadkowej śmierci prowadzącego tę sprawę komisarza policji. Tłem dla tych sytuacji jest wielka powódź, wywołana uruchomieniem ogromnej zapory, która ma uratować Kraków przed kompletnym zalaniem. Kolejnym motywem są wydarzenia z lat 1939-1945, których bohaterką jest wrzucona w wir okupacyjnych wydarzeń dziewczynka o imieniu Nastka. Gdy pewnego dnia otrzymuje od chłopca, członka Hitlerjugend, niezwykle drogocenny dar, ukrywa go w tylko sobie znanym miejscu, nie przeczuwając, że sprowadzi on na jej przyszłą rodzinę straszne nieszczęście. Całość tworzy skomplikowaną mozaikę, której elementy łączą się ze sobą ściśle w efektownym i nieoczekiwanym finale, jaki to zadowoli nawet najbardziej wymagających czytelników. Chylę czoła za intrygujący pomysł na wieloaspektową i znakomicie poprowadzoną fabułę oraz mistrzowskie zgranie wszystkich jej elementów, które idealnie przystają do siebie na końcowych stronach. To trzeba umieć! Narracja snuta jest naprzemiennie z punktu widzenia wielu postaci, co pozwala odbiorcy na szczegółowe zapoznanie się z ich światami wewnętrznymi i motywami postępowania. Szczególne wrażenie wywierają na czytającym wydarzenia wojenne widziane oczyma Nastki: zaszczutego i wiecznie głodnego polskiego dziecka, które, nie zważając na niebezpieczeństwo takiego kroku, zbliża się w chęci zdobycia jedzenia do Karla - Heinza, młodego Niemca i członka młodzieżowej organizacji nazistowskiej, jaka została zakwaterowana w dworze w Jaszczurowej. Świat widziany z jego perspektywy uderza odbiorcę okrucieństwem i bezwzględnością wpajanej mu od dzieciństwa ideologii, która jednak w jego umyśle zaczyna powoli być poddawana wątpliwościom natury moralnej. Chłopak wyraźnie nie rozumie jeszcze do końca istoty brunatnego, nieludzkiego świata i zdobywa się na odruch serca, mimowolnie odnajdując w sobie cząstkę człowieczeństwa, która znajduje wyraz w przekazanym dziewczynce darze i odstąpieniu od planowanego pod naciskiem kolegów uczynienia jej krzywdy. Zapewne nie uratował swojego ciała, stając się jeszcze jedną bezimienną ofiarą II wojny światowej i systemu, jaki pomagał budować, jednak ocalił to co najważniejsze: duszę. Warstwa językowa opowieści jest staranna i na tyle ekspresyjna, że trudno oderwać się od lektury. Zwłaszcza fragmenty dotyczące lat 1939-1945 napisane są w sposób przystający do literatury pięknej i należy żałować, że Pisarka nie spróbowała sił właśnie w tym gatunku. Może kiedyś, kto wie! „Wielką Wodę…” pozostawiam zaś z notą opatrzonej plusem ósemki na dziesięć punktów. To już szósty tom serii, a jak zmyślny poziom prezentuje!
„Nie było w niej współczucia, jeszcze nie. Było raczej zdumienie, że
między nimi także istnieją hierarchia, złośliwość, pogarda. Z daleka wydawali
się jedną zwartą masą mundurów, butów i rozkazów, tymczasem tutaj, w wodzie,
byli po prostu stadem chłopaków, z których silniejsi dręczą słabszego, bo mogą.
To odkrycie nie uspokoiło jej, ale uczyniło ich na moment mnie niezwyciężonymi.
(…) Że nie są jednym zwartym blokiem, tylko gromadą spajaną strachem,
szyderstwem i dyscypliną.”
0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)