Czy warto latami czekać na osobę, którą się pokochało? Czy tego rodzaju poświęcenie nie jest zbyt wielką ofiarą? Może lepiej o wszystkim zapomnieć i rzucić się wir życia, zamiast odliczać mijający czas przesycony tęsknotą i samotnością? Odpowiedzi na takie pytania każdy znajdzie w głębi serca. Dla jednych wzorem będzie Penelopa, niezmiennie wyglądająca Odyseusza przez prawie dwie dekady, pomimo roztaczanych przed nią blichtrów związanych z ponownym zamążpójściem.
Inni wybiorą odmienną ścieżkę, uznając, że najważniejsze jest chwytanie okazji, które podsuwa życie, a nie rozpamiętywanie minionych chwil szczęścia i jałowe trwanie w wierności, z której nic wartościowego tak naprawdę nie jest w stanie się wyłonić. Dwie odmienne postawy tak od siebie odległe, jak różne są ludzkie charaktery i podejście do istoty człowieczego losu. Jedna, dla której miłość i stałość są najwyższą wartością; druga twierdząca, że najważniejsze jest „tu i teraz”, a bierne oczekiwanie na ponowne pojawienie się wybranka jest pozbawione sensu.
Na domiar złego, upływ czasu nieuchronnie zmienia każdego człowieka i jego pojmowanie świata oraz podejście do życia - przecież wszystkie wydarzenia odciskają niezatarte piętno. Ten, który był darzony miłością, po wielu latach nieobecności może objawić się jako ktoś zupełnie obcy, nieprzystający już do obecnej rzeczywistości. Stanie się wtedy przed świadomością, że tak naprawdę pielęgnowało się w pamięci jedynie wyobrażenie ukochanej osoby, a nie jej prawdziwy obraz, który okazał się rozczarowujący.
Kiedyś trwanie w wierności na przekór wszystkiemu było wręcz naturalną postawą. Obecnie tego rodzaju „staroświeckie” zachowanie kwitowane jest co najwyżej lekceważącym wzruszeniem ramion. Czy na pewno słusznie? Czy w pędzącym tak szybko do przodu świecie ludzie nie zatracili cząstki własnego człowieczeństwa i nie stali się zbyt wygodni, niezdolni do trwałości, która cechowała poprzednie pokolenia? Na te pytania próbowała znaleźć odpowiedź Autorka recenzowanej książki. Czy jej się to udało?


