• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Nieodkładalny thriller z wielopiętrową intrygą, wciągającą w wir wydarzeń i niepozwalającą oderwać się od lektury nawet na sekundę? Oto inteligentnie skonstruowany “Error” Krzysztofa Domardzkiego, który... mógłby być reklamowany hasłem przewodnim sieci sklepów Media Markt. O tej powieści zdecydowanie powinno być głośniej, choć właściwie broni się sama - jakością na najwyższym poziomie i rozgrywającą się na wielu płaszczyznach akcją, jakiej nie powstydziłby się żaden scenarzysta mrocznego kina. Nie dziwi wcale, jako że Pisarz nim jest, a ta propozycja literacka narodziła się bardzo nietypowo. Najpierw miała być jedynie opowiadaniem, później przekształciła się w pełnowymiarowy serial audio – a dopiero na samym końcu stała się książką, którą doceni absolutnie każdy kochający rozrywkę umysłową, pełną najróżniejszych emocji czytelnik. Po genialnym “Konfidencie”, dalej wspominanym przeze mnie z uznaniem, przyszła pora na “Error” - mrożącą krew w żyłach opowieść o wieloletnim dążeniu po trupach do wyznaczonego sobie celu, knuciu złożonych intryg i tym... co stałoby się, gdyby Polska – w ogromnej mierze polegającej przecież na elektronice i Internecie - została nagle zhakowana. Jak wielki chaos zapanowałby w kraju, gdyby nagle przestały kursować pociągi, zabrakło płatności przy pomocy karty, a sieć zupełnie by oszalała? Co stałoby się, gdyby zniknęły prąd i światło oraz o ile większym brakiem zaufania rodacy darzyliby polityków, niepotrafiących zająć się cyberbezpieczeństwem państwa? Wreszcie... jak ogromne przerażenie odczuwaliby wszyscy mieszkańcy, skoro ktoś wykazał się intelektem, umiejętnościami, majątkiem oraz wiedzą na tyle ogromnymi, że przemienił land, w jakim mieszka ponad trzydzieści milionów ludzi, w zwichrowany mętlik; coś, w czym nie wiadomo od czego zacząć przywracanie porządku? Wizje katastrofalne... a jednak tym straszniejsze, że prawdopodobne. 

11:20:00 No comments

Współcześnie kobiety pracują niemal wszędzie i mają szeroko otwartą drogę do kariery zawodowej nawet w wojsku. Obecnie służbę pełni ich ponad dwadzieścia tysięcy. Podobnie jest w policji, gdzie stanowią około 20% stanu osobowego. Jednak nie zawsze tak było. W okresie międzywojennym niewiasty nie mogły zajmować żadnych oficjalnych stanowisk w tej ostatniej formacji, nie mówiąc już o pierwszej – pomijając stanowiska sekretarek, stenotypistek, tłumaczek czy archiwistek. Dopiero w 1925 ogłoszono powstanie Kobiecej Policji, do której przyjmowano kandydatki przy zastosowaniu ostrej selekcji. Każda z nich musiała być bezdzietną wdową lub panną w wieku od 20 do 41 lat i charakteryzować się dobrą kondycją fizyczną, a także wzrostem przynajmniej 150 centymetrów. Poza tym wymagano przedłożenia pozytywnej opinii na swój temat, zobowiązania, że nie wyjdą za mąż przez pierwsze dziesięć lat służby oraz… świadectwa moralności. To ostatnie, jeśli było pozytywne, brzmiało mniej więcej tak: „poświadcza się niniejszym z łona urzędu, że w zachowaniu się moralnem wspomnianej osoby w czasie jej tutejszego pobytu nic niekorzystnego nie ma do nadmienienia.” Dokument krótki, ale trzeba przyznać, że bardzo treściwy. Swoją drogą ciekawe jak przeprowadzano weryfikację przebiegu życia aspirantek; w końcu każda kobieta jest pełna tajemnic - niedostrzegalnych i głęboko ukrytych przed niepowołanymi oczyma. 😉 Początkowo funkcjonariuszki występowały w ubraniach cywilnych. Dopiero w roku 1935 wydano specjalne przepisy dotyczące munduru, którego nieodłączną częścią były spódnice, mogące kończyć się minimalnie 30 centymetrów od podłoża. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, jak wyglądał pościg takich biedaczek za przestępcą. Pozostawało tylko zastosować się do zasady „zadzieram kiecę i lecę” bez względu na ewentualną obrazę moralności publicznej. 😉 Policjantki kierowano do służby śledczej i prewencyjnej, w której zajmowały się przede wszystkim zwalczaniem przestępczości skierowanej przeciwko kobietom, dzieciom i młodzieży. Raczej nie angażowano ich w sprawy brutalnych morderstw, a szkoda – wszak kobieca intuicja mogłaby pomóc w rozwiązaniu wielu zagadek kryminalnych. W czym jak w czym, ale w tropieniu sekretów białogłowy niewątpliwie posiadają duże kwalifikacje, o czym przekonał się ku swojej zgrozie niejeden niewierny mąż. 

