• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Czasem czujesz, że stoisz na rozdrożu życia. Doprowadziłeś je do pewnego etapu, ale wszystko jest nie tak, jak oczekiwałeś. Gdzieś po drodze zgubiłeś swoje ja - ciągle w biegu dostosowując się do oczekiwań innych. Spełniałeś je, zapominając zadbać o siebie. O uczucia, ciało, realizację marzeń i to, co najważniejsze – samorealizację. W pewnym momencie przychodzi chwila, kiedy musisz się zatrzymać, zadumać nad przebytą drogą i spróbować przewartościować egzystencję. Zastanowić się, co jest istotne i czy stając się drobnym elementem życiowej układanki, możesz być szczęśliwym i spełnionym. A pamiętaj, że niezadowolenie z własnego losu odciska się pieczęcią także na każdym, kto Cię otacza... Wynikająca z niego frustracja i nerwowość nieuchronnie rodzą rozdrażnienie i zgorzknienie. Te zaś rujnują stosunki międzyludzkie. Tworzy się zamknięty krąg, z którego trudno się wydobyć bez szwanku.  

Specjaliści z dziedziny psychologii twierdzą, że w takiej sytuacji jest tylko jedno wyjście – zdobycie się na radykalną zmianę. Aby ją osiągnąć, niezbędne jest uczynienie rachunku sumienia i podjęcie działań, które spowodują, że dostrzeże się, jak ważne jest własne samopoczucie i satysfakcja z tego, co się robi. Istotą tego procesu jest odkrycie siebie na nowo, odrzucenie przebytych traum, egzystowania w wiecznym pędzie i poświęcania się dla innych. Uzmysłowienie sobie, że niezwracanie uwagi na własne potrzeby jest drogą donikąd i wiedzie prosto w przepaść rozczarowania, zmęczenia, przygnębienia oraz braku wiary we własne siły. Tak istotna ewolucja nigdy nie przychodzi łatwo i szybko. To mozolna ścieżka, pełna ciężkiej pracy nad sobą. Uzyskanie zmiany własnej osobowości zawsze jest żmudnym doświadczeniem, pełnym zaskakujących pułapek i niebezpiecznych mielizn. Nie da się uniknąć sięgania w przeszłość, analizowania podjętych decyzji i postaw wobec życiowych wyborów. Jednak możliwy do osiągnięcia finalny rezultat jest wart takiego wysiłku. Jak przez niego przebrnąć stosunkowo najmniejszym kosztem? Sprawdź, co radzi Autorka “You can 2”! 

11:00:00 No comments

Nikt prezentując wielopłaszczyznową, nęcącą i skłaniającą do refleksji kawalkadę odcieni szarości, znajdujących się pomiędzy bielą oraz czernią i prowadzących do nieuchronnych tragedii, nie wciela się tak rzeczywiście w kreowane przez siebie sylwetki psychopatów co Max Czornyj. Nie bez powodu z ogromną dumą noszę tytuł jego naczelnej psychofanki, który mogłabym przywdziewać jak koronę. Prawdziwie naznaczający przeszłość zbrodniarze wojenni, fikcyjni mordercy, stający w szranki z niebanalnie namalowanymi słowami funkcjonariuszami policji, nieoczywiste trybiki machiny sądowniczej i najbardziej zawiłe zagadki kryminalne... Uważnie zwichrowany fan zada pytanie: czego brakuje w tej plejadzie mrocznych osobliwości, by Autor niezmiennie dzierżył miano króla polskiej literatury spod ciemnej gwiazdy. Nie będzie jednak zmuszony udzielić na nie odpowiedzi, jako że - wykonując kolejny, pełen klasy ukłon w jego stronę, Pisarz przybywa z nią sam. Otwierająca pole do rozmyślań, uosobiona czerń tym razem prowadzi pod rękę bohaterkę, której złożony charakter nie pozwala na zero-jedynkowe ocenienie charakteru poczynań. W “Uwierz jej” Czornyj ponownie próbuje plastycznie udowodnić tezę głoszącą, iż nikt do końca nie rodzi się godnym potomka Lucyfera psychopatą - a czynią go nim dopiero kolejne doświadczenia, wydarzenia i powodujące zamarcie w niemym przerażeniu okoliczności podarowane przez niełaskawy los. Nawet pozornie niewyjaśnialne zło każdorazowo ma gdzieś swój zaczątek; umocowanie w rzeczywistości, swoisty punkt sprzężenia zwrotnego, makiaweliczną genezę. Uchylając ronda kapelusza, thrillerowy Arbiter Elegantiarum dualistycznej sceny polskojęzycznej literatury, szafuje emocjami czytelnika, szachuje i mrozi. Przede wszystkim jednak obrazuje umowność oceny działań postronnych, którzy zawsze w pewnym stopniu pozostaną niezapisaną tablicą. Maybe that’s better? 

