Jennifer Donnelly - Zatruta - recenzja

by - 22:53:00

Retellingi, czyli doskonale znane historie napisane na nowo, zaliczają się do kategorii moich prywatnych „zakazanych przyjemności”. „Zatruta” Jennifer Donnelly przedstawia jedną z opowieści, jakie bardzo ceniłam w dzieciństwie - choć miłość do podobnych baśni chyba nigdy mnie nie opuści. Opublikowana w twardej oprawie z pięknymi barwionymi brzegami w Wydawnictwie Zysk i S-ka, definitywnie cieszy oczy. To samo czyni jednak treść - a przyznaję, iż wariacjom na temat bajań o Królewnie Śnieżce ciężko już mnie zaskoczyć, jako że powstało ich zaskakująco wiele. Jak udowadnia posiadająca bezsprzecznie duży talent Pisarka, wciąż da się wykreować prozę, której jeszcze nie było - nie tylko poszerzając klasyczny tekst narracji, ale i ubarwiając go zupełnie nowymi elementami, jakie przeniosą odbiorcę w świat bajek, sennych marzeń i… koszmarów. Propozycja czytelnicza Autorki zalicza się bowiem do… nader mrocznych. Zła i złożona z zazdrości królowa chyba jeszcze nigdy nie była aż tak okrutna. Czarnowłosa i bladolica Sophie - w tak dużej mierze skomponowana z życzliwości, dobroci oraz właściwej wiekowi niespełna siedemnastu lat naiwności a także mrzonek o szczerej, nieskończonej miłości i wiary w to, że władca może rządzić sercem i łaskawością zjednać sobie poddanych. Rolę siedmiu krasnoludków pełni natomiast siedmioro mężczyzn, mieszkających w zaczarowanej chacie pośrodku lasu z kucharzem pająkiem o przyjaznym usposobieniu oraz biedronką, co to pełni rolę gospodyni domowej. Łowca odpowiedzialny za pozbawienie Śnieżki serca staje się natomiast silnie cieniście złowieszczym, wszechwiedzącym narratorem opowieści. Donnelly na tym jednak nie poprzestaje, jako że do fabuły wkracza jeszcze wiele innych postaci, spośród których każda wnosi do niej coś innowacyjnego. Pozostaje mi nadmienić, iż niezmiernie się cieszę, że klasyka pozostaje bezśmiertna - właśnie dzięki nieustającemu ożywianiu jej przez Twórców na najróżniejsze sposoby. Jak i dawno, dawno temu…

„To zbyt trudne, zbyt bolesne, prawda? Ale taki właśnie jest los władcy - trudny i bolesny. Oznacza konieczność podejmowania niełatwych decyzji i wydawania surowych wyroków, by utrzymać poddanych w ryzach, a wrogów z dala od granic swego kraju.”

Dawno, dawno temu - a może wcale nie tak dawno, za siedmioma górami i tyloma lasami - a może wcale nie tak daleko, żyłaś sobie Ty - kochająca polowania na zwierzynę dziewczyna o imieniu Sophie, twarzy bledszej od śniegu i włosach czarniejszych niż noc. Kawalerów do swojej ręki nieustannie oczarowywałaś zabawnym flirtem, a z Twojego lica nigdy nie schodził wyniosły wyraz. Aż do momentu… gdy każdego wieczora znajdowałaś się nareszcie we własnej komnacie, gdzie już nikt Cię nie widział i mogłaś nareszcie zrzucić z niej zakładaną codziennie maskę, nad której kształtem i utrzymaniem na odpowiednim miejscu pracowałaś codziennie. Odkąd ojciec umarł, macocha rządząca w Twoim imieniu jako regentka, wpajała Ci, że okazanie najmniejszej nawet słabości czy jakiegokolwiek uczucia oznacza dla władcy słabość oraz stawia go w sytuacji zagrożenia. Wszak przeciwnicy wciąż czyhają na to, by przejąć królestwo, a już niedługo, dokładnie w dniu siedemnastych urodzin, odbędzie się Twoja koronacja. Dlatego teraz pędzisz na rumaku jak gdybyś była szybsza niż wiatr i próbujesz wyprzedzić polującą na wilczycę sforę psów. Tak naprawdę nienawidzisz bowiem tej szlacheckiej rozrywki i choć musisz brać w niej udział, gdy tylko udaje Ci się pozostawić w tyle wszystkich uczestników polowania, zaganiasz lupusa w miejsce, z jakiego udaje mu się zbiec żywym. Podobną łaskawością wykazujesz się względem ignorującego rozkazy, lichego kundla czy doglądającego psiarni, słabującego chłopca. Mimo zachowania wszelkich pozorów i ostrożności, zła królowa za każdym razem zauważa Twoje nieposłuszeństwo i niecne w jej mniemaniu postępki. I mści się za nie. Jeszcze tego nie wiesz, ale wcale nie ma zamiaru oddać Ci diademu przywódcy kraju… W jej otoczeniu od najmłodszych lat znajduje się bowiem niezauważony przez nikogo doradca, który niezmiennie sączy jej jad do ucha. Nieustannie realizuje tym samym plan uknuty przez odmęty piekielne - tej nocy zaś jako śmiertelne zagrożenie dla macochy wskazuje… właśnie Ciebie.

„Dziewczyna o sercu, które nie zamierzało pozostawać w ukryciu. Sercu samowolnym, hałaśliwym i niedającym się okiełznać. Sercu pełnym pęknięć i szram, z którego emocje wyciekały niczym woda z dziurawego cebra. Dziewczyna, która zrozumiała, że przeznaczeniem serca królowej jest znosić podobne razy wciąż od nowa.”

Kolejnego poranka pośrodku Mrocznego Lasu, padasz zemdlona w objęciach łowcy, który wcale nie zabrał Cię na zwyczajową przejażdżkę i nieudolnie usiłuje ukryć we własnych oczach zbierające się w nich łzy. Wyciąwszy serce z Twojego odchodzącego do krainy zmarłych ciała, nie zauważa jednak, że wciąż tli się w Tobie iskierka duszy, którą udaje się pochwycić w naprędce utkaną sieć Weberowi - pająkowi spacerującemu nieopodal z siódemką metrowych mężczyzn. Już wkrótce obudzisz się w ich wprawiającej w podziw urokiem izdebce, z dziwacznie zaszytą dziurą w piersi, za którą tykać będzie… podtrzymujący Cię przy życiu zegar. Okrasiwszy podniesienie powiek krzykiem, poznasz szokująco nietypową zgraję - ośmionogiego kucharza, dbającą o porządek biedronkę imieniem Tupfen oraz cieślę zwanego Joosts, myśliwego Jeremiasa, krawca Schatzi, zielarza Juliusa, rolnika Josefa, kowala Jakoba oraz zegarmistrza Johanna, odpowiedzialnego za to, że wciąż jeszcze żyjesz, choć tkwi w tym pewien haczyk… Przypadkowo ustalisz bowiem, że kiedyś braci było ośmioro, a jeden z nich, podobnie tak jak Ty, przez pewien czas miał mechanizm zamiast serca. Tylko że jego działał nieco inaczej, bo Twój ma jeszcze inną wadę oprócz tymczasowości - absolutnie nie filtruje emocji, przez co te, w królestwie wciąż przecież tłumione, wylewają się z Ciebie nieopanowanymi falami. Wygląda na to, że otaczające Cię niebezpieczeństwa znów się mnożą, choć chciałaś być przecież tylko władcą, który wybrał już sobie nawet odpowiedniego księcia. Byłaś z Haakonem po słowie, zanim doszło do całej tej zdrady ze strony macochy, zatem dziwi Cię fakt, że mężczyzna jeszcze nie zaczął Cię szukać. Nie dopuszczasz do siebie myśli, że uwierzył w kłamstwa, jakobyś naprawdę odeszła z tego świata - przecież obiecywał, że zawsze ochroni Twoje serce… Być może jednak w tej krainie baśnie nie mają racji bytu - to nie jest rzeczywistość baśni…

„Istnieje wiele sposobów na wyrwanie serca z piersi. (…) odbiera je człowiekowi rok za rokiem, kawałek po kawałeczku (…) za pomocą lodowatego milczenia, złośliwych spojrzeń, oziębłości, w którą zamienia się miłość. Świetnie nadają się do tego zatrute słowa, zdradzieckie niczym ostrza noża, pozostawiające w piersi ofiary wyłącznie pustkę.”

Czterysta stron bajkowej opowieści, jaka szybko ewoluuje w historię z koszmaru, w której doskonale znana narracja zyskuje dużą liczbę czarnych postaci oraz nowych zdarzeń - przyznaję, iż Jennifer Donnelly udało się porwać mnie swoją prozą właściwie do imentu. Warstwą językową przystającą do współczesnej baśni, najczęściej powoduje wzruszenie i przerażenie opisami bezwzględności części bohaterów, kilkakrotnie jednak także bawi. Tę bardzo dobrą lekturę określiłabym mianem… traktatu o władzy oraz marzeniach o szczęśliwej miłości, które - podobnie jak i zakończenia - nie zawsze są radosne i najczęściej przybierają pełen  wyrzeczeń, smutków i cierpień kształt. Jedyna zauważona przeze mnie przywara to niekiedy niekonsekwentne zachowanie Sophie, jaka wie przecież o spisku macochy oraz fakcie, że wybranek do jej ręki musiał widzieć wyrwane jej serce dostarczone przez łowcę, a mimo tego i tak nie przestaje wyczekiwać Haakona i liczyć na to, że przybędzie ją ocalić. Można to jednak zrzucić na karb trzymania się tej jedynej nadziei na pozytywny finał oraz właściwej siedemnastolatce, pozytywnej naiwności. Niesamowicie podoba mi się zaś druga część książki, którą odbieram jako gawędę spod bardzo ciemnej gwiazdy, mroczniejącą właściwie z każdą przewróconą stroną. Te ostatnie wiodą zaś do bardzo ciekawych, tęsknie smutnych wniosków, które odznaczają się także wersami o pewnego rodzaju niezłomności, pogodzeniu z losem oraz dźwiganiu ciężaru korony, jaka tyleż często zdobi, co rani skronie władcy. 8/10 z plusem - retelling w takim kształcie, w jakim chciałabym widzieć większość przekazywanych na nowo opowieści. Urzekająco pięknym, lecz równocześnie wabiącym grozą… i taflą lustra, w jaką spoglądasz - lecz z której coś zawsze spoziera na Ciebie…

„A jednak kochała (…). Tak jak kochała rumaki i burze, niebo o północy czy góry, po prostu każdą piękną, nieustępliwą i niebezpieczną rzecz.”

You May Also Like

0 comments

Serdecznie dziękuję za wszystkie opinie, wiadomości oraz czas poświęcony na czytanie mojej strony- tworzę ją dla Was! :-)