12:45:00 No comments

Janusz Zadura. Mogłabym napisać te dwa słowa - i dodać, że nawet gdyby ten dysponujący niezliczoną liczbą głosów człowiek, zmieniający książkę w pełnoprawne słuchowisko, czytał instrukcję obsługi szlifierki kątowej... i tak byłabym zachwycona tym, co dociera do moich uszu. Choć audiobook jest czystym mistrzostwem, nie zrobię tego - bo to jawiłoby się jako krzywdzące dla jednej z najbardziej magicznych historii, jaką miałam przyjemność poznać w tym roku. “Bobek - poważny królik o niepoważnym imieniu” jest bowiem oniryczną opowieścią z mnóstwem przesłań, na domiar dobrego przeznaczoną dla czytelnika w każdym wieku.  

Zauroczy się nim dziecko w wieku lat 5, któremu tę propozycję literacką przybliży rodzic – tak samo jak on sam, niezależnie od tego czy ma na karku wiosen 30 czy 50. Uniwersalna, czasem zabawna, niekiedy wzruszająca narracja odsłania przed pochłaniającym literki wiele ważkich prawd, o jakich tak łatwo jest zapomnieć na co dzień. Pokazuje, że czasem wykluczenie z pewnej grupy społecznej, której jedyną siłą jest obmawianie za plecami, wynikające najczęściej z czystej zawiści i zazdrości (oraz własnej miałkości), można przemienić w sukces i coś unikatowego. Sprawia, iż zaczynasz przypominać sobie o tym, że nie tylko w świecie snów wszystko jest wykonalne - bo choć jest on barwny i dodaje codzienności blasku, to na jawie nie czeka się aż marzenia się spełnią - trzeba uczynić to samodzielnie, dokładając do tego wszelkich możliwych starań. Wreszcie jednak, propozycja Zuzanny Samsel oddziałuje na wyobraźnię i pozwala zwizualizować sobie rzeczywistość, która do tej pory wydawała się być poza zasięgiem. Jeśli zagości w niej odrobina magii... czyż nie stanie się jeszcze piękniejsza?  

“(...) słyszałem o tym, że świat jawy jest mniej podatny (...) na moc wyobraźni. Świat snu jest o wiele bardziej podatny pod tym względem.” 

Śpij, śnij, snuj - przekuwaj mary w prawdę. Warto.  