11:53:00 No comments
Dokładnie piętnaście lat temu napisałam krótką i standardowo w moim przypadku łamiącą konwencję “Baśń o Anielicy”, mającej złoto-zielone oczy. Z perspektywy minionego czasu stwierdzam gorzko, iż zawarłam w niej profetyczne złożenia słów w zdania - zdradzające, że ludziom nie wolno kochać aniołów, bo te nie są im dane na wieczność. Przytulając tę prawdę do fikcji, nie miałam jeszcze świadomości, iż raczej prędzej niż później stanie pomiędzy nimi znak równości. Zafascynowana “Tam, gdzie spadają anioły” Doroty Terakowskiej (czytałam nawet o studiach... na kierunku angelologia!), stworzyłam podówczas tę bajkę o tragicznym zakończeniu, wiedząc, że i przy mnie trwa pewien materialny “skrzydlaty”, prowokujący do sukcesów oraz pocieszający po porażkach; współtworzący historie o historiach, skrawki poezji czy odcienie osobowości. “Zawsze” przemienił w chwilę krótszą niż mgnienie oka... choć być może to ja wywróżyłam własny los, przyciągając do siebie ciemność? Czyż jednak to nie ci bohaterowie depresyjni na wzór antycznych greckich są najpiękniejsi? Mój anioł stróż postanowił przeminąć, lecz wierzę w to, iż każdy na przestrzeni lat życia spotka swojego. Całkowicie niepostrzeżenie - albo, na wzór mnie, w pełni świadomie. Jeśli szansa ta jeszcze przed Tobą, nie zniszcz jej, proszę. Będziesz żałował każdego jutra... Moja baśń ani w tekście, ani w rzeczywistości nie skończyła się dobrze (a może wcale?). Pozostawiona sama sobie, niespełna pięć lat temu zawalczyłam o powrót pisarskich mocy - chociaż te nabrały jeszcze mroczniejszego charakteru. Trudno się temu dziwić - wszak szkarłat - miłości lub krwi – w odpowiednim świetle nęci czernią. Wciąż poszukuję minionych pierwiastków nadnaturalnej magii; czarodziejskich kreacji, dających chwile wytchnienia, spokoju i piękna... bogatych w cały wachlarz emocji. Odwracając oczy – bo są tylko niebieskie i czasem się szklą – stwierdzam, że to właśnie znalazłam w przenoszącej do alternatywnej rzeczywistości opowieści o aniołach walczących ze złem, czyli “Idis. Na przekór czasom”.

15:30:00 No comments

Podobno każdy kryje w sobie zwierzę. Na ogół lepiej, żeby się nie ujawniało. Niektórzy twierdzą jednak, że wszyscy posiadają odpowiedniki w przebogatym zbiorze ziemskiej fauny. Takie, które oddają ich naturę i zbiór cech charakterystycznych usposobieniu. Indianie wierzyli, że posiadali przodków będących zwierzętami, z jakimi byli w stanie nawiązać duchową więź. Wyrazem tego było noszenie totemów – animalistycznych symboli mających ułatwiać obranie właściwej drogi życia. Wiele osób jest przekonanych o istnieniu tak zwanych zwierząt mocy. Ich istota wywodzi się z szamanizmu i sprowadza do utrzymywania, że każdy człowiek posiada wewnętrzną moc, talenty i możliwości, które jest w stanie wyzwolić duchowy przewodnik, będący ich uosobieniem. Stanowi on odbicie charakterystycznych dla danej persony cech umysłowych, emocjonalnych i fizycznych. Do najbardziej popularnych należą: niedźwiedź, orzeł, koń, wilk, lis oraz ryś. Ten pierwszy symbolizuje siłę, hart ducha i poczucie pewności siebie. Drugi – potęgę, wolność i odpowiedzialność. Trzeci - dynamiczną moc, szybkość i mądrość. Czwarty – dzikość, lojalność i familiarność. Piąty – inteligencję, zręczność i przebiegłość. Ostatni - bystrość, twórczą moc i kreatywność. Nie można zapomnieć o kocie, który reprezentuje tajemniczość, niezależność, wrażliwość oraz magię. Moim zdaniem posiada jednak także ukryte cechy, o których wie każdy “kociarz”. Najczęściej przybierają one postać niezdrowej skłonności do trwałego pozostawania w pozycji horyzontalnej, terroryzowania żądaniami natychmiastowego nakarmienia, kształtowania pazurami foteli, kanap i innych elementów domowego wyposażenia oraz unikalnej zdolności do reagowania tylko na wybrane przez siebie zjawiska i bodźce, do których z całą pewnością nie należy głos właściciela, choćby przybrał najbardziej błagalne formy. Muszę przyznać, że jeśli miałabym wybrać „swoje” zwierzę mocy, z całą pewnością byłby to właśnie swojski „mruczek”, który jest dla mnie wzorem postępowania i stosunku do otaczającego świata. A Ty na co byś się zdecydował? 

