Keigo Higashino - Przybysz - recenzja
Twórczość Keigo Higashino pokochałam od pierwszego przeczytania, toteż piszę tę recenzję z niemałym smutkiem, w związku z tym, że Autor niedawno zmarł. Coś podobnego przydarzyło mi się po raz pierwszy - zauroczyłam się każdą z jego książek, lecz tę ostatnio wydaną pod tytułem „Przybysz” przyszło mi poznać wówczas, gdy Pisarz stał się osobą świętej pamięci... Choć nijak nie rzutuje to na moją ocenę powieści, przyznaję, że towarzyszy mi cokolwiek dziwne uczucie. Jak jednak zapewnić sobie nieśmiertelność, jeśli nie dzięki opublikowanej prozie, która ma szansę żyć wiecznie, stać się pomnikiem trwalszym niż ten ze spiżu? W mojej pamięci tytuł „mistrz japońskiego kryminału” na zawsze pozostanie zarezerwowany właśnie dla Higashino. Tym bardziej, że jego historie… stanowią dla mnie pewien ewenement. Najczęściej nie znoszę, gdy lwią część fabuły pochłania śledztwo, przyćmiewając przemyślenia bohaterów, ich charakterystykę czy opisy życia wewnętrznego. Tymczasem opowieść, w jakiej naczelną postacią jest detektyw Kaga i o której kreślę dla Ciebie dzisiaj własną narrację, jest kryminałem… tak silnie kryminalnym, jak ten tylko może być. 😉 Mimo tego owa propozycja literacka pochłonęła mnie na tyle, iż nie potrafiłam jej odłożyć aż do poznania zakończenia. Świadczy to o wielkim kunszcie Prozaika, który miał niesłychany talent do zmyślnego konstruowania zagadek spod ciemnej gwiazdy. Nie jest to nawet „po nitce do kłębka”, a raczej: po maleńkim okruchu, który dla większości pozostaje niewidoczny, ku widowiskowemu pysznemu ciastu - finałowi. Pozornie niezwiązane ze sobą sylwetki majaczą w „Przybyszu” gdzieś na obrzeżach opowieści, ale ich losy szybko zaczynają się zazębiać. U kresu gawędy każda z nich staje się jednym z ogniw widowiskowo składającego się w jedną całość mechanizmu, którego ostateczny kształt potrafi zaskoczyć. I to mimo tego, że ofiara zbrodni była odbiorcy znana od samego początku! Takiż poziom sztukmistrzostwa uważam za niedościgniony. Kto wie, gdzie i komu Pisarz teraz prezentuje swoje godne podziwu, tekstowe układanki?
„Wszyscy ludzie, którym
zbrodnia przysporzyła cierpień, są ofiarami. Rolą detektywa jest również
znalezienie sposobu, by pomóc takim osobom.”
Nihonbashi. Żadna inna dzielnica Tokio nie ma takiego samego klimatu jak ta; pełna jeszcze uroku minionych czasów, nadgryzionych przeszłością, historycznych budynków oraz małych, rzemieślniczych sklepów, przechodzących z pokolenia na pokolenie. Takich, w których klient nie jest niechcianym przybyszem, tylko potencjalnym przyjacielem rodzinnych biznesów. Z ręcznie wytwarzanymi lub sprowadzanymi na specjalne zamówienie produktami albo lokalnymi specjałami spożywczymi, wykonywanymi z największą dbałością o każdy detal. Jest tam miejsce sprzedające wyśmienite ryżowe krakersy, o które dbają schorowana babcia oraz jej wnuczka, wychowywana tylko przez ojca, jako że matka zginęła, gdy dziewczynka była mała. Kawałek dalej znajdziesz tradycyjną japońską restaurację, w jakiej kuchni rozsmakowuje się każdy, kto raz spróbuje jej dań - dba o nią pewne małżeństwo, choć mąż menadżer skrywa pewien dzielony z kelnerem sekret… W sklepie z tradycyjną ceramiką nieopodal Naoya niekiedy czuje się jak między młotem a kowadłem - wszystko z powodu napięć na linii teściowa-synowa, między jego matką a żoną. Nie zmienia to faktu, że sprzedawane tam cuda zachwycają przybyłych nawet najmniejszym szczegółem. Jest też zakład zegarmistrzowski Terada, a w nim młody adept sztuki zaczarowywania mechanizmów oraz zafascynowany czasomierzami sztukmistrz. W pobliskiej cukierni Quatro aż chce się usiąść i odpocząć przy parującej filiżance aromatycznej herbaty oraz jednym z najsłodszych, zawsze świeżych specjałów. Nie można jednak pominąć również sklepu z tradycyjnym rękodziełem, gdzie każdy ze sprzedawanych przedmiotów wygląda niczym dzieło maestro oraz miejscu oferującym wykonane pieczołowicie zabawki, których tradycja sięga wielu, wielu lat wstecz. Jest jednak również… ofiara morderstwa, czterdziestokilkuletnia rozwódka, która dopiero co zaczęła karierę jako tłumacz. Całości dopełnia detektyw Kaga, wirtuoz rozwiązywania zagadek zbrodni, niedawny przybysz, którego jak wszystkich fascynują ulice Nihonbashi. I nieżyjąca kobieta…
„Wyglądała, jakby chciała
jej coś przekazać, a może to tylko zwykłe złudzenie? (…) lubiła opowieści o
duchach, ale w głębi serca nie wierzyła w ich istnienie.”
Niestandardowy strój dla śledczego, rozpięta kraciasta koszula z krótkim rękawem, narzucona na T-shirt. W zależności od okoliczności, niekiedy zastępowana przez marynarkę. W Tokio jest jednak ostatnimi czasy przesadnie upalnie a atmosferę dodatkowo podgrzewa nierozwiązana tajemnica śmierci Mineko Mitsui, uduszonej we własnym mieszkaniu. Żadnych wrogów ani świadków - długów czy zatargów. Nieliczne tropy prowadzą wprost w ślepe uliczki. Właśnie takie sprawy lubisz rozwiązywać najbardziej, nietypowym trybem łączenia lichych wskazówek, które wszyscy inni zdążyli przeoczyć. Każda z nich wiedzie Cię w inny zakątek malowniczej dzielnicy, w jakiej już wkrótce jesteś dobrze rozpoznawalny. Wzbudzasz zaufanie dość poufałym podejściem do potencjalnych świadków oraz sympatię - nienadęciem i dobrym sercem, charakteryzującymi niewielu spośród tutejszych funkcjonariuszy. Nadzorujący Twoje postępowanie zostawiają Ci wolną rękę w działaniu, choć ich forma notorycznie wprawia ich w niemałe skonfundowanie. Nie szkodzi jednak - liczą się przede wszystkim wyniki, a póki co wszystko wskazuje na to, że sprawca zamieszania dosłownie rozpłynął się w powietrzu, niezauważony i niesłyszany przez nikogo. Co ciekawsze, jego motyw jest więcej niż niejasny… Ty jednak masz już pewien pomysł i wędrujesz to z paczką krakersów, to w towarzystwie zestawu ciastek. Czasem zaś oglądasz misterne pałeczki do ryżu, fikuśne zegary albo nożyce kuchenne z daleka błyszczące ostrością, poznając po kolei każdy z zakątków tej jakby wyrwanej upływowi czasu dzielnicy Tokio. A przy okazji robisz coś bardzo niestandardowego - spełniasz… dobre uczynki. Pomagasz pewnej rodzinie dochować tajemnicy, w innej zażegnujesz konflikt albo przeganiasz znad kogoś wiszące demony przeszłości, pełne zadawnionych ran. Nie ukrywając, jesteś kimś wyjątkowym - przekonanym o tym, że rolą detektywa jest niesienie ukojenia także skrzywdzonym żyjącym. Pozostaje jedno pytanie… Kto zabił i dlaczego to uczynił? Przybysz Kaga już wkrótce stanie się kimś swoim, nie obcym - przynosząc rozwiązanie zagadki, którego nie spodziewał się nikt…
„Te oczy. Pamiętała je.
Niemożliwe, przecież widziała tego człowieka pierwszy raz w życiu. A mimo to
znała jego spojrzenie. (…) Ma jej oczy, pomyślała.”
Podobała mi się każda z
powieści Keigo Higashino, jednak przeczytawszy książkę „Przybysz” stwierdzam,
że to chyba mój ulubiony kryminał jego autorstwa. O niezwykle przemyślanej
konstrukcji, jeśli chodzi o kreację i rozwiązanie zagadki zbrodni, a przy tym urzekający
okalającymi ją wątkami rodzinnymi i prywatnymi każdego z bohaterów. Wszyscy
oni, w pewien sposób powiązani z morderstwem, targani są własnymi namiętnościami,
smutkami i problemami, w jakich rozwiązaniu lub wygładzeniu mimowolnie pomaga
detektyw Kaga podczas prowadzenia policyjnego dochodzenia. To nietypowe
rozwiązanie fabularne nader przypadło mi do gustu i sprawiło, że propozycję
literacką czytało mi się z najwyższą przyjemnością. Pochłonęłam ją w jeden wieczór,
jako iż narracja - mimo pozornie mrocznej tematyki - okazuje się lekka i
płynna. Językowo nieskomplikowana, zaserwowana raczej krótkimi zdaniami, które
dodają opowieści odpowiedniej dynamiki. Na uznanie zasługuje również
przedstawienie nieznanej mi wcześniej dzielnicy Tokio, Nihonbashi. Poznając ją dzięki
tekstowi, miałam wrażenie, jak gdyby materializowała mi się przed oczami;
jakbym właśnie odbywała osobistą wycieczkę po tych wszystkich czarujących
sklepach i kulinarnych zaułkach. Pozostaje mi dodać: long live the King, niechże
król japońskiego kryminału pozostanie nim dzięki swojej twórczości w pamięci każdego
czytelnika, który uwielbia labirynty zagadek spod ciemnej gwiazdy o niezwykle
przemyślanej konstrukcji. Opatrzone plusem 8/10 - sądzę, iż nasi rodzimi
autorzy kryminałów mogliby zaczerpnąć od świętej pamięci Higashino trochę
inspiracji na to, jak kreować mroczne opowieści, które… zaskakującym urokiem
wątków osobistych bohaterów otulają odbiorcę.
„Jeszcze nie potrafię sobie
tego wszystkiego uzmysłowić. Czasem wydaje mi się, że śnię. Ale to nie sen. Gdy
zdaję sobie z tego sprawę, znów dopada mnie przygnębienie, po czym przychodzi
myśl, że muszę się z tym jakoś pogodzić… I tak w kółko. (…) Przepraszam (…)
powtórzyła w myślach. Odtąd też powtórzy je pewnie po wielokroć, ale ile by nie
przepraszała, słowa te nigdy nie dotrą do adresatki.”

0 comments
Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)