Zaślepienie i nadmierna wiara we własne siły na ogół wiodą na manowce i przynoszą opłakane rezultaty. Gdy kieruje się nimi pojedynczy człowiek – skutki wywołanych tym nieszczęść dotyczą tylko jego samego. Gdy jednak zaciemnią umysły rządzących – oznaczają dramat całego państwa i narodu. Ta bolesna prawda znalazła swoje potwierdzenie w dziejach XX-wiecznej Japonii, kiedy to militarystyczna polityka władzy, oparta na wyjątkowo wątłych podstawach, sprowadziła na ten kraj największy kataklizm w jego historii.
Na początku, jak to zwykle bywa, nic nie zwiastowało nadchodzącej katastrofy - Nippon w latach 1900 – 1941 był wschodzącą gwiazdą światowej polityki. To zamknięte dla zewnętrznego świata państwo z końcem XIX wieku wkroczyło na tory gwałtownego rozwoju społecznego i przemysłowego, które szybko wydały owoce. Ku zdumieniu wszystkich, Japonia w latach 1904–1905 wygrała konflikt z - wydawałoby się - wszechpotężną Rosją, po czym wzięła zwycięski udział po stronie państw zachodnich w I wojnie światowej. Już w 1910 roku do powstającego mocarstwa anektowano Koreę, a w okresie 1937–1941 inkorporowano znaczną część Chin. Pomiędzy 1940 a 1941 rokiem opanowano także tzw. Indochiny Francuskie, a więc dzisiejsze: Laos, Kambodżę i Wietnam. Kraj Kwitnącej Wiśni stał się prawdziwym imperium, kontrolującym znaczną część Azji. I chcącym rozszerzyć panowanie na cały ten kontynent. Rozochocone dotychczasowymi sukcesami koła wojskowe podjęły więc decyzję o dalszej ekspansji, tym razem wymierzonej przeciwko krajom zachodu – Stanom Zjednoczonym oraz Brytyjskiej Wspólnocie Narodów, które stały na drodze ich ambicjom. Całkowicie błędnie karmiły się wiarą, że kilka silnych ciosów, zadanych podczas błyskawicznych kampanii, skłoni aliantów do kapitulacji i wyrażenia zgody na nieograniczony rozrost potęgi rywala. Swoją ufność pokładały w potędze armii, która faktycznie była imponująca.
Dość wspomnieć, że Japonia była trzecią potęgą morską świata, a jej lotnictwo należało do najliczniejszych i najnowocześniejszych na globie. Nie wzięto jednak pod uwagę, że tak naprawdę Japonia to kolos na glinianych nogach, jakiego możliwości są niezwykle ograniczone, zwłaszcza w porównaniu do USA. Bardzo szybko okazało się, że karzeł zamachnął się na olbrzyma. Ameryka w 1941 roku była bowiem największą potęgą przemysłową świata – jej potencjał przewyższał wszystkie inne kraje razem wzięte. Japonia, choć silna, dysponowała jedynie ułamkiem tych możliwości, a do tego była całkowicie uzależniona od dostaw z zewnątrz. W 1939 r. aż 80% zużywanej przez nią ropy pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, a 10% z Holenderskich Indii Wschodnich. Wszystko to spowodowało, że wywołana przez Japończyków w 1941 roku wojna, po półrocznym paśmie wręcz oszałamiających zwycięstw, zakończyła się ich całkowitą klęską. Jej skutkiem były bezwarunkowa kapitulacja i amerykańska okupacją wysp macierzystych, jaka de facto trwa do dzisiaj. Jednak trzeba pamiętać, że klęska Nipponu nie była tylko i wyłącznie zasługą przewagi technicznej, ludnościowej oraz przemysłowej USA, ale także skutkiem działania ich doskonałych dowódców i strategów, którzy umieli w znakomity sposób wykorzystać wszystkie te atuty i przekuć je w bezapelacyjne zwycięstwo. Jednym z nich był bohater recenzowanej książki - admirał Chester Nimitz, który jeszcze za życia stał się żywą legendą.
.png.PNG)
