W wierzeniach greckich Charon był bogiem konających oraz umierających, odpowiedzialnym za przewożenie dusz zmarłych do zaświatów. Ta ostatnia droga wiodła przez rzekę Styks do Hadesu i przez Acheron do Piekła. Co najciekawsze, postać ta wywodzi się z mitologii etruskiej, w której wcale nie wizualizowano jej jako milczącego, okrutnego starca ani niepokojący szkielet. Aby demon przerażał jeszcze bardziej, jego włosy przedstawiano jako wijące się węże, dodano mu diabelskie skrzydła i nieodłączny młot, przy pomocy którego pod groźbą zaciągał nieboszczyków do podziemi. Trzeba przyznać, że starożytni Grecy pokusili się o mimo wszystko przyjaźniejszą wersję transportującego nieszczęśników. Charonową łodzią właściciel sterował samodzielnie - choć za wiosłowanie były odpowiedzialne pochwycone dusze. Nikt żywy nie miał prawa nawet przestąpić jej progów - przy czym nie sądzę, by znajdowało się ku temu wielu śmiałków. Jak uważano, za usługę nietypowej przeprawy, bóg pobierał odpowiednio wysoką gażę, w związku z czym w ustach zmarłego umieszczało się monety, które mógł zainkasować. Czy istniał, tego ustalić nie sposób, ale niezależnie od wiary lub niewiary w jego rzeczywistość, lepiej było zastosować w praktyce myśl, iż przezorny zawsze ubezpieczony. Wszak nikt nie chciał być nawiedzany przez ducha bliskiej osoby z tak prozaicznego powodu jak zaoszczędzenie kilku drachm. 😉
Kiedy zobaczyłam tytuł mającej piękną, utrzymaną w mojej ulubionej, bo złotojesiennej stylistyce, okładkę powieści obyczajowej Janusza Muzyczyszyna o sugerującym wiele tytule “Mój drugi brzeg” - jako fan mitologii musiałam się pokusić o jego subiektywne z nią powiązanie. Czymże bowiem może być to wtóre pogranicze, jeśli nie ostatnią przystanią, do której każdy na swój sposób zmierza? I w końcu tam dotrze. Pytanie tylko jak, choć lepiej pozostawić je bez odpowiedzi. Przynajmniej tej werbalnej.
“Jak to jest, gdy widać ten drugi brzeg? Czy człowiek się wtedy boi? Co jest po drugiej stronie?”

.png.PNG)
.png.PNG)
.png)