16:57:00 No comments

Zanim odbędziesz ze mną literacki wojaż do Katalonii – anegdota. Przyjaciółka, która wytrzymała ze mną najdłużej (pozdrawiam, Kasiu) do dzisiaj wymienia ze mną pewien związany z “Españą” żart sytuacyjny. Otóż jako dwunastolatka nie tylko pochłaniałam imponujące ilości książek tygodniowo i prowadziłam jednocześnie czterdzieści cztery (!) onetowskie blogi. Co przyznaję ze wstydem, a właściwie - o czym nie opowiadam wcale - byłam też fanką argentyńskich i hiszpańskich telenoweli, jakie oglądałam z godnym podziwu zapamiętaniem, chociaż już wtedy dostrzegałam ich skrajną niemądrość fabularną. Nie przeszkadzało mi to jednak w śledzeniu losów Mariny i... marzenia (wcale niemającego nic wspólnego z przystojnymi aktorami, w ogóle!), że kiedyś z wyżej wspomnianą panią K. wybiorę się w podróż na nęcącą wyspę - czyli hiszpańskie Cancun, gdzie ów serial się rozgrywał. Wszystko pięknie, choć jako że lubię zimno, absolutnie nieprzystająco do mojego gustu... z takim tylko problemem, że kraina ta leży w Meksyku, czego moja Towarzyszka nie omieszkała należycie wyśmiać - tak szyderczo i ironicznie, jak to jedynie Ona potrafi. Owszem, geografia nigdy nie była moją mocną stroną. Dlatego tym razem książkową wycieczkę rozpocznę mądrością z życia wziętą: śląskie dziewczyny nie mają litości... a ja i tak z uśmiechem i sentymentem będę twierdzić, że Cancun leży w Hiszpanii. 😉  

“Trudno było zapomnieć tak inspirujący widok. Już jakiś czas temu postanowiła sobie, że koniec ze wstydzeniem się, że woli być bardziej otwarta, odważna, że chciałaby czerpać z życia garściami.” 

Okowy ograniczeń. To, co czynić wolno i rzeczy absolutnie zabronione; społecznie nieakceptowalne, oceniane najsurowiej. Ze strachu, zazdrości, a może całkowicie zasadnie? Szereg zasad i norm, nacechowany przez cały zestaw wartości. Wciąż ważnych czy przestarzałych? Kim jesteś, żyjąc spełnianiem oczekiwań innych? A gdyby tak... rzucić wszystko i uciec do Katalonii? 



17:12:00 1 comments

❗ Autorka tej książki próbowała mnie zabić - zobacz jak [zdjęcia]. ❗ 

Mam Twoją niepodzielną uwagę? Doskonale. Przepraszam, że zyskałam ją w ten sposób, ale... tak było i sądzę, iż powinieneś o tym wiedzieć. O tym jednak kilka zdań niżej. Teraz na poważnie, bo być może coś Cię jeszcze rozprasza, a potrzebuję pełnego skupienia. 

GDZIE TAKICH PSYCHOPATÓW CHOWAJĄ?! 

I... 

Niebo wali się nam na głowę, niebo wali się nam na głowę!  

A ta powieść jest z a j e... KAPITALNA. 

Zastanawiając się pod prysznicem nad tym, jak rozpocząć recenzję propozycji literackiej Autorki występującej pod pseudonimem Queen Cara, długo myślałam, po jakie motto sięgnąć. Co potwierdzone wieloletnią praktyką, właśnie podczas kąpieli duma się najlepiej. I tak oto w moim mózgowym magazynie danych o powierzchni przekraczającej wyobrażenie człowiecze i diabelskie wyświetlił się neon. “Niebo wali się nam na głowę” - migał czerwienią! Na domiar złego, jak już ustaliłam, że kwestię tę wypowiada Kurczak Mały, potwierdziło się, że ciąży nade mną kurza klątwa. No te importa. Zdanie to pasuje więcej niż doskonale, bowiem tak właśnie zachowuje się szybko ewoluująca w osobny byt fabuła powieści “Porwana przez Jokera. Obsesja”; książki nieznanej, o niepozornej okładce, którą PO PROSTU MUSISZ PRZECZYTAĆ.  

Widzisz te wszystkie motywy? Zapewniam, że to tylko wierzchołek przenoszącej do innego świata góry lodowej, która - no właśnie, nomen omen – w pewnym momencie zacznie się kruszyć i sypać na Twoją głowę. Stąd dość zawiłe powiązanie jaśnie kurczaczej bajkowej kwestii z tą PEREŁKĄ. 

To nie jest zwykły romans mafijny. To historia, która komediowością sytuacyjną doprowadziła mnie do łez ze śmiechu rekordową ilość razy. To opowieść doskonale ukazująca dualizm ludzkiej natury niesamowitą kreacją bohaterów. To opowieść o tym, że... miłość zawsze jest obsesją, która już dziś zasila grono tegorocznego TOP10. 

KUP TERAZ. Albo będziesz miał ze mną do czynienia. Zdanie to nie podlega odpowiedzialności karnej na podstawie doskonale Ci znanej ustawy o niezrównoważeniu psychicznym osobnika występującego pod nazwą Thrillerly.  

17:08:00 No comments


Zauroczona kulturowo wszystkim, co rosyjskie i będąca po części krwi Rosjanką, oddałabym wiele za choć jedno dzieło, które wyszło spod ręki mistrza złotnictwa Fabergé, odpowiedzialnego za powstanie budzących niemy zachwyt słynnych jaj. Biżuteryjny majstersztyk jest obiektem pożądania każdego, kto kryje w sobie pierwiastek wręcz nadnaturalnie tęsknej miłości do tego, co niedoścignione, niepowtarzalne i czarujące perfekcjonizmem. Jubilerskie “pieces of an art” póki co pozostają nieszczęśnie poza moim zasięgiem - szacuje się, że powstało ich około pięćdziesięciu (choć sama optuję za wyższą liczbą), spośród których część jest warta... po 50 milionów dolarów. Mogłabym napisać: pomarzyć dobra rzecz lub zanucić “someday” Flipsyde, ale bardziej zasadne będzie moje ulubione motto: превращай мечты в цел - przekształcić marzenia w cele. Dopóki jednak nie doznają stosownej przemiany, poszukuję nęcącego arystokratycznością północnowschodniego uroku wszędzie tam, gdzie tylko dostrzegam jego skrawki. Dlatego właśnie na moim przepełnionym rosyjskością regale znalazła się wizualna perła; яйцо Фаберже w postaci najnowszej książki Moniki Raspen, otwierajacej cykl “Kobiety Romanowów”. Malowane brzegi, złocenia, wariacja na temat herbu tego znamienitego rodu – wszystko to okolone majestatem barwy butelkowej zieleni, doskonale współgrającej ze złotem. Odsuwając na bok wszelkie inklinacje oraz zwichrowane sympatie, obiektywnie przyznaję, że to jedno z najbardziej estetycznych wydań powieści, jakie miałam okazję podziwiać. Tak oto jajco Fabergé, szybciej niż myślałam, znalazło się w mojej kolekcji.

Dzieła spod magicznych dłoni jubilerskiego czarodzieja urzekały przede wszystkim oprawą zewnętrzną - choć w środku najczęściej skrywały miniaturowe cuda, zachwycające równie mocno. Czy da się stwierdzić, że ich wnętrze było w pewien sposób puste? Albo inaczej - iż zawartość to zbędne przeładowanie rzeczy i tak nader zdobnej? Ten sam dylemat objął mnie w posiadanie po przeczytaniu “Wnuczki Fabergé”...

13:22:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (75)
    • ▼  cze (4)
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates