Inność zawsze budziła obrzydzenie, strach, a nawet nienawiść. Na przestrzeni dziejów ludzie, którzy w jakikolwiek sposób odbiegali od normy, byli wyszydzani, prześladowani czy zabijani. Najgorszy los przypadał w udziale niepełnosprawnym. W Sparcie kalekie dzieci zrzucano ze skały. Nie lepiej było w „oświeconych” Atenach. Zdaniem Platona, powodowały one deficyt społeczny, pogarszając jakość populacji oraz niepotrzebnie absorbowały jej zasoby. Identycznego zdania był Arystoteles. U Rzymian narodzenie się upośledzonego potomka uważane było za dany przez bogów znak i zapowiedź zbliżającej się katastrofy. Aby odwrócić los, zgładzano je bezlitośnie. „Odmieńcy” nie mieli lekko także u Słowian czy innych ludów, jakie zamieszkiwały tereny Polski jeszcze zanim ci wychynęli z mroku historii. Wystarczyło w jakikolwiek sposób różnić się od plemiennych pobratymców, aby zasłużyć na straszliwy los. Za przeklętych przez bogów często uważani byli ludzie nie tylko kalecy, ale nawet ci, którzy w niewielkim stopniu różnili się od panującego „wzorca”. Osoby leworęczne, ze znamionami, dwoma rzędami zębów, innym kolorem włosów (zwłaszcza rudym) czy zbyt posępne. Tego rodzaju „ułomności” były znakiem, że bóstwa pozbawiły je swojej łaski, co powodowało, że stwarzały zagrożenie dla całej społeczności, sprowadzając na nią nieszczęścia. W najlepszym przypadku unikano jak ognia kontaktu z nimi, izolując od reszty, w najgorszym - wypędzano albo mordowano. Tacy nie zaznawali spokoju również po śmierci. Wierzono, że zamieniają się w upiory powstające z grobów i pijące ludzką krew. Dlatego chowano ich obróconych twarzą do ziemi, odcinano głowę i umieszczano ją między nogami. Innym sposobem było przebijanie ich ciał osinowym kołkiem lub ostrym przedmiotem.
Idealna seria książeczek dla dzieci na mikołajkowy lub gwiazdkowy prezent nie istn... A nie, przepraszam! Ten tytuł zdecydowanie został już przydzielony!
Przedstawiam Ci cztery pory roku w Jeżynowym Grodzie, po którego życiu oprowadzą Cię przeurocze myszki. Nie będzie to jednak zwykła prezentacja! Musisz wiedzieć, że ta nietuzinkowa wycieczka jest opatrzona przepięknymi ilustracjami, jakich próżno szukać w większości propozycji dla najmłodszych czytelników - realistycznymi, delikatnymi, eleganckimi... stylizowanymi na starodawne. Niezależnie od tego, ile masz lat – jestem pewna, że oczarujesz się nimi tak samo jak dziecko, któremu podsuniesz barwnie zwizualizowane historie myszorków noszących fantazyjne imiona. Jakie opowieści znajdziesz za pięknymi okładkami?
“ZIMA W JEŻYNOWYM GRODZIE”
Zbliża się śnieżyca. Wszyscy mysi mieszkańcy Jeżynowego Grodu zabezpieczają swoje domostwa i próbują ogrzać się przy kominkach. Kiedy spadają pierwsze białe płatki, są nimi tak oczarowani, że postanawiają odkryć piękno zimy w praktyce. Skoro puszysty śnieg spadł w ogromnej ilości, decydują się zorganizować Śnieżny Bal w Lodowej Sali – szaloną zabawę, jakiej nie było od lat.
“WIOSNA W JEŻYNOWYM GRODZIE”
Przez jeżynowy żywopłot przeświecają pierwsze promienie słoneczne. Zbliża się wiosna, a oto nastał ważny dzień - urodziny jednego z myszorków imieniem Fredziu. W drzewnych rezydencjach i skromnych domkach każdy z mieszkańców szykuje dla małej myszki taki prezent, na jaki może sobie pozwolić. Czy przyjęcie niespodzianka okaże się sukcesem?
“LATO W JEŻYNOWYM GRODZIE”
Podczas gorącego lata pewien mysi młynarz oświadcza się swojej wybrance. Przyszła para małżonków czyni wszelkie przygotowania niezbędne do wzięcia ślubu i zorganizowania najlepszego wesela na świecie dla swoich wąsiastych przyjaciół. Niech żyją długo i... myszowato.
“JESIEŃ W JEŻYNOWYM GRODZIE”
Jesień to najwyższa pora na zgromadzenie zapasów, jakie pozwolą przetrwać całą zimę. Zaginiona podczas nich Prymulka, która pozwoliła sobie na zamyślenie, szybko przekona się, czym skutkuje chwila nieuwagi.
Za swoim uśmiechem możesz skrywać wiele – tylko Ty wiesz, co się tam znajduje. Szczera radość, skrzętnie przykryte cierpienie, grymas powstały z niedowierzania, kpina lub umiejętnie zaszyfrowana pogarda. Może ktoś, kto doskonale Cię zna, zrozumie, co takiego chcesz przekazać. Obserwujesz wykonane wygięcie ust w lustrze... albo szybie zaparkowanego w pobliżu cmentarza samochodu. Nikt Cię nie widzi, dzięki czemu masz okazję dokładnie przyjrzeć się wszystkim zgromadzonym. To Twój pogrzeb. Dzień, w którym przecież Cię tu nie ma, a jednak...
“Jaka jest historia Twojego życia? Dlaczego się uśmiechasz? Czy to radość i szczęście czy może dobrze zamaskowany smutek i rozczarowanie? Czy Twój uśmiech jest prawdziwym wyrazem emocji?”
Każdego z obecnych spowija czerń - jej odcienie różni tylko bardzo lub jeszcze mocniej markowe wydanie. W ciemne stroje kupione od najlepszych projektantów odziani są mężczyźni, którzy z nostalgią spoglądają na Twoje znajdujące się wśród wieńców zdjęcie. Nie płaczą - przecież łzy to nie jest męska rzecz. Obok nich mnóstwo kobiet; dam, jakie za życia deprecjonowały Cię, obrażały lub... zwyczajnie zazdrościły. Przyszły tutaj, bo przecież tak wypada, choć towarzyszące im uczucia dalekie są od przygnębienia. Cieszą się z Twojego tragicznego końca i – co jako duch wyraźnie widzisz – ledwo maskują radość. W końcu, zrządzeniem losu, pozbyły się konkurentki, do której niekiedy nawet i jawnie wzdychali ich mężowie, za jaką wodzili wzrokiem kochankowie, stanowiącą zagrożenie również dla przyjaciół.
Jesteś, a jakobyś nie istniała. Czyż nie było miło mieć możność obserwować ten zakłamany spektakl; pyszny teatr obłudy?
Owszem – tak nietypowym intro Katherine C. Tiara wprowadza czytelnika w swoją debiutancką, w dużej mierze autobiograficzną powieść. Pomysł innowacyjny, pozostawiający pytanie...
Jako naczelny bookstagramowy Grinch, co roku wybieram jedną typowo świąteczną książkę, którą poddaję wnikliwej recenzji – taka tradycja. Dlaczego ją przyjęłam? To proste - jeżeli powieść ta otrzyma rekomendację zielonego stworka, można uznać, że jest czymś, po co naprawdę warto sięgnąć. Tym razem mój wybór padł na najnowszą propozycję Nataszy Sochy i... ZONK. Reklamacja! To bowiem, wbrew tytułowi i okładce, wcale nie jest klasycznie bożonarodzeniowa pozycja, od jakiej co bardziej włochatych i gnuśnych mogłoby zemdlić. W “Świątecznej mozaice” zbliżająca się Wigilia jest jedynie tłem. Główną oś fabuły stanowi układanka, jakiej złożenia nie powstydziłby się... fan kryminałów czy dramatów. Oprócz tego, nadrzędną rolę odgrywa bardzo realistyczne i momentami wzruszające (tak, nawet dla mnie) ujęcie zmagania się z chorobą Alzheimera – nie tylko przez dotkniętą nią osobę, ale przede wszystkim jej najbliższych. W związku z tym pozwolę sobie napisać coś bardzo niegrinchowego: jeśli chciałbyś w tym roku sięgnąć po jedną opowieść z Bożym Narodzeniem w tle lub sprezentować taką komuś pod choinkę, powinieneś postawić na właśnie tę słodko-gorzką historię pozwalającą na literacką podróż mglistymi uliczkami Wenecji, opatrzoną wykwintną narracją i pełną ważkich, zmuszających do refleksji słów, w której jedynie gdzieś z tyłu, nie przytłaczając, majaczą kolorowe lampki i strojone oryginalnymi ozdobami drzewko.
“Mówi się, że Boże Narodzenie to stan umysłu. (...) automatycznie przenoszą nas w przeszłość, do której wzdychamy. Chcemy ją odtworzyć, przywołać z zaświatów, żeby znów było jak dawniej.”
W przeszłości każdego teraźniejszego Grincha następuje moment zwrotny, w którym ten się nim staje. Kiedyś zapewne cieszył się gorączkowymi przygotowaniami prezentów, kulinarną ucztą, przyrządzaną przez wszystkich domowników po trochu; tworzył niedoskonale piękne dekoracje i nucił pod nosem kiczowate świąteczne utwory. A potem, pewnego dnia, mistyk wystygł, pozostawiając po sobie cynika. Kiedy?
Starość wcale nie musi być nudna ani naznaczona piętnem bliskiego odejścia z tego padołu. Wiele osób, pomimo swojego dość sędziwego wieku, zachowuje pogodę ducha i umie się bawić życiem znacznie lepiej niż młodsi ludzie. A także umiejętnie eksponować własne ja w oryginalny sposób, za co należy się wielki szacunek. Przykłady?
Winston Churchill przeżył 90 lat i do końca swoich chwil palił po 10 cygar dziennie i wypijał znaczną ilość wszelkiego rodzaju trunków. U schyłku życia podsumował krótko: „Ja bardziej wyczerpałem alkohol niż on mnie.”. Pomimo tego cały czas imponował błyskotliwymi ripostami oraz przytomnością umysłu, nie zdradzając żadnych objawów upojenia i zachowując się jak młodzieniaszek. Ginem raczyła się też codziennie dziewięćdziesięciosześcioletnia królowa Elżbieta II, której pogodnego usposobienia, trzeźwości jaźni, a także wyjątkowości z całą pewnością nie można odmówić. Ma się wrażenie, że pomimo sędziwego wieku monarchini zachowała cała swoją energię i żywiołowość z młodych lat.
Te wzory ze świecznika dobitnie dowodzą, że można pozostać sobą nawet gdy życiowy licznik wybił już bardzo wysoką pozycję. Niektórzy są wręcz żywym przykładem słuszności powiedzenia, że „wiek to tylko liczba”. Wprawdzie poddani są oczywistym ograniczeniom wynikającym z ułomności ciała, jednak duch nie ulega żadnym zmianom. Wielu twierdzi, że najważniejsza jest nie ilość lat, a to, co skrywa się we wnętrzu i dochowanie wierności zasadom oraz przyjętemu sposobowi bycia. U części ludzi z całą pewnością zasada ta sprawdza się w stu procentach. Dla nich bezlitosny czas jakby się zatrzymał i w niemym zdumieniu patrzył na śmiałków, którzy rzucili mu skuteczne wyzwanie. I oby tak pozostało.

.png.PNG)