PS “Bobek...” to doskonały wybór na prezent pod choinkę - dla absolutnie każdego czytelnika. 🎄 

17:23:00 No comments

Strach to zjawisko, które ma wiele twarzy. Z jednej strony stanowi przykre doświadczenie, z drugiej - jest swoistym wentylem bezpieczeństwa, uruchamiającym reakcje obronne organizmu, będąc ważnym elementem instynktu przetrwania. W sytuacjach zagrożenia zmusza do podjęcia walki, gdy jest to nieuniknione albo skłania do ucieczki, pozwalającej ratować życie. Niewątpliwie strach jest jednym z najsilniejszych atawistycznych odruchów, do jakich zdolny jest człowiek - niezwykle trudno go powściągnąć, a bardzo łatwo wywołać. Zwłaszcza masy ludzkie są niezwykle podatne na jego działanie. Dlatego też posługiwanie się bodźcami wywołującymi panikę jest jednym z ulubionych narzędzi, jakie stosują politycy oraz inne podmioty, dążące do zdobycia lub umocnienia sprawowanej władzy. 

Socjologia wykształciła nawet pojęcie „zarządzania strachem”, rozumiejąc przez nie strategię socjotechniczną i propagandową, sprowadzającą się do instrumentalnego eksploatowania tej emocji w celu kontrolowania i manipulowania całymi grupami osób, a nawet narodami. Wykorzystuje się do tego istniejące lęki społeczne - wszystko po to, by wpływać na umysły w pożądany sposób. Wywołanie poczucia zagrożenia powoduje skupienie się społeczeństwa wokół tego, kto umie w jego pojęciu je zdefiniować i zaproponować skuteczne środki zaradcze.   

„Zdolność wywołania u kogoś strachu to najtańszy i najefektywniejszy sposób, aby go kontrolować.” 

Zjawisko zarządzania strachem stało się tematem książki Roberta Peckhama „Strach. Inna historia świata”, poddającej je gruntownej analizie. W przedmowie Autor stwierdza, że: „Strach jest środkiem pozyskiwania władzy i (…) jest wzbudzany przez ludzi, którzy na nim korzystają – niezależnie od tego czy są to politycy, ruchy religijne, organizacje medialne, firmy technologiczne, instytucje farmaceutyczne czy finansowe.”    

14:23:00 No comments

Jeśli mam w planach chwilę odpocząć od najmocniejszych wrażeń, wciąż dzielnie gwarantowanych mi przez thrillery oraz kryminały, najczęściej sięgam po fantasy, obyczajówkę lub... romanse mafijne. Jeżeli wytrzymałeś ze mną lwią część czasu, pewnie pamiętasz, że to właśnie one gościły tutaj stosunkowo często, gdy dopiero stawiałam pierwsze kroki na bookstagramie. Ponoć tak właśnie było, że obok historii mrocznych mordów najlepiej poznawało mi się te o najróżniejszych uczuciach, rodzących się w przestępczym środowisku i porywających elektryzującym przedstawieniem, nierzadko nasączonym groźnie-uśmiechającym tłem. Piszę “ponoć” - bo choć recenzje na dole profilu mówią same za siebie, przecież ikona ciemności w życiu się do tego nie przyzna. 😉 Za przeszłością można zaś tęsknić najróżniej. Z tego właśnie powodu postanowiłam sprawdzić, co obecnie w świecie mafijnych love stories słychać. Mój wybór padł na posiadającą estetyczną okładkę z cieszącymi srocze oczy złoceniami propozycję M.W. Stilvoy, której pełną zachwytu recenzję miałam okazję przeczytać u @zapiski_mola ♥. Skończywszy podziwianie bruneta na okładce - to znaczy, przepraszam, opisu znajdującego się z tyłu - przewróciłam kilka pierwszych stron i... przepadłam. Choć jest to propozycja literacka mająca wartość typowo rozrywkową, śmiem zauważyć, że została wręcz wykwintnie podana. Niesztampowa kreacja postaci, świetnie skrojona linia fabularna i zakończenie, po jakiego poznaniu dość mało inteligentnie rzuciłam na głos nader nieparlamentarnym, a ponoć i damie nieprzystającym słowem otulonym w dodatku: “ciąg dalszy i to natychmiast, poproszę!”. Szanowna Autorko, pragnę nadmienić dwie rzeczy: TAK NIE WOLNO WIEŃCZYĆ POWIEŚCI, a poza tym dziękuję, że dzięki Tobie miałam okazję poznać kolejny debiut namalowany semantycznie na bardzo wysokim poziomie. A teraz historia wskazująca, dlaczego powinnam stać się członkiem rosyjskiej mafii – a przynajmniej mieć pochodzącego z tego kraju ochroniarza. Co prawda, miał mieć na imię Boris, ale... 

17:18:00 No comments

Jak stopniowo zbudować klimat i wiernie odmalować przed czytelnikiem wielobarwne tło powieści? Znany za sprawą “American Psycho” Bret Easton Ellis ma na to sposób, co udowadnia w “Strzępach” - opartej na faktach, w dużej mierze autobiograficznej, choć fabularyzowanej historii, przenoszącej do Ameryki w latach osiemdziesiątych minionego stulecia. Zbudowana na traumach opowieść, która powstawała przez wiele lat ze znaczącymi przerwami, traktuje o niewyobrażalnych dla przeciętnego człowieka zbrodniach, odkrywaniu własnej tożsamości i dorastaniu wśród tak zwanej bananowej młodzieży. Gawędziarska narracja przywołuje wspomnienia, jakie szokują, trwożą, uśmiechają albo skrajnie zasmucają. Po raz kolejny okazuje się bowiem, że można jeździć najmodniejszym kabrioletem, mieszkać w wilii, mieć grupę bogatych przyjaciół, z którymi pozwala się sobie na zbyt wiele niezależnie od kosztów i zmienić swoje życie w jedną wielką imprezę - ale pomimo posiadania teoretycznie wszystkiego – jest się... samym, samotnym i pustym w środku... a przy tym nic nie stoi na przeszkodzie, by stać się ofiarą zbrodni. Ta zawsze czyha w ukryciu i atakuje tam, gdzie bynajmniej nie jest to spodziewane.  

Zanim jednak mrok przyćmi wszelkie inne kolory, przykład udanego wprowadzenia czytelnika w świat, który kiedyś widział przed oczami Ellis i jaki – co z autoironiczną nutą przyznaje - był jego udziałem: 

“Los Angeles z początku lat 80. Świat zdążył już opłakać Johna Lennona, a Lśnienie zawładnęło wyobraźnią widzów. Jednak prawdziwy horror dopiero się rozpocznie. Ubierają się u Calvina Kleina i Raplha Laurena, wożą mercedesami, jaguarami i porshe, a w willach z basenami (...). Oto oni: złota młodzież z elitarnej Buckley School u progu dorosłości. Piękni, młodzi, pociągający. Spadkobiercy imperium. Tyle że prawdziwy świat brutalnie się o nich upomina. Media donoszą, że w mieście grasuje seryjny morderca (...).” 

Uprzywilejowana rzeczywistość - czy może jednak zubożona?

17:06:00 No comments

Sen to czynność bardzo przyjemna i niezwykle pożądana przez każdego człowieka. Niestety ludziom daleko jednak do kotów, które są w nim szczególnie rozsmakowane. Należą w tym względzie do wielkich szczęściarzy i rekordzistów – śpią od dwunastu do szesnastu godzin na dobę. Przedstawiciele "człowieków” nie mogą zazwyczaj trwać w objęciach Morfeusza aż tak długo. Dorośli powinni spać około ośmiu godzin i podobno nielicznym wybrańcom losu to się nawet udaje. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby uczynienie ich żywymi eksponatami na dowód tego, że jednak można. 😉

Psychiatrzy są zgodni, że sen to nie tylko czas relaksu i wyłączenia świadomości. Jest niezwykle złożonym procesem, w którym bierze udział cały organizm. Służy regeneracji i reguluje wiele istotnych funkcji biologicznych. Wbrew pozorom, “śniący” mózg jest bardzo aktywny i wydziela silne fale bioelektryczne oraz reaguje na dostarczane bodźce.

Największą fascynację budzą głęboki sen i towarzyszące mu marzenia senne. Obecnie uważa się je za dostarczane przez podświadomość wiadomości, które są odbiciem życia emocjonalnego. W przeszłości przywiązywano do nich znacznie większą wagę - uważano, że są w stanie przepowiedzieć przyszłość. Klasycznym przykładem jest żona Cezara – Kalpurnia, która w przeddzień Idów marcowych próbowała powstrzymać męża przed udaniem się do siedziby senatu z powodu koszmaru, jaki nawiedził ją w nocy. Podobno ujrzała w nim jego los – śmierć z ręki zamachowców.

Wielu twierdzi, że mary są swoistym pomostem pomiędzy światem żywych i umarłych. Ci ostatni mają się kontaktować w ten sposób ze swoimi bliskimi. Ale nie tylko z nimi. Istnieje teoria, że ofiary szczególnie odrażających zbrodni wołają o sprawiedliwość w taki właśnie sposób. Docierają do tych, którzy mogą mieć wpływ na jej wymierzenie; udzielają wskazówek jak rozwikłać zagadkę. Temat ten zresztą jest często eksploatowany w różnorakich dziełach filmowych. Niektórzy nawet idą znacznie dalej.

16:21:00 No comments

Umiejętność władania choć jednym żywiołem od zawsze leżała w sferze pragnień lub ludzkich zainteresowań. Zważywszy na fakt, że zdążyłeś już doskonale poznać moje zamiłowanie do zabaw pirotechnicznych, czynionych na potrzeby wizualizacji (minuta ciszy dla krzaka i innych poległych), z pewnością nie zdziwi Cię to, iż gdybym miała taką możliwość - zdecydowałabym się na miotanie ogniem. Wizja, w której z uśmiechem dumnym jak u pewnego rzymskiego władcy spoglądam na liceum płonące ze wszystkimi w środku jest więcej niż kusząca. Gorejący wrogowie, zebrani w jednym miejscu, z jakiego nie można uciec – mmm! Zanim rozsmakuję się na dobre, standardowe powiązanie halucynacji semantycznej z dźwiękową - a potem historia dla historii fantasy, skrojonej przez Paolę Gampo i opakowanej w cieszące srocze oczy wydanie o barwionych brzegach. 

♪ “Miasto płonie, ja patrzę jak Neron. Tworzyliśmy historie – jeden:zero!” - Avi nigdy nie zawodzi. Początkujący pisarze niekiedy to czynią... Czy to właśnie taki przypadek? 

“Umiejętności korzystania z energii. Energii żywiołów. To stara wiedza, ukryta w legendach i baśniach, a jednak prawdziwa, i są tacy, którzy potrafią z niej korzystać.” 

O zaczarowanym, magicznym lub krwiożerczym lesie powstało już mnóstwo opowieści. Jeżeli zawodna, bo już nieco starcza, pamięć mnie nie myli, nie trafiłam jednak jeszcze na taką, w której dzikie otoczenie przekazywałoby moce bohaterom. Tu właśnie na scenę czy raczej leśną ściółkę wchodzi (albo trafniej: nadlatuje) zielonooka i czerwonowłosa Aythya o aparycji kojarzącej się z Meridą Waleczną - władająca żywiołem powietrza wojowniczka szybka niczym wiatr oraz wyszkolona na zabójczynię doskonałą. Ktoś, przed kim drżą absolutnie wszyscy – a przynajmniej powinni to czynić, jako że położenie pokotem kilkunastu uzbrojonych mężczyzn to dla niej pestka. Nie miną nawet dwie minuty, nim trup pościele się gęsto, a jęki poległych potrwają dłużej od samego starcia. Jak to możliwe? - zapytasz zapewne. Abyś to zrozumiał, musisz najpierw przenieść się do pewnej historii o historii... 

15:44:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (74)
    • ▼  cze (3)
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates