Jantar - kuracja na gorąco - efekty

13:32:00

Jantar... tę nazwę słyszała chyba większość kobiet, a i spora część mężczyzn. Pierwsze skojarzenie to oczywiście bursztynowej barwy wcierka na porost włosów, którą osobiście uważam za hit. Ostatnimi czasy została nawet ulepszona- w celu aplikacji już nie trzeba bić się po głowie szklaną buteleczką ;-), doczekaliśmy się bowiem atomizera. NARESZCIE. Farmona jednak, bo to od niej Jantar pochodzi, oprócz ulepszonej wersji wcierki wypuściła na rynek również zupełną nowość- kurację do włosów na gorąco z wyciągiem z bursztynu. Mając za sobą wiele buteleczek wcierki, mgiełkę (średnio trafiony wybór) oraz całkiem niezły szampon, z ochotą wzięłam się do testów nowości.



Opakowanie kartonowe, niewielkie, w charakterystycznej szacie graficznej.


W środku znajdziemy regenerującą olejową maskę, nawilżający szampon, balsam wygładzający oraz czepek (przydatna rzecz, w kuracjach na ciepło wręcz niezbędna- a nie każdy posiada taki w domu). Maski mamy 17ml, szamponu 15, odżywki/balsamu 5.


Z tyłu znajdziemy obietnice producenta, informacje o najważniejszych składnikach oraz sposób stosowania. Ten zaś przedstawia się następująco:

- Saszetkę z maską umieszczamy w miseczce z gorącą wodą. Czekamy minutę i nakładamy maskę na włosy. Owijamy włosy czepkiem i ręcznikiem i czekamy 20 minut.
- Myjemy włosy dołączonym do zestawu szamponem wygładzającym.
- Wmasowujemy we włosy balsam, pozostawiamy na chwilę i płuczemy (chyba że mamy włosy bardzo zniszczone- wówczas można go pozostawić na włosach jak odżywkę bez spłukiwania).



Skład - rzecz dla każdej włosomaniaczki istotna.


Maska: Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Hydrolized Silk, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Propylene Glycol, Amber Extract, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dimethiconol, Hydroxyethylcellulose, Parfum (Fragrance), Limonene.

Uważam za świetny. Mamy tutaj olej awokado, emolienty, olej kokosowy, glicerynę, jedwab, olej jojoba, olej arganowy, mocznik, ekstrakt z bursztynu i żadnych szkodliwych składników.


Szampon: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Urea, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Amber Extract, Inulin, Panthenol, Soluble Collagen, Sodium Cocoamphoacetate, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone.

Do najdelikatniejszych nie należy- sls zaraz po wodzie. Dalej mamy mocznik, ekstrakt z bursztynu, inulinę, pantenol, kolagen - i to na tyle wartościowych substancji. Powiedziałabym, że szampon jest dość zwyczajny.


Balsam: Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Propylene Glycol, Equisetum Arvense (Horsetail) Herb Extract, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Inulin, Hydrolyzed Keratin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance).

Emolienty, gliceryna, wyciąg ze skrzypu polnego i innych ziół, inulina, keratyna, proteiny pszenicy, mocznik. Fajnie, że zapach na samym końcu- dzięki temu mamy pewność, że reszta składników jest w odpowiedniej ilości, nie zaś śladowej.

Kurację znajdziemy w przedziale cenowym 6 (np. na ezebra.pl) do 12 zł (stacjonarnie). 


Ano i wreszcie pora na efekty na moich włosach. ;-)


Zdjęcia przed- włosy były myte dzień wcześniej szamponem ziołowym Babci Agafii no1 (bez zawartości sls), potem nałożyłam na kilka minut odżywkę Alterra Granat (do której pałam dziką miłością), na koniec zaś w końce wmasowałam odrobinę ulubionego olejku bambus i awokado od Biowax. 




Jak widzicie, pomimo intensywnej pielęgnacji, pięknego połysku nad którym wciąż pracuję i tafli wręcz na większej części włosów, rozjaśnione kiedyś końce dalej są bardzo suche i potrzebują duuużej dawki nawilżenia i poświęcania im ogromnej ilości czasu i... kosmetyków.


Zdjęcia po- olejową maskę nałożyłam na długość włosów od końca ucha w dół, wczesałam i pozostawiłam na 35 minut, przykryłam czepkiem i ręcznikiem, po tym czasie umyłam włosy dołączonym szamponem a po spłukaniu wmasowałam balsam, który pozostawiłam na kilka minut i również spłukałam.




Starałam się zrobić takie same ujęcia dla porównania.


Sama kuracja jest świetnym pomysłem- zdecydowanie brakuje takich zestawów na rynku. Składniki w poszczególnych etapach są naprawdę dobrze dobrane, uzupełniają się- mamy i emolienty i proteiny i humektanty, więc cała równowaga, która powinna być zachowana taka właśnie jest. Na moje włosy jednak jeden taki zestaw to zdecydowanie za mało - ledwo starczyło mi na nałożenie maski na włosy od końca ucha w dół. Gdybym chciała pokryć całe włosy dokładnie potrzebowałabym trzech opakowań. Bardzo natomiast podobał mi się jej zapach i faktycznie olejowa konsystencja. Po zmyciu maski wodą włosy były miłe, lejące, nie miałam problemu by przeczesać je palcami przed nałożeniem szamponu. Ten zaś zapach miał już zupełnie inny, bardziej ziołowy a jego konsystencją był żel, dość gęsty. Żadnego problemu z pienieniem się. Natomiast nie mam pojęcia dlaczego miałam dość spory problem z wymyciem go z włosów- kiedy w końcu mi się udało włosy były dziwnie śliskie, aż ,,trzeszczały". Trochę mnie to zaniepokoiło. Balsamu również jest zdecydowanie zbyt mało. Starczyło mi jedynie na pokrycie końcówek i niewiele więcej. Konsystencja kremowa, ale już nie oleista. Zapach przyjemny. Po wyschnięciu (naturalnym) moje włosy dały się bez problemu rozczesać. Mam wrażenie że błyszczą się jeszcze bardziej. Są też milsze w dotyku i dociążone (uwielbiam ten efekt!). Końcówki wyglądają znacznie lepiej (oczywiście pomijając ostatnie dwa cm, które niestety idą pod nożyczki), nie ma też żadnego puchu który lubi mi towarzyszyć. 

Reasumując, fajnie przetestować dobrze dobrany zestaw. Czy kupię go ponownie? Myślę, że tak- co jakiś czas mogę sobie zafundować taką kurację. Dobrze byłoby jednak gdyby Farmona pomyślała o większych pojemnościach- mam znajomą, która musiałaby chyba z dziesięć takich zestawów kupić, żeby pokryć całe włosy. A, byłabym zapomniała. Zestaw ma szansę sprawdzić się na absolutnie każdym rodzaju włosów, biorąc pod uwagę naprawdę godny pochwały skład. Gdybym miała przyznać notę końcową, byłoby to 7/10. 

Jeśli mieliście już styczność z kuracją na gorąco Jantar - koniecznie dajcie znać. A może dopiero macie zamiar?
xoxo

You Might Also Like

20 komentarze

  1. Nie wiedziałam o istnieniu takiej kuracji. Ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post i ciekawa recenzja. :-) Chętnie będę tu często wracać. Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. O muszę go przetestować w swoim mieście nigdzie go nie widziałam jak będę kiedy coś zamawiać przez neta to na pewno to kupię ;)
    www.beautybloganeta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta kuracja jest na mojej liście :D Coś fajnego i innego dla włosów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz czytam o tej kuracji. Muszę wypróbować :)

    Zapraszam-Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie widziałam wcześniej tej kuracji :) muszę spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie widać różnicę na końcówkach! Nie słyszałam do tej pory o tej kuracji, ale zaciekawiłaś mnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ogólnie na plus, jednak wiadomo ze żaden produkt nie jest idealny :) ja bym mogła wypróbować ;) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie miałam nic z tej firmy, chociaż parę razy chciałam coś kupić. myślę że moim włosom taki zabieg przydałby mi się, a że mam krótkie włosy to bez problemu wystarczałoby ;) zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba muszę się zainteresować ;) Może będzie to ratunek dla moich włosów. Używam wcierki Jantar i jestem zadowolona. Może i ta kuracja przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. mam ogromną chęć przetestować tę kurację :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo,o tej kuracji jeszcze nie słyszałam!
    Zawsze używałam wcierki, była dla mnie cudowna lecz nie wiem,może zmienili coś w składzie,niedawno kupiłam i dopadł mnie straszny łupież :( musiałam odstawić...

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy raz o niej czytam. Muszę wyprobować! Lubię wcierkę to może ta kuracja się sprawdzi:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy wpis :) Muszę rozejrzeć się xa kuracją

    OdpowiedzUsuń
  15. Pierwszy raz o niej słyszę ale z pewnością się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Właśnie jestem świeżo po wypróbowaniu tej nowości i jestem pod wrażeniem.Włosy są błyszczące,nie puszą się (a często tak bywało,są miękkie w dotyku no i z rozczesaniem nie było kłopotu.Tylko tak jak piszesz trochę mało tych preparatów ale poza tym jest super.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się, że jedno opakowanie jest bardzo skąpe.. Mam półdługie włosy i ledwie mi starczyło...
    Ale efekt bardzo fajny:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Stoi i czeka na swoją kolej w drodze pielęgnacji, ale jestem dobrej myśli

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie chce abyś odebrała to jako atak, ale na opakowaniu jest napisane że jedna saszetka starcza na średnią długość wlosow, czyli trochę za ramiona. A ty masz zdecydowanie długie wlosy i powinnaś kupić od razu dwie.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)

Subscribe