• Strona główna
  • O mnie
  • Współpraca

Opowiadam historie o historiach. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką.

Dziś wyrzęzisz ostatni oddech. Jestem doskonałym taktykiem. Planuję. Analizuję. Zabijam. Choć to nie obrazuje pełni mojego artyzmu. Kiedy na Ciebie patrzę, nie widzę człowieka. Jesteś jak obrzydliwie czyste płótno, które mogę ukształtować według własnej koncepcji. Obrać ze skóry jak kwiat z opadających płatków. Rzeźbić rysy i pęknięcia, zlizać wirującą po nich krew... Przerzucam długie włosy w odcieniu lodowego błękitu na plecy i sprawnie wiążę je w schludny kok. Ty chcesz, abym pokazała Ci, co potrafię. Ja pragnę z kolei nie pozostawić po sobie choć jednego śladu, a fryzura w nęcącej czerwieni mi w tym nie pomoże. Poczekaj, musimy odpowiednio się przygotować. Obiecuję, że warto. Naciągam na szczupłe, zahartowane ciało kombinezon, na buty wzuwam ochraniacze. Przysłaniam piękną twarz, na jakiej niewinność tak wielu dało się nabrać, szczelną maską. Przestań się wiercić, jeszcze nie widziałeś najlepszego. Nie psuj mojego show; festiwalu zemsty, najważniejszego spektaklu, jaki zorganizowałam specjalnie dla Ciebie. Tak, możesz mi pomóc, jeżeli chcesz. Podaj mi leżący w kącie, nieprzemakalny worek. W środku są rzeczy, które już za chwilę będą nam potrzebne. Dziękuję - również za to, że tu jesteś. Tak długo na to czekałam... Postrzępionymi od szarpanin paznokciami rozsuwam zamek - spójrz, tym pomalujemy obraz. Widzę, jak nerwowo przełykasz ślinę; to zbędne. Pieszczę przedramię, przesuwając po nim leniwie ostrze drogiej brzytwy. Nie dociskam jej jednak do końca, to tylko przedsmak przyszłego przedstawienia. Tyle możliwości, kierunków pociągnięć, śmierci do sprawienia. Przerzucam metalową kochankę między palcami, leniwie kreśląc ósemki w powietrzu i łapiąc promienie słoneczne. Gotowy? Otwórz tamte drzwi. Wiesz, kto się za nimi znajduje?! Nieważne. Teraz Cię zwiążę... 

Piękny sen, prawda? Dalej czuję tę metaliczną, niemożliwą do pomylenia z czymkolwiek innym woń; najlepsze perfumy. Dłoń - zamiast brzytwy – chwyta za bok metalowego łóżka. Owszem, dalej jestem w szpitalu psychiatrycznym. Ale już niedługo, przyrzekam... 

15:11:00 No comments

O przebijaniu głową szklanych sufitów mogłabym napisać własną powieść. Zarysuję krótko: one nie istnieją, jeśli tylko tego chcesz. A teraz historia o historii Janusza Muzyczyszyna.  

Wraz ze śmiercią ojca skończył się bezpowrotnie istotny etap w Twoim życiu. Straciłeś filar, który podtrzymywał je w chwilach zwątpienia. Zawsze mogłeś liczyć na jego pomocną dłoń i rozsądną radę. Doświadczenie i mądrość taty pomogły Ci wyjść obronną ręką z niejednej opresji. Gdyby nie on, nie stałaby obok Ciebie Majka – kobieta, na jaką czekałeś całe życie, czego w swojej głupocie nawet nie dostrzegałeś. To ojciec przekonał Cię, żebyś skorzystał z szansy, którą dał Ci los i czym prędzej się z nią ożenił. Przemówił Ci do rozumu, za co zawsze będziesz mu wdzięczny. Zresztą nie tylko Ty. Ostatni rok życia osiemdziesięcioletni Jan Marczak spędził w domu opieki. Ujmował wszystkich otwartością, przyjaznym zachowaniem i skłonnością do udzielania pomocy. Dzięki niemu parę osób wyszło z kryzysowych sytuacji. Jednak starszy pan ostatnie chwile spędził na uporządkowywaniu nie tylko losu innych, ale także swojego. Przeprowadzał z nim swoisty rozrachunek, rozpamiętując blaski i cienie.    

„Kolejny raz analizował minione, mniej czy bardziej udane związki z kobietami, spowiadał się sam przed sobą nie tylko z błędów młodości, lecz także z tych które popełnił jako mocno dojrzały człowiek. Wiedział, że odchodzi, i chciał to zrobić pogodzony ze sobą i światem.” 

Zdawałeś sobie sprawę z jego stanu zdrowia – byłeś w stałym kontakcie z lekarzami, którzy nie pozostawiali wątpliwości, że Wasz czas się kończy. Wiedziałeś więc, że nieuchronnie zbliża się chwila ostatecznego rozstania i nawet często w myślach wyobrażałeś sobie, jak będzie przebiegała. Gdy jednak siedząc przy łóżku, puściłeś bezwładną dłoń ojca, okazało się, że zupełnie nie jesteś na to gotowy. Ogarnął Cię bezbrzeżny smutek - zrozumiałeś, jak wiele straciłeś. Pojawił się nad Tobą szklany sufit rozpaczy... 

14:33:00 No comments

Tkwisz tam, gdzie fikcja przenika się z rzeczywistością a motywy oniryczne splatają w owianym mgłą nierealności uścisku z wielowymiarową historią. Jakaż to ironia losu, że to właśnie tu spotkałeś eteryczną miłość, której poszukiwania zajęły Ci prawie 40 lat. Może takie było Twoje przeznaczenie? Albo ta, nomen omen, wyśniona tak naprawdę nigdy nie istniała? Witaj w świecie rodem z nęcącego klimatem filmu “O północy w Paryżu”, trwożącego serialu “Black Mirror” i wywołującej podziw działalności Kliniki Budzik. Poznaj “Asystenta” - debiut, w jakim bezsenność oraz śpiączka mogłyby odegrać najważniejsze koncertowe akordy. Czynią to jednak próba odtworzenia wspomnień, oddzielenia prawdy od zwichrowanych wymysłów oraz dążenie do urzeczywistnienia nasączonej uczuciami fantazji, podane zmyślnie wciągającą narracją, kierowaną do... tajemniczej kobiety. Albo tylko tworu pozostającego w stanie spoczynku umysłu? Lub Ciebie – czytelnika? Co faktycznie się wydarzyło?  

“Im więcej spacerowałem, tym bardziej noc traciła swoją grozę, a pojedyncze postacie w mrocznym krajobrazie wydawały mi się bliskie. Stałem się jednym z nich - partyzantów sennego miasta, stróży nocy, ludzi, którzy szli spać dopiero, gdy niebo robiło się różowo-pomarańczowe i wreszcie wstawało słońce.” 

Odkąd wróciłeś ze szpitala w Glasgow, w jakim specjaliści pozbyli się tkwiącego w Twojej głowie guza, cierpisz na bezsenność. Wypróbowałeś wszelkie możliwe metody, które sugerowali domorośli medycy na forach internetowych. Przetestowałeś porady przyjaciół oraz znajomych. Na niewiele się to zdało. O ile można spędzić bez snu dobę, dwie, trzy – o tyle po kilku więcej zmęczenie odbiera chęci do życia i przemienia w zombie. Uspokajające specyfiki, wyciszanie się lekturą, elektroniczny detoks, medytacja, nawet prozaiczne liczenie owiec – nie pomogło nic. Przepisane przez lekarzy środki wyłączały Cię na zbyt długo; niektóre doprowadzały nawet do lunatykowania. W końcu dowiadujesz się, że cierpisz na zaburzoną, bo odwrotną produkcję melatoniny. Odtąd zostajesz skazany na funkcjonowanie nocą i próbę chwytania skrawków snu za dnia... 

17:05:00 No comments

Nie pamiętasz, kiedy straciłeś świadomość i zapadła ciemność. Gdy otwierasz oczy, zalewa je jaskrawe światło. Rozpaczliwe ruchy powiekami przywracają im ostrość widzenia, lecz jedyne, co dostrzegasz, to biały sufit, rozjarzony mdłym blaskiem świetlówek. Próbujesz poruszyć głową, potem rękoma i nogami, ale Twoje ciało uparcie milczy. Masz przeczucie, że stało się z nim coś bardzo złego i zaczynasz wpadać w panikę. Chcesz krzyczeć, jednak żaden głos nie wydobywa się z Twoich spierzchniętych ust, więc dźwięk więźnie Ci w gardle. Po chwili słyszysz, jak ktoś wypowiada Twoje imię: Ogi. Rozpoznajesz kobiecy głos, pytający z troską, czy już nie śpisz. Po chwili pochyla się nad Tobą pielęgniarka a moment potem lekarz, który informuje, że jesteś całkowicie sparaliżowany i teraz wszystko zależy od siły woli. Zawożą Cię na badania a Twoje bezwładne ciało przekładane jest z łóżka na łóżko i podłączane co rusz do innej skomplikowanej maszynerii. Czujesz się jak szmaciana lalka, nieposiadająca żadnych możliwości. W końcu miarowy szum urządzeń Cię usypia.  

„Czy jego przebudzenie to naprawdę coś pozytywnego? Zwrot, którego użył lekarz – siłą woli, a nie medycyna – nie dawał mu spokoju. Te słowa były nader wymowne.” 

W malignie rozpaczliwie próbujesz sobie przypomnieć, w jaki sposób znalazłeś się w szpitalu. Pamięć wyświetla Ci obraz jadącego samochodu, w którym siedzisz razem z żoną, potem gwałtownego deszczu, poślizgu, wprawiającego pojazd w wirujący ruch dookoła własnej osi, wreszcie potężnego uderzenia o betonową przeszkodę. Auto złożyło się jak dziecięca harmonijka i ostatkiem sił uchwyciłeś obraz zakrwawionej żony na siedzeniu obok. Gdy powracasz do świadomości, nie wiesz nawet jaki czas upłynął od ostatnich badań. Z ciszy, która panuje wokół wnioskujesz, iż jest głęboka noc. Słyszysz, jak skrzypią drzwi i ktoś bardzo cicho wchodzi do pokoju. Postać, cała ubrana na biało, zbliża się do Twojego łóżka. Ze zgrozą patrzysz, jak jej ciało wyciąga się w górę, sięgając aż do sufitu. Wkrótce znowu tracisz przytomność. 

01:59:00 No comments

Skóra, fura i komóra to niezbędne atrybuty, jakimi powinien dysponować każdy gentleman. No, do tego powinny jeszcze dochodzić szykowne, ciemne okulary przeciwsłoneczne, noszone we wszystkich okolicznościach. Wymienione utensylia na ogół znacząco przyśpieszają rytm bicia serc niewieścich - zwłaszcza, gdy są dobrane ze smakiem i posiadają odpowiednią jakość. A ta u Ciebie jest przednia. Ubrania, które przywdziewasz ozdobione są metkami najdroższych firm odzieżowych, samochód to pociągnięte czarnym, błyszczącym lakierem Ferrari, a „patrzałki” zostały wykonane z najlepszego materiału, specjalnie na Twoje zamówienie. Stać Cię na to, gdyż pochodzisz ze starego, szlacheckiego rodu Wielopolskich. Ten zamożny, dysponujący omszałym herbem klan, posiadający gniazdo w Wielopolu, u podnóża Gór Świętokrzyskich, zainwestował w wiele przedsięwzięć w postaci browarów czy majątków ziemskich, więc nie zbywa mu na pieniądzach. Mieszkasz w wystawnym pałacu, szczycącym się ustawioną na trzecim piętrze kopułą astronomiczną, ogromnym, pieczołowicie zadbanym ogrodem oraz biblioteką składającą się z 23000 książek (sic! 😉), z których wiele to stare woluminy. Wszystko to, a także wspaniały wystrój wnętrz oraz zabytkowe meble o zapierającym dech w piersiach wyglądzie, składa się na imponującą, książęcą rezydencję. Daleko Ci jednak do zblazowanego bogacza niedostrzegającego potrzeb maluczkich. Masz swoje zasady oraz granice, jakich nigdy nie przekraczasz. Uważasz, że warto pomagać innym i pochylać się nad ich losem, a mamona nie jest wyznacznikiem statusu i celem życia... 

16:05:00 No comments

Wyobraź sobie Międzyzdroje w styczniowej aurze. Pozbawione hałaśliwych tłumów, zawianych turystów, wszędobylskiej, głośnej muzyki oraz ustawionych co krok straganów z tandetą, rażących oczy jaskrawymi kolorami. Cisza i spokój, potęgowane miarowymi uderzeniami jęzorów fal o brzeg piaszczystej plaży. W oddali, pod zasłoną ciężkich chmur, krystalicznie czyste powietrze pozwala dostrzec sylwetkę płynącego statku. Marazm zakłóca co najwyżej pojedynczy przechodzień, sunący szybko po nadmorskim deptaku w sobie tylko znanym celu. Idylla? Nie dla Ciebie. Jesteś tutaj bowiem z konkretnej przyczyny.  

„Uczucie, że popełniam błąd, towarzyszyło mi nieustannie – głównie z powodu bezczynności. Miałem po prostu za dużo czasu, żeby myśleć, co nigdy dobrze się nie kończy. A miałem za dużo czasu, bo moje śledztwo było jedną wielką porażką.” 

Wylądowałeś w tym miasteczku, aby odnaleźć pewną osobę bądź chociaż jakikolwiek jej ślad. Zadanie to zlecił Ci komornik Tomasz Guziec, ojciec zrozpaczony zaginięciem syna – Jacka. Do tragedii doszło pięć lat temu. W wakacje chłopak przyjechał z paczką kumpli ze studiów nad Bałtyk, gdzie na swoje nieszczęście poznał Cypriana - przebojowego wyrostka w swoim wieku. Natychmiast się zaprzyjaźnili, połączeni wspólnym zamiłowaniem do kite– i windsurfingu. Nagle odłączyli się od grupy i pojechali na Wolin, po czym wszelki słuch po nich zaginął. Policja bezradnie rozłożyła ręce – nie było żadnych oznak popełnienia przestępstwa a młodzieńcy mieli powyżej 18 lat. Nic nie wskórały także całe tabuny prywatnych detektywów, które zostały wysłane, by węszyć na wyspie. Ustalono jedynie, iż widziało ich parę osób oraz spędzili noc w pensjonacie. Nie określono także tożsamości Cypriana, poza ogólnikowymi wskazówkami w rodzaju tych, że był niebieskim ptakiem, który wędrował po całym wybrzeżu. Zatrudniał się sezonowo w różnego rodzaju smażalniach, kempingach, płatnych parkingach i tym podobnych przybytkach. Nikomu nie wadził ani nie wyrządził krzywdy. A pomimo tego wraz z nowym przyjacielem rozpłynął się w powietrzu. 

14:16:00 No comments

Okraszone świetnym poczuciem humoru i elegancką warstwą językową całej narracji przekomarzanki między głównymi bohaterami są czymś, co absolutnie uwielbiam. Jeżeli w sukurs przychodzi im nieoczywista relacja romantyczna, a w tle jak najpiękniejsza muzyka wybrzmiewają przyzywające akordy mafijnych strzelanin i potyczek rodem z filmów akcji – jestem przeszczęśliwa. Właśnie tego spodziewałam się po “Cenie wolności”, będącej spin-offem serii “Konsorcjum” - na domiar dobrego z motywem tajnej organizacji oraz uwielbianą utratą pamięci. W istocie otrzymałam coś nieco innego... ale równie wciągającego. Nie sposób pominąć też faktu, że opakowanego w przepiękną okładkę, dzięki jakiej mogłam znowu przywdziać ukochane klimaty na wizualizacjach. Skrzydła - a że dymiące odcieniami szarości, to już kwestia na zupełnie odmienną i nieprzeznaczoną dla ogółu historię... 😉  

“Próbowali posłać mnie do piekła, gdzie moje odwieczne miejsce, ale coś im nie wyszło (...).”  

W pięknym śnie nad Twoim ciałem pochyla się przypominająca anioła kobieta. Prosi, abyś wytrzymała jeszcze chwilę albo nie odchodziła. Sama nie wiesz, jako że moment później budzisz się w całkowicie obcym miejscu, które okazuje się szpitalną salą. Próbujesz złapać resztki ulatującej mary i przypomnieć sobie, co tutaj robisz, ale... na próżno. Zaczynasz się szamotać i wpadasz w kompletną panikę - kiedy sięgasz wspomnieniami wstecz, przed oczami materializują Ci się... czasy oddalone o kilkanaście lat w przeszłość. Jak tu trafiłaś? Co działo się w ostatnim tygodniu, miesiącu, roku? Właśnie: która dzisiaj kartka z kalendarza? Kim jest ta nieznajoma w rogu pomieszczenia i dlaczego mówi, że cieszy się z Twojego przebudzenia? Masz ochotę wrzeszczeć oraz wrażenie, iż dla odmiany tkwisz w koszmarze. Jak z niego uciec? Choć brak Ci pojęcia, co było dawniej, natychmiast ustalasz jedno: chyba znalazłaś się w którymś kręgu piekła... pod ochroną samej królowej. 

22:36:00 No comments
Nowsze posty
Strasze posty

O autorce

O autorce
Żona, kociara, maniaczka thrillerów, wielki ogarniacz życia. Recenzuję literaturę - bo życie jest sztuką. Opowiadam historie o historiach. Mail: kierownikoperacyjny.sp@gmail.com 💥

Kategorie

  • książki

Jestem tutaj

Statystyka odwiedzin

Stali czytelnicy

Archiwum

  • ▼  2026 (75)
    • ▼  cze (4)
      • KN Haner - Tajemnice, które nas niszczą - recenzja
      • Iwona Sowińska - Rzeźbiarz z Maryland - recenzja
      • Magdalena Stępień - Kinnari. W gąszczu Tajlandii i...
      • Jaga Tuliszka - Jak nie teraz, to kiedy? - recenzja
    • ►  maj (20)
    • ►  kwi (10)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (13)
    • ►  sty (10)
  • ►  2025 (296)
    • ►  gru (20)
    • ►  lis (19)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (25)
    • ►  sie (16)
    • ►  lip (22)
    • ►  cze (19)
    • ►  maj (38)
    • ►  kwi (24)
    • ►  mar (36)
    • ►  lut (24)
    • ►  sty (23)
  • ►  2024 (292)
    • ►  gru (18)
    • ►  lis (30)
    • ►  paź (30)
    • ►  wrz (27)
    • ►  sie (28)
    • ►  lip (25)
    • ►  cze (20)
    • ►  maj (21)
    • ►  kwi (22)
    • ►  mar (24)
    • ►  lut (29)
    • ►  sty (18)
  • ►  2023 (143)
    • ►  gru (17)
    • ►  lis (20)
    • ►  paź (15)
    • ►  wrz (14)
    • ►  sie (14)
    • ►  lip (15)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (10)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (9)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (5)
  • ►  2022 (31)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (2)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (2)
    • ►  cze (2)
    • ►  maj (2)
    • ►  kwi (3)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (4)
    • ►  sty (3)
  • ►  2021 (60)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (5)
    • ►  lip (13)
    • ►  cze (9)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (9)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
  • ►  2020 (55)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (6)
    • ►  paź (5)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (3)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (6)
    • ►  maj (6)
    • ►  kwi (8)
    • ►  mar (6)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (4)
  • ►  2019 (40)
    • ►  gru (4)
    • ►  lis (4)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (4)
    • ►  lip (5)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (5)
    • ►  kwi (2)
    • ►  lut (7)
    • ►  sty (1)
  • ►  2018 (96)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (4)
    • ►  wrz (5)
    • ►  sie (8)
    • ►  cze (8)
    • ►  maj (12)
    • ►  kwi (11)
    • ►  mar (13)
    • ►  lut (14)
    • ►  sty (17)
  • ►  2017 (197)
    • ►  gru (6)
    • ►  lis (11)
    • ►  paź (9)
    • ►  wrz (16)
    • ►  sie (24)
    • ►  lip (20)
    • ►  cze (17)
    • ►  maj (19)
    • ►  kwi (16)
    • ►  mar (18)
    • ►  lut (8)
    • ►  sty (33)
  • ►  2016 (81)
    • ►  gru (15)
    • ►  lis (23)
    • ►  paź (17)
    • ►  wrz (11)
    • ►  sie (11)
    • ►  cze (2)
    • ►  lut (2)
  • ►  2015 (8)
    • ►  lis (1)
    • ►  cze (1)
    • ►  maj (1)
    • ►  mar (1)
    • ►  lut (2)
    • ►  sty (2)
  • ►  2014 (18)
    • ►  gru (1)
    • ►  lis (1)
    • ►  paź (1)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  kwi (4)
    • ►  mar (4)
    • ►  lut (1)
    • ►  sty (2)
  • ►  2013 (18)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (4)
    • ►  wrz (1)
    • ►  sie (2)
    • ►  lip (1)
    • ►  cze (3)
    • ►  lut (3)
    • ►  sty (2)
  • ►  2012 (14)
    • ►  gru (1)
    • ►  paź (5)
    • ►  cze (2)
    • ►  kwi (1)
    • ►  mar (3)
    • ►  lut (2)
  • ►  2011 (12)
    • ►  gru (2)
    • ►  lis (2)
    • ►  paź (2)
    • ►  wrz (3)
    • ►  sie (1)
    • ►  lip (1)
    • ►  mar (1)

Created with by ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates